Talenty na wyprzedaży

Dream TeamDon Carroll, były analityk finansowy z dyplomem magistra administracji w biznesie wyniesionym z prestiżowej uczelni, miał zdecydowanie za wysokie kwalifikacje, by prowadzić dział reklamacji w Cartwright International, małej, rodzinnej firmie transportowej. Jednak był bezrobotny przez 6 miesięcy, a dział wymagał modernizacji po kilkudziesięciu latach zaniedbywania. Okazało się, że pasują do siebie idealnie.
Wkrótce po zatrudnieniu Carroll, lat 31, rozpoczął przekształcanie 4-osobowego działu, który zajmuje się żądaniami odszkodowań za straty zaistniałe z winy firmy i stworzył wytyczne, aby lepiej kontrolować jej wydatki.
Zwyczajowa mądrość ostrzega przed zatrudnianiem zbyt wysoko wykwalifikowanych kandydatów jak Carroll, którzy często narzekają na swoje nowe role.
W ogłoszeniu o pracę było jasno napisane „wykształcenie wyższe preferowane, ale niewymagane”. Jednak doświadczenie pokazuje, że przyjęcie Carrolla opłacało się obu stronom.
Podobna sytuacja występuje w wielu miejscach, odkąd aspiracje pracowników zmieniły skalę z powodu kryzysu. Przyniosło to niektórym firmom niespodziewane korzyści.
– Naprawdę starają się zmodernizować tę firmę – mówi Carroll, jedyny żywiciel czteroosobowej rodziny, który stracił swój dom z powodu zadłużenia. – A ja miałem szansę odegrać w tym dużą rolę.
Rezultatem zmiany jest nowa kadra pracowników, zajmujących stanowiska kilka szczebli niższe, niż te, do których przywykli.
To nie są najbardziej drastyczne przykłady specjalistów ciężko pracujących, aby przetrwać. Są byli finansiści pracujący jako rewidenci księgowi, dyrektor marketingu, który powrócił do roli analityka, były menedżer, który znowu jest szeregowym pracownikiem.
To zjawisko nieuniknione na rynku pracy, gdzie szukających posady jest pięciokrotnie więcej niż ofert. Pracodawcy wykorzystują okazję, by zdobyć te „przecenione” talenty, mimo oczywistego ryzyka, że nowo zatrudnieni nie będą usatysfakcjonowani i odejdą.
Oczywiście w niektórych przypadkach nowi pracownicy nie radzą sobie, co zmusza firmę do ponownego otwarcia rekrutacji. Jednak Carroll jest tylko jednym z kilku nowych nabytków w Cartwright uznanych za zbyt wykwalifikowanych. Tyczy się to także fakturzysty, który jest dyplomowanym księgowym i byłym dyrektorem HR, który kiedyś nadzorował firmę zatrudniającą 5 tysięcy pracowników, nie jak obecnie, 65.
Oni reprezentują znaczące ulepszenia w Cartwright, skromnych rozmiarów biznesie z rosnącymi ambicjami. Firma czerpie zyski z napływowych talentów, których prawdopodobnie nigdy nie byłaby w stanie pozyskać w lepszym klimacie ekonomicznym.
– Teraz rynek obchodzi się bez pośredników, lepiej niż kiedykolwiek – mówi Randy Woehl, dyrektor HR w Cartwright.
Dokładna liczba pracowników zajmujących pozycje, które nie wymagają od nich wykształcenia i doświadczenia, jakie zdobyli, jest trudna do ustalenia, ponieważ trudno to zmierzyć ze względu na subiektywność oceny. Jednak ekonomiści i socjologowie są zgodni, że zjawisko to nieuchronnie nasila się w ciężkich czasach.
Niemniej jednak przeważają narzekania poszukujących pracy, zwłaszcza specjalistów, na to jak często odrzuca się ich starania o niższe pozycje, których desperacko pragną i wierzą, że mogliby je wykonywać praktycznie we śnie. Badania akademickie potwierdzają, że pracownicy, którzy uważają się za zbytnio wykwalifikowanych, rzeczywiście odczuwają mniejszą satysfakcję z pracy i częściej ją zmieniają.
Nową zmienną w tym procesie jest wciąż trudny klimat ekonomiczny. Ambicje wielu pracowników zmieniły się: od wspinania po szczeblach kariery do utrzymania się w pracy, jakiejkolwiek pracy. Konieczne zmiany pozycji to mniejsze zło w obliczu przewidywań, że upłyną lata, zanim bezrobocie wróci do poziomu sprzed recesji.
Jackie Swanson, lat 44, przyjęła w maju pracę na pół etatu jako kierownik w Conservation Services Group, firmie oferującej programy i szkolenia o wydajności energetycznej. Wcześniej przez 16 lat zajmowała stanowisko w innej firmie, gdzie zarządzała ponad 50 biurami . W poprzedniej pracy była menedżerem projektu, w nowej zaś chodziło głównie o budowanie centrali. Swanson zdołała przekonać rekrutera, że podoba jej się idea firmy i zmieniły się jej priorytety zawodowe.
– Zgodziłam się na drastycznie niższe zarobki, byle mieć stałość – mówi Swanson.
Niedawno Swanson dostała pełen etat. Mimo że jej praca to wciąż krok wstecz w karierze, nie planuje jej na razie zmieniać.
– Jestem tu szczęśliwa. Właściwie czuję się doceniana.
W Cartwright, jak mówi Carroll, ma na razie sporo do roboty, ponieważ dostał wolną rękę w sprawach kierowania działem. Zgłosił się także dobrowolnie do pomocy księgowym w firmie, jeśli będą mieli jakieś problemy. Za każdym razem, gdy prośba przychodzi od kogoś wyżej od niego postawionego, stara się nie pokazać, że zbyt dużo umie.
Czasami jednak pojawia się niepokój. Zarabia jedną trzecią tego, co kiedyś. Razem z żoną są świadomi, jak wiele z ich finansowych celów mogłoby być spełnionych dawno temu. Mężczyzna wciąż śledzi sytuację na rynku pracy, jednak aktywnie niczego nie szuka.
Koleżanka Carrolla z biura, Mindy William, kiedyś grafik komputerowy, samotna matka, zatrudniona w Cartwright jako specjalista ds. likwidacji szkód, zauważa, że mężczyzna często mówi o swojej dawnej pracy.
– Wiem, że to dla niego okres próby – mówi Mindy – Stara się jak może, jak reszta z nas. Cieszymy się, że mamy pracę w kryzysie.
Carroll przyznaje, że w nowym miejscu pracy łapie się często na próbie przemycenia w rozmowach swoich referencji.
– Najwyraźniej wynika to z zażenowania – mówi. – W pewnym sensie chcę, żeby ludzie wiedzieli, że to nie cały ja.
– Trochę pomaga to, że większość z moich kolegów ze szkoły nie jest bynajmniej panami wszechświata. – Nie jest tak, że wszyscy sobie świetnie radzą.
Choć na razie jest szczęśliwy, Carroll martwi się co będzie, gdy skończą się co bardziej interesujące zadania. Zastanawia się, jak długo wystarczy mu posiadanie jakiejkolwiek pracy.

Michael Luo
nyt 

Related News

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

COPYRIGHT 2014 ZYCIE PUBLISHING SERVICES. ALL RIGHTS RESERVED.