Wolne Zimbabwe?/Testament Wajdy/Marsz Niepodległości!

Wolne Zimbabwe?

Czołgi na ulicach Harrare, stolicy Zimbabwe, niosą nadzieję na normalny rozwój tego jakże pięknego, bogatego w zasoby, kraju. Kraju rządzonego żelazną ręką przez 93-letniego Roberta Mugabe, który z zadziwiającą (niektórych) swobodą, przekształcił się z bojownika o wolność w brutalnego satrapę.
Czołgi armii Zimbabwe na ulicach stolicy niosą wolność ludziom? Oby. Jedyną siłą, która może postawić opór satrapom, jest armia, jak uczą podręczniki „modernizacji“ krajów zacofanych. Armia narodowa, instytucja specjalna, możliwa jedynie w świeżo ustanowionym państwie, hierarchiczna, oddana służbie owemu Państwu. Bo dla jakiej innej wartości jest gotowa poświęcić życie?
Służba Ojczyźnie pojmowana jako obowiązek. Może zadziała to na południu (mojej, rodzinnie) Afryki?

Testament Wajdy

„Powidoki“ to film może rozliczeniowy, a może kapitulacyjny – a może, najodważniejsze wyznanie wybitnego Twórcy, wrażliwego na niszczącą siłę ideologii komunizmu. Andrzej Wajda jest dla piszącego, głosem naszego, polskiego sumienia.

Andrzej Wajda i odtwórca głównej roli – malarza Władysława Strzemińskiego – Bogusław Linda na planie filmu „Powidoki”.

Z mojego skromnego doświadczenia, człowieka współpracującego zawodowo z tymi „koryfeuszami nowego wieku“ – uniwersytecka komuna ma problem. Wytłumaczenie owej, ukazanej tak swobodnie, bez teatralnej przesady – wręcz zwierzęcej – nienawiści komuny do wolności artystycznej „nowego człowieka“, będzie dużo trudniejszym zadaniem domowym dla owych lewaków, niż przetrawienie opowieści o Katyniu. Tam bowiem, tragicznie – wedle ich norm, jedni nacjonaliści strzelali w głowy innym nacjonalistom. So sad! „Poetic justice, though!” – napisała kiedyś, kiedy jeszcze nie umiałem się tu, w Kanadzie odwinąć – czytelniczka “Toronto Star“.
Jak wyjaśnić owym wielbicielkom knuta, iż swoi zniszczyli swojego – najważniejszego artysty modernizmu? Ah, pozwólmy ‚towarzyszom‘ pomyśleć, zwłaszcza w akademiach….
NB. Wielkie dzięki dla Pani Marty Poźniakowskiej – Wspaniałej Osoby naszej tutejszej, polskiej kultury, oddanej promocji tego, co najlepsze w filmowym zapisie polskiej duszy – spiritus movens samej idei „Ekranu: – The Polish Film Festival“.
W. just says: Thank You, Marta!

Szowinizm nie przejdzie!!!

„Do polskiego narodu należą spolszczeni Niemcy, Tatarzy, Ormianie, Cyganie, Żydzi, jeżeli żyją do wspólnego ideału Polski. Murzyn lub czerwonoskóry może zostać prawdziwym Polakiem, jeśli przyjmie dziedzictwo duchowe polskiego narodu zawarte w jego literaturze, sztuce, polityce, obyczajach, jeśli ma niezłomną wolę przyczyniania się do rozwoju bytu narodowego Polaków.“
Wincenty Lutosławski (1863-1954),

polski filozof, profesor, publicysta, działacz narodowy.

Kiedy słyszę skowyt lewaków, uderzających w dzwony Westminsteru na widok flagi Mojego Kraju! – wiem, że coś jest na rzeczy, że wyrządzamy im szkodę. OK,
Kiedy nas chwalą ludzie, z którymi nam nie po drodze, zastanówmy się – czy akurat nie pomagamy życiowym/ideologicznym popaprańcom?!
Wydawałoby się to bardzo proste. Nacjonalizm i szowinizm tak się mają do siebie, jak pięść do nosa.
Sir Walter Scott i Rudyard Kippling. Joseph Conrad i Oscar Wilde. Patrioci Imperium. Piszę o tym często, bowiem my, imigranci z owego „paese lontano” (jak się przedstawiał wiek temu swoim nowym sąsiadom pewien biskup z Krakowa) mamy taki jakiś – wedle Parlamentu Europejskiego – chory nawyk – szacunku dla ziemi przodków. „Pamięć Ojców szanuj!” Ale jest to wpisywanie się w tradycję szacunku dla przeszłości, jaki przejawiają najwspanialsze narody Zachodu. Skoro im wolno, to czemu nie nam. Jeżeli w sercu Londynu jest Cenotaph, i tam składa się wieńce – to czemu ich drażni nasz „Grób Nieznanego Żołnierza”? I nasze kolory!
Nakaz dnia jest taki, aby się wstydzić, nie wiadomo jeszcze – czego bo SMS nie nadszedł, ale na wszelki wypadek, jak kogoś kopią , to nacjonaliści, potem się okazuje że to właśnie „nasi”, swoi, wroga ideologicznego kopią i wtedy narracja musi się zmienić
I jeszcze to dawne, starożytne, osadzone w lekturze Pięcioksięgu, przekonanie, iż gość ma być witany i szanowany – ale nam, Ludziom Prawa Bożego, po swojemu, na dzień dobry chaty nie urządza!!! Thou shall not!!!
Komu przeszkadza flaga narodowa, mój „Klonowy Liść”, „Krzyż Św. Andrzeja”, „Stars and Stripes”, „Les Tricolours”?
– „Try to burn this flag” – noszą na koszulkach bikerzy, których nieśmiało lubię, a którzy zapewne zjedli by piszącego na śniadanie, gdyby im coś tak głupiego zaproponował: że nie ma narodów, nie ma płci, mężczyzna to taka inna baba (ślimak to ryba wedle UE!!!!!), albo że pomieszany amator chłopców i dziewczynek to taka artystyczne swoboda, nie?
Lewaccy ideologowie odkorowania jednostki ludzkiej z jej jakichkolwiek powiązań czy wspólnotowych więzi, muszą się napocić. Szacunek dla domu rodzinnego, wspólnoty – owych ‘Commons’ – dla dźwięku kościelnego dzwonu na plaży Nowej Szkocji, czy w uliczkach Ville de Quebec. Wiemy to my, żyjący akurat tu, na ziemiach British Empire. Kochamy naszą etniczną – szkocką, angielską irlandzką czy francuską, o włoskiej czy hinduskiej nie wspominając – nację. Jesteśmy obywatelami Obywatelskiej Monarchii. Mamy prawo szanować pamięć i przechowywać Wartości, Nie – przeciw komuś. Zawsze – dla Nas samych!
Moja Polska – owa Rzeczpospolita Narodów, rosła w siłę atrakcyjnością dla wygnańców. Nie powinna być nigdy inna!

WMW

Related News

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

COPYRIGHT 2014 ZYCIE PUBLISHING SERVICES. ALL RIGHTS RESERVED.