Tu chodzi się z księżycem w butonierce

Stoję na placu targowym. Tym samym, na którym jako dwunastoletnia siksa próbowałam sprzedawać (bez większego powodzenia) bransoletki plecione z muliny na modłę południowoamerykańską (moda przyszła z grajkami z Ekwadoru, którzy koncertowali koło Teatru Słowackiego) i kiczowate wisiory z modeliny, malowane perłowym lakierem do paznokci.  Stoję na placu targowym i patrzę z niedowierzaniem na pomidora.

Na sąsiednim kramie uśmiechnięta babuleńka sprzedaje truskawki. Zapach jest tak intensywny, że od razu chcę kupić całą kobiałkę. Piętrzą się kalafiory, kapusta, kuszą młode ziemniaki i świeży koperek. Trzeba odejść na długo. Trzeba odejść bardzo daleko. Trzeba wrócić nie oczekując niczego, by docenić to co miało się pod nosem przez tyle lat. Na przystanku tramwajowym reklama śmiejżelków jabłkominków. Kwitną lipy. W Biedronce wyśmienite hiszpańskie wino za piętnaście złotych. Chłodno. Deszczowo. W starej zajezdni tramwajowej na Kazimierzu piwny ogródek z super wygodnymi leżakami, piwo warzone na miejscu, imbirowe, ciemne, jasne, pszenne, miodowe i jabłkowe sezonowe. Nad Wisłą tłumy rowerzystów i spacerowiczów, nowe muzeum Tadeusza Kantora i płonąca na stosie świnia – rzeźba Mateusza Okońskiego zatytułowana „Puryfikacja”, będąca jednym z projektów festiwalu ArtBoom, który ma udowodnić, że Kraków nie jest twierdzą zamkniętą dla nowoczesnych form kultury i sztuki. Świnia symbolizuje próbę oczyszczenia miasta i Krakowian z różnych traum i zaszłości historycznych. Do opactwa Benedyktynów w Tyńcu, najstarszego z istniejących do dziś klasztorów w Polsce, do którego pierwsi braciszkowie przybyli w połowie XI wieku, docieramy wałami wiślanymi na rowerach pożyczonych z elektronicznego parkingu w centrum miasta. W bramie plakat: „Z gębą jak cmentarz świata nie zbawisz. Uśmiechnij się”. W przyklasztornym sklepie kupujemy ekologiczne  soki z buraków i kwaszonego selera. Kolejna lekcja historii to spacer przez podziemia Rynku Głównego, gdzie nowocześnie, interaktywnie i multimedialnie odtworzono życie najstarszego Krakowa – we wrześniu 2010 został otwarty szlak turystyczny Śladem europejskiej tożsamości Krakowa. Wystawa powstała trochę przypadkowo, dzięki prowadzonym w tej części Rynku wieloletnim badaniom archeologicznym. A miał być taki piękny supermarket.
Chodzimy pod Rynkiem, po Rynku, po wszystkich po kolei ulicach, po Plantach, na Kazimierz i z powrotem, nad Wisłą, chodzimy po barach, kawiarniach, ukrytych w podworcach ogródkach i podziemiach. Któregoś wieczoru trafiamy do Piwnicy pod Baranami. Z Iloną Kowalik-Urbaniak i nieżywym muzykiem z usb dostajemy tę szansę, o której marzyłam od kołyski. Śpiewamy „Tango na głos, orkiestrę i jeszcze jeden głos”. Pierwszy raz naprawdę rozumiem o czym śpiewam. Pocą mi się oczy i trzęsą kolana. Zostajemy do samego końca przedstawienia, przycupnięte w kamiennej wnęce przy drzwiach. Chłoniemy. Na górze, koło kościółka św. Wojciecha śpiewa Brodka, nad Wisłą doroczny pokaz sztucznych ogni, są przecież Wianki, jutro najkrótsza noc w roku, można by się wybrać na poszukiwanie kwiatu paproci, tylko po co, skoro do szczęścia niczego więcej nie potrzeba. W Piwnicy jak zawsze lirycznie, magicznie, miejscami zabawnie. Tamara Kalinowska śpiewa tę swoją obłędnie piękną piosenkę „Kiedy kobieta płacze”, Tadeusz Kwinta rozwodzi się nad istotą słowa „kurwa” w języku polskim, Maciek Półtorak mistrzowsko odgrywa balladę o sikaniu w pociągu. Po latach, które umknęły niepostrzeżenie, znamy się przecież mniej więcej tak samo. Małe miasto. I nie miał racji Maciej Maleńczuk śpiewając „w Piwnicy pod Baranami banda zgredów i szpanerów”.
Jest takie miejsce u zbiegu dróg,
Gdzie się spotyka z zachodem wschód…
Nasz pępek świata, nasz biedny raj…
Jest takie miejsce, taki kraj.

Kto tutaj zechce w rozpaczy tkwić,
Załamać ręce, płakać i pić,
Ten święte prawo ma, bez dwóch zdań…
Jest takie miejsce, taki kraj.
W niedzielę trafiamy w załamanie czasoprzestrzeni i przenosimy się w czasy prasłowiańskie, rycerskie i dworskie.  Jarmark Świętojański na Bulwarach Wiślanych pod Wawelem trwa już trzeci dzień. Są pokazy żonglerki oraz tańców dworskich, musztra halabardników, walka na szable i pokaz artylerii dawnej, konny turniej rycerski,  manewry pikinierów, prezentacja ptaków, warsztaty o zapomnianych potrawach roślinnych, muzykanci, starodawna kuchnia celtycka (szynka z ekologicznych świń dokarmianych żołędziami przegrywa tylko z rodzimym smalcem) i te wszystkie niezwykłe, w większości zapomniane zawody – szafarz, turkczaszy, pasamonik, płatnerz, powroźnik, prasoł, kaletnik, cyrulik i bajarz. Brodaty jegomość przę- dzie nić przy pomocy kołowrotka, młody chłopak w filcowej czapce wyplata wiklinowe kosze, przy kramie bartnika dzieci kręcą podłużne, brzuchate świece w pszczelego wosku,  ktoś z gawiedzi kręci kolejne metry konopnego powrozu. Piętrzą się bochny żytniego chleba na zakwasie. Łazimy jak zaklęte w bursztynie chwili, oszołomione owady. Każdy krok, każdy dzień, każda chwila zbliżają nas do tego kraju i tego kontynentu. Kotwica niebezpiecznie głęboko osiada w piasku.
W Tatrach zaczęło się już letnie zjawisko wakacyjnej stonki. Do Morskiego Oka ciągną obute w japonki i klapki kubota masy ceprów, z obowiązkową reklamówką pod pachą, jakieś kanapki, browarek, bo w schronisku to drogo. Na Giewont lada chwila zaczną ustawiać się kilometrowe kolejki. Do Zakopca zjadą warszawskie paniusie i karki w dresach adidasa z czterema paskami. A po słowackiej stronie cisza i spokój. Zapach upojny, łąki w dolinach w zaawansowanej fazie rozkwitu, wędrowców niewielu, do Chaty pri Zelenom Plese trzy godziny marszu łagodną trasą. Jezioro w słońcu błyszczy orientalnymi odcieniami szmaragdu. Dziewczyny w naszej rodzinie jakoś zawsze wolały iść w Tatry i pogadać po drodze, niż szaleć w galeriach handlowych i plotkować przy setnej kawie. A w temacie kawy –  w MacSyfie przy Zakopiance, tuż za Nowym Targiem Mc Cafe oferuje mocha marakuja oraz orange, creme brulee latte macchiato i całą selekcję ciastek, które jakimś cudem nie przypominają teatralnej dekoracji. Moża? Można. Tu nawet MacSyf jakiś taki bardziej przyswajalny…

Kaja Cyganik

Related News

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

COPYRIGHT 2014 ZYCIE PUBLISHING SERVICES. ALL RIGHTS RESERVED.