Tiziano Terzani – Opowieść o mężczyźnie, który stał się chmurą

Dzisiaj Justynka rzuciła mi wyzwanie. Przysłała maila – „sprawdź dropbox” i już. Dostałam ponad setkę zdjęć, do których miałam napisać historię. Trzeba opisać podróż, która odbędzie się w naszych głowach, sercach i na ekranie komputera.
Przeglądnęłam podesłane zdjęcia i pomysł podróży pojawł się automatycznie. Wyprawa nie trwała długo, bo odbyła się do mojej bilioteki. Wiedziałam dokładnie czego szukam i z kim dzisiaj wyruszymy w wyjątkową podróż, która stanie się tłem do otrzymanych zdjęć.
Przed Wami Tiziano Terzani i jego książka „Nic nie zdarza się przypadkiem”, z którym podróżować będziemy po Azji. Tym razem nie zobaczymy zabytkowych budowli i śwątyń, rzek i gór, zaglądniemy do duszy człowieka.
(…) podróżowanie niczemu nie służy. Jeśli ktoś nie ma nic w środku, nie znajdzie też nic na zewnątrz. Daremnie szukać po świecie czegoś, czego nie można odnaleźć w sobie.
Kilka, a może kilkanaście lat temu, przez zupełny przypadek sięgnęłam po ksiażkę T. Terzaniego pt. „Nic nie zdarza się przypadkiem”, zainetersowała mnie postać spokojnego, siwego, lekko uśmiechniętego Włocha, który spoglądał na mnie z okładki i krótki opis z tyłu – Podróżowanie to dla TizianoTerzaniego forma istnienia. Kiedy dowiaduje się, że jest ciężko chory, instynkt podpowiada mu, by wyruszyć w podróż. I dalej, sam Terzani pisze – „Historia tej podróży nie jest dowodem na to, że nie ma lekarstwa na pewne choroby i że wszystko, co uczyniłem, szukając go, niczemu nie posłużyło. Przeciwnie: wszystko, łącznie z samą chorobą posłużyło bardzo wielu rzeczom. W ten sposób byłem zmuszony zrewidować moje priorytety, zastanowić się, zmienić perspektywę, a przede wszystkim zmienić życie. I to właśnie mogę polecić wszystkim: zmienić życie, żeby się leczyć, zmienić życie, żeby zmienić siebie. Co do reszty, każdy musi przebyć tę drogę sam.”
Przyznacie, że zabrzmiało interesująco. Książkę przeczytałam jednym tchem, a później po raz kolejny i następny i tak już z sobą jesteśmy – ja i ta książka – od wielu lat.
Tiziano Terzani był włoskim dziennikarzem, reporterem i pisarzem. Skończył studia prawnicze w Pizie i Leeds, potem rozpoczął karierę dziennikarską. Zachwycony Azją, w latach 1967-1969 studiował sinologię na nowojorskim uniwersytecie Columbia. Współpraco- wał przede wszystkim z tygodnikiem „Der Spiegel”, dla którego pisał z Singapuru, Hongkongu, Pekinu, Tokio, Bangkoku i Delhi, publikował też m.in. w „Corriere della Sera”, „L’Espresso” i „La Repubblica”.
Jego książki są tłumaczone na wiele języków – powstałe z podróży po Afganistanie, Pakistanie i Indiach „Listy przeciwko wojnie” (2002) przełożono na angielski, niemiecki, francuski, hiszpański, japoński i słoweński. Po polsku ukazały się: „Powiedział mi wróżbita. Lądowe podróże po Dalekim Wschodzie” (2008), „Nic nie zdarza się przypadkiem” (2009), „W Azji” (2009), „Koniec jest moim początkiem” (2010) oraz „Zakazane wrota” (2011), a także „Dobranoc, panie Lenin” (2011), „Listy przeciwko wojnie” (2012) i „Duchy. Korespondencje z Kambodży” (2015).
Wszystkie pozycje warte są przeczytania. Większość to reportaże, natomiast „Powiedział mi wróżbita. Lądowe podróże po Dalekim Wschodzie”, „Nic nie zdarza się przypadkiem” i „Koniec jest moim początkiem”, to książki, które dotyczą bezpośrednio pisarza i jego życia. Autorowi zarzuca się w nich egocentryzm i pisarskie zadufanie. No cóż ile ludzi, tyle opini.

Dla mnie jego książki są jak drogowskazy, jak znaki przystankowe, dzięki którym nauczyłam się otwartości i spokoju, patrzenia na świat z pokorą, ale także z szeroko otwartymi oczami.
Terzani pisał, że nic nie zdarza się przypadkiem, więc pewnie nie przez przypadek sięgnęłam po jego książkę, która dla mnie stała się przyjacielem i dzięki, której ja również odbyłam długą drogę do spokoju i pewnej harmonii.
„Świat, z którym człowiek budzi się rano, składa się z gór, ze spienionych fal rozbijających się o skały, z porosłych zieloną trawą łąk, z nawołujących się okrzykami ptaków i zwierząt i z wielu, wielu ludzi z różnymi losami. A co robią biedni uczeni w obliczu tego wszystkiego? Mierzą, ważą, odkrywają prawa, analizują różne aspekty, poprzez które objawia się świat, objaśniając każdy z nich, aby na koniec nic nie wytłmaczyć. W każdnym razie biorą pod uwagę tylko to, co oczywiste, proste, co jest postrzegane zmysłami. Nie mogą zająć się emocjami, uczuciami, tym, co niepostrzeżenie zmienia życie każdego z nas z osobna, jak miłość, albo tym, co zmienia świat wszystkich, jak zachłanność”.
„Panie Terzani, ma pan raka” – to właśnie od tych słów rozpoczyna się podróż włoskiego reportera, która trwać będzie kilka lat, w czasie której dziennikarz będzie szukać nie tylko remedium na swoją chorobę, ale będzie także szukać przyczyn powstawania chorób, podejścia lekarzy do pacjentów, pacjentów do choroby, ale przede wszystkim wyruszy w podróż, w czasie której bedzie chciał poznać lepiej samego siebie.
„Ale my nie jesteśmy ciałem, choć tak bardzo się z nim identyfikujemy i poświęcamy masę czasu, żeby utrzymać je w formie, wygładzać i naprawiać. Na ciało wydajemy dosłownie fortunę, choć wiemy, że i tak któregoś dnia zgnije i stanie się nawozem (…) Życie stanowi okazję do poznania samych siebie”.
T. Terzani leczenie zaczyna jednak tradycynie. Odwiedza klinikę w Nowym Yorku, by poddać się chemioterapii i serii naświetleń, do tego szpitala wracać będzie wielokrotnie. Jednak po pierwszym etapie leczenia postanawia opuścić Stany Zjednoczone. Wyrusza w długą podróż do Indii, Tajlandii, Hongkongu i w Himalaje w poszukiwaniu idealnej recepty we wszystkich możliwych miejscach, przywołując w myślach zasłyszane niegdyś historie o tajemniczych uzdrowicielach i rzadkich recepturach. Będzie szukać nie tylko lekarstwa, ale także odpowiedzi na pytanie – skąd się biorą choroby, jak długo żyją w człowieku zanim się uaktywnią, czym jest ból, lecz nade wszystko przyglądać się będzie ludzkiej naturze. Oczywiście w swych poszukiwaniach sięgnie do medycyny alternatywnej, która cieszy się coraz większym powodzeniem, pomimo niekwestionowanego postępu zachodniej nauki. To, co dla większości zabrzmiałoby jak wyrok, dla Terzaniego staje się kluczem do innego życia, podróżą do świata magii i wyzwolenia.
„Przedtem jeździłem w poszukiwaniu przygód i myśli, teraz szukałem lekarza, zioła, magicznej formuły, cudu, rozwiązania moich zdrowotnych problemów”.
I choć próbować będzie niemalże wszystkich dostępnych metod aletrantywnego lecznia jak homeopatia, chiromancja, reiki, ajurweda czy medytacja, to jednak zawsze będzie wracać na planowane badania i zabiegi do Nowego Jorku, odnosząc się z olbrzymim szacunkiem do tamtejszych lekarzy, choć w pewnym momencie stwierdzi – „lekarzem jest ten, kto pomaga wyzdrowieć, a nie ten, kto ma po prostu dyplom.”
Terzani w swych podróżach, w czasie choroby nie oszczędza się, wręcz przeciwnie można odnieść wrażenie, że postanowił spróbować wszystkiego, niezależnie od tego czy przynosi mu to ulgę, ukojenie zmysłów, odpoczynek dla schorowanego ciała, czy znużenie i zmęczenie testowanymi praktykami.
Na Filipinach kontaktuje się z nieuchwytnym biznesmenem, który twierdzi, że najlepszym lekarstwem na raka jest niezwykle unikatowy grzyb, na Ko Samui poddaje się ścisłemu postowi. Wszystkie miejsca, do których przybywa pisarz, stają się w danym momencie, jego ostają, jego miejscem na ziemi. Szybko odnajduje się w nowej rzeczywistości, niemalże zaprzyjaźniając się z gospodarzami. Terzani w swojej książce snuje długie opowieści, wznieca dyskusje pełne dygresji, które tylko poniekąd dotyczą jego samego, jego choroby, częściej są to rozważania o współczesnym człowieku, o jego duchowej kondycji.
„Podczas gdy nasze zmysły są nieustannie napychane wszystkim, czego tylko mogą zapragnąć – dźwiękami, zapachami, widokami – dusza, jeśli istnieje, pozostaje głodna i spragniona. „
Ta opowieść to również podróż przez Azję, przez jej zróżnicowaną, kolorową kulturę, to wsłuchiwanie się w hinduskie legeny i opowieści chińskich mnichów. Terzani nie szczędzi nam także spotkań ze zwykłymi ludźmi pokazując ich troski i niepokoje, ich radości i ich sposób patrzenia na świat. Książka pełna jest anegdot, historii i powiastek, które stanowią piękne i interesujące uzupełnienie dla głównych wątków. Zestawia także dwa światy wschodu i zachodu, porównując podejście do medycyny i chorych. Dzienikarz podkreśla brak harmonii np. w Stanach Zjednoczonych, zestawiając to z radosną i dość frywolną naturą Hindusów.
„Wydaje się, że coraz szybsza jazda stała się naszym sposobem bycia. Wszystko jest już właściwie biegiem. Żyjemy, nie zważając na samo życie. Śpimy, nie zwracając uwagi na to, co się nam śni. Patrzymy tylko na budzik. Interesuje nas wyłącznie mijający czas, posuwamy się do przodu, odkładając ma potem to, czego naprawdę byśmy pragnęli. Nasza uwaga koncentruje się na „potem”, nie na „teraz”. Szczególnie w miastach życie przemija bez chwili refleksji, bez chwili spokoju, która zrównoważyłaby ten ciągły bieg. Nikt nie ma już na nic czasu. Nawet na to, żeby się zdziwić, przerazić, wzruszyć, zakochać, pobyć z samym sobą. Są tysiące wymówek, żeby się nie zatrzymać i nie zastanowić nad tym, czy ten bieg czyni nas szczęśliwszymi, a jeśli ich nie ma, jesteśmy świetni w ich wymyślaniu”.
Pomimo wielkiej pokory i dużego zaangażownia w praktyki medycyny alternatywnej autor pozostaje sceptyczny to tego typu leczenia. Każdą nową metodę traktuje raczej jak ćwiczenie, a nie sposób na wyleczenie, odmawia zażycia jakiegokolwiek – niejednokrotnie przygotowanego na zamówienie – leku. I wraca do kliniki w Nowego Yorku, by za chwilę, z radosną pogodą ducha, zawieszony na granicy życia i śmierci przenieść nas w spokojny świat medytacji i piękna wschodu.
Tiziano Terzani miał bardzo ciekawe, reporterskie życie. Przez ponad 10 lat mieszkał w Chinach, nie udawał tam turysty, żył jakby zatrzymał się tam na zawsze. Był świadkiem wielu wojen i konfilktów, które opisywał na łamach „Der Spiegel”, a później w swoich książkach. Poznał wielu pięknych i mądrych ludzi, ale myślę, że dopiero choroba uczyniła go wolnym człowiekiem, choć poczucia wolności szukał w różnych zakątkach świata. Dopiero w obliczu ograniczeń życiowych i śmierci zaczyna patrzeć na życie nie jak reporter, a jak mędrzec, wędrowiec, który wie, że i on musi się jeszcze wiele uczyć. Życie uczy pokory, a Terzani z wielką pokorą wyrusza w podróż z samym sobą, pokazując czytelnikowi jak bardzo związani jesteśmy swoją codziennością, w jakim zgiełku i hałasie żyje na codzień i jak daleko ta codzienność jest od wyzwolenia.
T. Terzani uczy się zatrzymywać. Trwać w spokoju, bo tylko spokój, umiejętność modlitwy, medytacji i rozważań daje możliwość uwolnienia się od schematów, a co za tym idzie jest prostą drogą do wolności. Wielkie słowo – WOLNOŚĆ, ale wypowiadanie go ma seans tylko wtedy jeżeli mamy prawo wyboru, bo wolność to wybór, z którego możemy nie skorzystać.
Pamiętam takie proste ćwiczenie przedstawione przez pisarza, które ma nauczyć słuchania. Trzeba obudzić się w nocy, wtedy kiedy wszyscy śpią, więc najlepiej tak między 2-3 w nocy i zapalić świeczkę. Następnie usiąść i wsłuchiwać się w płomień, wpatrywać w swoje wnętrze, starać się zrozumięć co cisza ma do przekazania. Umiejętność rezygnacji, w tym prostym przypadku z kilku minut snu, to już pierwszy krok do wolności. Sztuka rezygnacji to kolejna piękna lekcja jaką daje nam Terzani. Im większa ilość rzeczy, z kórych zrezygnujemy, tym większe poczucie wolości. Tej trudnej sztuki uczę się każdego dnia, i niestety cały czas mam wrażenie, że trwam w zamkniętym kole, gdzie zaspokojenie jednej potrzeby rodzi kolejną.
Wpatruję się w zdjęcia podesłane przez Justynę, myślę, że podobałyby się Terzaniemu, są pełne spokoju, piękna i harmonii. To właśnie na te trzy aspekty autor zwraca uwagę w swojej pracy przede wszystkim.
Może zamiast siłowni i intensywnych ćwiczeń jednego dnia, warto położyć się na trawie, popatrzeć w chmury i zrobić sobie spa duszy, choćby na moment, na tyle na ile pozwala nam czas lub na tyle na ile mamy siłę wytrwać w ciszy.
„Wyciągnięty na ziemi, patrzę w niebo. Na tle błękitu przesuwają się lekkie chmury.Wybieram jedną, śledzę ją, utożsamiam się z nią. Szybko sam staję się chmurą i jak ona, bez ciężaru, bez myśli, bez emocji, bez pragnień, bez oporu, bez kierunku, pozwalam sobie płynąć po ogromnej powierzchni nieba. Nie ma tam ścieżek ani celu do osiągnięcia. Po prostu błądzenie, unoszenie się jak pusta chmura.
I jak chmura zmieniam kształt, przyjmuję różne formy, potem się zacieram, dematerializuję, znikam.
Chmury już nie ma. Mnie już nie ma. Pozostaje tylko świadomość-swobodna, bez związków-świadomość, która się rozprzestrzenia.”
Wszystkie cytaty zawarte w tym tekście pochodzą z książki T. Terzaniego „Nic nie zdarza się przypadkiem”.

Agata Kusznirewicz
zdjęcia Justyna Skawińska

https://justynaagata.blogspot.ca

Related News

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

COPYRIGHT 2014 ZYCIE PUBLISHING SERVICES. ALL RIGHTS RESERVED.