Powitanie z Afryką

Lubię przyglądać się słowom, smakować je, słuchać jak brzmią.
Oczywiście dużo zależy od zdania w jakim pojawiają się wyrazy.
Niezmiennie jednak nie lubię słowa rajtuzy, niezależnie od tego gdzie się ono pojawiaja, za to urzeka mnie brzmienie słowa filiżanka, a bawi słowo kurdupel.

Są również nazwy państw i miast, które zawsze wywołują jakieś myśli i skojrzenia. Szczególnie ładnie pod koniec zimy brzmi Tanzania, która nierozłącznie kojarzy się z ciepłem i pięknym słońcem.
Oczywiście, również Tanzania znalazła się, kilka lat temu, na szlaku odkrywania świata przez Justynę. Na tę wyprawę w październiku 2014 roku pojechały trzy dziewczyny – Asia, Tamara i Justyna.

Tanzania to państwo, które mieści w swoich granicach najwyższy szczyt Afryki – Kilimandżaro oraz jeden z najbardziej znanych parków narodowych – Serengeti. Tutaj także znajduje się największy krater świata – Ngorongoro, obecnie zamieszkany przez dzikie zwierzęta. To również jedno z najstarszych miejsc na świecie, które bez przerwy było zamieszkane przez człowieka. Ludzie w Tanzanii pojawili sie już dwa miliony lat temu. Tanazania, Kilimandżaro, Serengeti, Ngorongoro – tyle pięknych słów, brzmiących jak afrykańskie, bajkowe zaklęcia.
Pamiętacie jak pisałam, że wszystko zaczyna się od marzeń? Nie inaczej było w przypadku tego wyjazdu. Joasia zamarzyła sobie odtworzenia sceny z filmu pt. „Pożeganie z Afryką”, no i nie było innego wyjścia, trzeba było pojechać do Afryki.

Jest taki fragment we wspomnianym filmie gdy Denys, grany przez Roberta Redforda myje włosy Karen – w tej roli Meryl Streep, przepiękny, pełen namiętności obraz z dzbankiem wody na pierwszym planie. I choć akcja filmu rozgrywa się w Kenii, a nie w Tanzanii, dzbanek wraz z dziewczynami miał polecieć do Afryki. Niestety na lotnisku trzeba było dodatkowy bagaż zostawić ze względu na ograniczone możliwości przewozowe, marzenie zostało, ale dziewczyny spędziły ponad dwa tygodnie w iście filmowej scenerii.

Słuchając opowiadań z tego zakątka świata, miałam wrażenie, że dziewczyny do wyjazdu podeszły bardzo romantycznie, wszystko miało być jak w filmie, tylko chyba kierunki się podróżniczkom na początku pomieszały, bo na paznokciach pojawił się lakier o pięknej nazwie – Italian Romance, ale jak tłumaczy Joasia, idealnie oddawał ducha wyjazdu. Dziewczyny zabrały ze sobą białe spodnie i koszule, kolorowe szale i bieliznę z Victoria Secret, żeby całość miała piękne podłoże. I o ile przewiewna, koronkowa bielizna sprawdziła się w afrykańskich upałach to niestety białe spodnie i koszule, obciążone afrykańskim kurzem i piachem szybko powędrowały na dno plecaków.
Joasia zadbała o szczegóły, rano prezentując się, przynajmniej na początku wyjazdu, w pięknej bieli, a wieczorem w piżamie w panterkowe ciapki.

Oglądanie przepięknej afrykańskiej dzikiej przyrody koleżanki zaczynają w Parku Narodowym Tarangire, który znajduje się na północy Tanzanii. To ponoć jeden z najpiękniej- szych zakątków kraju, z olbrzymimi baobabami. W Tarangire można spotkać również ogromne stada słoni – niektóre z nich liczą nawet 600 osobników. Oprócz tych ogromnych zwierząt w parku narodowym żyją także inne gatunki, takie jak guźce, antylopy, bawolce, lwy czy lamparty.
W Tarangire dziewczyny spędzają pierwszą noc, która dla Tamary okazała się bezsenna. Wydawało jej się, że słyszy wszystkie zwierzęta sawanny, że obok namiotu przebiega lew, a za nim słoń i na pewno namiot zaraz zostanie stratowany przez dziką zwierzynę. Oczywiście ani tej nocy, ani każdej następnej, żadne zwierzę nie zaatakowało namiotu podróżniczek, a Tamara podobnie jak reszta uczestników wycieczki, zaczęła spać w korkach.

W południowym zakątku parku Tarangire znajduje się Ndutu, słone jezioro, wokół którego skupia się duża populacja flamingów. Natomiast przy znajdującej się na zachodzie rzece Grumeti żyją ogromne krokodyle nilowe. Oprócz różnych gatunków zwierząt, tereny Tarangire zamieszkiwane są przez plemiona pasterskie – w tym również Masajów.
Kto liczy teraz na długą opowieść o tym plemeniu, pewnie się rozczaruje, bo to właśnie Masajowie dziewczynom podobali się najmniej z całej wycieczki.

A konkretnie najmniej to podobał im się ich sposób życia i podejścia do kobiet, które w ich świecie traktowane są niemalże jak zwierzęta domowe, przypisane do wykonywania konkretnych zdań. To kobiety u Masajów budują domy, rodzą dzieci, chodzą wiele kilometrów po wodę, dbają o kuchnię, a Panowie skaczą rytualnie w górę i w dół, pilnując kóz. Oczywiście nie trzeba dodawać, że żon Masajowie mogą mieć nieograniczoną liczbę, które można kupić, niemalże z certfikatem obrzezania.
Z Tarangire dziewczyny przywiozły piękne zdjęcia lwów. Patrząc na te drapieżniki nie ma się wątpliwości, że to królowie zwierząt. Zachwycające są lwice – groźne i zdecydowane, w każdej chwili gotowe do ataku. Tamara mówi, że polowania lwic odbywają się chyba w najbardziej humanitarny sposób jaki można sobie wyobrazić. Złapana ofiara ma natychmiastowo przegryzaną tętnicę i umiera niemalże zaskoczona całym zajściem. Dodać tutaj należy, że wszystkie lwice są policzone i zaobrączkowane, dzięki czemu można śledzić ich wędrówki migracyjne.

Z Tarangire przyjaciółki przenoszą się do olbrzymiego Parku Narodowego Serengeti, to jedno z najlepszych na świecie miejsc na safari. Słynny między innymi z olbrzymich migracji antylop gnu.
To właśnie tutaj dziewczyny zaliczają tzw. – Wielką Piątkę- czyli mają okazję zobaczyć w naturalnym środowisku lwa, słonia, lamparta, bawoła i czarnego nosorożca, choć tego ostatniego tylko z daleka, bo to zwierzę jest pod stałą ochroną. Dzień i noc czarne nosorożce chronione są przez specjalne służby. Lwy natomiast występują tu w dużych ilościach, to ponoć w porównaniu z innymi afrykańskimi parkami, właśnie w tym parku jest ich najwięcej (około 3 tysięcy).
Safari w Serengeti do doskonała okazja, żeby podpatrywać zwierzęta w ich naturalnym środowisku, bo zwierzęta bardzo często podchodzą do samochodów.

Czego dziewczyny bały się najbardziej, czy było coś co je najbardziej przeraziło? Okazuje się, że najgroźniejsze nie są polujące lwice, które atakują tylko wtedy gdy są głodne, ale rozpędzone stada bawałów, które biegnąc tratują wszystko, nie wspominając o słoniach, bo z nimi nikt nie ma szans.

„Duch Afryki przybiera zawsze postać słonia. Bo słonia nie może pokonać żadne zwierzę. Ani lew, ani bawół, ani wąż. ” Ryszard Kapuściński – Heban

Dziewczyny wspominają również przepiękne ptaki, których w Serengeti jest około 500 gatunków. Najbardziej podobał im się sekretarz, nazwany tak ze względu na charakterystyczne pióra z boku głowy, przez co wygląda jakby chodził z założonym za ucho długopisem.
Z opowieści moich przyjaciółek płynie ciepło, niemalże żar, ale jak relacjonują dziewczyny, podróż nie była męcząca, a słońce znośne, choć oczywiście w pewnym momencie pokazało swój groźny pazur.
Romantyczna dusza Tamary pognała ją pewnego dnia, w cień drzewa, gdzie postanowiła spędzić parę uroczych chwil z książką. Uznając, że słońce nie jest tak intensywne zdjęła kapelusz, z którym wcześniej się nie rozstawała, i zatopiła się beztrosko w tę piękną chwilę, która jak się dobrze domyślacie, zakończyła się udarem słonecznym. Na szczęście nie bardzo groźnym w skutkach.

Z wyliczanki pięknych nazw pozostaje nam jeszcze Ngorongoro, to rezerwat w kraterze wygasłego wulkanu. Krater ma średnicę 18 km, jest na wysokości 1800 m n.p.m. i ma 600 m głębokości.

Africa-Tanzania-Ngorongoro

Africa-Tanzania-Ngorongoro

Przez park przechodzi około sześciu milionów zwierząt; wśród nich są zebry, bawoły i wiele gatunków antylop. W parku obserwować można największe ssaki lądowe – słonie afrykańskie. Pośród drapieżników polujących na tym terenie występują lwy, hieny, lamparty, gepardy czy szakale.

Oczywiście była również wyprawa w góry, choć na Kilimandżaro nie starczyło czasu, to dziewczyny dzielnie wspięły się na Mount Meru. To druga co do wysokości góra w Tanzanii, jest o 1500 m niższa od najwyższego szczytu – Kilimandżaro. Wspinaczkę rozpoczynają w środku nocy i jak mówią to je uratowało, bo w drodze powrotnej nie mogły uwierzyć, że szły tak niebezpieczną trasą bez żadnego zabezpieczenia. Wygląda na to, że wrócą kiedyś w te rejony, w końcu zostawiły sobie do zdobycia Kilimandżaro, na jakieś poźniej.

Przez Tanzanię koleżanki podróżowały z rewelacyjnym przewodnikiem Tomem, który dbał, żeby podróżniczki zobaczyły wszystko co powinny zobaczyć, żeby żadne zwierzę, ptak czy drzewo nie umknęło ich uwadze. Pewnie dlatego opowieści z Tanzanii ciągnęły się bez końca. Miały też osobistego kucharza, który jeździł z nimi od jednego punktu wyprawy do kolejnego dbając by damom niczego nie brakowało. Były więc świeże owoce i warzywa kupowane na lokalnych targach, testowanie regionalnych specjałów. A każdy posiłek kucharz serwował w iście kolonialnym stylu, koniecznie z kucharską czapką na głowie.

Jeszcze raz i po raz kolejny przeglądam album zdjęć z Tanzanii, dzikość tego regionu świata i jego piękno zapiera dech w piersi. Justynka mówi, że na Afrykę i jej przyrodę trzeba nauczyć się patrzeć, bo na początku nic nie można dostrzec. Zwierzęta kamuflują się w tak doskonały sposób, że przestrzeń wydaje się niezamieszkała przez żadną zwierzynę, dopiero po jakimś czasie dostrzega się przyrodę bardzo ożywioną.

Tanzania słynie także z przepięknych wschodów i zachodów słońca – to dzięki niczym niezmąconej przestrzeni, a księżyc może świecić tak jasno w Tanzanii nocą, że nie potrzeba latarki, aby zobaczyć dokąd idziesz.

Ten kontynent jest zbyt duży, aby go opisać. – pisał Ryszard Kapuściński w ksiażce pod tytułem Heban – To istny ocean, osobna planeta, różnorodny, przebogaty kosmos. Tylko w wielkim uproszczeniu, dla wygody, mówimy – Afryka. W rzeczywistości, poza nazwą geograficzną, Afryka nie istnieje.

Agata Kusznirewicz
zdjęcia Justyna Skawińska

https://justynaagata.blogspot.ca

Related News

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

COPYRIGHT 2014 ZYCIE PUBLISHING SERVICES. ALL RIGHTS RESERVED.