Wiadro zimnej wody

Każdy z Was pewnie widział już któregoś ze swoich przyjaciół, wylewających sobie na głowę wiadro zimnej wody. Może sami zdecydowaliście się to zrobić.
ASL ice-bucket challenge to nowe szaleństwo, które opanowało internet. Cel godny pochwały, moje wątpliwości budzi jedynie stopień świadomości społecznej całej akcji. ASL (Amyotrophic lateral sclerosis) to stwardnienie zanikowe boczne, nieuleczalna, postępująca choroba neuronu ruchowego. Ice bucket challenge, obok naświetlenia genezy choroby i uświadomienia jej natury, ma na celu umożliwienie podejmującym wyzwanie kilkusekundowe poczucie na własnej skórze tego, co chorzy na ASL czują przez całe życie.  Zasady są dwie – wylewanie sobie wiadra zimnej wody na głowę ma być  połączone z finansowym wsparciem fundacji  walczącej z chorobą, a sama woda ma być tak zimna, by nie topiły się w niej kostki lodu. Niestety – niezwykła siła autokreacji w mediach społecznościowych, szczególnie na portalu Facebook, sprawiła, że oglądamy pajaców wyle- wających sobie na głowy wodę o temperaturze letniej zupy, wskakujących natychmiast do jacuzzi, czy też raczących się w piwkiem (w nagrodę za odwagę). Szczyt ignorancji osiągnęła Pani, która przetłumaczyła nazwę akcji zbyt dosłownie i zamiast wylania lodowatej wody… wysypała sobie na głowę szampańskie wiaderko kostek lodu. Dopóki za strumieniem wody (czy też kostek lodu) idzie strumień gotówki wszystko gra, bo to, jak kreujemy samych siebie w wirtualnej przestrzeni to nasza indywidualna sprawa. Gorzej, jak ktoś bezmyślnie oblewa się wodą ku uciesze internetowej gawiedzi. Wystarczy zamiast na youtube wejść na stronę water.org – statystyki są zatrważające:

1) W Afryce 345 milionów ludzi nie ma dostępu do bieżącej wody.

2) Ponad 3.4 miliona osób zamieszkujących kraje rozwijające się umiera rocznie w wyniku chorób spowodowanych zanieczyszczeniem wody.

3) Co dziewiąty człowiek na świecie nie ma dostępu do bezpiecznego źródła wody.

4) Przeciętny Amerykanin biorąc pięciominutowy prysznic zużywa  więcej wody niż przeciętny mieszkaniec rozwijającego się kraju przez cały dzień.

5) Więcej ludzi na świecie posiada telefon komórkowy niż dostęp do toalety. Przysłowiowym wiadrem zimnej wody wylewanej na głowę powinna więc być świadomość jej braku na świecie, a nie woda sama w sobie.

Dziś dowiedziałam się, że moja dobra znajoma, lokalna, krakowska poetka, świetny pedagog, nauczycielka biologii i wielka miłośniczka teatru gaśnie po przegranej walce z rakiem. Chodzę cały dzień jak struta i dywaguję nad kruchością życia. Takie momenty, kiedy dotyka nas czyjaś śmierć, zawsze skłaniają do refleksji nas własnym życiem. Nikt nie zna przecież dnia ani godziny. Wszyscy umrzemy i jest to prawdopodobnie jedyna sprawiedliwa rzecz na świecie. Nie wszyscy jednak umiemy żyć. Zamiast Ice Bucket Challenge – jednorazowej akcji marnotrawienia wody – lepiej więc przygotować sobie własną Bucket List – listę rzeczy, które chcemy zrobić, zanim przyjdzie nam kopnąć w kalendarz. Tracimy nieprzyzwoite ilości czasu na głupoty, czasu, którego nie da się cofnąć ani nadrobić. Zawsze jest jakieś jutro, zawsze jest tyle ważniejszych spraw niż nasze marzenia, pragnienia i cele. A kiedyś tego jutra nie będzie. I ręce do góry.
Moja „bucket list” zmienia się, ewoluuje i przekształca z biegiem lat i napływem nowych pomysłów. Kilka pozycji udało mi się już skreślić . Machu Picchu, które przez wiele lat stanowiło dla mnie symbol egzotyki, tajemnic zaginionych cywilizacji, świata, który leży za siedmioma górami, za siedmioma rzekami i z perspektywy szkolnego boiska wydaje się nieosiągalny. Kurs nurkowania, skończony w mętnych wodach krakowskiego Zakrzówka, który otworzył mi drzwi do niezwykłego, podwodnego świata ciszy, lewitacji, fluorescencyjnych kolorów i świętego spokoju. Skok na bugnee, pierwszy nad Soliną, drugi z 233 metrów z wieży Macau (najwyższe miejsce do tego typu skoków na świecie) i przełamanie panicznego lęku przed otwartą przestrzenią, odziedziczonego w genach po ojcu. Rowerowy zjazd boliwijską drogą śmierci Coroico (przy okazji 40. Urodzin Pawła). Galapagos z całą masą gigantycznych żółwi, prehistorycznych jaszczurów i lwów morskich, gdzie czas zatrzymał się dawno temu, uwięziony w lawowych formacjach, i gdzie wciąż jeszcze natura góruje nad człowiekiem. Noc spędzona w hamaku w amazońskiej dżungli. Jazda kabrioletem przez Kalifornię. Występ muzyczny z towarzyszeniem profesjonalnego zespołu. Zaćmienie słońca. Praca w telewizji. Whitewater rafting na rzece Kicking Horse w Kolumbii Brytyjskiej.

Previous Image
Next Image

info heading

info content


Są też takie, które niecierpliwie grzebią kopytem w piasku czasu. Zobaczyć Aurorę Borealis. Odbyć prawdziwą, długą, nieograniczoną czasem, podróż przez Stany. Skydiving. Trekking w Himalajach. Niekoniecznie do bazy pod Mount Everest, właściwie wolałabym jakiś mniej uczęszczany szlak. Prawdziwy i potrzebny wolontariat, który wyobrażam sobie jako budowanie szkoły, kopanie studni, sadzenie drzew, sprzątanie świata, uczenie angielskiego, prowadzenie zajęć manualnych czy pomoc w przytułku dla dzieci. Motocykl. I podróż przez Labrador i Nową Fundlandię. Pływanie z delfinami. Europa, której nigdy nie miałam okazji dokładnie poznać, z naciskiem na kraje byłej Jugosławii, Gruzję i Portugalię. Wyprawa canoe z prawdziwego zdarzenia. Taka z campingiem w leśnych ostępach, ogniskiem i łapaniem ryb. I jeszcze morze – morze, a właściwie długa żegluga, kiedy to przez kilkanaście dni widzi się tylko niebo i wodę, męczy moją wyobraźnię od wielu lat. Grecja, do której obiecałam zabrać moją mamę. I na koniec , bądź w jakimkolwiek międzyczasie – książka. Ta, którą zamierzam napisać, jak tylko dojdę do momentu, w którym stwierdzę, że mam coś istotnego do powiedzenia. Mam na tej liście też kilka punktów, które są ściśle tajne i którymi się nie podzielę. Członkostwo w MHC to jden z najmniej szalonych pomysłów. Nie wiem czy będę miała czas, możliwości, kasę i energię, by te wszystkie punkty konsekwentnie skreślać. Ostatecznie i tak zamierzam uciec, zaszyć się w jakiejś miłej głuszy i zostać samowystarczalnym pustelnikiem. Ale marzenia trzeba po pierwsze mieć, a po drugie spełniać.
Podobno to podróż, a nie jej cel, jest najważniejsza. Jeśli założymy, że całe nasze życie jest jedną wielką podróżą – cel, nieunikniony i przerażająco nieprzewidywalny, faktycznie nie rysuje się optymistycznie. Mark Twain, jeden z moich ulubionych myślicieli, napisał: „Za dwadzieścia lat bardziej będziesz żałował tego, czego nie zrobiłeś, niż tego, co zrobiłeś. Więc odwiąż liny, opuść bezpieczną przystań. Złap w żagle pomyślne wiatry. Podróżuj, śnij, odkrywaj”.

REKLAMA_Galapagos_colorKaja Cyganik
www.wycieczki.ca
kaja.cyganik@gmail.com

Related News

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

COPYRIGHT 2014 ZYCIE PUBLISHING SERVICES. ALL RIGHTS RESERVED.