Rekonstrukcja?

„Rekonstrukcję na ogół się przeprowadza, kiedy jest kryzys. To wentyl bezpieczeństwa, który pozwala przy negatywnych nastrojach społecznych zmienić osoby, które nie podobają się wyborcom i zmniejszyć napięcia społeczne. W przypadku rządów PiS nie ma takiej sytuacji ani potrzeby. Rząd po dwóch latach ma rekordy poparcia. Nie jest to poparcie, które opiera się na piarze, ale na solidnych podstawach.“
prof. Norbert Maliszewski,
specjalista ds.marketingu politycznego, UKSW dla: wPolityce.pl

Rekonstrukcja?
Pani Premier zapowiedziała, iż za kilkanaście dni przedstawi skład nowej Rady Ministrów. Pytanie, czy będą to zmiany kosmetyczne, czy też poważniejsze przesunięcia na politycznej szachownicy. I choć Beata Szydło apelowała o niespekulowanie, media spekulacjami żyją i żyć muszą. Bo jakże inaczej miałyby funkcjonować?
Prof. Maliszewski w powyższym cytacie mówi o braku kryzysu, co miałoby wykluczać potrzebę ewentualnej zmiany obsady ministerstw, ale najwyraźniej jakiś kryzys trawiący PiS został zidentyfikowany, choć może akurat Pani Premier takowego ani nie dostrzega, a jeśli nawet, to nie Ona jest władna go rozwiązać.
W systemie politycznym współczesnej Polski funkcjonuje układ konstytucyjny skrojony dwie dekady temu dla potrzeb ówczesnej walki frakcyjnej w obozie “post-komunistycznej” lewicy. Towarzysze, skazani na siebie w w procesie “transformacji ustrojowej”, nie bardzo “drug drugu” ufali, stworzyli więc na potrzeby owej niełatwej kohabitacji system, w którym ani rząd ani Prezydent nie mają jasno rozgraniczonych kompetencji. To “trzymanie” jest szczególnie widoczne w instytucji prezydenckiego veta, które jest w stanie wykoleić każdy rząd. Bo wszelkie ustawy lub nominacje, sędziowskie, ambasadorskie czy generalskie przechodzą przez Duży Pałac.
Te post-komusze uwarunkowania nie krępowały zbytnio premiera Tuska, gdyż Bronisław idealnie wczuwał się w rolę strażnika żyrandola. Podobne obejście problemu wybrał Jarosław Kaczyński, desygnując do wyborów prezydenckich AD 2015 człowieka bliżej nikomu nie znanego, młodego prawnika z Kancelarii swego ś.p. Brata. Sukces wyborczy, ba – sama dynamika kampanii Andrzeja Dudy – zaskoczyła chyba w podobnym stopniu ospałych PO’wskich “planistów” wyborczych, wspieranych w swych majakach przez autorytet samego Adama M., co Prezesa. Darowanemu koniowi nie zagląda się w zęby, jak uczy ludowa mądrość, a Andrzejek z Beatką (używając kabaretowego języka) wydawali się wręcz idealnie skrojeni na wykonawców poleceń. “Szły rzeczy, prawda, z wolna, ale szły porządnie”. I szły by zapewne tak dalej, ale lokator Dużego Pałacu najwyraźniej się znarowił. Powstanie zapewne sporo doktoratów z teorii mediów, na temat efektu kabaretu “Ucho Prezesa” na ego Prezydenta i jego otoczenia. Może właśnie bardziej otoczenia, Prezydencką Małżonkę w to włączając, no bo kto chce być mężem kabaretowego “Adriana”?

Sprawy tej niejasnej emancypacji, sygnowanej już nie tylko lipcowymi vetami, ale całkiem widocznym uporem w bezpośrednich konwersacjach z Prezesem, emancypacji suflowanej przez tak trudne do zmarginalizowania przez TVPInfo osoby, jak Pani Zofia Romaszewska, doszły do tego stopnia, że sam Prezes musi do Belwederu raz po raz jeździć. I wygląda, że “po prośbie”!
To make a long story short, oferta, jaką Pan Prezes chce Pana Prezydenta obłaskawić i jakoś z powrotem do rydwanu “dobrej zmiany” wprzęgnąć, to wpływ na regiony wielkiej polityki, do tej pory dla Prezydenta niezbyt jasno określone. To, że Pan Prezydent otrzyma większy wpływ na prestiżowe (choć w obecnym układzie priorytetów PiS nieco drugorzędne) sprawy zagraniczne, to nieomal pewne. Witold Waszczykowski zawsze był, a po swych “dokonaniach” jest kartą słabą, więc zapewne ‘bitą’. Kogo na jego miejsce Andrzej Duda wskaże, to kwestia nieistotna. Pan Prezydent sam będzie w stanie dużo lepiej Najjaśniejszą RP na zewnątrz reprezentować, co zresztą raczej stanowić będzie niejako powrót do normalności. No bo jeżeli nie Pan Prezydent ma reprezentować Polskę na zewnątrz, to kto? Fotyga, Bronek, Radek, Grzesio, San Escobar – wystarczy?!
Problemem Andrzeja Dudy jest także kwestia współpracy z Ministrem Obrony. Takowej brak. To, co w MON wyprawia Antoni budzi niepokój. Patriotyzm to za mało, potrzebna jest także klarowna i sensowna wizja. I jeżeli ostentacyjnie rezygnuje w proteście z pracy wykładowcy w AON ktoś tak oddany kwestiom obronności, jak dawny druh AM z lat opozycji, R. Szeremietiew, to znaczy, że mamy problem. Tu jednak trafia kosa na niewypał, bo pozycja ministra Macierewicza wydawała się do niedawna nienaruszona. Prezes mógł Antoniego “schować” w trakcie wyborów, ale odmówić mu MON’u nie mógł. Ani go w tym resorcie specjalnie kontrolować. Ot, aby pogonić takiego tam chłystka jak Misiewicz wymagało od Prezesa nie lada wysiłku.
Czy Prezesowi będzie aż tak zależeć na zaplanowanej przez siebie reformie sądownictwa, aby naruszyć imperium Antoniego? Czy też, wybiwszy się – niespodziewanie dla nieomal wszystkich – na pozycję nr. 2 w PiS, Andrzej Duda odpuści sobie walkę o MON i skupi na odgrywaniu roli Szefa Państwa na zewnątrz?! Jak zapowiedziała Pani Premier Beata Szydło, dowiemy się za kilkanaście dni. Będzie się działo.

WMW

Related News

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

COPYRIGHT 2014 ZYCIE PUBLISHING SERVICES. ALL RIGHTS RESERVED.