Przychodzi baba do lekarza…

Nad peruwiańskim kanionem Colca, do niedawna uznawanym za najgłębszy kanion świata, w miejscu nazywanym Cruz del Condor, niemal każdego poranka między siódmą trzydzieści a dziewiątą trzydzieści odbywa się niezwykły spektakl, w którym główną rolę grają Kondory Olbrzymie. Ewenement ten nie ma nic wspólnego z dokarmianiem tych potężnych ptaków, czy z turystyczną ściemą – poranne ciepłe prądy powietrza sprzyjają szalonemu szybowaniu w skalistych przestrzeniach. Kiedy pierwszy raz dotarłam w to niewątpliwie niezwykłe miejsce, nie widziałam kondorów. Na pewno tam były, krążyły, wzbijały się w słońce, pikowały w dół, dryfowały na falach powietrza.colca-3

Tamtego poranka byłam nazbyt zaaferowana szukaniem wychodka, by zawracać sobie głowę ptactwem, nawet tym z gatunku największych na świecie. Dzień wcześniej, podczas kolacji okraszonej folklorystycznymi popisami w niewielkiej, regionalnej knajpce w Chivay, zjadłam podejrzanej jakości rybę, która zaszkodziła mi bardzo poważnie i zatruła kilka kolejnych dni, pozbawiając jednocześnie przyjemności podziwiania kondorów. Miałam szczęście wrócić w to miejsce jeszcze dwukrotnie i napatrzyć się na podniebne popisy, szansa ta jednak wiązała się wtedy z moją pracą. Mało który podróżnik wraca po raz kolejny do tych samych miejsc. Ani deszcze, ani spóźnione samoloty, ani nieprzyjemni współtowarzysze czy niewygody podróży nie popsują nam wakacji tak skutecznie, jak problemy zdrowotne. Zachowując ostrożność i zdrowy rozsądek możemy ich w pewnej mierze uniknąć.
H2O
Najważniejsza jest woda. Nawet jeśli czysta i używana na co dzień przez lokalną ludność, zawierać może florę bakteryjną nie- znaną naszemu organizmowi. Zasada numer jeden mówi więc – nigdy nie pij wody „z kranu” bez wcześniejszego (porządnego) przegotowania. Wodę gotujemy minimum sześćdziesiąt sekund, na wysokościach powyżej 2000m n.p.m. trzy minuty. Boleśnie przekonałam się o tym na własnej skórze, kiedy wracając z wyprawy na Madagaskar, podczas kilkudniowego pobytu na wyspie Mauritius, zwiedzaliśmy gorzelnię rumu. Degustacja była przyzwoita, rum wyśmienity, słońce w zenicie, bez namysłu sięgnęłam więc po dzban z wodą podczas późniejszego obiadu. Kilka dni później zwijałam się z bólu w samolocie. Żadnych sensacji żołądkowych, tylko co jakiś czas uczucie, jakby mi kto nożem przez brzuch próbował przejechać. Po powrocie zamiast do lekarza rodzinnego po antybiotyk poszłam po pomoc do Sławka Gorczewskiego. Wykrył mi jakieś bakterie i w ciągu dwudziestu minut wybił je prądem. Skutecznie. Przeszło jak ręką odjął.
W krajach o kiepskich standardach czystości do mycia zębów lepiej używać wody butelkowanej, a korzystając z prysznica nie otwierać ust. W Indiach dodatkowo należy zachować podwójną czujność przy zakupie wody butelkowanej – sceny ze „Slumdog Millionaire”, gdzie puste, plastikowe butelki po wodzie napełnia się kranówą, a zakrętkę podkleja dla niepoznaki, wcale nie są z palca wyssane. Plastikowe butelki z wodą nie powinny także zbyt długo stać w pełnym słońcu, czy nagrzanym samochodzie, gdyż ciepło wyzwala z plastiku niebezpieczne toksyny. Uważać trzeba na lód w drinkach, koktailach, sokach i smoothies oraz na surowe warzywa (nawet te w dobrych resortach all-inclusive); warto zapytać w jakiej wodzie je umyto. Dobrze też sprawdzić u lokalnych źródeł stan zanieczyszczenia akwenów wodnych, w któ- rych zamierzamy pływać – sezonowe problemy z namnażaniem niebezpiecznych bakterii zdarzają się nawet w Ontario. Właściwe nawadnianie organizmu jest bardzo ważne przy podróżach w tropiki, gdzie więcej i szybciej się pocimy, ale także na wysokościach. Pijąc więcej wody i naturalnych soków, a w Peru i Ekwadorze także herbatę z liści koki, łatwiej będzie uniknąć nam soroche – choroby wysokościowej.
Iść ciągle w górę
Soroche dopada w większym, bądź mniejszym stopniu każdego, kto wybierze się powyżej 2500 m n.p.m.  U osób wyjątkowo wrażliwych i niezaaklimatyzowanych pierwsze objawy mogą pojawić się już na wysokości około 1500 m n.p.m. Dolegliwości powoduje niższe, niż potrzebne do normalnego funkcjonowania organizmu, stężenie tlenu w powietrzu. Objawy mogą być różne, od lekkich zawrotów głowy, krótszego oddechu, osłabienia, braku apetytu i nudności przez wymioty, problemy z zaśnięciem, spadek ciśnienia krwi, omdlenia po halucynacje, obrzęk płuc i mózgu, co w najbardziej ekstremalnych sytuacjach (wysokogórskie wspinaczki) może prowadzić do śmierci.  Najłatwiej uniknąć wszelkich dolegliwości przez odpowiednią, stopniową aklimatyzację,  niedopuszczenie do odwodnienia (alkohol bardziej zaszkodzi niż pomoże na wysokościach) lub dzięki przepisanym przez lekarza tabletkom (jeśli z jakiegoś powodu brakuje nam czasu na przyzwyczajenie organizmu do nowych warunków). Te tabletki, które podczas zeszłorocznego trekkingu na wulkan Cotopaxi w Ekwadorze miała przy sobie Basia, uratowały wszystkich, poza mną, bo ja akurat jako jedyna ich nie wzięłam. Wieczorem, po zejściu w doliny, miałam wrażenie, że ciśnienie rozsadzi mi czaszkę, a moim największym marzeniem było małe wiertełko, którym mogłabym wywiercić sobie w głowie dziurę i ulżyć uciskowi. Pomogły mi litry wody i głęboki, długi sen.
Smażone chrabąszcze
Przy zatruciach pokarmowych uważać trzeba przede wszystkim na surowe mięso. Owoców morza i ryb nie powinno się raczej zamawiać w miejscowościach położonych daleko od wybrzeża. Moje świetnie arequipeńskie ceviche, podczas kolejnej peruwiańskiej wyprawy, okazało się nie takie świetne, a na pewno nie nazbyt świeże. Dwa wieczory wypadły mi wtedy z życiorysu, nie pomogła nawet wódka z pieprzem, dopiero polecony przez Jacka, naszego przewodnika, Baktrim – peruwiański antybiotyk bez recepty – 5 soli trzy sztuki – postawił mnie na nogi. Na lokalnych targach (sama wiem dobrze, jak trudno odmówić sobie lokalnych przysmaków) lepiej wybierać potrawy gotowane i porządnie wygrillowane. Surowe ostrygi, czy wspomniane ceviche, potrawa z surowej, marynowanej białej ryby, ośmiornicy lub krewetek nie są najszczęśliwszym pomysłem. Lepiej spróbować pieczonych skorpionów i pasikoników☺.
Setka czystej
Najwięcej wątpliwości wśród podróżników budzi zawsze kwestia szczepionek. I tu pomóc może jedynie zdrowy rozsądek. Spot-kałam się nie raz z sytuacją, w której lekarz rodzinny polegając na opinii komputera, zalecał tabletki przeciwmalaryczne turystom udającym się do Peru, choć nie planowali zatrzymywać się w Amazonii. Z samą Amazonią też sprawa dyskusyjna – więcej komarów widziałam nad jeziorem Huron niż w selwie. Jeśli ktoś planuje spędzić w tropikalnych ostępach kilka tygodni, czy wybiera się na dłuższe wakacje do serca Afryki, powinien rozważyć te wszystkie tabletki (szczepionki na malarię nie ma), jednak dwa czy trzy dni w Amazonii nie wydają mi się warte obciążania wątroby ciężkimi związkami chemicznymi.  Bardziej uważać trzeba na dengę, na którą nie ma żadnego antidotum, a która zazwyczaj przy powtórnym zakażeniu okazuje się śmiertelna. Przed wyjazdem warto sprawdzić raporty Światowej Organizacji Zdrowia, wiele chorób i zagrożeń występuje sezonowo i bardzo rzadko, a lekarze często mają tendencję do aplikowania szczepionek na wszelkie potencjalnie występujące w danym kraju wirusy i bakterie. Przy wjeździe do niektórych krajów szczepienia są obowiązkowe, tyczy się to jednak głównie Afryki – żółtą febrę musimy przyjąć jeśli fantazja poniesie nas do Angoli, Beniniu, Czadu, Burkina Faso czy Sierra Leone.
Mój ulubiony doktor z Roncesvalles powiedział mi kiedyś, że tak naprawdę najlepszym antidotum na wszelkie zdrowotne problemy w podróży jest porządna bania brandy albo whiskey, najlepiej rano i na czczo. I faktycznie – ta metoda uratowała wielu niestrudzonych globtrotterów. ☺

Kaja Cyganik

Related News

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

COPYRIGHT 2014 ZYCIE PUBLISHING SERVICES. ALL RIGHTS RESERVED.