Rosjanie w Bosforze?

Kiedy w strachu przed sowiecką “ugrozą” tworzono NATO, włączenie w struktury Paktu Turcji było szalenie ważne. To bowiem Turcja szachowała Związek Sowiecki od południa, a armia turecka była i nadal pozostaje najsilniejszą siłą zbrojną na Starym Kontynencie. Waga strategicznego sojuszu sprawiała, iż Waszyngton przez palce patrzył na poważne ograniczanie demokracji, a czasem wręcz otwarte branie rządów nad Bosforem przez wojskowych. Uważa się powszechnie, iż od czasów legendarnego Ataturka, twórcy nowoczesnego państwa po rozpadzie kolonialnego imperium Osmanów, to wojsko jest gwarantem laickiego charakteru państwa oraz przewidywalnej polityki wobec sąsiadów, z którymi Turcy zawsze mieli spory i problemy.
erdogan-i-wladimirProblemem numer jeden dla Turcji jest oczywiście kwestia Kurdów, którzy stanowią ogromną mniejszość wewnątrz państwa, mniejszość nigdy nie pogodzoną z brakiem politycznej podmiotowości. Tak długo, jak Irak i Syria trzymały własnych Kurdów żelazną ręką, nie istniało też niebezpieczeństwo, iż Kurdowie stworzą gdzieś przy granicy namiastkę państwowości. Ten element stabilności skończył się bezpowrotnie. Rozbicie Iraku przez Amerykanów przyniosło praktyczną parcelacją tego dziecka brytyjskiego kolonializmu, gdzie Kurdowie, uzyskali w zasadzie pełną autonomię, choć bez otwartych deklaracji, aby nie prowokować Ankary do interwencji zbrojnych.
Teraz konflikt w Syrii i stworzenie ISIS włączyły do walk Kurdów syryjskich. I to właśnie ich siły zbrojne, osławieni Peszmerga, stanowią jedyną bitną i skuteczną siłę w regionie. Chcąc nie chcąc, Amerykanie a także Brytyjczycy zajęli się szkoleniem i zaopatrzeniem kurdyjskich oddziałów, wśród których sławą okrywają się bataliony kobiece. Współpraca Kurdów Syrii i Iraku musi prędzej czy później postawić sprawę politycznego uregulowania kwestii ich państwa, choć znając nerwowe reakcje Ankary na samo wspomnienie kwestii państwowości kurdyjskiej, nikt na Zachodzie nie chce na razie o tym myśleć.
Obecne zaostrzenie relacji na linii Ankara – Moskwa może jednak przybrać dla Turcji bardzo niepożądane konsekwencje właśnie w tym temacie. Wszystko wskazuje na to, iż zestrzelenie rosyjskiego szturmowca niszczącego zgrupowania turkmeńskich rebeliantów, miało być próbą powstrzymania Kremla przed psuciem Turkom bardzo intratnego interesu. Oficjalnie Turcja zwalcza ISIS, ale jak do tej pory jedynym działaniem zbrojnym, jakie Ankara podjęła na tym terenie było… bombardowanie pozycji kurdyjskich, oczywiście pod hasłem zwalczania rodzimego terroryzmu spod sztandarów PPK.  Z terenów kontrolowanych przez ISIS ciągnęły zaś długimi kolumnami nie niepokojone przez nikogo cysterny wypełnione ropą, która trafiała przez niestrzeżoną granicę do odbiorców w Turcji; w drugą stronę płynęły pieniądze i zaopatrzenie. Oficjalna “wojna z terrorem” na ten wzajemnie korzystny handel nie miała wpływu.
Obalenie Assada to oczywiście oficjalny cel rządu Erdogana, dla Administracji Obamy udział Turcji w anty-syryjskiej koalicji jest kluczowy, fakt więc, że przy okazji rozmaici wpływowi ludzie w kręgach tureckich władz zarobią ogromną kasę, nikomu nie przeszkadzał. W sumie od początku rozpoczętej przez Amerykanów operacji obalania Assada, Turcy piekli kilka pieczeni przy tym samym ogniu. Zwalczali własnych oraz sąsiednich Kurdów, osłabiali samą Syrię i zarabiali na handlu z ISIS.
Tymczasem z pomocą Assadowi pośpieszyli Rosjanie. Putin znakomicie wyczuł okazję powrotu na dyplomatyczne salony. Wspierając dawnego sojusznika, stał się graczem, bez którego obecnie nie można ani Assada zbrojnie zlikwidować, na wzór tego, co zrobiono z Kaddafim w Libii, ani też w ogóle nie można rozparcelować Bliskiego Wschodu wedle widzimisię USA i ich sojuszników.
Faktyczna koalicja Syryjsko-irańsko-rosyjska komplikuje sprawy globalnie. Nikt bowiem nie wiąże lepiej rozmaitych globalnych problemów w jeden pakiet, niż Rosjanie. Jeżeli Zachód chce rzeczywiście spacyfikować Bliski Wschód, zwłaszcza zaś zniszczyć ISIS, który najwyraźniej wymknął się spod kontroli, musi teraz okazać “zrozumienie” dla rosyjskich interesów, na przykład, na Ukrainie. Po atakach ISIS w Paryżu europejscy politycy mówią już bez ogródek, że bez Putina sprawy terroryzmu rozwiązać się nie da. A rosnąca w siłę Pani Marie Le Pen otwarcie stawia na Rosję jako strategicznego partnera i sojusznika Francji, gdyby zdobyła urząd Prezydenta Republiki.
Zestrzelenie rosyjskiego samolotu okazuje się sporym błędem Erdogana. Rząd turecki nie może oczywiście “przeprosić” Rosjan, aby nie stracić twarzy przed własnym społeczeństwem, skoro stanowczo twierdzi, iż bronił suwerenności przez intruzem! Na nadzwyczajnej sesji NATO Waszyngton wezwał “obie strony” do rozsądku i dyplomatycznego rozwiązania sporu. Rosjanie zaś natychmiast zamknęli praktycznie niebo nad Syrią, wprowadzając tam swoje najnowsze rakiety S400. Na konfrontację w obronie szemranych tureckich interesów nikt na Zachodzie nie ma ochoty, zwłaszcza zaś Francuzi. Rosjanie mają wolną rękę. Bombardowanie szlaku “roponośnego” nasila się, podobnie jak zwalczanie wspieranych przez Turków “umiarkowanych rebeliantów”. Zamknięcie zaś Bosforu dla floty rosyjskiej, konkretna groźba Ankary, może skłonić Rosjan do… zaopatrzenia Kurdów w najnowocześniejsze środki walki. Ale bez dobrej woli Turcji Zachód nie rozwiąże kryzysu imigracyjnego! Zdaje się, że będziemy świadkami ciekawego rozwoju sytuacji, choć, niestety nie wzrośnie nasze bezpieczeństwo.

WMW

Related News

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

COPYRIGHT 2014 ZYCIE PUBLISHING SERVICES. ALL RIGHTS RESERVED.