Unia broni sera

Do niedawna amerykańscy producenci sera z rolniczego stanu Wisconsin nie zawracali sobie głowy Unią Europejską. Farmerzy z serowej stolicy USA produkują blisko 1,2 mln ton wyrobów rocznie, dlatego byli zbyt zajęci, by interesować się oddaloną o jakieś 6 tysięcy km Brukselą.
Od pewnego czasu jednak Unia Europejska jest tematem codziennych rozmów mieszkańców Wisconsin, którzy z dumą nazywają się ”serogłowymi”.

sery
– Nad naszymi głowami krąży widmo Europy – mówi Kathy Martin, właścicielka koziej farmy mlecznej Hillbilly Hollow w Conover, miasteczku liczącym niewiele ponad tysiąc mieszkańców. Wisconsin żyje w strachu odkąd Unia Europejska zapowiedziała, że zrobi wszystko, by zakazać amerykańskim producentom sera używania nazw specyficznych dla regionalnych produktów rolnych z Europy.
Unia Europejska twierdzi, że z nazwami takimi feta, parmezan, gorgonzola i tym podobne, wiąże się tzw. oznaczenie pochodzenia geograficznego, łączące produkty z określonymi regionami w Europie, dlatego amerykańscy producenci nie powinni mieć prawa do ich używania, nawet jeśli wytwarzają sery w ten sam sposób, co Europejczycy.
Założenie jest takie, by różne gatunki europejskich serów chroniło takie samo prawo jak to, które zakazuje nazywania kalifornijskiego wina musującego szampanem, czy określania kanadyjskiej whisky mianem Scotch. – ”Biały ser solankowy” nie ma tego wydźwięku co ”feta” – narzeka John Umhoefer, prezes Stowarzyszenia Producentów Sera w Wisconsin.
Umhoefer podkreśla, że wiele firm rodzinnych produkujących sery do dziś korzysta z receptur, które do Ameryki przywieźli w XIX wieku ich przodkowie, emigranci z Europy. Firmom tym grozi bankructwo, jeśli zostaną zmuszone do zrezygnowania z używania tradycyjnych nazw. – Te małe rodzinne firmy to zagrożony gatunek, należy je chronić – powiedział.
Zdaniem źródeł w Europie, w negocjacjach handlowych między UE i USA, ”prawdziwy problem” stanowi około 20 – 25 regionalnych marek. Spokojnie mogą spać amerykańscy producenci goudy, provolone, pecorino i mozzarelli, bo nazwy tych gatunków nie są w UE chronione.
Sprawa jest na tyle poważna, że amerykański Senat wystosował apel do negocjatorów zajmujących się umowami handlowymi z Europą, wzywając, by odrzucili unijne propozycje umowy, które ”w jakikolwiek sposób ograniczą amerykańskim producentom możliwość używania zwyczajowych nazw serów”. Pod apelem podpisało się 50 senatorów – zarówno republikanów jak i demokratów. Taka zgoda wśród polityków w USA rzadko się zdarza.
– Nie potrafię sobie wyobrazić, by cheddar czy provolone w moim spożywczym sprzedawano pod jakąś inną nazwą – mówi republikański senator Pat Toomey, autor senackiej inicjatywy.
UE zdołała już zablokować eksport amerykańskiego ”fałszywego” sera na kilka zagranicznych rynków. Producenci z USA nie będą mogli sprzedawać swojego parmezanu w Korei Południowej dopóki nie zmienią jego nazwy. Waszyngton obawia się, że Europa może wykorzystać umowy o wolnym handlu do rozszerzenia restrykcji.
Brukselski ustawodawca nie jest nieugięty i w przeszłości zdarzało się, że unijni negocjatorzy zgadzali się na kompromis. W Kanadzie, gdzie 91 proc. fety produkuje się lokalnie, umowa handlowa z UE dopuszcza sprzedaż sera pod tą nazwą, pod warunkiem, że opakowanie w żaden sposób ”nie nawiązuje do Grecji” – tzn. nie ma na nim greckich liter czy starożytnych ruin – a produkt jest wyraźnie oznaczony jako ”kanadyjski ser typu feta”.
Unijne prawo chroni około 1200 produktów regionalnych – m.in. szynkę parmeńską, koniak, czy oscypka. Przepis ma na celu ochronę nazwy i zapewnienie autentyczności wyrobów wytwarzanych na określonym obszarze w sposób tradycyjny.
– To absurd godzien skeczu Moty Pythona – uważa Abby Morgan, producentka sera z Pensylwanii, próbując sobie wyobrazić unijnych biurokratów w skupieniu analizujących etykiety amerykańskich serów.

Raf Sanchez, Bruno Waterfield

Related News

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

COPYRIGHT 2014 ZYCIE PUBLISHING SERVICES. ALL RIGHTS RESERVED.