W poszukiwaniu zrozumienia

W Polsce każde dziecko wie, kim byli Jagiellonowie: rządzili polsko-litewską Rzeczpospolitą Obojga Narodów, rozciągającą się od Bałtyku po Adriatyk i od Łaby po Morze Czarne.

Pokonali Zakon Krzyżacki, wspierali sztukę, rozwijali kontakty z krajami sąsiednimi i w tym celu wchodzili w związki rodzinne z innymi domami panującymi. Kazimierz Jagiellończyk spłodził z Elżbietą Habsburżanką 13 dzieci. Ale niemieccy uczniowie nie usłyszą o tym w szkole. W ich podręcznikach tereny na wschód od Odry to ziemia niczyja – mimo że od upadku żelaznej kurtyny minęło już ponad ćwierć wieku. Jednak historyk Martin Schulze Wessel braki widzi nie tylko u uczniów. Jak podkreśla, często także decydenci wiedzą zbyt mało o Europie Wschodniej.
potega-jagillonowMartin Schulze Wessel ostrożnie waży słowa. W końcu słowami robi się politykę. Ucieczka czy wypędzenie, klęska czy wyzwolenie, terroryzm czy walka o wolność – nazwa narzuca czasami drastycznie odmienną ocenę tych samych rzeczy. Pojęcie „ludobójstwa” przyjęte w rezolucji niemieckiego Bundestagu odnośnie rzezi Ormian, do jakiej doszło przed stu laty, w znacznym stopniu zaszkodziło stosunkom turecko-niemieckim. Słowa mogą wywołać kryzys.
Wrażliwość pożądana jest zwłaszcza w przypadku stosunków z Rosją i Europą Wschodnią. Martin Schulze Wessel, szef katedry historii Europy Wschodniej i Południowowschodniej na Uniwersytecie Ludwika Maksymiliana w Monachium i przewodniczący związku historyków, jest jednym z czołowych ekspertów w RFN. Doradztwo polityczne nie leży w zakresie jego obowiązków, niemniej  54-letni badacz „życzyłby sobie większej aktywności w tym zakresie”. Nie przemawia przez niego próżność. Schulze Wessel jest skromnym, powściągliwym człowiekiem i nie pcha się na afisz. Jednak jeśli uważa, że coś trzeba powiedzieć głośno, to to mówi.
„To skandaliczny zwrot”
Na przykład zaangażował się w debatę o ekspozycji ukazującej planowane Centrum przeciwko Wypędzeniom, mające znajdować się w Berlinie. Otwarcie krytykował pomijanie w wystawie zbrodni popełnianych przez niemieckie siły okupacyjne. W efekcie osoba odpowiedzialna za zawartość wystawy ustąpiła ze stanowiska. Zwalcza też powracające wciąż – świadomie czy nie – określenie „polskie obozy koncentracyjne”. Nierozważnie użył go raz nawet prezydent USA Barack Obama. – To skandaliczny zwrot – mówi Schulze Wessel. Auschwitz i inne obozy koncentracyjne wznieśli Niemcy, dlatego można mówić co najwyżej o obozach koncentracyjnych na terenach polskich.
Jednak nawet w produkcjach o pokoleniu wojennym, którym przyświecały dobre intencje – jak serial „Nasze matki, nasi ojcowie” – zdarzają się poważne zaniedbania. – W filmie żaden z głównych bohaterów Niemców nie jest antysemitą, za to postacie Polaków są przesiąknięte antysemi- tyzmem – zauważa. Błędne posunięcie, i trudne do wytłumaczenia po 70 latach denazyfikacji.
– Ktoś, kto chce zrozumieć innych, musi znać także własną historię – mówi Schulze Wessel swoim cichym, lecz dobitnym głosem. – W końcu jesteśmy w Europie zdani na siebie. W historycznej willi w Monachium-Bogenhausen, podarowanej uniwersytetowi przez pewnego przemysłowca, razem ze swoimi doktorantami bada historię Europy Wschodniej i Południowowschodniej.  Studia doktoranckie prowadzone wspólnie z Uniwersytetem w Ratyzbonie są częścią specjalnego programu na rzecz doskonałości w nauce. Badacze utrzymują bliskie kontakty z kolegami z uniwersytetów w Pradze, Warszawie, Budapeszcie, Moskwie i Petersburgu.
Czy historia się powtórzy?
Nie jest jednak tak, że historia nie interesuje szerszej publiczności. Rynek książek historycznych przeżywa boom. Właśnie teraz, w tych niepewnych czasach, ludzie poszukują odpowiedzi i wyjaśnień. Schulze Wessel wraz z Andreasem Wirschingiem, szefem instytutu historycznego w Monachium, wyszli temu zapotrzebowaniu naprzeciw i w tamtejszym domu literatury powołali „Kwartet historyczny”. Wraz z Ute Daniel z politechniki w Braunschweig i jeszcze jednym zaproszonym gościem dyskutują tam o aktualnych książkach.  Pierwsze spotkania cieszyły się ogromnym zainteresowaniem, przyszło na nie też bardzo wielu młodych słuchaczy.
Dziś omawiane są nowe biografie Martina Luthera Kinga i przemysłowca Carla Duisberga, zbiór prywatnych listów kierowanych do rządu NRD, a także nowa książka Iana Kershawa „Do piekła i z powrotem”, będąca panoramą Europy podczas obu wojen światowych. Tę ostatnią pozycję przestawia politolog Herfried Münkler, który dyskutował w Kershawem na targach książki we Frankfurcie. Republika Weimarska, kryzys gospodarczy, populiści na każdym kroku – czy historia się powtórzy? We Frankfurcie pytanie to zawisło ciężko w powietrzu.
– Generalnie jestem optymistą – mówi Schulze Wessel, opierając się wygodnie w fotelu. Sprawia wrażenie z pełni zrelaksowanego. Niemniej, „jeśli Marine Le Pen miałaby wygrać wybory we Francji, wówczas projekt europejski będzie poważnie zagrożony”, mówi.
A wpływy Putina na nacjonalistów we wszystkich krajach? Jak wynika z ankiety przeprowadzonej latem 2016 roku przez Instytut Forsa, wśród zwolenników partii Die Linke i AfD rosyjski prezydent cieszy się większym zaufaniem niż Angela Merkel. Trzeba uważać, mówi Schulze Wessel, historyk doskonale znający Rosję. – Przynajmniej Angela Merkel mówi po rosyjsku, a Putin po niemiecku, a to już dobre warunki wstępne.
Groźba ponownego załamania
Irytuje się, kiedy politycy i malkontenci pomstują na europejskie elity. – Zupełnie jakby były one omnipotentne. Unia Europejska jest raczej jednorazowym modelem pokojowym i ciągłym dążeniem do równowagi. Tęsknota niektórych za „poczuciem bezpieczeństwa państwa narodowego” nie odpowiada realiom życiowym większości młodych ludzi. Studenci Wessela pochodzą z Monachium, Moskwy, Kijowa, Krakowa albo Kilonii, mówią wieloma językami, „a jeśli ktoś potrzebuje tego do rozprawy doktorskiej, to uczy się jeszcze litewskiego albo tatarskiego”.
Sam Schulze Wessel mówi po rosyjsku, czesku i polsku. Co roku wiele tygodni spędza w podróżach po Europie Wschodniej. Jest przewodniczącym monachijskiego Collegium Carolinum, które koncentruje się na badaniu historii Czech i Słowacji, a w tym roku świętowało 60 lat swojego istnienia. – Wymiana jest wkładem, jaki historyk może wnieść do pomyślności Europy – mówi. – Zwłaszcza teraz, kiedy tak wielu rzeczom grozi ponowne załamanie.
Jak to się często zdarza, Westfalczyk podjął studia historyczne za sprawą pewnej wyjątkowej nauczycielki. Namawiała ona swoich uczniów gimnazjum w Steinfurcie, by zbadali wydarzenia Nocy Kryształowej w ich rodzinnym mieście. Wypytywali więc świadków tamtych czasów i dokumentowali historie rodzinne. – To było fantastyczne – wspomina Schulze Wessel. I właśnie to ukształtowało jego zawodową przyszłość.
Zdawało się, że dorastanie we Steinfurcie powinno go skłonić do zainteresowania się raczej Francją, bliższą mu geograficznie niż wschód Europy. Studiował historię i slawistykę, by w 1985 roku po raz pierwszy pojechać na rok do Moskwy. – To był zupełnie inny świat. Pamięta, jak zaprosiła go do siebie rosyjska rodzina, a ich dzieci nie mogły zrozumieć, dlaczego ktoś musi uczyć się rosyjskiego jako języka obcego. – Te dzieci nie potrafiły sobie wyobrazić, że poza Rosją istnieje jakiś inny świat.
W ludziach nie znających historii niebezpieczne jest to, że traktują teraźniejszość jako naturalny i jedyny możliwy stan rzeczy – mówi.

 

Related News

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

COPYRIGHT 2014 ZYCIE PUBLISHING SERVICES. ALL RIGHTS RESERVED.