Szkot i Polak dwa bratanki

Proces uświadamiania Szkocji jej długich związków z Polską jest dość powolny. Wciąż jesteśmy u jego początku, co nie oznacza, że nie zajmowano się tą kwestią.  
Przykładowo, dopiero teraz szkoccy naukowcy zaczynają pojmować prawdziwą skalę i znaczenie osiedlania się Szkotów w dorzeczu Wisły – pierwszego kroku swych rodaków w szeroki świat.
Współczesna Szkocja zaczyna doceniać nadzwyczajne zjawisko swej historii: osiedlanie się rodaków w Rzeczypospolitej Obojga Narodów. Można dziś odtworzyć zorganizowaną precyzyjnie sieć co najmniej dwunastu bractw szkockich z wybieraną radą starszych. Ich coroczne zjazdy w Toruniu są symbolem pierwszego ważnego przedsięwzięcia Szkotów w świecie. Wiele kwestii nadal jednak pozostaje nieznanych, na przykład liczba szkockich emigrantów w Polsce. Historycy, zajmujący się tym okresem, znają dobrze żywiołowe opowieści Williama Lithgowa, Lugless Willa, który przemierzał Europę i Bliski Wschód na początku XVII w. W roku 1616 wędrował przez Polskę i zanotował takie spostrzeżenia:
szkoci w W-wie „Spotkałem wielu swoich rodaków – dzielnych, zamożnych kupców. Gdziekolwiek zaszedłem, okazywali mi wiele życzliwosci, a na odchodne polecali Bożej opiece”. Mając na względzie tę pomyślność, Lithgow nazywa Polskę„matką i żywicielką młodzieńców szkockich posyłanych tam corocznie w wielkiej ilości”. Mówi nawet o „trzydziestu tysiącach rodzin szkockich, zaległych w trzewiach Rzeczypospolitej”
30 000? Z pewnością przesadził. Nawet jeśli przeciętna rodzina liczyła, co mało prawdopodobne, trzy osoby, to dawałoby 10% populacji Szkocji. Skoro większość z nich przybyła ze wschodniej i północno-wschodniej Szkocji, oznaczałoby to znaczne wyludnienie okolic Aberdeen i Angus, gdzie pola uprawialiby starcy i dzieci.  (…)
W Koronie traktowano przychylnie szkockich osadników, umiejących się zorganizować. W przeciwieństwie do swych uboższych pobratymców, których cały dobytek sprowadzał się do sakwy na plecach czy jucznego konia, członkowie szkockich bractw płacili podatki. Wielu Szkotów osiągnęło wysoką pozycję społeczną jako bankierzy czy urzędnicy miejscy. Alexander Chalmers z Dyce był czterokrotnie burmistrzem Warszawy w XVII w.!  (…)
Po odbyciu długiej i trudnej podróży morskiej do Gdańska, Szkoci zamierzali osiedlić się w Polsce, a ich potomkowie polonizowali się z pokolenia na pokolenie, przejmując język i często religię. Nade wszystko zaś – byli lojalni.
Rozbiory Polski pod koniec XVIII w. oburzyły szkockich intelektualistów i radykałów. Rozumieli i podziwiali Konstytucję 3 Maja, która ucieleśniała ich własne nadzieje na realizację oświeceniowych zasad w zreformowanych instytu- cjach brytyjskich.
Utworzenie Królestwa Polskiego w 1815 r. spowodowało drugą falę osadnictwa Szkotów w Polsce. Szkoccy inżynierowie, menadżerowie i agronomowie przybywali tu całymi rodzinami, zdobywając doświadczenie w swych dziedzinach pod nosem rosyjskiego czy pruskiego namiestnika. Znaczną część tych działań zmiotły rosyjskie represje po Powstaniu Listopadowym. Jednak część Szkotów została, zwłaszcza w majątkach Zamoyskiego, i to oni oraz ich potomkowie przyczynili się do zbudowania potężnej gospodarki przemysłowej w Cesarstwie Rosyjskim.
Drugie osadnictwo szkockie trwało aż do przywrócenia niepodległości Polsce w roku 1918. W ciężkich czasach zaborów Francja, będąca domem dla Wielkiej Emigracji po 1830 r., była najpotężniejszym stronnikiem idei wolnej Polski. Ale i Szkocja, być może nawet bardziej niż Anglia, przejęła się losem polskich wygnańców. Romantyczni szkoccy patrioci, tacy jak David Urquhart, sami zwlekający z żądaniem niepodległości dla własnego kraju, utożsamiali walkę Polaków z brawurowymi czynami Bruce’a i Wallace’a oraz ze szkocką proklamacją „wolności, z której nikt nie zrezygnuje, chyba że wraz ze swoim życiem” z 1320 r.
Bezpośrednie kontakty Szkotów i Polaków w latach 1830–1939 były jednak nieznaczne. Nie zapomniano wszakże wcześniejszej obecności w Polsce szkockich kupców, drobnych handlarzy i żołnierzy. Większość Polaków, nawet dziś, z tkliwością wspomina postać Ketlinga, mężnego, wesołego wojaka szkockiego, z sienkiewiczowskiej powieści Pan Wołodyjowski.
Starej znajomości nie odnowiono aż do 1940 r., czyli do przybycia do Szkocji wojsk polskich po upadku Francji. Decyzją Churchilla oddziały te miały tam stacjonować, aby ochraniać wschodnie wybrzeże kraju przed inwazją hitlerowskich Niemiec oraz stanowić wsparcie podczas ataku aliantów na kontynent europejski. Żołnierze, ewakuowani z Francji, wraz z marynarzami i lotnikami liczyli na początku około trzydziestu tysięcy. Ich liczba stale rosła. W latach 1942–1943 około ośmiu tysięcy polskich kobiet i mężczyzn, ze stu tysięcy uwolnionych z sowieckich łagrów, przebyło długą drogę do Persji, skąd zostali przeniesieni do Pierwszego Korpusu Armii Polskiej w Szkocji. Później dołączyli do nich Polacy siłą wcieleni do armii nazistowskiej, a następnie wzięci do niewoli przez aliantów. Początkowo wojsko polskie zakwaterowano w namiotach w okolicach Biggar i Crawford, a następnie przeniesiono je na wschód, w rejony Fife i Angus. Pod koniec wojny polskie jednostki piechoty, marynarki i lotnictwa można było znaleźć w całej Szkocji. Wpływ polskiej obecności na szkocką wyobraźnię był ogromny i starsze pokolenie przechowuje Polaków w żywej pamięci. Szkocja, która postrzegała siebie jako kraj emigrantów, teraz po raz pierwszy znalazła się w sytuacji, kiedy przyjmowała cudzoziemców. Polacy byli z pewnością egzotyczni. Nosili dziwne mundury, mówili niezrozumiałym językiem, doświadczyli koszmaru, któremu z trudem dawano wiarę w spokojnej Szkocji, i byli gorliwymi katolikami. Nade wszystko jednak byli pełni osobistego czaru, mieli zwyczaj całowania kobiet w rękę i przepełniała ich joie de vivre. Byli jak z filmowego ekranu i nie można się było im oprzeć.
Krótko mówiąc, spokojne osiedlenie się w Szkocji po wojnie około ośmiu tysięcy byłych polskich żołnierzy oraz dobra reputacja, jaką zyskali wśród sąsiadów, jest osiągnięciem większym niż się wydaje.  naznaczonym lekką rezygnacją.
Od chwili kiedy w 2004 r. Polska przystąpiła do Unii Europejskiej, w ciągu ostatnich pięciu lat napływał do Brytanii strumień, przede wszystkim młodych, Polaków. Znów pewne aspekty tej imigracji miały specjalny wpływ na Szkocję, inny niż w Anglii. Po pierwsze: demografia. Pojawiła się znaczna liczba młodych par, często z wyższym wykształceniem, z zamiarem posiadania dzieci. Po drugie: zasięg najnowszego osadnictwa. Nawet w Górach Kaledońskich znajdzie się niewiele miejsc bez jakiegoś Stasia czy Zosi, przywracających do życia nie tylko stare urządzenia grzewcze, ale całe wyposażenie wymarłych barów. Po trzecie: wpływ na ekonomię. Polacy wypełnili lukę w starzejącym się społeczeństwie szkockim, przerażająco niewydajnym w zakresie usług i małego biznesu. Polski model, jaki obserwujemy w Szkocji, polega na zgromadzeniu kapitału poprzez ciężką fizyczną pracę, a następnie na zainwestowaniu go w mały biznes.  Czwarta kwestia. Rząd szkocki, w przeciwieństwie do rządu brytyjskiego, zachęca młodych Polaków do osiedlania się. Ci Polacy zachowują się teraz jak Szkoci w Polsce cztery wieki wcześniej. Pokonali barierę języka, nieprzygotowani przez nauczycieli na jego szkocką odmienność. Nauczyli się przestrzegać rygorystycznego i czasem zadziwiającego prawa.  Podobnie jak dziewiętnastowieczni szkoccy specjaliści, którzy osiedli w Dowspudzie, Zamościu czy Żyrardowie, tak teraz Polacy wtopili się w naród, który obawiał się, że twórcze dni ma już za sobą, i przypomnieli Szkotom, czym jest innowacyjność.

Neal Ascherson, University College, London

Related News

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

COPYRIGHT 2014 ZYCIE PUBLISHING SERVICES. ALL RIGHTS RESERVED.