Powiedz mi co oglądasz , a powiem ci kim jesteś.

Poradnik etykiety dla serialowych nałogowców

 

Robią to prawie wszyscy, a wielu potrzebuje coraz szybciej nowej działki. Najwyższy czas opracować poradnik etykiety dla serialowych nałogowców.
game-of-thronesSeriale stały się ważnymi wyróżnikami popkultury i jako takie podlegają pewnym trendom, mają też swoje terminy przydatności. Oczywiście można oglądać też przegapione wcześniej starocie, w końcu żyjemy w wolnym kraju. Jednak dyskusji o przebojach Netflixa nie zaczynamy od: ”Podoba mi się »Sześć stóp pod ziemią«. Ten serial ma 15 lat i nawet jeśli kursuje wciąż w obiegu jako narkotyk miękki, to nie da się powiedzieć o nim nic nowego. To samo tyczy się ”Mad Men” i ”Rodziny Soprano”. Także iPhone’a nie wymyślono wczoraj. A jeśli ktoś faktycznie odkrył go dopiero co, to lepiej niech zachowa ten fakt dla siebie. Jeżeli ktoś nie interesuje się serialami, nie szkodzi, pozostaje mu wiele czasu, by robić w życiu coś dobrego. Wówczas należy jednakowoż tłumić sztuczne uwagi w rodzaju: ”»Seinfeld« był całkiem dobry”. Równie nużące są osoby popisujące się wiedzą ekspercką o serialach niszowych (”Seks, kasa i kłopoty”, ”You’re The Worst”, ”Detectorists”).
Bez nacisków proszę!
Tylko w USA w 2015 roku pokazano ponad 1400 formatów seriali. Co miesiąc pojawiają się nowe produkcje, a wraz z końcem ”Przyjaciół” minęły czasy, kiedy można było zakładać, że wszyscy oglądamy z grubsza to samo. Możliwe, że w tym nadmiarze znaleźliśmy już swoje trzy najlepsze seriale w historii. Tylko jak przekonać do tego innych? Najgorszym pomysłem jest epicka narracja i aktorskie przedstawianie najśmieszniejszych fragmentów. Działa to równie kiepsko, jak dawniej puszczanie ulubionych kawałków ukochanych piosenek. Lepiej już pożyczyć komuś serial albo podesłać link do trailera. I następnie nie wiercić dziury w brzuchu. Nie ma nic bardziej uciążliwego, jak oglądać coś w ramach ćwiczenia obowiązkowego. Jeśli ktoś uzna polecony serial za świetny, podziękuje za sugestię. Jednak z doświadczenia wynika, że dwaj znajomi rzadko zachwycają się tą samą produkcją – i trzeba z tym żyć. W każdym razie zdecydowanie odradzamy waśnie na tle oceny, powiedzmy, ”Ekipy”.
Skakanie po kanałach
W dzisiejszych czasach ktoś, kto zostaje klientem jednej z wielkich wypożyczalni streamingowych, może albo wziąć miesiąc urlopu i w tym czasie wyrobić sobie pogląd na rynek, albo ćwiczyć się w cnocie samokontroli. Mając dostęp do dobrze zaopatrzonej piwniczki z winami także nie próbujemy przecież od razu wszystkich butelek. Dlatego radzimy nie zaczynać wszystkiego po trochu, by porzucić po dwóch odcinkach, ponieważ zmniejsza to przyjemność oglądania i prowadzi do rozmiękczenia mózgu, a na koniec i tak nie podoba nam się nic. Jak wynika z badania przeprowadzonego przez Netflix, analizującego zachowanie użytkowników, widz wciąga się w nową produkcję przeciętnie po trzech – czterech odcinkach. Dlatego na każdy serial należałoby przeznaczyć tyle właśnie czasu, i to w najbardziej optymalnych warunkach (wygodne ubranie, święty spokój, duży ekran, czerwone wino). Jeśli i po tym okresie nas nie urzeknie, odkładamy na półkę. Wówczas jednak lepiej najpierw oczyścić umysł i zrobić miejsce na coś nowego, lub w ramach neutralizacji obejrzeć kilka odcinków ”Jak poznałem waszą matkę”. Oglądanie, jeśli ktoś może sobie na to pozwolić, wszystkiego na raz – trzech czy pięciu seriali w jeden wieczór – potrafi wprowadzić w stan specyficznego rauszu. Następnego ranka albo mamy serialowego kaca, albo odnaleźliśmy nową ulubioną produkcję.
Zakazane frazesy:
– W dzisiejszych czasach seriale są lepsze niż kino!
– Tam naprawdę każdy odcinek jest równie dobry!
– Nie oglądam ”Gry o tron”, bo nie kręci mnie fantasy/ Choć nie kręci mnie fantasy, to szaleję za ”Grą o tron”!
– To trzeba oglądać w oryginale!
– Amerykański Netflix jest dużo lepszy!
Wszystko w swoim czasie
Nawet jeśli coś generalnie nam się podoba, to nie każdy wieczór pasuje do krwawej ”Gry o tron” i nie w każde sobotnie popołudnie zniesiemy szyderstwa Aziza Ansari w ”Master of None”. Doświadczeni pochłaniacze seriali mają na podorędziu odpowiedni serial na każdy nastrój. Są więc produkcje dobre na dobranoc (”Flaked”, ”Mozart In The Jungle“, ”Odcinki”, ”Transparent”), takie, pozwalające zapomnieć o ciężkim dniu (”Bosch”, ”Orange Is The New Black“, ”The Walking Dead“, ”The Inbetweeners“), oraz te przywracające wiarę w świat (”Moone Boy“, ”Prezydencki poker“, ”Master Of None”).
Mamy więc pełen wachlarz do wyboru, lecz odpowiedź na pytanie, co obejrzeć w danej chwili wymaga odpowiedzialnego użytkownika przy pilocie. Dlatego też w przypadku par dojście do porozumienia w tej kwestii zajmuje cztery razy więcej czasu niż czołówka ”Potu i łez” i często kończy się typowym serialem kompromisowym (”Znudzony na śmierć”, ”W garniturach”).
W związku
Wspólne oglądanie seriali jest surowo potępiane przez singli, ale należy do realiów dnia codziennego w związku. Rodzą się przez to pewne pytania:
– Czy to w porządku oglądać wspólny serial dalej samemu?
Nie, w przypadku epickich seriali z ważną ciągłością fabuły to skrajna podłość. Dopuszczalne, jeśli chodzi o sitcom bez istotnych zwrotów akcji.
– Czy wolno zakazać partnerowi serialu, który nam się nie podoba?
Nie, ale w takim wypadku partner powinien oglądać go w swoim miejscu i czasie. Taki jednostronny entuzjazm traktować należy jak każde inne hobby nie podzielane przez naszą drugą połowę, czyli mieć wzgląd na siebie nawzajem. To samo tyczy się seriali, których zakończenie jeden z partnerów zna, a drugi jeszcze nie. W takim wypadku spoilery to coś więcej, niż tylko drobne przewinienie!
Przy okazji: Każdy, kto ogląda z dvd, zna problem niekończącej się muzyczki z menu, która często zamienia się w tło dźwiękowe amorów. Nie będziemy tu wchodzić w nadmierne szczegóły, ale nie należy lekceważyć charakterystycznego działania tych dźwięków! Na przykład są pary, którym przez to już na zawsze ”Kochane kłopoty” kojarzyć się będą wyłącznie ze świntuszeniem.
Oglądamy do końca!
Oto trudny problem. Kończy się produkcja naszego ulubionego serialu, zostało tylko osiem odcinków. Wiele osób zaczyna wówczas stosować taktykę przeciągania i wydzielają sobie pozostałe odcinki jak badacz polarny skąpy prowiant. Na koniec zupełnie odmawiają sobie ostatnich dwóch odcinków, by zakończenie pozostało otwarte. To zrozumiałe, acz niespecjalnie mądre. W końcu każde zakończenie będzie najbardziej pasjonujące, jeśli poznamy je na fali narastającego napięcia budowanego przez całą produkcję. Zwlekając, bądź nawet całkowicie rezygnując z końcówki, pozbawiamy się tego impetu. Śmierć jest wszak częścią życia, także śmierć serialu.
Utrzymać porządek
Z czasem każdy ambitny miłośnik seriali znajduje się w sytuacji, kiedy zawieszają mu się wątki. Musi czekać, aż pojawi się kolejny sezon ”Unbreakable Kimmy Schmidt” czy ”Downton Abbey”, a w międzyczasie zdarza się zapomnieć co nieco i mieć tylko mglisty obraz sytuacji. Poradzenie sobie z tym wyzwaniem wymaga pewnego przygotowania logistycznego. Gdzie byliśmy ostatnio, na czym skończyliśmy, kiedy ciąg dalszy? W książkach stosuje się w tym celu zakładki, mające już swoje odpowiedniki w usługach streamingowych. Istnieją też portale dla serialowych maniaków, pomagające zachować rozeznanie. Jeśli jednak ktoś pozostał do tej pory wierny dvd albo folderom na komputerze, musi chyba robić sobie notatki ręcznie.
Zdecydowanie unikać:
– Oglądania kiedy występują zakłócenia w streamingu albo buforowanie jest za słabe. Trudno o coś bardziej uciążliwego, niż oglądanie w stanie ciągłej obawy przed zawieszonym obrazem.
– Podczas wspólnego oglądania w łóżku stawiania laptopa wyłącznie na kołdrze. Prowadzi to tylko do tego, że obydwoje leżycie zesztywniali i nieustannie ciągniecie za kołdrę by wyrównać ekran. Pomaga twarda podkładka!
– Mylenia ”Gilmore Girls” z ”Golden Girls”.
– Kierowania się gwiazdkami przyznawanymi przez innych na AmazonPrime albo Netflixie.
Nie przesadzaj
Robienie sobie maratonu całego sezonu może czasami pełnić funkcję terapeutyczną. Na ogóle jednak najpóźniej po trzech docinkach czegokolwiek osiągamy stan nasycenia. Często kontynuujemy tylko dlatego, że skostniali nie jesteśmy w stanie podnieść się z kanapy. Warto pamiętać, że biegłość w tematyce seriali kosztuje nas czas. Dużo czasu. Ile dokładnie, policzyć można na stronie tiii.me. Kto przykładowo obejrzał całe ”Californication“, spędził przed telewizorem sześć dni, 10 godzin i 42 minuty. To coś, czego Hank Moody nigdy by nie zrobił.
Max Scharnigg

Moja miłość, mój nałóg

– Nałogowe kompulsywne oglądanie seriali od rana do nocy, może być ucieczką przed własnymi problemami, odwróceniem uwagi od szarego życia, w którym niewiele się dzieje. Hitem była „Dynastia”, bo pokazywała świat pełen luksusu i dostatku. Był jak spełnienie marzeń o lepszym życiu, jednocześnie bohaterowie mieli dylematy, jak zwykli śmiertelnicy. Im gorzej radzimy sobie ze swoim życiem, tym mamy większe skłonności do uciekania przed problemami w inny świat – mówi Robert Rejniak, terapeuta uzależnień z Zespołu Psychoterapeutyczno-Szkoleniowego „Terapeutica” w Bydgoszczy.
Gdzie życie jest ciekawe
Kasia ma 27 lat. W piątkowe popołudnie jej koleżanki bawią się klubach. Kiedy one zakładają szpilki i robią makijaż, Kasia odpala telewizor, żeby z wypiekami na twarzy śledzić życiowe wybory swoich ulubionych serialowych bohaterów.
Każdy dzień planuje z programem TV w ręku. Jest farmaceutką, najczęściej pracuje od 10 do 17, tak ustaliła w właścicielką apteki (wtedy jest najwięcej klientów, a ona zdąża na swoje ulubione tasiemce). Po pracy leci do domu, żeby obejrzeć „Klan”. Czasami myśli, że ta telenowela to obciach, ale ciągle interesuje ją losy rodziny Lubiczów. Potem jest chwila na zjedzenie czegoś, czy szybkie ogarnięcie mieszkania. I zaczyna się prawdziwy maraton: „Barwy szczęścia”, „Doktor House”, „M jak miłość”, „Usta Usta”, lubi też „Hotel 52” i „Szpilki na Giewoncie”, chociaż boi się, że skończą się tak szybko, jak „Magda M”. Nie rozumie, dlaczego nie pokazali, jak bohaterom rodzą się dzieci. Z trudem odżałowała, że nie może śledzić perypetii przebojowej prawniczki z Warszawy. Serialowy maraton kończy się gdzieś koło godziny 22. Czasu zostaje jej jeszcze na kąpiel, wskoczenie w piżamę i poczytanie w łóżku, a częściej obejrzenie serialu na DVD. Ma wszystkie odcinki „Dr. House’a”, „Seks w wielkim mieście” zna na pamięć. „Kości” ściąga z internetu i ogląda po kilka razy.
Ciekawsze niż rzeczywistość
Kasia czasami gdzieś wyjdzie z koleżankami, ale szybko utwierdza się w przekonaniu, że nic ciekawego wtedy się nie dzieje: siedzą w hałasie i rozmawiają o facetach, a Kasia ten temat zamknęła razem z rozstaniem z chłopakiem. Trzy lata temu była w związku. Chciała stabilizacji, a Marka ciągle gdzieś nosiło: a to wyjścia ze znajomymi, a to wyjazd do Chin. Jeszcze nigdy nie wróciła z urlopu taka zestresowana i zmęczona. Coraz częściej mówiła o dziecku, a on nawet nie chciał o tym słyszeć. Nie zawsze się dogadywali, ale wiadomość, że poznał kogoś innego i odchodzi, spadła na nią jak grom z jasnego nieba.
– Wracałam do pustego mieszkania gdzie cisza aż dudniła w uszach. Żeby nie myśleć o tym wszystkim, od razu włączałam telewizor. Słyszałam czyjś głos i czułam się mniej samotna. Na początku bezmyślnie wpatrywałam się w ekran. A tam ciągle był jakiś serial. Stwierdziłam, że to nie prawda, że seriale są bezwartościowe. Niektóre wiele mówią o życiu, pokazują jak rozwiązywać problemy, są zabawne – przekonuje Kasia.
Wojna z serialami
Kiedyś Kasia o seriale pokłóciła się z siostrą. Jak zwykle zapraszała ją do siebie. U Ani jest mąż i dzieci, a u niej spokój. Ale siostra poprosiła, żeby spotykały się na mieście, bo u Kasi ciągle dudni telewizor. A potem przekonywała siostrę, że spotykać się z ludźmi, bo inaczej do końca życia będzie sama. Kasia skwitowała: „Mam czas to oglądam. I nic nikomu do tego”. Ale Ania szuka pomocy dla siostry. Na jednym z forów napisała: „Czy można uzależnić się od seriali, bo dla mojej siostry one są ważniejsze, niż rodzina!”. Udało jej się wynegocjować, żeby Kasia ograniczyła czas spędzany przed telewizorem. Teraz zamiast zamiast siedmiu ogląda pięć. Ale okazało się, że wcale nie ma więcej czasu na realne życie. Dodatkowo udziela się też na forach i fan klubach, jak w przypadku swojego ulubionego ekscentrycznego lekarza, czy detektywów z „Kości”. Tutaj czuje się w końcu rozumiana. Ostatnio zaczęła pisać maile z chłopakiem, który tak, jak ona kocha panią od badania rozłożonych ludzkich zwłok. Może niedługo się spotkają. Tylko Ania tęskni za siostrą i wcale nie chce z nią rozmawiać o wymyślonych przez scenarzystów ludziach, ale realnych problemach.
Wojnę oglądanym przez Marię telenowelom wypowiedziała też Matylda – jej córka. Ojciec ciągle skarżył się, że matka siedzi tylko przed telewizorem, omawia z sąsiadką, co dzieje się w życiu bohaterów seriali, chociaż nie wie, co słychać u jej własnych dzieci.
– Pamiętam, jak kiedyś zajechałam do rodziców, a ona nie pyta mnie, co słychać, jak mi na studiach, tylko mówi mi o jakiś lekarzach z tasiemca. Słuchałam tego i rosła we mnie złość. W końcu mówię: „Mamo chce zacząć jeszcze jeden kierunek, a Twój wnuk choruje i nie wiadomo, czy nie będzie miał operacji na serduszko”. Zamilkła. Zrozumiała swój nietakt. Nie nawijała mi już o serialach, ale ojciec mówił, że nadal nie odchodzi od telewizora – mówi Matylda.
Kiedy przyjeżdżali do niej z bratem, potrafiła wszystkich zostawić, usiąść plecami do rodziny i oglądać kolejny odcinek tasiemca. Ale szala goryczy przelała się, kiedy Antek, syn Marii, kupił domek blisko morza. Zaprosił rodziców, a matka najpierw wypytała, czy ma telewizor. A kiedy dowiedziała się, że tydzień nie obejrzy swoich seriali, to powiedziała, że nie jedzie, bo boi się, że jeszcze ktoś włamie się do mieszkania pod ich nieobecność. Wtedy Matylda stwierdziła, że Maria powinna chodzić na terapię, bo jest uzależniona od życia serialowych bohaterów.
– Dzieci zarzucają mi, że moim życiem zawładnęły seriale. Ale co ja mam innego do roboty? Nie lubię plotek, nie uczestniczę w urzędniczych intrygach, nie latam po mieście. Wolę pooglądać seriale – tłumaczy się Maria.
Matylda ustaliła z bratem, że kupią rodzicom działkę ogrodniczą za miastem, żeby matka miała jakieś inne zajęcie poza oglądaniem tasiemców. Na początku działka leżała odłogiem, bo Maria nigdy nie mogła tam dotrzeć między kolejnymi odcinkami seriali. Dziś nie może powstrzymać się tylko od śledzenia losów lekarzy z Leśnej Góry i klanu Lubiczów. Resztę sobie odpuszcza, sadzi kwiaty, piele, pielęgnuje. Najważniejsze, że robią to razem z mężem.
Matylda boi się, że nałóg matki wróci wraz z pierwszymi opadami śniegu, kiedy zimą nie będzie pracy na działce. O terapii Maria nie chce słyszeć. Mówi, że dzieci robią z niej wariatkę, a przecież tyle ludzi ogląda seriale i jeszcze nikt od tego nie umarł.
– Seriale same w sobie mogą nawet być pomocne, podsuwać sposoby rozwiązania życiowych problemów. Wszystko jednak zależy od czasu spędzanego przed telewizorem. Nic złego się nie dzieje, kiedy śledzimy jeden, gorzej jeśli przez telenowele zaniedbujemy swoich bliskich i obowiązki. Serial wypełnia życie, bo plan dnia dopasowujemy do godzin emisji kolejnych odcinków. Wtedy nie rozwiązujemy własnych problemów, bo nie mamy na to czasu. Siedzenie przed telewizorem powoduje, że w końcu zaczyna szwankować zdrowie. Oglądanie programu o ćwiczeniach nie poprawia kondycji. Jeśli seriale stają się nałogiem i nie można samemu sobie poradzić, wskazana jest psychoterapia – radzi Robert Rejniak.

M. Mikołajska

Related News

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

COPYRIGHT 2014 ZYCIE PUBLISHING SERVICES. ALL RIGHTS RESERVED.