Zjem cię, Europo!

  Od kilku dni rozmawiamy głównie o jedzeniu.  O smakach dzieciń­stwa. O ogórkowej. O truskawkach, którymi jak bąki obeżremy się u babci na działce. O parującej misce bobu. Na lotnisku, czekając w gigantycznej kolejce do kontroli bagażu podręcznego, obserwujemy kłębiący się, wielonarodowy tłum Kanadyjczyków.
Po raz kolejny uderza mnie, że pomimo różnic tak ciężkich, że często trudno przyswajalnych, w zasadzie jesteśmy tacy sami. Wszyscy potrzebujemy powietrza,  wody, pożywienia, snu, spokoju i seksu. Wszyscy tak samo wydalamy. Wszyscy przejawiamy jakieś (to kwestia sporna, wiem, ale z definicjnew maslow pyriamidi przejawiamy) procesy myślowe. Podstawa piramidy potrzeb Maslowa, bez której dalszy rozwój jednostki nie jest możliwy. Baza, pozwalająca na rozwój duchowy, metafizyczny, estetyczny, na samorealizację, stawianie i osiąganie celów. Do rozmowy wtrąca się nam młody Hindus z czerwonym tilak na czole (pewnie, jak to bywa w tradycji hinduskiej, pomazano mu czoło na znak szczęśliwej podróży). Mówi, że niechcący podsłuchał, a właśnie o tej piramidzie wczoraj dyskutował ze swoimi studentami. Świat działa w bardzo osobliwy sposób. Więc my o podstawach. O pożywieniu głównie. Ta, jedna z najbardziej podstawowych, wynikających z funkcji życiowych, potrzeba jest dla nas w tym momencie najbardziej kluczowa. Bo ogórkowa. Bób. Tatar. Babcine truskawki.
Jedną z rzeczy, która zaszokowała mnie najbardziej po przylocie do Kanady, były regulacje dotyczące sprzedaży, a właściwie niesprzedaży, surowego mleka. Wychowana na halach Beskidu Sądeckiego, na mleku ciepłym, spienionym, prosto z udoju, na kwaśnym, tak gęstym, że łyżka stała w kamionkowym garnku na baczność, nie mogłam pojąć dlaczego jakaś bardzo ważna i bardzo mądra komisja, w kraju tak rozległym, czystym, pełnym łąk i zielonych, P1070222trawiastych przestrzeni, doszła do wniosku, że mleko niepasteryzowane jest niebezpieczne. Zaczęłam pytać tu i tam, to mi powiedziano, że to bakterie. Niebezpieczne bakterie, które trzeba wybić. Każdy z nas, jak przeczytałam w ne- cie, jest skolonizowany przez dwa tysiące różnych gatunków bakterii, z czego większość to pożyteczne drobnoustroje, które tworzą naturalną mikroflorę, chroniącą nas przed atakami bakterii chorobotwórczych i wrednych. W Kanadzie system IMG_4890 (800x533)zdecydował za obywateli. I choć zawartość mleka w mleku jest podejrzana i wątpliwa (a według najnowszych badań wysoko przetworzone mleko naszpikowane hormonami powoduje osteoporozę, od której powinno chronić i zwiększa zachorowalność na nowotwory), bakterie zostały wyeliminowane z życia społecznego raz na zawsze. W Krakowie, na przekór amerykańskim trendom, pojawiły się maszyny (widziałam takie, wymalowane w krowie łaty w Austrii lata temu), do których codzienne dostarczane jest świeże, prawdziwe, pełne smaku, Mleko Klasztorne. Rubaszni panowie z warzywnych kramów podśmiechują się, że to pewnie zakonnice to mleko dają.
W jeszcze większe zdumienie wprowadziła mnie butelka soku pomarańczowego, kupiona kiedyś w Salt Lake City – jednym z najbardziej dziwacznych, niezrozumiałych i przerażających miast, w jakim kiedykolwiek byłam. Gniazdo Mormonów jest nowoczesne, sterylne, pozbawione mistycyzmu i transcendecji należnych większości religii. W jedynym, bezwstydnie przy niedzieli otwartym sklepie, stuprocentowy, niepasteryzowany, wyciśnięty z kalifornijskich pomarańczy sok (naszpikowany niebezpiecznymi bakteriami oczywiście) informował nalepką na butelce, że jego wypicie może spowodować poważne problemy zdrowotne, szczególnie u małych dzieci, osób starszych i tych z osłabionym systemem immunologicznym. Za uporczywe „nie”, mówione wszystkiemu co naturalne (od soku po zmarszczki) Ameryki nigdy nie zaakceptuję i nie polubię.
W kaszance nie ma już podobno krwi. Nawet w tej, którą kupić można w polskich sklepach. Nie ma z tych samych względów, z których zabroniono restauratorom sprzedaży tatara (surowe mięso wołowe). Pomidory smakują jak papier. Jajka, jeśli nie zwróci się na to uwagi, składają się głównie z antybiotyków.  Śniadaniowe płatki Kellogs z borówkami nie zawierają ich nawet śladowej ilości, wszystko załatwia sztuczny barwnik (Red 40, Yellow 6 i Blue 1) i sztuczny smak. A jeśli komuś przyjedzie do głowy studiowanie hieroglifów składników puszek, kartonów, pudełek i opakowań z naszym codziennym poży- wieniem podstawy chemii i tablica Mendelejewa nie wystarczą do odkodowania. Na szczęście wciąż jeszcze istnieją lokalne targi, farmer’s markets, kooperatywy spożywcze (sprawdźcie koniecznie poniedziałkowe warzywne targi przy Sorauen Street  w Toronto) i przydomowe hodowle niepryskanego jarmużu i pomidorów. Na szczęście wciąż istnieje Europa, gdzie pomimo wprowadzanych przez Unię kolejnych regulacji i ograniczeń, pomimo wiecznej pogoni za standardami amerykańskimi (ech te kompleksy) wszystko wciąż pachnie, smakuje i odżywia znacznie lepiej. Na Starym Kleparzu góralskie starowinki zachwalają bundz, oscypki, tłustą, żółtą śmietanę i klagane masło. Wczoraj najadłam się czereśni. I tego wymarzonego bobu. A ogórkowa mamina  bezkonkurencyjna. I rogaliki z różą, a płatki róży z ogrodu, utarte w makutrze z cukrem. Będzie trzeba się namachać kajakowym wiosłem, napływać w jeziorach i po górach pobiegać, żeby spalić te wszystkie kalorie. Żeby się potem nie okazało, że pod naszą nieobecność pozwężały nam się wszystkie ciuchy ☺. Od europejskiego powietrza na szczęście nie tyje się tak jak od amerykańskiego. Nasza letnia turystyka – zjawisko przestrzennej ruchliwości ludzi, które związane jest z dobrowolną zmianą miejsca pobytu, środowiska i rytmu życia (cyt. z Wiki) rozsmakowana będzie nie tylko w przeżyciach, pejzażach, ludziach, architekturze i naturze, ale w kulinariach wszelakich także.  Choć pewnie przede wszystkim będzie to podróż sentymentalna.
Nie było cię tyle ognisk, tyle ślubów, pogrzebów i chrzcin.
Las rośnie tam, gdzie był młodnik, posiwiały jabłonie i my
Nie było cię tyle wódek, tyle kłótni, księżyców i łez
Już trzeci pies służy budzie, gdzie cię diabeł nosił, no gdzie?
Gdy jesień zaciąga mgły nad drogą co w oczach się dwoi
Gdy czernią zachodzą sny, tak dobrze  wrócić do swoich
Gdy dosyć masz tłumu miast, dosyć tego, co boli
Pomyśl choć jeden raz, tak dobrze jest wrócić do swoich.

/tekst dla Spotkania z Balladą – H. Cyganik,
piosenka „Tak dobrze jest wrócić do swoich” do posłuchania na:
http://romanopuszynski.pl/piosenki.php/

Kaja Cyganik

Related News

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

COPYRIGHT 2014 ZYCIE PUBLISHING SERVICES. ALL RIGHTS RESERVED.