Sekrety królowej

Brytyjska królowa rozumie, jak skutecznym narzędziem może być milczenie i demonstrowana oszczędność. Szkoda, że z tej wiedzy nie korzystają jej niesforni potomkowie.
Elżbieta II jest dobrą królową. Monarchistom udały się te rządy. Aby pojąć przyczyny i tajniki sukcesu brytyjskiej królowej, powinniście najpierw zrozumieć, czym brytyjska monarchia jest – a czym nie jest. (…)
Monarchia zatem nie jest turystyczną atrakcją – podobnie jak Bazylika Świętego Piotra w Rzymie nie jest, ot tylko, turystyczną atrakcją; jeśli nią jest, to przy okazji. Nie jest także operą mydlaną, nawet jeśli w przeszłości czasem ją przypominała, jak w czasach gdy Diana z Kamilą walczyły o Karola. Nie jest grą z udziałem ładnych księżniczek i zabawkowych żołnierzyków. Monarchia jest narkotykiem. Elżbiety II nie znamy ani jej nie rozumiemy, my się nią upajamy. Darujmy sobie komentarze, jakoby królowa była łącznikiem z gasnącą potęgą mocarstwa i że to stąd brałaby się jej popularność. Sprawa jest głębsza, niż się zdaje.
ELAbisW 1936 roku, podczas kryzysu abdykacyjnego, Elżbieta miała lat 10 i podejrzewam, że dzięki temu zachowała rozsądek i zdrowy rozum. Będąc dzieckiem, nie wiedziała, że zostanie królową, nie wiedziała nawet, czy Wielka Brytania jeszcze będzie kiedykolwiek miała jakieś królowe. We wczesnej młodości napisano dla niej określony scenariusz, a ona go zaaprobowała: mówił o obowiązkowej Elżbiecie wstającej z łóżka w środku nocy, żeby wyczyścić sobie buty. Miała lat 13, gdy wybuchła wojna, i 19 lat, gdy wojna się skończyła. Może i ukryto ją wraz z siostrą Margaret w Windsorze, ale słyszała ryk samolotów kierujących się ku Francji, widziała też kratery po wybuchach bomb.
Przypuszczam też, że mając za matkę królową cesarzową Elżbietę Bowes-Lyon (która „w aksamitnej rękawiczce kryła żelazną rękę”), narcyzm córce nie groził, jako że w domu mogła być tylko jedna gwiazda. Elżbieta II zastąpiła na tronie ojca, Jerzego VI, mając lat 25. Był to, powiedzmy brutalnie, doskonały moment na rozpoczęcie rządów dla młodej, ładnej kobiety, którą postrzegano wtedy jako ofiarę, a tytuł królewski dla niej – za znak męczeństwa. Może odtąd jej życie miało być pozłacane, lecz już nie jej własne. Nawet krytycy tak o niej mówili.
Maniery
Była dotąd znakomitą królową głównie dlatego, że bez względu na to, czego jej nie nauczono (Bowes-Lyon nie znosiła kobiecych intelektualistek, dlatego niania, Marion Crawford, wraz z babcią królową Marią musiały się nieźle natrudzić, by zapewnić Elżbiecie jakąkolwiek edukację), w porę pojęła potęgę milczenia i gestu.
Widziałam jej półki z książkami w Sandringham House (pozycje o tytułach „Labrador retriever”, „Leniwiec w domu”, „Gnomy”); ale mimo to Elżbieta II opanowała sztukę wyniosłego milczenia, które w przytłumionym świetle można by wziąć za oznakę mądrości. Nigdy nie udzieliła wywiadu ani nie uczestniczyła osobiście w pisaniu swojej biografii.
Na uwagę zasługują także jej publicznie demonstrowane maniery. Porównajcie zachowanie Elżbiety II z wybrykami jej męża i dzieci, a docenicie królową jeszcze bardziej. Pamiętam ją w dniu diamentowego jubileuszu, gdy stała, w wieku 86 lat, na głupawo złotej łodzi na Tamizie. Akurat padało. Każda inna osoba usiadłaby albo poszukała schronienia przed deszczem, ale nie angielska królowa. Stała tak jak ofiara subtelnego barbarzyństwa, godzinami, w deszczu. Poruszyło mnie to, mimowolnie i w najwyższym stopniu. Oto miałam przed sobą imponującą potęgę milczenia i męczeństwa. Przyszła mi wtedy na myśl pierwsza królowa Elżbieta: ta, którą zamknęła w Tower za rzekomą zdradę swoją siostrę przyrodnią Marię Stuard. Elżbieta I przystanęła przed Bramą Zdrajców w 1554 roku – wtedy również padało – i nie chciała jej przekroczyć, dopóki ludzie wokół nie dostrzegą jej oporu. Dopiero potem dała się zamknąć w więzieniu. – Jestem niewinna – mówiła pierwsza z Elżbiet. – A ja jestem ci wdzięczna – powiedziałaby ta druga. – I oddaję ci cześć, stojąc tutaj: w deszczu.
Za pośrednictwem swoich rzeczników (nazwałabym ich „rzecznikoprzyjaciółmi” albo „rzecznikokuzynami”) Elżbieta II demonstrowała, jak to praktykuje oszczędzanie. Zabawne – zważywszy na te wszystkie obrazy, konie i klejnoty – a jednak zostało przez ludzi ciepło przyjęte. (…) I tak królowa zadowala się małym kominkiem elektrycznym, jada płatki zbożowe firmy Tupperware, a wychodząc, gasi światło.
Skromność
Skromność wyraża również stylem: ubiorem, który zawsze nosi nie dla własnego dobra, lecz dla dobra poddanych. Stroje ma drogie i szyte ręcznie, ale nie są one ani zagraniczne, ani modne. W wyrazistych kolorach – bo królową musi być widać z daleka. Skromne, powiedzielibyśmy nawet, że mało eleganckie (bo królowa ma być jak każda z nas). Żadna z kobiet nie nosi swojego bogactwa z taką nonszalancją. O czym by tam sobie nie myślała – a podejrzewam, że jej myśli krążą wokół koni i psów – sprawia wrażenie, że troszczy się o swój naród. A jej pozytywnego wizerunku dopełnia długowieczność – tradycyjny atrybut dobrych królowych.
Kto wie, jak długo monarchia pociągnie bez Elżbiety II? Karol może być sobie miłą osobą (nie mnie oceniać), jednak jest zbyt skupiony na sobie i do tego skory do biadolenia. Zachowując się niegrzecznie wobec królewskiego korespondenta BBC Nicholasa Witchella – Nie znoszę tego człowieka, on jest okropny, naprawdę! – powiedział na stoku narciarskim w 2005 roku – wykazał się kompletnym brakiem zrozumienia dla funkcji tego reportera. Witchell to nie ktoś, kogo książę ma nie znosić, lecz raczej rodzaj tuby propagandowej, z którą należy się liczyć. (A na marginesie mamy jeszcze księcia Harry’ego przywdziewającego nazistowski mundur, jakby zapomniał, że to wojna zapewniła sukces jego dynastii; dodajmy jeszcze niedawny wyczyn księcia Andrzeja, który celowo staranował bramę).
William z kolei sprawia wrażenie, jakby raz umykał przed swoim przeznaczeniem, a innym razem korzystał z niego, ile się da. Od swego ślubu zdążył odnowić dwie posiadłości, nie licząc się z kosztami, jakby zaciskanie pasa nie było jego zmartwieniem. Udzielając wywiadów, sprawia wrażenie zalęknionego człowieka, który chciałby zachować coś tylko dla siebie, a okrutna prawda brzmi, że mu się to nie uda. Monarchia to w końcu uświęcony kontrakt obowiązujący obie strony.
Dobra królowa i dobra matka
Jeśli w oczach monarchistów Elżbieta II popełniła dotychczas jakikolwiek błąd, byłoby nim nie przygotowanie sobie następców – porażka mająca czym zaintrygować psychologów. Czyżby nie chciała złożyć losu bliskich na tym samym ofiarnym stosie co swój własny los? Czy jej pobłażliwość wobec rodziny można zinterpretować jako jedyny akt odwagi, na jaki mogła sobie pozwolić? Da się być równocześnie dobrą królową i dobrą matką, a może macierzyństwo wymaga jeszcze większej odwagi?
Wielu sądzi, że królowa to nic więcej, niż udekorowana klejnotami pustka i może należałoby przyznać im rację. Osobiście odrzuca mnie promowany przez monarchię pogląd, jakoby sztywny system klasowy był najlepszym spoiwem jednoczącym naród. Kwestionuję także rzekomą polityczną neutralność rodziny królewskiej, skupionej przecież na swoim własnym przetrwaniu: jest konserwatywna pod każdym względem. Ale nawet republikanka taka jak ja na koniec wykrzyknie: „Co za spektakl!”.

Tanya Gold

Related News

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

COPYRIGHT 2014 ZYCIE PUBLISHING SERVICES. ALL RIGHTS RESERVED.