Piekło Verdun

21 lutego 1916 roku, równo sto lat temu, artyleryjska kanonada tysięcy ciężkich, niemieckich dział rozpoczęła krwawą bitwę, która stała się synonimem żołnierskiego cierpienia i poświęcenia, a jednocześnie świadectwem bezmyślnego szafowania żołnierską krwią przez najwyższych dowódnw_map_verdun_01ców, owładniętych szaloną idea zwycięstwa przez “wykrwawienie” nieprzyjaciela.

„Plonem” bitwy, do której obie strony posłały w sumie ponad dwa i pół miliona żołnierzy, była niewyobrażalna hekatomba. Poległo około 160 tysięcy Francuzów, około 140 tysięcy Niemców, drugie tyle rannych i tysiące zaginionych. Setki tysięcy ludzi żyło do końca swych dni w szoku, z rozmaitymi syndromami, których jeszcze wtedy nikt nie largepotrafił zdiagnozować. Luftbild_Doppelbatterie_AStwierdzenie – “Byłem pod Verdun” – brzmiało i po francusku i po niemiecku jednakowo: – “wróciłem z piekła!”. Dla weteranów obu armii, którzy przeżyli walki trwające nieomal nieprzerwanie przez dziesięć miesięcy, od 21 lutego do 18 grudnia 1916, piekło mogłoby wydawać się znośniejsze w porównaniu z niekończącymi się dniami morderczych bombardowań i ataków, walk o poszczególne odcinki frontu bez jakiegokolwiek znaczenia.BattleofVerdunWW1-005BattleofVerdunWW1-004French_87th_Regiment_Cote_34_Verdun_1916

Battle-of-VerdunW setną rocznicę początku starcia około czterech tysięcy młodych Francuzów i Niemców spotkało się na dawnych bitewnych polach wokół Verdun, przy zbiorowych mogiłach poległych, których nie dało się zidentyfikować, aby raz jeszcze zamanifestować swe poparcie dla idei francusko-niemieckiego pojednania. To pojednanie dwóch największych narodów kontynentu zapoczątkowali po jeszcze straszliwszym doświadczeniu Drugiej Wojny, polityczni wizjonerzy obu narodów, Gen. Charles De Gaulle i kanclerz Konrad Adenauer. Młodzi Europejczycy manifestują wolę uniknięcia podobnej, światowej katastrofy, bezsensownego cierpienia zwykłych ludzi posłanych przed wiekiem w piekło Verdun.

03D847130000044D-3125088-image-a-19_1435047052069W zbiorowej pamięci Zachodu Verdun jest jednym z tych miejsc, gdzie nasza cywilizacja poniosła najstraszniejszą klęskę. Klęskę moralną. Rzezie i pogromy, krwawe zwycięstwa przynoszące ostatecznie upadek “triumfatorom”, anihilacja całych plemion i narodów, ideologicznie i religijnie motywowane bestialstwa, uzasadnione potem z całym kunsztem sofistycznych argumentów znaczą karty dziejów całej ludzkości. Ale to pod Verdun wprowadzono w praktyce koncepcję “wojny na wyczerpanie”- “war of attrition” – wielkiej bitwy, w której wysyłano rozmyślnie na śmierć własnych żołnierzy w jedynym celu – ostatecznego wykrwawienia przeciwnika.

Zazwyczaj w kampaniach wojennych planiści wyznaczają konkretne cele: taktyczne, operacyjne i strategiczne – w ramach których mobilizuje się odpowiednie “siły i środki”, i rzuca je na wojenne fronty. Oceną skuteczności sztabów jest osiąganie w zamierzonym czasie operacji konkretnych linii, punktów, niszczenie lub kontrolowanie obiektów o znaczeniu militarnym.  Politycy mogą sobie snuć rozmaite wizje, wyznaczać niebotyczne cele, ale to sztabowcy wprowadzają je w życie. I to sztabowcy pierwsi zdają sobie znaczenie z tego, na ile pierwotne założenia leżące u podstaw wojennych planów, są nadal osiągalne, a na ile sytuacja panująca na frontach oraz zapleczu wielkich armii wymaga niezbędnych korekt.

Pod koniec roku 1915, drugiego roku Wielkiej Wojny, niemieckie dowództwo, widząc swe armie zastygłe w liniach okopów frontu francuskiego, zdało sobie sprawę, iż plan błyskawicznego pokonania Sprzymierzonych jest niewykonalny. Do wiekowych generałów dotarł także fakt, iż współczesna wojna jest wojną zdominowaną przez nową technikę wojskową, jak choćby broń maszynowa czy ciężka artyleria dalekiego zasięgu – wobec której dotychczasowe doktryny są kompletnie nieprzydatne. Doświadczenia otwierającej wojnę niemieckiej ofensywy, zatrzymanej jesienią 1914 nad Marną, czy też przebieg walk na froncie rosyjskim w Gorcach czy pod Tarnowem w roku 1915 dowodziły, iż frontalne ataki wielkich mas żołnierzy kończą się krwawymi stratami, zadawanymi atakującym przez artylerię obrońców, bez uzyskania zamierzonych celów. Przewaga “tarczy nad mieczem”, jak określa się w wojennym żargonie relację sił ofensywnych do defensywnych, sprawiała, iż atakujące wojska grzęzły szybko w błocie bitewnych pól, a wielogodzinne baraże artyleryjskie siały potworne spustoszenie w szeregach piechoty, nawet na dalekich tyłach.

Konkluzja, do której doszedł pod koniec roku 1915 szef sztabu imperialnego armii niemieckiej, generał von Falkenheym po dokładnym przeanalizowaniu informacji z wszystkich frontów, brzmiała: pokonanie Sprzymierzonych w jednej ostatecznej kampanii, decydującej ofensywie na Paryż, nie ma szans realizacji. Dodatkowo, rezerwy francuskie i brytyjskie rosły, natomiast walczące na dwóch frontach Cesarstwo Niemiec oraz ich austro-węgierski sojusznik zaczynały powoli odczuwać skutki kontynentalnej blokady. Czas pracował na niekorzyść Trójprzymierza. Jak więc sięgnąć po zwycięstwo? Siła artylerii okazywała się decydująca w blokowaniu akcji przeciwnika, powodując ciężkie straty, straty niewspółmierne nawet do posiadanych rezerw. Ta obserwacja okazała się kluczem do “genialnego” w swej prostocie planu, do realizacji którego wybrano Verdun.

Po zatrzymaniu niemieckiej ofensywy w roku 1914, leżąca nad rzeką Mozą historyczna twierdza Verdun znalazła się w swoistym worku. Jednakże militarne znaczenie jej licznych fortów oraz linii obronnych znacznie zmalało od czasów, kiedy w latach 1880-tych przekształcono ją w niezdobyty bastion chroniący Francję. Głównodowodzący armii Republiki Francuskiej, gen. Joffre polecił zabrać z niej większość ciężkiej artylerii oraz zlikwidować część umocnień. Niemiecki atak akurat na tym odcinku wydawał się francuskim generałom mało sensowny. (cdn…)

WMWojnarowicz

Related News

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

COPYRIGHT 2014 ZYCIE PUBLISHING SERVICES. ALL RIGHTS RESERVED.