Szef jest tylko jeden/Merkel w Warszawie

 

o na

Dymisja Rexa Tillersona wywołała zapewne nerwowość w wielu stolicach, zarówno tych uważających USA za sojusznika, jak i adwersarza. Najbardziej cynicznie zareagowali Rosjanie, twierdząc iż ich relacje z Waszyngtonem są tak złe, że odejście Sekretarza Stanu niczego nie zmienia.
O tym, że Tillerson jest ‘na wylocie’ mówiło się od pewnego czasu. Miliarder, emerytowany szef koncernu ExxonMobil, swymi poglądami na wiele spraw międzynarodowych oraz swobodnym zachowaniem w stosunku do zwierzchnika nie pasował do stylu prezydentury Trumpa. W tym zespole jest miejsce tylko dla jednego szefa, wszyscy inni muszą albo zgodzić się na zasadę bezwzględnego posłuszeństwa, albo pożegnać ze stanowiskiem.
Bezpośrednim powodem dymisji, podanym przez Trumpa jest różnica poglądów na kwestie relacji z Iranem. Prezydent uważa “deal” z Teheranem, podpisany jeszcze przez jego poprzednika za zły i chce go albo zaostrzyć albo całkowicie anulować. Tillerson uchodził za zwolennika utrzymania go w mocy, na co naciska też dyplomacja unijna. Nowy Sekretarz Stanu, dotychczasowy szef CIA, M. Pompeo w swych poglądach jest bardzo bliski Tumpowi i będzie zapewne lepiej realizował wytyczne Białego Domu. Oznacza to jednak wzrost prawdopodobieństwa siłowych rozwiązań na Bliskim Wschodzie. Sama jednak zmiana na stanowisku Sekretarza może okazać się niewystarczająca. Departament Stanu jest bowiem niejako państwem w państwie. Biorąc pod uwagę, iż głównym zajęciem każdej administracji są kwestie polityki wewnętrznej, a ekipy w Białym Domu zmieniają się stosunkowo często, dyplomaci mają możliwość kształtowania polityki zagranicznej pod wieloma względami samodzielnie, pozornie czasem realizując wytyczne Prezydenta i jego gabinetu. Doświadczeni analitycy zajmujący kluczowe stanowiska w departamencie Stanu mają swoje priorytety i potrafią, kiedy chcą, tak kształtować oceny sytuacji, aby gospodarz “Owalnego Gabinetu” postrzegał problemy zgodnie z ich optyką. Popatrzmy na przykład, ilu ambasadorów USA w świecie i to na bardzo ważnych odcinkach mianowanych zostało jeszcze za Obamy.
Oczywiście, zmiana na czele amerykańskiej dyplomacji martwi przywódców Korei Południowej i Japonii, stawiając w nowym świetle kwestię przygotowań do szczytu Trump – Kim. Seul i Tokyo uważały Tillersona za bardziej przewidywalnego i bardziej skorego do prowadzenia negocjacji w sposób wyważony. Cytowany przez CNN John Park, prowadzący grupę badawczą “Korea Group” w Szkole Kennedy’ego na Harvardzie uważa jednak, iż to właśnie apodyktyczny styl prezydentury Trumpa sprawił, iż dyktator KRL-D, Kim Jong Un zdecydował się na bezpośrednie spotkanie ze swym śmiertelnym wrogiem. Fakt, iż Donald Trump samodzielnie prowadzi politykę, bez oglądania się na doradców czy ekspertów czyni go w oczach Północnej Korei wiarygodnym i zrozumiałym przeciwnikiem, z którym bezpośrednie rozmowy mają sens.
Merkel w Warszawie
Fakt, że wreszcie udało się sklecić koalicyjny rząd Republiki Federalnej, musi cieszyć. Największa demokracja Europy nie może pozwolić sobie na politykę w stylu np. Italli, zbyt wiele elementów europejskiej układanki zależy bezpośrednio od decyzji i wytycznych Berlina. Oficjalnie już umocowana w Urzędzie Kanclerskim Pani Merkel rusza teraz “w teren”. Najpierw Paryż, a zaraz potem Warszawa. Polska jest zbyt ważna, aby ją traktować w sposób niepoważny, a jeżeli “totalna opozycja” liczyła na takową, to wystawia sobie jak najgorsze świadectwo. Kierownictwo PiS także już zrozumiało, że nie ma co pozować na ‘twardych’ lecz trzeba grać na rozmaitych instrumentach, a przede wszystkim prowadzić z Brukselą, Paryżem i Berlinem stały dialog. Takie są zasady cywilizowanego świata, po to są rozmaite komisje i konferencje, aby na nich prezentować swoje sprawy. Taki jest sens życia eurokratów – debaty i spotkania. I to zdaje się wychodzi ministrowi SZ, Czaputowiczowi całkiem nieźle.
Kwesta, jakie sprawy chce w Warszawie załatwić Pani Kanclerz i jakie sprawy postawi na stole Premier Morawiecki. W spotkaniu ma wziąć udział także Pan Prezydent Duda, waga więc tych rozmów musi być znaczna. Świadczy to też o tym, że Pan Prezydent zdaje się uzyskał gwarancje dostępu do spraw międzynarodowych, na czym mu bardzo zależało. Można iść o zakład, iż na pierwszym miejscu staną kwestie przyszłego budżetu Unii i naszego w nim udziału. Będzie to już bowiem ostatni budżet, w którym Polska będzie “biorcą”. I tu znowu wyzwanie przed opozycją, by w swej zajadłej krytyce rządu PiS nie poszła drogą już nie tyle suflowaną, ale wręcz wykrzykiwaną na łamach “Wyborczej” czy “Newsweeka” i nie zaszkodziła w najmniejszy sposób transferom finansowym. Nawet bowiem podejrzenie, iż dla szkodzeniu Kaczyńskiemu Schetyna uszczuplił unjne środki może sprowadzić i tak już rachityczne poparcie dla PO do poziomu jednocyfrowego. O wpływie Nowoczesnej na te sprawy nie ma co pisać, bo partyjka ta, szykowana kiedyś z takim medialnym rozmachem na “szalupę” dla lewicowo-liberalnego elektoratu PO, podąża z całą energią, na jaką ją jeszcze stać, szlakiem “Ruchu Palikota”. Pamiętają Państwo może jeszcze tamtą formację brodatego filozofa z Biłgoraja?

WMW

PS. Wyjaśnienie. Pisząc w tytule poprzedniego felietonu o „Carasauga” nie miałem najmniejszej intencji podważania jakości ani ważności tego wydarzenia kulturalnego, które znakomicie służy promowaniu wielokulturowego charakteru naszej metropolii. Jeżeli tak to mogło być odebrane, serdecznie przepraszam!

Related News

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

COPYRIGHT 2014 ZYCIE PUBLISHING SERVICES. ALL RIGHTS RESERVED.