Popierajmy naszego szeryfa

Wojciech M. Wojnarowicz Za niecały tydzień – 27 października – pójdziemy gromadnie (mam nadzieję) do urn wyborczych, by wybrać lokalne władze samorządowe. Chciałoby się w tym momencie zakrzyknąć – „Wybierajmy swoich!”. Ba, piękne marzenia.
Wybory municypalne, na burmistrzów, radnych miejskich oraz szkolnych nie są oczywiście tak ekscytujące, jak polityczne potyczki na poziomie prowincji czy federalnym. Brak po pierwsze partyjnych kombajnów wyborczych, zalewających nas ze wszelkich platform medialnych kolorową propagandą i tonami niebotycznych obiecanek. Na poziomie indywidualnych pojedynków w okręgach, których dokładnych granic nikt tam żyjący nie zna, trudno zgalwanizować wybor- ców, nie orientujących się zresztą zbytnio w zawiłościach samorządowej maszyny. A jednak to ten poziom władzy, która w naszym systemie, kanadyjskiej demokracji parlamentarnej, jest nas najbliżej i którą najłatwiej nam byłoby – gdybyśmy rzeczywiście chcieli – kontrolować. W samej rzeczy to sprawy podległe municypiom wpływają bezpośrednio na poziom naszego życia. O podatkach od własności ziemskiej już nie wspomnę, ale takie usługi jak transport publiczny, lokalne ulice, parki czy wreszcie zarządzanie lokalną edukacją to domena władz samorządowych.
Oczywiście, tym razem z uwagi na osobowość odchodzącego burmistrza Toronto, Roba Forda wiemy nieco więcej o roli czy wpływach (a raczej ich braku) zarządzających miastami. Obfitujący w bardzo ostre, emocjonalne spięcia pojedynek „drugiego” Forda z Johnem Tory oraz Oliwią Chow daje też nam wgląd w polityczne intrygi w radzie miejskiej największego miasta Kanady, oraz ideologiczne zabarwienie programów, na które popłyną tak czy inaczej nasze podatki. A na poziomie miasta płyną one strugą nie tylko szeroką, ale kompletnie niemal ukrytą przed naszym wzrokiem. Powód jest prosty, jesteśmy leniwi. Lubimy oczywiście narzekać, wskazywać na widoczne bolączki oraz gromić przykłady korupcji, ale żeby coś w takich sprawach zrobić – a, to już za dużo wysiłku.
Od czasu do czasu pojawia się w naszym środowisku ktoś, kto chce zająć się municypalnym podwórkiem, spróbować szczęścia w wyścigu do Rady Miejskiej Toronto, Hamilton czy Mississauga. Sukcesu jednak najczęściej nie odnosi. Dlaczego? Poza Piotrem Milczynem, który po latach pracy dla mieszkańców Etobicoke, teraz zasiada w Queen’s Park, i jeszcze bardziej odległym w czasie Krzysztofem Korwinem-Kuczyńskim w Toronto-Parkdale, nie mamy widocznych przedstawicieli naszej społeczności we władzach samorządowych. Tym razem ponownie staje w szranki człowiek otwarcie odwołujący się do swego pochodzenia, z dumą przedstawiając swoją kandydaturę jako reprezentantaKantor_small poster także naszego środowiska – Pan Antoni Kantor. Warto popatrzeć na jego dotychczasowe osiągnięcia (a są niemałe i w biznesie, i w życiu organizacyjnym), warto spytać, wejść na stronę internetową, A przede wszystkim – jeżeli nie stoi to w sprzeczności z Państwa osobistymi przekonaniami – zagłosować!
Oczywiście, Redakcja „Życia” nie angażuje się w polityczne kampanie, ale nikt nam nie zabrania mieć politycznych sympatii czy preferencji. Dlatego też autor tej kolumny popiera otwarcie kandydaturę Pana Antoniego Kantora w wyborach do Rady Miejskiej Mississauga. I prosi tych z naszych Czytelników, którzy mieszkają w Jego okręgu wyborczym – aby na Niego zagłosowali. Pan Antoni Kantor ma mój głos!
Skoro zaś już popieram konkretnych kandydatów, to pójdę „za ciosem” – oświadczam, iż będę popierał własnym głosem i namawiał do tego innych, aby w wyborach na Burmistrz naszej Mississauga głosować na Panią Bonnie Crombie.
Czytałem programy i wysłuchałem prezentacji większoBonnie Crombie addści poważnych kandydatów. Przypatrywałem się medialnej debacie o ich programach. I z dwójki rywali „wagi ciężkiej” – w obu przypadkach byłych polityków Partii Liberalnej, z dużym doświadczeniem parlamentarnym – udzielam swojego skromnego głosu Pani Bonnie Crombie.
Tym razem nie jest dla mnie najważniejszy fakt, iż Bonnie Crombie otwarcie przyznaje się do polskiego pochodzenia. Tym razem moje dla Niej poparcie wynika z głębokiego, uczciwego przekonania, iż moje interesy jako podatnika Mississauga będą najlepiej chronione przez Panią Crombie. Nie mam złudzeń, iż wszystkie Jej zamierzenia uda się doskonale i płynnie zrealizować. Ale Jej wizja i Jej podejście do sposobu zarządzania naszym miastem, wyznaczone priorytety oraz przede wszystkim – rzeczowość, nie zawsze widoczna u innych kandydatów, zalewających mnie pięknymi frazesami, przekonują mnie do jej kandydatury.
Mam zatem taką nadzieję, iż po latach reprezentacyjnej „posuchy” jako społeczność polonijna – tu realizująca swe zamierzenia, pracująca, ucząca się, po prostu tu żyjąca – będziemy mogli być dumni ze swojego wyboru.
Namawiam zatem Szanownych Czytelników tej kolumny: głosujmy na Panią Bonnie Crombie oraz na Pana Antoniego Kantora. „Popierajmy naszego szeryfa”.

WMW

Related News

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

COPYRIGHT 2014 ZYCIE PUBLISHING SERVICES. ALL RIGHTS RESERVED.