Powrót “Blackjacka”

Wedle doniesień rosyjskich agencji, zakończył się właśnie proces unowocześniania rosyjskich bombowców strategicznych Tu-160 “Blackjack”, zarządzony przez Władimira W. Putina równo rok temu. To potężne maszyny zdolne do osiągnięcia każdego punktu na ziemi i dokonania ataku nuklearnego. Po rozpadzie ZSSR zdawały się skazane na złomowisko. I przez wiele lat traciły powoli swe bojowe walory. Ba, Ukraina, która odziedziczyła kilkanaście takich maszyn po sowieckich VVS, część z nich zezłomowała, w ramach amerykańskiego projektu rozbrajania postsowieckich republik z roku 1991-go (nazwanego od nazwisk przezornych senatorów Programem Nunn-Lugar) a część oddała za naftowe długi … Rosji. Vladimir_Putin_Cockpit_TU-160
[Tak na marginesie, co stało się z potężnym po-sowieckim arsenałem, tysiącami czołgów, haubic i samolotów, który stawiał niepodległą Ukrainę w szeregu światowych mocarstw?]
Przy Putinie “Blackjacki” powróciły. Podjęta już w roku 2008. budowa dodatkowego aparatu oraz rozpoczęta ubiegłego listopada modernizacja tych bombowców strategicznych, z jednoczesnym unowocześnianiem arsenału pocisków musi mieć uzasadnienie w doktrynie strategicznej państwa, które na taki program wydaje setki milionów. Bombowiec strategiczny to specyficzne narzędzie ataku, a także znakomity demonstrator siły odstraszania. Putin zaś uwielbia demonstrować siłę.
Tymczasem w ciągu ostatnich dwóch dekad kraje NATO, uszczęśliwione “pokojową dywidendą” końca Zimnej Wojny, redukowały o setki jednostek swe uzbrojenie lotnicze czy pancerne. Posiadane zaś stawiało na przysłowiowych kołkach, jak się ostatnio dowiedzieliśmy z raportu o stanie Bundeswehry. Rok temu nie było poważniejszych powodów do zaniepokojenia, Obama nadal realizował swój pro-moskiewski “reset”, Francuzi grzecznie rychtowali w swojej stoczni St. Nazaire “Mistrala”, Niemcy instalowali trenaż dla czołgów pod Moskwą, a Radek Sikorski zapraszał nawet Moskwę do NATO. Dlaczego więc już wtedy Prezydent RF nakazał unowocześnienie strategicznych “Blackjacków”, które “opłacalne” są jedynie na dalekich trasach?! Czyżby tylko dla pokazowych lotów na zachodniej półkuli, np. z Wenezueli, z naruszeniem przestrzeni Kolumbii, na Kubę?
Czy też może w nowych planach ‚Minoborony RF’ pojawiły się przesłanki, iż sam atak nuklearny na Warszawę, ćwiczony wszak ostatnio przez wojska Zachodniego Okręgu Wojskowego, może nie wystarczyć?

77 lat “Błyskawicy”

25 listopada minęło 77 lat odBlyskawica podniesienia bandery na niszczycielu “Błyskawica”, jednym z najsławniejszych okrętów PMW.  W roku 1937 “Błyskawica” była jedną z najnowocześniejszych jednostek w swojej klasie. Społeczeństwo II RP z dumą patrzyło na rozwój gospodarki morskiej odrodzonego kraju, a szczególnie na tworzoną od podstaw Marynarkę Wojenną, która miała “…nasze morze wiernie strzec!”
Przed Wrześniem ’39 budowaliśmy nowoczesną flotę wielkim kosztem, niewspółmiernym do rzeczywistych możliwości obrony wąskiego skrawka Wybrzeża. Samodzielnej walki z Kriegsmarine lub Flotą ZSSR oczywiście nikt nie zakładał, ale mieliśmy sojuszników, ówczesne potęgi morskie. Chodziło o zademonstrowanie woli obrony! Po latach historyków zajmuje debata, czy nie byłoby mądrzejsze zakupienie za te same pieniądze samolotów lub wyposażenie piechoty w większą liczbę armatek ppanc, których tak brakowało do obrony kraju.
Dzisiejsza sytuacja u granic RP każe zadać pytanie o ogólny stan obronności państwa. Lśniące “Jastrzębie” na polskim niebie lub odrestaurowane MiGi 29 (mija 25 lat ich służby w Siłach Powietrznych) z portretami bohaterów “Bitwy o Anglię”, popularyzują obraz Polski na rozmaitych pokazach lotniczych w Europie i radują serca. Nieliczni wiedzą, iż nasze samoloty nie mają nowoczesnego uzbrojenia i że brak nam systemu skutecznej obrony przeciwlotniczej czy rakietowej.
Stan naszej marynarki wojennej jest najsmutniejszą ilustracją wieloletnich zaniedbań. Nie ma oficjalnej debaty, czy MW jest nam w ogóle potrzebna! Kolejne jednostki dożywają po prostu swych dni. Nasze flagowe okręty, z darowizny USA, praktycznie bezbronne wobec ataku z powietrza, nie nadają się już nawet do modernizacji. Program zakupu nowych okrętów podwodnych drepcze w miejscu. Natomiast ambitny plan budowy flotylli nowoczesnych korwet skończył się gigantycznym skandalem niemożności oraz redukcją całego przedsięwzięcia do przerobienia niedoszłego “Gawrona” na najdroższą “motorówkę” świata, Czy dziś dysponujemy jakąkolwiek siłą zdolną przeciwstawić się potencjalnej agresji?
Do tej pory jednakże wszelkie narzekania na temat obronności kraju zbywano stukaniem się w czoło. Żyliśmy bowiem w najbezpieczniejszym okresie dziejów, w ogóle historia i konflikty się skończyły. Aż pojawił się na Kremlu miły skądinąd człowiek “ze służb” i zaczął organizować świat wedle własnych idei.  Początkowo nie zawracano sobie tym głowy; ot, jakaś tam Gruzja czy inny Karabach. Ale po ekspresowej aneksji Krymu zapanowała panika.
Świadomość braków i zagrożeń musi być rzeczywiście poważna.  Po pierwsze, nagle zjechali do nas na ćwiczenia sojusznicy, do tego z czołgami. Niby nic, kompania czy dwie, ale… coś to tam oznacza. Po drugie zaś – i to raczej dowód na panikę “góry” – polscy sztabowcy zupełnie na poważnie rozważają oparcie szkolenia rezerw na grupach hobbystów-rekonstruktorów. Takie pospolite ruszenie ma zastąpić regularne wojsko obrony terytorialnej kraju. Byłoby to wesołe, gdyby nie tragiczne. Co bowiem zostaje z ochotniczych batalionów w starciu z regularną armią wspartą artylerią, widać po strzępach ukraińskiego wojska w Donbasie.

WMW

Related News

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

COPYRIGHT 2014 ZYCIE PUBLISHING SERVICES. ALL RIGHTS RESERVED.