Vae victis?

Matka Łaskawa (…) – przypomina ksiądz dr Bartnik – ukazuje się odziana w szeroki, rozwiany płaszcz, którym osłania stolicę. Zjawia sie w otoczeniu husarii, polskiego zwycięskiego wojska, które pod Wiedniem z hasłem „W imię Maryi” rozegnało pogańskie watahy. Matka Boża trzyma w swych dłoniach jakby tarcze, którymi osłania miasto Jej pieczy powierzone. I to był ten Cud.

Niestety w późniejszym okresie zwanym międzywojennym bardziej gloryfikowano marszałka Piłsudskiego niż dziękowano Matce Bożej za wstawiennictwo w odniesionej wiktorii. O żadnym cudzie nie mogło być mowy. Choć sam marszałek przyznał w rozmowie z kard. Kakowskim: „Eminencjo, ja sam nie wiem, jak myśmy te wojnę wygrali”. W pięknych, acz trochę gorzkich słowach wypowiada się o tym ks. dr Bartnik na łamach portalu „Fronda”:

„Wybucha druga wojna światowa. Mimo że miasto ma swoją Patronkę i wierną Opiekunkę, jednak w ferworze walk, konspiracji, koszmarze okupacji lud Warszawy nie pamięta o tym, nie szuka u swej Patronki pomocy. Nikt oficjalnie nie powierza Matce Bożej Łaskawej wojennych losów stolicy. Okupowana Warszawa wierzy w swój spryt, waleczność, ufność pokłada w filipinkach, butelkach z benzyną, niezawodnym orężu. Tarcza i Obrona ludu warszawskiego, sprawdzona w ciężkich chwilach stolicy, Matka Najłaskawsza, wierna Przyjaciółka warszawian nie jest wzywana. Indywidualna modlitwa grupki wiernych na Świętojańskiej to wszystko. O ile w 1920 roku całe miasto chroniło się pod płaszcz łaskawej opieki swej Patronki, o tyle w 1939 i 1944 roku o Matce Bożej nie pamiętano czy też nie chciano pamiętać, nie wzywano jej skutecznej opieki nad miastem. Nie zawierzono Tarczy i Obronie ludu warszawskiego losów stolicy i jej mieszkańców, co gorsza – nie pamiętano o zawierzeniu Powstania Warszawskiego”.

Andrzej Potocki, wpolityce.pl, 16.08.17

 

 

 

 

Jerzy Kossak – „Cud nad Wisłą”

Historia Polski jest trudna. Trudna do badania, trudna zrozumienia i jeszcze trudniejsza do oceny, zarówno moralnej jak politycznej. Sposób, w jaki postrzegamy przeszłość odzwierciedla bowiem często nie tyle “obiektywną prawdę”, ile jest projekcją naszych nastawień, przekonań i oczekiwań.
Pozostawiam powyżej fragmenty dwóch tekstów, ks. doktora J.M Bartnika z wydania “Frondy” oraz dziennikarza śledczego Andrzeja Potockiego z portalu wpolityce.pl, bez komentarza. Za wysokie progi dla polonijnego komentatora, aby iść w debatę na takim poziomie z uczonym lub profesjonalistą. To znaczy, nie podejmuję się komentarza naukowego czy teologicznego. Oba zresztą wzajemnie się wykluczają, między wiarą a nauką (nawet tak subiektywną, jak historia) panuje przepaść, bo wiara nie potrzebuje dowodu, a nauka nie akceptuje jego braku. Pozostają tylko osobiste, bolesne pytania do obu Autorów o logiczne, także czysto teologiczne konsekwencje ich literackich wywodów. Wszak biblijny Jahwe obiecał ocalić od kary grzeszne miasto, gdyby w nim znalazł się choć jeden sprawiedliwy. “Agnus Dei, qui tollis peccata mundi, miserere nobis!“ Czy ta “grupka wiernych” na Świętojańskiej była rzeczywiście zbyt mała?
Powyższe teksty uderzyły mnie tak boleśnie być może w kontekście obserwowanych z bliska uroczystości, kiedy dwa tygodnie temu Warszawa upamiętniała 73 rocznicę rzezi Woli, z sierpnia 1944 roku. Nadal zbyt mało wiemy, zbyt mało mówimy o cierpieniach ludności cywilnej Stolicy w okresie Powstania. Ofiary bestalstwa SS-manów umierały bez patosu. Nie doświadczyły owego “heroizmu klęski” jakim obdarowała zbiorowa pamięć Polaków dzielnych chłopców i dziewczyny od “Parasola” i innych, przedzierających się w śmiertelnej agonii straceńczej bitwy kanałami umierającego miasta. W świetle powyższych argumentów sprawa jest jasna. Tysiące bezbronnych kobiet i dzieci, starców i młodych mężczyzn na cud nie zapracowało, nie zasłużyło odpowiednią ofiarą wspólnych, masowych modłów. Może, gdyby owi aroganccy bezbożnicy, planujący Powstanie, poinformowali ich o swych planach, ktoś poprowadziłby bezbronne tłumy do świątyń?
Teraz mamy jednakże proste i co więcej, benamiętnie logiczne w swej prostocie wytłumaczenie tych, i wszelkich innych cierpień milionów Polaków w latach Potwornej Wojny – w obozach czy łagrach, na syberyjskich szlakach, w kazamatach komunistycznych więzień. Zabrakło pokornego wezwania!
Przyznam, iż zamiast wizji Maryi na czele husarskich chorągwi bardziej przemawia do mnie obraz Matki Boskiej Katyńskiej, tulącej do siebie ciało Człowieka z przestrzeloną czaszką, równie bezradnej wobec Zła, jak niegdyś, gdy trzymała zdjęte z Krzyża ciało Syna, umęczonego ludzką pychą i nienawiścią.

WMW

Related News

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

COPYRIGHT 2014 ZYCIE PUBLISHING SERVICES. ALL RIGHTS RESERVED.