„Szpital na peryferiach”?

Wojciech M. WojnarowiczPisanie o polskiej polityce jest dla obserwatora oddalonego od kraju zajęciem coraz bardziej ryzykownym. Publicystyka to w końcu zajęcie poważne, bo czytają ją ludzie, którym dobro ich kraju leży na sercu. Tymczasem wydaje się, iż osoby odpowiedzialne za kształtowanie życia politycznego w Polsce zdecydowały się na formułę kabaretową bądź telenowelę. Okazja nadarzyła się zresztą wspaniała – nadchodzą wybory prezydenckie.
Znaczenie prezydentury w polskim systemie prawnym jest znaczne, choć niezbyt klarowne. Prezydent ma sporo swobody przy tworzeniu rządu, może również, gdy chce, rządowi sporo spraw utrudniać. System wytworzony w okresie frakcyjnych walk o władzę w “obozie lewicy” nadal funkcjonuje, choć za czasów premierostwa Tuska znaczenie prezydentury starano się marginalizować. Najpierw w wojnie z L.Kaczyńskim, a potem, kiedy Donald Tusk uznał, iż tylko premierostwo daje pełną władzę w “Partii i Państwie”. Tuskowe zredukowanie prezydentury do stróżowania “przy żyrandolu” było jednym z elementów jego gry o władzę absolutną. B. premier nie ukrywał jednakże nastawienia, zgodnie z zasadą: – “bo ja w ogóle lubię stawiać rzeczy jasno!”. Wybór Komorowskiego oznaczał wasalizację “dużego Pałacu” wobec “małego”.
Bronisław Komorowski pozornie zaakceptował “stróżowanie”; zdaje się grać rolę takiego safanduły, którego jedyną wadą jest zamiłowanie do polowań, rezygnacja z których to prawdziwe poświęcenie na ołtarzu Ojczyzny. Za chętnie lansowaną w mediach fasadą “hrabiowskiego ramola” czai się jednak polityk o sporym apetycie na władzę, o niejasnych powiązaniach ze środowiskiem byłych wojskowych służb specjalnych, który potrafi doskonale wykorzystać moment słabości szefostwa partii dla własnych celów. I w czasie, kiedy Polacy mają generalnie “pudelkowych” polityków od zegarków czy kilometrówek powyżej uszu i nikomu nie wierzą, poziom akceptacji obecnego Prezydenta oscyluje w górnej strefie stanów wysokich. Polacy wybaczają Komorowskiemu jakieś tam banialuki o bigosie wygłaszane w Waszyngtonie czy brak manier przy stole z królową. Sporo osób jednak wierzy, iż Komorowski nie ponosi odpowiedzialności za obecny bałagan.
Zachowanie Pana Prezydenta w trakcie obecnego kryzysu wokół likwidacji kopalń jest klasycznym przykładem bronislaw-komorowski-z-szalikiem-reprezentacji_20163414mistrzowskiego maskowania. Trudno przypuszczać, iż projekt zmiany ustawy o górnictwie nie był prezydentowi znany. Kiedy jednak mleko się rozlało, a opór górników może poważnie wstrząsnąć rządem naszej Pani Premier, kancelaria prezydenta wydaje kuriozalny komunikat, mający ukazać Polakom zarówno troskę Głowy Państwa, jak i zasugerować, iż tak naprawdę to Panu prezydentowi poczynania Pani Ewy niezbyt się podobają. Czy ewentualny wstrząs na Śląsku może wysadzić obecny rząd z siodła, tego nie wiadomo, ale wiadomo, iż w razie czego jedynym stabilnym ośrodkiem dla obecnego szeroko rozumianego obozu władzy i jego sponsorów pozostanie Duży Pałac.
Dlatego też przygotowania poszczególnych partii do nadchodzących wyborów są z jednej strony okazją dla prześledzenia ambicji liderów, a z drugiej testem strategii na kluczowe, jesienne wybory parlamentarne. Wysoka popularność Komorowskiego na dzień dzisiejszy nie musi oznaczać bezwarunkowego triumfu, a im bardziej o takiej zapewnionej wiktorii swego ulubieńca mówi Adam Michnik, tym bardziej rodzą się wątpliwości. GW lubi zaklinać rzeczywistość, a jej poziom wazeliny zaczyna przypominać teksty „Trybuny Ludu” z jej “najlepszych czasów”. Czy rzeczywiście w przypadku nagłego krachu polityki koalicji PO-PSL wizerunek Komorowskiego ostałby się bez uszczerbku?
Tak czy inaczej, już dziś opozycja powinna na głowie stawać, aby jej kandydat był osobą doskonale znaną, i obecną wszędzie gdzie koncentruje się uwaga elektoratu. Rządzi zasada “name recognition”!!! Tymczasem w przypadku PiS wydaje się, iż Prezesowi chodzi jedynie o demonstrację swego oporu wobec istniejącej koalicji, bez rzeczywistej determinacji sięgnięcia po władzę. To Prezes Kaczyński powinien stawać do wyborów. Kim bowiem jako polityk jest Pan europoseł Duda?
I kim byłby w tandemie z szefem PiS, nawet gdyby wygrał wybory? Kustoszem muzeum ś.p. Lecha Kaczyńskiego czy asystentem Prezesa?
Całkowity kabaret z wyborów prezydenckich zrobić jednak zamierza SLD. Partia postawiła na … blondynkę! To, że wewnątrz tej formacji postkomunistycznych aparatczyków, ich dzieci oraz oportunistów nowego typu trwa ostra walka o stołki, nie jest zaskoczeniem. Była to jednak formacja, która zdawała się zdolna sięgać nadal po władzę, choćby w kombinacjach koalicyjnych. Decyzja desygnowania do wyborów prezydenckich byłej asystentki Kwaśniewskiego i Millera, kiedy Polska stała się właśnie dosłownie krajem frontowym NATO i stoi wobec wielorakich, bardzo poważnych zagrożeń jej bezpieczeństwa, każe zadać pytanie o zdrowie psychiczne liderów SLD.
Radosław “Radek” Sikorski z Chobielina chciał być swego czasu Prezydentem, żeby nim “być” i dzięki temu ew. “bywać” w eleganckim świecie. Jednakże miał wówczas za sobą i staż w rządzie, i – wtedy jeszcze – opinię doświadczonego polityka z przyszłością. Dr. Magdalena Ogórek może doskonale funkcjonować jako medialna ekspertka TVN w kraju, gdzie asami dziennikarstwa są Stokrotka czy Żakowski, ale wysyłanie jej na fotel Głowy Państwa to ponury żart. Może jednak ktoś naukowo wyliczył, iż operacja zrobienia z ośrodka władzy RP miejsca dla kręcenia telenoweli ma szanse powodzenia. W końcu, jeśli Kazik M. (ten od Izabelli) mógł być premierem….
WMW

Related News

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

COPYRIGHT 2014 ZYCIE PUBLISHING SERVICES. ALL RIGHTS RESERVED.