Wiosenne porządki

Numeruję foldery z felietonami. Ten jest siedemdziesiąty pierwszy. Wcześniej napisałam dwadzieścia pięć dla konkurencyjnego, bezpłatnego tygodnika. Łącznie dziewięćdziesiąt sześć opowieści na przestrzeni  dwóch lat. Można by zebrać w całość i wydać drukiem światu. Ale po co się powtarzać. Lepiej uwarzyć coś świeżego, opartego oczywiście na sprawdzonych składnikach, doprawionego jednak porządnie historiami, które z bardzo różnych powodów nigdy nie widziały dziennego światła. Na pisanie trzeba mieć przede wszystkim czas. Wena nie znosi pośpiechu, pakowanych w biegu walizek, przesiadek, tłoku i wrzasków. Wena jest stworzeniem bardzo chimerycznym, rzec by można osobliwym, nieukładnym i dzikim. Nie mając ręki ani głowy do żadnych biznesów, bujając w chmurach i prowadząc swój cygański tabor w stronę zacho- dzącego słońca, zawsze twierdziłam, że kiedyś w końcu znajdę ten czas i miejsce, w którym powstanie jeden, porządny, wciągający bestseller, który pozwoli mi żyć z tantiemów i praw autorskich. Że jakiś Harry Potter nieoczekiwanie jednym skinieniem czarodziejskiej różdżki odczaruje mi  wszystkie troski, tak jak odczarował je swojej stwórcy – J.K. Rowling. I jak tak się czasem zastanowię nad różnymi komentarzami na fejsie, jak tak czasem spotkam jakiegoś ziomka w Starskim na zakupach albo na koncercie Cugowskich to dociera do mnie bardzo jasno i wyraźnie, że jak nie zacznę, jak nie spróbuję, jak nie wezmę się za robotę, to samo się przecież nie napisze, a takie gadanie dla samego gadania jest nawet dla mnie za bardzo krakówkowe.  Małe to nasze polskie gniazdo węży, ocieramy się czasami o siebie z sykiem na różnych imprezach i rautach.SONY DSC
Wciąż często pada pytanie o wycieczki, jakiekolwiek, nawet o te bez kropka ca, czy będą i kiedy i czy będę je robić, bo przecież powinnam, bo się nauczyłam, byłam, widziałam, poznałam, bo doświadczenie, bo to taka piękna sprawa, a ja macham tylko rękami, jakbym muchy jakieś końskie, natrętne chciała odgonić i nie i nie nie, nie, nie ze mną te numery Bruner, żadne więcej wycieczki, żadne kropka ca, ani te, ani tamte, ani żadne inne. Podróże tak, zawsze, kiedykolwiek, wkrótce, daleko, na sam koniec świata, w kosmos, do gwiazd i obcych galaktyk. Rowerem, na koniu, na słoniu, na wrotkach, na nartach, pieszo, łodzią, canoe, rakietą i na paralotni, ale żadnej więcej turystyki, nie te drzwi, uprasza się pukać gdzie indziej. To co wykreowane, pokazane i sprzedane opinii publicznej, ta cała iluzja, propaganda, fotografie, social media, cuda na kiju i Pan Bóg przysłowiowo za nogi złapany  nijak się mają do rzeczywistości. Indie też baśniowo wyglądają w katalogu wycieczkowym, a w rzeczywistości brud, smród i ubóstwo. Nikt nie zaprzeczy urodzie i niezwykłości Taj Mahal. Nie zaprzeczam niezwykłości miejsc, które widziałam ani rzeczy, które przeżyłam. Zawsze jednak istnieje druga strona medalu, drugi koniec kija i drugi brzeg rzeki. Wszechświat w naturalny sposób dąży do równowagi.  A punkt widzenia niezmiennie zależy od punktu siedzenia – czasem trzeba podnieść tyłek i odejść kawałek, żeby nabrać perspektywy.
Przez wiele lat przeżytych w Krakowie, pisałam poezję, którą pisać myjoczkiprzestałam na emigracji. Muzy nie chciały opuszczać Kraju nad Wisłą, widocznie się obraziły i tam postanowiły zostać. Mówią, że poetą się bywa, a nie jest, wierzę więc, że się jeszcze we mnie te muzy kiedyś zalęgną, że wrócę do liryki. Zaczniemy wtedy pisać z Iloną Kowalik-Urbaniak własne piosenki, bo na razie wałkujemy Stare Dobre Małżeństwo w harmonii na dwa głosy i dwie gitary, na piątkowe muzykowanie w Sweet Breeze Cafe w Brampton.
Krzysztof Jaworski organizuje tam co dwa tygodnie podwieczorki przy mikrofonie, nazwane „Spotkania pod Muszką”, wypełnione humorem, muzyką i poezją, pachnące szarlotką, jesienną mgłą na Plantach, kameralne, nostalgiczne i rodzinnie ciepłe. Dużo ostatnio muzyki dookoła – tej wędrownej i górskiej, tej patriotycznej, bo przyjdzie mi pośpiewać o piechocie i żołnierskich butach na imprezie upamiętniającej siedemdziesiątą pierwszą rocznicę bitwy o Monte Cassino  (17 maja w Parku Paderewskiego, zapraszam!), a też i tej przaśno-ludowej, bo jakieś kabaretowe plany pojawiły się na jesiennym horyzoncie. Cytując Laskę, jednego z bohaterów polskiej komedii „Chłopaki nie płaczą”: „W ogóle bracie, jeżeli nie masz na utrzymaniu rodziny, nie grozi ci głód, nie jesteś Tutsi, ani Hutu i te sprawy, to wystarczy, że odpowiesz sobie na jedno zajebiście, ale to zajebiście ważne pytanie – co lubię w życiu robić. A potem zacznij to robić” – odpowiadam. I zaczynam to robić.

Kaja Cyganik

dziecko

kiedyś świat miał zapach
terpentyny
i drewnianych ram
w których Wacek zamykał
smutne twarze Matki Boskiej

kiedyś wieczór przychodził
od żółtego szlaku
zmęczony artysta z rudą brodą października
mama wkładała mi sweter
w szarudze kostniały ręce

kiedyś noc
spływała księżycem
w szpary naszych dusz

kiedyś świat mogłam schować
w aksamitnym kapeluszu
prawdziwka

teraz mnie coraz mniej
bardziej mniej niż więcej

My beautiful picturei milczy echo

* * *
są takie niedziele
kiedy nie muszę
nakładać pędzlem rumieńców
ani przyklejać uśmiechu marki colgate

są takie niedziele
kiedy nie muszę
pamiętać loginów pinów i haseł
a do czasu mam nieograniczony dostęp

w takie niedziele
wtulona w granie twoich ramion
zapominam że istnieje świat

w poniedziałek rano
drżącym palcem wstukuję kod do rzeczywistości
tak bardzo chcę
go nie pamiętać
na odejście
zapytałam kiedyś
co by było gdyby
świat
nagle się zatrzymał
i zaczął kręcić w odwrotnym kierunku

na fizyce
pisałam wiersze
i czytałam Bułhakova pod ławką

czy ocean zalałby
wszystko
poza szczytem Mount Everest
bo jeśli tak
to mamy tylko dwanaście lat
już zdążyłam zaplanować wszystkie

roześmiał się tylko

a potem minął rok
tylko jeden z dwunastu
świat
nagle się zatrzymał
i zaczął kręcić w odwrotnym kierunku

i siedzę sama
na czubku góry
szukam wzoru
na oswojenie pustki
wyliczanka
a jak artysta
miał lat trzydzieści parę
taki niebieski ptak
zostawił garść piór i odleciał do
cieplejszych ramion

b jak baca
ślebodny i hardy
przeszedł mi granią serca
ostatniej zimy

c jak cóż
sny rzadko są rzeczywiste

m niekoniecznie jak miłość
za młodo
za głupio

ł jak łaska boska
że cię nie ma

kiedy przyjdzie czas na
z jak zmrok
zapadnę się w ciszę

bóg powie
pójdź ku mnie
emocjonalna analfabetko
z tego kraju
gdzieś koło Rosji

Related News

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

COPYRIGHT 2014 ZYCIE PUBLISHING SERVICES. ALL RIGHTS RESERVED.