Pamięci Ulmów!

Przez ostatnie dekady polskie elity ‘magdalenkowe’ powtarzały jak mantrę, iż należy odciąć się od przeszłości. Jest ona trudna i skomplikowana. Rachunki krzywd, dawniejszych i nowszych nikomu nastrojów nie poprawią – a w rzeczy samej mogą nam jedynie utrudnić budowanie lepszej przyszłości. Przypominanie, drążenie prawdy o tym, czym były: wojna, okupacja, sowiecki Sybir, Wołyń, stalinizm, UBecja, zrywy i prześladowania – po co to komu potrzebne! Komu ułatwi znalezienie dobrej pracy (na zmywaku) czy tworzenie biznesu szukanie zaginionych grobów? Należy zwłaszcza chronić młode pokolenie od tego przeklętego “bagażu” przeszłości. Koncepcja prowadzenia jakiejś skoordynowanej “polityki historycznej” państwa to kompletny anachronizm albo “nienormalność”.
Co ciekawe, w pierwszym szeregu owej kampanii redukowania historii do kabaretowych anegdot, spychania jej w przestrzeni debaty publicznej na margines, przeznaczony dla jakiś mitycznych “ekspertów”, stali… sami historycy, mocno zaangażowani w inną politykę. Politykę określaną mianem “pedagogiki wstydu”. Otóż jedynymi tematami z polskiej historii wartymi wałkowania i medialnej obróbki, skierowanej właśnie na młodych, były te fakty z dziejów Rzeczpospolitej, dawniejszych czy najnowszych, które identyfikowały narodowe czy kulturowe wady, błędy, garby oraz grzechy. Dlatego też naganne postawy wobec żydowskich sąsiadów zasługiwały na “naukowe” opracowanie i artystycznę propagowanie w świecie, ale już dyskretne pytanie o polityczny czy ideologiczny profil owej “dobrej cioci” z “Idy” byłoby przejawem chorobliwej nienawiści. Domaganie się ekstradycji stalinowskich zbrodniarzy przedstawiano w świecie (niezwykle skutecznie) jako chorobliwy polski antysemityzm. Szukanie zaś grobów ich ofiar przez długie lata skutecznie blokowano. Nadal też trwa propaganda chroniąca stalinowskich oprawców, choćby przed ujawnieniem, z nazwisk – prawdy o nich i poddaniu ich moralnej ocenie. Dziś krąg jej odbiorców ograniczony jest do malejącego ‘elektoratu’ “Wyborczej”. Niemniej jednak ludzie tacy jak JT Gross, Eliza Michalik, red. Wroński, prof. Hartman, poseł Święcicki czy były premier Cimoszewicz to nadal czynni, wybitni eksponenci owej ideologii. I kiedy są potrzebni, natychmiast się uaktywniają, do wewnątrz i na zewnątrz.
***
Dziś tylko głupek (wykształcony przez innych głupków z tytułami, a wylansowany przez konkretne siły medialne), może uważać, iż dbanie o wizerunek historyczny własnej zbiorowości i państwowości jest czymś anachronicznym lub szkodliwym. Jeszcze raz wskażmy na politykę “państw poważnych”. Niemcy od lat prowadzą wielopoziomową akcję budowania swego pozytywnego wizerunku, zwłaszcza poprzez osłabianie identyfikacji Niemiec z… III Rzeszą. Mityczni “Nazis” czynią to skutecznie, o czym świadczą sondaże wśród młodzieży. ‘Handlowa’ zasada sprzedaży wizerunku – żadnych negatywnych konotacji. Podobnie Rosja prowadzi zdecydowaną politykę historyczną, narzucając własną interpretację historycznych faktów, którym zaprzeczyć się nie da np. współudziału ZSSR w rozpętaniu Drugiej Wojny Światowej.
Argument, iż prowadzenie polityki historycznej osłabia szanse rozwoju gospodarczego jest kolosalnym fałszem. Oczywiście, że należy budować jak najlepsze relacje gospodarcze z sąsiadami i całym światem. Akurat relacje polsko-niemieckie są tu dobrym przykładem. Muszą to być jednak relacje równoprawne – nawet jeśli jesteśmy partnerem słabszym – a nie kolonialne.
Reakcja Izraela na nowelizację IPN była gwałtowna, a przez łamy prasy izraelskiej oraz zaprzyjaźnionej z nią amerykańskiej, przelewa się fala niczym nie skrywanego hejtu wobec Polski i Polaków. Polakożercze artykuły dominują przekaz, choć warto zauważyć i te głosy, jak byłego ministra obrony Izraela, Mosze Arensa, które starają się zachować cywilizowany i rzeczowy ton w tym sporze. Okazuje się – nagle, dla tych, którzy w propagandę “końca historii” bezmyślnie uwierzyli – iż Państwo Izrael nie tylko dba o kreowanie własnej “polityki historycznej”, nie tylko opiera na niej swój program edukacji narodowej, ale zazdrośnie strzeże swojej interpretacji dziejów w skali międzynarodowej. Zwłaszcza międzynarodowej! Kiedy zaś pojawia się nie tyle konkurencyjna, nie żadna tam wroga – rewizjonistyczna – ale jedynie wyjaśniająca haniebne przekłamania, w sumie pomocnicza wobec izraelskiej, interpretacja polska – Państwo Izrael reaguje zdecydowanie, ostro i bezceremonialnie.
Sama zasada takiej reakcji – może to PT Czytelników zaskoczy, piszacemu się podoba. Tak czynią “państwa poważne”. Tak zachowują się poważni politycy, reprezentujący SWOJE, nie cudze – interesy narodowe i państwowe. I za to Państwu Izrael należy się nawet uznanie, bo dostarcza nam poglądowej lekcji, jak dbać o własne interesy. I teraz naprawdę, możemy usiąść do stołu, do bolesnej i trudnej – ale wreszcie szczerej debaty.
Nikt normalny nie podważa żydowskiej wrażliwości, ani znaczenia Holokaustu dla żydowskie/izraelskiej tożsamości. Nikt też nie neguje smutnej historii szmalcownictwa ani tego, iż żyje wielu Żydów, którzy noszą w sobie pamięć o złym traktowaniu ze strony Polaków. Ale też uznanie tej wrażliwości nie może uzasadniać przeniesienia na Polaków – na całą zbiorowość narodową – odpowiedzialności za zbrodnię Holokaustu!

WMW

PS. W kontekście obecnego kryzysu należy skierować do dotychczasowych elit III RP pytanie: – Czy mieliśmy do czynienia z rzeczywistym pojednaniem polsko-izaelskim? Czy owe elity wiedziały, jak kształtowana jest edukacja o WW2 w Izraelu. Zachowanie niektórych młodych Izraelczyków w Auschwitz dawały podstawy do niepokoju. Czy kiedy fetowano Grossa, ktoś zajrzał do izraelskich podręczników?

Related News

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

COPYRIGHT 2014 ZYCIE PUBLISHING SERVICES. ALL RIGHTS RESERVED.