Pisane z pamięci

W środę 8 kwietnia sędziwy cesarz Japonii, Akihito przybył z oficjalną wizytą do malutkiej, wyspiarskiej Republiki Palau. Sąsiedzkie wizyty 81- letniego monarchy to chęć zademonstrowania dobrej woli Japonii w stosunku do swych azjatyckich sąsiadów, boleśnie naznaczonych doświadczeniami japońskiego militaryzmu. Obecna wizyta jest okazją oddania hołdu żołnierzom Imperialnej Armii, a także Amerykanom poległym tam w trakcie jednej z krwawych bitew na Pacyfiku. Bitwa o wysepkę Peleliu miała miejsce w okresie od 15 września do 25 listopada 1944 roku.
W zaakihirożartych walkach, broniący się w wyrytych w skałach umocnieniach japoński garnizon opierał się morderczym atakom amerykańskiej piechoty morskiej. Kiedy walki ustały, z 10 tysięcy Japończyków przeżyło zaledwie 400! Straty Amerykanów to około 2000 zabitych i zaginionych. Co warte odnotowania, garstka 34 obrońców zaszyła się w dżungli i nie wiedząc nic o kapitulacji Japonii, kontynuowała ataki na siły amerykańskie aż do roku 1947. Tak Japończycy rozumieli swój żołnierski obowiązek – walkę do śmierci. Liczbę poległych żołnierzy japońskich w WW2 ocenia się na ponad 2 000 000.
Cesarz Akihito wspominał z ogromnym szacunkiem cierpienia i poświęcenie mieszkańców Palau oraz dziękował im za troskę, z jaką otoczyli mogiły i pomniki poległych. Podkreślał spoczywający na żywych obowiązek pamięci o tych, którzy złożyli swe życie w służbie kraju – “opuścili domy, aby nigdy nie powrócić”.
Historia Palau jest skomplikowana. Jej wyspy były od zawsze przedmiotem sporów i ambicji mocarstw kolonialnych. Pod koniec wieku XIX, po utracie Filipin, Hiszpania sprzedała w roku 1899 wyspy głodnemu zamorskich posiadłości, Cesarstwu Niemiec. Niemiecka epopeja na Pacyfiku nie trwała jednak długo, z chwilą wybuchu I Wojny Światowej wyspy przeszły pod zarząd Japonii, która po zakończeniu konfliktu, na mocy traktatów pokojowych otrzymała oficjalny Mandat Międzynarodowy nad Palau, Mikronezją i Wyspami Marshalla. Na skutek migracji w okresie międzywojennym osiadło tu ok. 50 tysięcy Japończyków, którzy zdominowali ludność miejscową; walczący tu żołnierze bronili więc niejako swego. Po roku 1945 to USA otrzymały z kolei Mandat ONZ nad tymi terytoriami, doprowadzając ostatecznie do stworzenia samodzielnych państewek Mikronezji.
Wizyty obecnego Cesarza Japonii budzą w obszarze Pacyfiku sporo emocji. W końcu to pod rządami jego Ojca, Cesarza Hirohito miała miejsce agresja, a Imperialna Armia dokonywała potwornych zbrodni. Wierni cesarzowi żołnierze, godni podziwu w walce, tak bezwzględnie lojalni wobec kodu honorowego, splamili wielokrotnie sztandar Japonii takimi bestialstwami, że bledną wobec nich wszelkie zbrodnie, dokonane przez inne armie świata. Pamięć o tych okrucieństwach, zwłaszcza popełnionych na Chińczykach i Koreańczykach, nadal zatruwa wzajemne stosunki.
Eksplozje niechęci, by nie powiedzieć – nienawiści, wobec Japonii mają miejsce wtedy, kiedy Japończycy modyfikują swoją “narrację” wydarzeń wojny lat 1937 -45. Cesarz  zawsze podkreśla potrzebę pamięci i pokory. Ale już rząd Shinzo Abe widzi kwestie pamięci inaczej. Właśnie w tych dniach rozgorzał taki konflikt, kiedy opinia publiczna usłyszała o korektach teksu podręcznika historii, osłabiających wydźwięk opisów japońskich zbrodni wojennych oraz uznania winy za owe zbrodnie. Koreański rząd i zwykli obywatele zareagowali gwałtownymi protestami na określenie typu “jeńcy i cywile byli zamieszani w tragiczne wypadki”. Owe “tragiczne wypadki” to po prostu rzezie, jakie organizowała sobie dla rozrywki armia na podbitym terenie.
Sąsiedzi Japonii żądają bezwarunkowego uznania i potępienia zbrodni. Żądają też umieszczenia prawdy w podręcznikach. Widać jednak wyraźnie, iż po pewnym okresie skruchy współczesne siły polityczne Nihonu nie mają ochoty na zbytnią pokorę. Rząd premiera Shinzu Abe oskarżany jest o świadomą politykę relatywizowania i umniejszanie japońskich win, a już na pewno o ograniczanie zakresu, w jakim uczy się o nich w szkołach.
W tym wszystkim  możemy doszukać się pewnych wskazówek dla naszych własnych postaw wobec widocznych dziś u “sąsiadów” próbach relatywizowania win i przerzucania odpowiedzialności za zbrodnie na innych. Możemy sobie tylko wyobrazić, z jaką furią zareagowałby Beijing, gdyby jakaś japońska stacja wyemitowała “rozliczeniowy” serial o bohaterskich żołnierzach Imperialnej Armii, ratujących biednych chłopów z rąk sadystycznych partyzantów Kuomintangu!
Chiny czy Korea bez pardonu pouczają Japończyków o konieczności uczciwego rozliczenia się z przeszłości i odpowiedniej, zgodnej z prawdą historyczną o niej “narracji”.  Nikt nigdy nie zapomni w Chinach o bestialskiej rzezi Nanjing. Azjatycka  awantura nad tekstem podręczników pokazuje też, iż pokrzywdzeni mają prawo domagać się także odpowiedniego przekazu w szkołach, właśnie po to, aby nikt o zbrodniach nie zapomniał! To tylko w Polsce, niestety, dopuszczalna jest tak zwana “mądrość” polityczna, która zamyka nam usta nad grobami ofiar bestialstwa (gdy ruch polityczny sąsiada gloryfikuje w najlepsze mocodawców morderców z Wołynia).

WMW

Related News

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

COPYRIGHT 2014 ZYCIE PUBLISHING SERVICES. ALL RIGHTS RESERVED.