Prawda o feministkach i dlaczego są wkręcane?

Rzekoma spontaniczność czarnych marszów została starannie wyreżyserowana i wypromowana w mediach. To było działanie znakomicie rozpisane na głosy i skoordynowane – powiedział prezes zarządu Instytutu Ordo Iuris prof. Aleksander Stępkowski.
Rok temu przez Polskę przetoczyła się fala czarnych marszów – protestów przeciwko zaostrzeniu prawa do aborcji, których kulminacją był tzw. czarny poniedziałek – 3 października 2016 r. We wtorek Instytut na Rzecz Kultury Prawnej Ordo Iuris opublikował analizę „Czarne protesty: spontaniczny ruch czy efekt wielkiej inwestycji finansowej?” ujawniającą źródła finansowania organizacji będących inicjatorami czarnych protestów w Polsce. Jak informowała „Rzeczpospolita”, powołując się na raport instytutu, do polskich organizacji feministycznych przypłynęło w postaci niewielkich grantów w sumie ok. miliona zł.
Przedstawione przez Ordo Iuris informacje sugerują, że organizacje finansujące ruchy proaborcyjne nie kryją się z tym, że prowadzą działalność mającą na celu wywieranie wpływu zarówno na społeczeństwo, jak i na władzę, a także kreowanie pewnych zachowań. Jakie motywacje mogą przyświecać takim działaniom?
Radykalna lewica stawia sobie za cel głęboką przebudowę kultury, w związku z czym lubi szokować i publicznie epatować działaniami, które dla normalnych ludzi są wstydliwe. Współczesny feminizm, z właściwym sobie wulgaryzmem i epatowaniem genitalną retoryką, jest tego jaskrawym przykładem.
Retoryka „praw człowieka” często staje się elementem określonej strategii politycznej nakierowanej na destabilizację życia społecznego. Dlatego cele w tym wypadku są zawsze polityczne. Oczywiście, sprawni socjotechnicy potrafią je sprzedać jako „problemy zwykłych ludzi”, jednak jest to z reguły jedynie teatrum emocjonalnie uwiarygadniające bardzo podejrzane działania polityczne.

Poziom manipulacji, niestety przez niektóre Polki, sięgnął zenitu. Jesteśmy, żyjemy w wolnym kraju i to też dowodzi, że możemy manifestować, możemy się spierać, tworzyć zgromadzenia. Tym niemniej nie można w sposób taki dość pokrętny, tłumaczyć, że inne Polki są w jakiś sposób krzywdzone, poszkodowane, a już tym bardziej przez rząd, w sytuacji kiedy po prostu tak nie jest – oceniła szefowa kancelarii premiera Beata Kempa.
Nie możemy traktować zdrowia, życia kobiet, czy nawet ich dobrego samopoczucia bardzo wybiórczo – dodała Kempa, pytana o postulaty dotyczące refundacji in vitro. Zaznaczyła, że liczą się fakty, czyli – jak dodała – „większe nakłady przede wszystkim na ochronę zdrowia”.
Szefowa kancelarii premiera przywołała rankingi, według których – jak mówiła – Polska jest w czołówce krajów, jeśli chodzi o równouprawnienie kobiet i mężczyzn. Często nam panie, szczególnie feministki, zarzucają, że robimy wszystko przeciwko kobietom. Tak nie jest – zapewniła. Dla mnie ważne są fakty, a niej jakieś hasła, które próbują niestety wykorzystywać, nie mając pomysłu na siebie, politycy opozycji. Niestety przez dwa lata nie przegrupowali się i nie przeżyli tego, że przegrali wybory. Nie potrafią przejść na pozycję ciężkiej pracy – powiedziała Kempa.
•••
Całe odium spada na organizacje feministyczne, których członkinie nie przebierają w słowach (i czynach) dostarczając przeciwnikom argumentów. Niestety kształtuje to dość jednorodny obraz feministki.
Feministka, mityczna istota, która nienawidzi mężczyzn, małe dzieci zjada na śniadanie i marzy tylko o tym, by pracować w kopalni. Na przodku oczywiście.


Taka charakterystyka z pewnością wpisuje się w wyobrażenia części ludzi. Wiecznie wściekła, agresywna, walcząca, lekceważąca swoją powierzchowność, w rogowych okularach i włosami między palcami.
W rzeczywistości jednak feministki znacząco nie wyróżniają się z tłumu, jest szansa, że mijasz je codziennie w drodze do pracy, w sklepie, w autobusie. Co gorsza, może się zdarzyć, że kiedyś jakaś ci się spodoba i będziesz chciał się z nią umówić, zupełnie nieświadom jej poglądów na kwestie równościowe. Jeśli tak się zdarzy, a ty z czasem zorientujesz się, że twoja wybranka może być właśnie…feministką, nie panikuj. Ważne byś poznał kilka zasad, dzięki którym możesz zaoszczędzić sobie paru rozczarowań i głębokiego szoku.
8 rzeczy, które powinieneś wiedzieć, jeśli spotykasz się z feministką
1. Nie dziw się, że chodzi do fryzjera, kosmetyczki, manicurzystki.
Zdaniem feministek kobiece ciało poddane jest wielu opresyjnym taktykom. Faktem jest, że od panów nie wymaga się, by poniżej linii brwi byli gładcy jak pupa niemowlaka. Męskie zmarszczki dodają uroku i powagi, damskie są powodem do wstydu. W związku z tym panie poddają się bolesnym zastrzykom. Panowie z nadwagą nie są tak nienawistnie traktowani jak kobiety z nadmierną liczbą kilogramów. Feministka zdaje sobie więc sprawę z tego według jakich mechanizmów kształtowany jest współczesny kanon piękna i różnic w postrzeganiu ciała kobiecego i męskiego.
Nie oznacza to jednak, że w ramach buntu przeciwko niesprawiedliwościom tego świata postanowi na złość sobie i wszystkim w okół udowodnić, że nie dbając o siebie zmieni świat. Nie doznaj więc głębokiego szoku, jeśli okaże się, że twoja feministka chodzi do fryzjera, farbuje włosy, uwielbia swoją manikiurzystkę i chce zgubić kilka kilogramów. Co więcej, zdarza jej się powiedzieć, że nie ma co na siebie założyć.
Przed atakiem serca może uchronić cię też świadomość tego, że feministka może używać kolorowych kosmetyków, chce się podobać swojemu facetowi lub swojej dziewczynie i po prostu dobrze wyglądać.
2. Feministka może się nie zgadzać z innymi feministkami.
Wbrew pozorom feminizm nie jest jednorodnym ruchem. Różne działaczki spierają się ze sobą na różnych polach, nie ma jednej wytycznej feminizmu ani dekalogu kobiet wojujących o równość płci. Jeśli u swojej feministycznej ukochanej nie znajdziesz w pokoju ołtarzyka z fotografią Magdaleny Środy albo Kazimiery Szczuki – nie panikuj. Jeśli twoja ukochana będzie kontestowała jakąś wypowiedź osoby z feministycznego świecznika – nie załamuj się, że pomieszały jej się zmysły. Feministka nie podąża ślepo za swoimi boginiami, bo i takich w środowisku feministycznym nie ma. Główną cechą osoby wyznającej poglądy równościowe jest umiejętność samodzielnego myślenia i kształtowania własnego poglądu na otaczającą ją rzeczywistość. Feminizm jest katalizatorem tworzenia własnych opinii, a nie ograniczaniem tego procesu.
3. Feministki mają poczucie humoru.
Związek z feministką nie jest spacerem po polu minowym. Nie musisz drżeć w obawie, że powiesz coś seksistowskiego, szowinistycznego, co przekreśli twoje szanse u ukochanej i spowoduje karczemną awanturę. Feministki potrafią się z siebie śmiać, nie zawsze są śmiertelnie poważne, na kwestie dyskryminacji potrafią patrzeć z przymrużeniem oka. Znakomitym przykładem wyluzowanej feministki jest Amy Poehler i jej flagowa postać Leslie Knope, czyli pracownica wydziału Parku i Rekreacji, która w brawurowy sposób wyśmiewa niektóre feministyczne przekonania przy równoczesnym, bardzo mocnym promowaniu idei samego feminizmu.
4. Feministka nie chce zmienić się w mężczyznę.
Słynne „kobiety na traktory” nie jest hasłem feministycznym, ale PRL-owskiej propagandy. Wierzcie lub nie, ale feministki doskonale zdają sobie sprawę z ograniczeń, jakie wiążą się z kobiecym ciałem i biologią. Mamy mniejszą wydolność organizmu, z reguły mamy mniejszą siłę fizyczną. Oczywiście zdarzają się kobiety o ponadprzeciętnej sile i wytrzymałości, które marzą o tym, by pracować w kopalni lub przekopać samodzielnie cały ogródek. Jednak nie wszystkie. Serio.
Założeniem feministek nie jest zmienienie się w mężczyzn, ale zrównanie się z mężczyznami w prawach przy jednoczesnym zachowaniu specyfiki własnej płci. Kobiety chcą być traktowane jako równorzędne obywatelki nie wówczas, gdy będą się zachowywać jak mężczyźni, ale właśnie jak kobiety.
O ile każda pani poradzi sobie z otwarciem drzwi i naprawdę nie trzeba jej w tym wyręczać, o tyle warto pomóc jej w noszeniu ciężkich zakupów, jeśli twoja feministka jest drobną osobą, a ty dwumetrowym dryblasem. Bo o ile przeciętna kobieta nie poradzi sobie z wniesieniem lodówki na 9 piętro, bo jest po prostu za słaba, to żaden mężczyzna (z tych samych względów) nie urodzi dziecka. Czy ktoś mu w związku z tym odmawia jakichś praw?
5. Może się zdarzyć, że twoja feministka będzie chciała założyć rodzinę.
To może być potężny wstrząs, jednak fakty są takie, że spora część zdeklarowanych feministek żyje w związkach małżeńskich, rodzi dzieci i realizuje się jako matka. Dziecko nie ujmuje kobiecie procentowo feminizmu, ba!, bywa nawet, że kobieta odnajduje radość w macierzyństwie. Jeśli uważasz, że wiążąc się z feministką bzdety typu ślub, pieluchy i niedzielne obiady nie będą twoim zmartwieniem, możesz się srodze zdziwić, kiedy twoja feministka zacznie znacząco chrząkać przy wystawie z pierścionkami albo sama ci się oświadczy.
6. Z feministką można rozmawiać nie tylko o feminizmie.
Feministka nie jest osobą, której największym zainteresowaniem jest feminizm. To raczej wykładnia sposobu, w jaki dana osoba chce żyć, a nie jej największe hobby. Nie bądź więc zdziwiony, że twoja ukochana nie wyrazi należytego zainteresowania twoją interpretacją dzieł Simone de Beauvoir, które przeczytałeś specjalnie dla niej, a zamiast tego będzie chciała pogadać o wczorajszej imprezie albo planach na weekend.
7. Mężczyzna może być ważny dla feministki.
Nie obawiaj się, że wiążąc się z feministką zostaniesz przez nią potraktowany instrumentalnie i zawsze będziesz daleko za jej sabatem feministycznych przyjaciółek, mamą, siostrą oraz Manuelą Gretkowską. Feministki żywią wyższe uczucia, zakochują się, kochają, chcą i potrafią dbać o swoich bliskich choć równocześnie oczekują od partnera tego samego. Feministki potrafią iść na kompromisy, rozmawiać. Co więcej, potrafią się nawet wykazać pewną dozą empatii.
8. Feministki nienawidzą generalizowania.
Czym niewątpliwie powyższe zestawienie jest, choć, mam taką nadzieję, przynajmniej stara się przełamać stereotypy. Ponieważ to właśnie one, uogólnienia, uproszczenia krzywdzą i są najlepszym pokarmem dla ludzi dyskryminujących. Nie wpisuj więc swojej feministki w żaden schemat, tylko postaraj się ją poznać. A nuż coś z tego będzie. A jeśli nie, to zawsze będziesz mógł całą winę zwalić na nią. W końcu jest feministką!

Agata Komosa

Related News

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

COPYRIGHT 2014 ZYCIE PUBLISHING SERVICES. ALL RIGHTS RESERVED.