Wolta Francji

Wolta Francji

Wojciech M. Wojnarowicz“Volte-face” – tak właśnie określa francuska prasa rządową decyzję Paryża wstrzymania dostawy pierwszego okrętu desantowego “Mistral” do Rosji. Jako powód odłożenia decyzji (do listopada) podano “brak warunków” do sfinalizowania tej transakcji w związku z konfliktem na Ukrainie. Co sprawiło, iż Francuzi nagle dostrzegli problem?

Trudno to jednoznacznie ocenić, bo zapewne jest to wynikiem splotu rozmaitych 9-mistralczynników. Nacisk sojuszników, szczególnie twarda postawa Waszyngtonu wobec Moskwy, może jakieś zakulisowe problemy rozliczeniowe? Tak czy inaczej, jest to prestiżowa porażka Putina, który do tej pory mógł wskazywać na zróżnicowane stanowisko rozmaitych ośrodków na Zachodzie jako argument na poparcie swych tez wobec interwencji na Ukrainie. “Nie wszyscy są przeciw!” Gest Paryża pokazuje Putinowi, iż swoją agresywną polityką i brutalnym wykorzystywaniem siły budzi leniwy, spolegliwy Zachód z letargu. Zachód, owszem, najchętniej wszystko by przehandlował, o wartościach zazwyczaj otwarcie nie mówi, ale łamanie pewnych zasad w relacjach międzynarodowych – jak otwarta zbrojna agresja na sąsiada – musi mieć swoje konsekwencje.
Pytamy często, jak głupi są zachodni politycy, kiedy biorą za dobra monetę idiotyczne rosyjskie tłumaczenia pojawiania się na Ukrainie “zielonych ludzików”. Zauważmy więc, iż owa propaganda służy także zachodniej polityce. Otóż „udając głupiego” Putin do tej pory ułatwiał zachodnim dyplomatom grę pozorów, bardzo dla nich wygodną. Jak długo Rosja oficjalnie w konflikcie udziału nie brała, zachodnie stolice mogły pozostawać bezczynne. Ot, deklaracja lub jakieś teoretyczne sankcje. Ale bez potrzeby reagowania. Teraz jednakże, wchodząc otwarcie na Ukrainę, Putin przekracza granicę tolerancji, niszcząc wygodną dla Zachodu narrację o “wewnętrznym konflikcie”. Na takie zachowanie Zachód nie może sobie pozwolić bez prowokowania podobnych zachowań ze strony innych graczy na światowej scenie. Bo następny może być… Tajwan, albo Seul. Putin podważa wiarygodność zachodnich zasad, na jakich opiera się nasz kruchy ład. Jedną z nich jest absolutny brak akceptacji dla agresji. Krym został odebrany jako zaległe rozliczenie rozpadu ZSSR, taką “odpowiedź” Rosji na parcelację Serbii i to zostało niemalże zaakceptowane, jeśli nie “expressis verbis”, to praktycznie nikt nie wzywa Rosji do ewakuacji półwyspu. Ale obecne “wycinanie” sobie Donbasu to już inna sprawa, bo Ukraina to nie peryferyjna Gruzja. Putin nieomal otwarcie zapowiada restytucję ZSSR i to dla Zachodu nie jest już teoretyczną możliwością, lecz programem konkurencyjnym wobec własnego planu nowych globalnych regulacji. Widzimy wyraźnie ścieranie się rozmaitych tendencji w polityce wobec Rosji i jej planów organizacji “bliskiego pogranicza”. Są tacy, którzy na to przystaliby, ale są i tacy, dla których to dużo za dużo.

Stawianie Prezydenta do kąta?

Konstytucja to taki dokument, na który bardzo wielu ludzi lubi się powoływać, jednakże niewielu chyba wie, jak się “to” czyta. Szacunek do Konstytucji cechuje społeczeństwa dojrzałe i mocno osadzone w demokracji. Dla nuworyszy konstytucja to jeszcze jeden “papierek”. Takie wrażenie można odnieść po ostatnim spotkaniu Zarządu PO, które w jakimś pijanym widzie, w reakcji na europejską nominację premiera Tuska,  rekomendowało Marszałek Sejmu, wiceprzewodniczącą PO, Panią Ewę Kopacz na …. Premiera Rządu RP.

Skąd partyjnym bonzom takie pomysły przychodzą do głowy, nie trudno zgadnąć. Premier na wylocie, a wiadomo, iż lubi spraw partyjnych pilnować. Ewa Kopacz to najwierniejsza z wiernych. Lepszej kandydatury dla zachowania na dłuższy czas kontroli partii i państwa Tusk nie znajdzie. I zastępy wiernych chcą wodza w swej całkowitej uległości upewnić. Wszystko zrozumiałe. I jest OK, tak działają partie wodzowskie, nie tylko w Polsce. Mamy jednakże jeden drobiazg. Konstytucja RP inicjatywę tworzenia rządu w wypadku zwykłej dymisji rządu daje…. Prezydentowi. Dlatego jest prezydentem, aby sprawy państwa szły zgodnie z prawem! I Bronisław Komorowski musiał swym byłym partyjnym koleżankom i kolegom przypomnieć, iż prezydent żadnymi partyjnymi uchwałami nie jest w najmniejszym stopniu zobowiązany.
Po co ta awantura? Po co prezydentowi pokazywać, iż ma się zajmować żyrandolem i bigosem dla zagranicznych gości, a polityka to my: Grasie, Niesiołowskie i reszta? Normalny człowiek by się na takie stawianie sprawy obruszył, a Komorowski, bez względu na sympatie, zwykłym człowiekiem nie jest. Jest prezydentem RP i to do niego należy inicjatywa. I teraz jest drobny, ale w polskich warunkach znaczący problem, zarysowuje się bowiem linia konfrontacji tych, dla których Konstytucja to taka  “kamieni kupa” oraz tych, dla których prawa zapisane w Konstytucji stanowią podstawę ich siły. W tej konfrontacji prezydent Komorowski może trochę PO-owski aparat wytargać za uszy. Bo podważono w ogóle jego miejsce w strukturze władz. Tusk do tej pory wiedział, kiedy może pozwolić sobie na bycie aroganckim, a kiedy grać dyplomatycznie. Miał bowiem w relacjach z Bronisławem specyficzną pozycję, ale też tylko do momentu wyboru głowy państwa. Kopacz i jej klakierzy takiego komfortu i rozeznania najwidoczniej nie mają. I mogą się na tej arogancji wobec Bronisława Komorowskiego srogo zawieść. Z troski o Polskę – oby!!!

WMW

Related News

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

COPYRIGHT 2014 ZYCIE PUBLISHING SERVICES. ALL RIGHTS RESERVED.