Noc Listopadowa/Karta Polaka

Noc Listopadowa

Zazwyczaj dzielę się z naszymi Szanownymi Czytelnikami swoimi przemyśleniami o historii, w takt mijających rocznic. Dziś zatem wypadałoby przypomnieć o Powstaniu Listopadowym 1830 roku. Było to kluczowe wydarzenie w porozbiorowych dziejach Polski i Polaków. Zaowocowało, wskutek klęski w beznadziejnej walce z zaborczą potęgą Imperium Rosyjskiego, likwidacją tej minimalnej autonomii, jaką po wojnach napoleońskich nadał resztówce Rzeczpospolitej Obojga Narodów – owemu dodatkowo okrojonemu Księstwu Warszawskiemu – koncert zwycięskich mocarstw na Kongresie w Wiedniu, w roku 1815.  Dla nas, krnąbrnych licealistów, a potem studentów historii w PRL, liczyło się przede wszystkim przechowanie wiedzy o samym wydarzeniu. Literatura romantyczna ułatwiała kultywowanie pamięci bohaterów. Poloniści robili dobra robotę! Władza “ludowa” miała na punkcie powstań w ogóle, a Listopadowego szczególnie, jakąś alergię. W reakcji zaś na oficjalną “czarną legendę” powstań w naszych dziejach, powstawały ambitne analizy niepokornych historyków, wskazujące przekornie na sens zrywów, na teoretyczne szanse wygranej, gdyby tylko u steru buntu wolnego narodu stały elity przepełnione “wolą zwycięstwa”.
Z biegiem lat mój stosunek do Powstania Listopadowego, wyznaczony romantyczną tradycją wychowania i wykształcenia, ulega zmianie. W świetle życiowych i politycznych doświadczeń minionego półwiecza, po latach studiów, coraz częściej nurtuje mnie pytanie, w jaki sposób powstawały polityczne plany, skąd brały się decyzje, optymistyczne założenia, choć zwykła roztropność nakazywała zakładać, iż mogą skończyć się dla nas nie klęską, ale katastrofą. Czy jako historycznie uformowana wspólnota polityczna reagujemy jedynie odruchami, czy też zdolni także jesteśmy do zbiorowej myśli? Dlatego o Nocy Listopadowej napiszę osobno, z większą uwagą skupiając się na trudnych pytaniach o jej genezę.
Karta Polaka?
01Kwestia statusu prawnego Polaków pozostałych poza granicami Rzeczpospolitej po roku 1939 jakoś nigdy nie doczekała się prawnego rozwiązania. Tak jakby na ten temat obowiązywał niepisany nakaz milczenia. W sumie zajmują się nią amatorzy (jak poseł Michał Dworczyk) Władze RP zaś, jakby niechętnie, tworząc prawne dziwolągi, jak np. “Karta Polaka”.
Suwerenne państwo samo decyduje o tym, kto i na jakich warunkach ma prawo do obywatelstwa. Czy decyduje prawo krwi, wedle którego urodzony z obywateli jest automatycznie obywatelem, czy może prawo ziemi, kiedy obywatelstwo nabywa się przez fakt urodzenia (lub naturalizacji) na terytorium państwowym. Używając nomenklatury mojego ulubionego felietonisty, “państwa poważne” traktują te sprawy nader poważnie. Gubernatorem stanu USA może więc zostać naturalizowany imigrant (np. Arnold Schwarzenegger w Kalifornii), ale prezydentem już nie. Pamiętają Państwo awantury z certyfikatem urodzenia Obamy. Demokraci nie podważali konstytucyjnej zasady – jedynie bronili prawdziwości dokumentów potwierdzających, iż Barrack Obama urodził się na terytorium Stanów.
Wskutek obcej agresji z 1. a potem 17. września 1939 roku, miliony polskich obywateli, rozmaitej narodowości i rozmaitego wyznania – znalazło się pod okupacją, a część na terenach wcielonych siłą do obcych organizmów państwowych. Prawo międzynarodowe nie uznaje legalności takich akcji. Stąd po wojnie obywatele polscy wcieleni do Rzeszy, nawet w szeregi Wehrmachtu, nie musieli występować o ponowne nabycie obywatelstwa RP. Uznawano zasadę ciągłości posiadania obywatelstwa.
W roku 1956 i kilku następnych latach wracali do PRL tzw. repatrianci. Także wtedy nikt nie występował o weryfikację ich obywatelstwa. Władze PRL przyjmowały ich jako Polaków. Tylko, że wówczas prawa do powrotu udzielało obce państwo, które prawem zbójcy nadało im poprzednio obywatelstwo sowieckie.
Na jakiej podstawie władze suwerennej III RP uznają dziś – prawnie i historycznie – prawo ZSSR do decydowania kwestii polskiego obywatelstwa?! Dlaczego nie uznaje się automatycznie ciągłości obywatelstwa tych, którym nie udało się wydostać z ZSSR w latach 1950-tych?
Skoro najwyraźniej obowiązuje wykładnia prawna, pozwalająca wydawać polskie paszporty byłym obywatelom RP oraz ich potomstwu, zamieszkującym obecnie teren Państwa Izrael, czy rzeczywiście nie nadszedł czas by prawnie uregulować status obywateli II RP, nadal żyjących na terenach byłego ZSSR?
“Zwycięska” w 1945 roku Polska została nie tylko okrojona do “etnicznego” terytorium wolą swych wyzwolicieli i sojuszników! Pozbawiono też arbitralnie miliony Polaków prawa obywatelstwa RP. Można zrozumieć, iż nawieziony po 1945 roku “sowiecki aktyw”, przepoczwarzony po czterech dekadach PRL w “elity”, problemem pozostawionych na Wschodzie obywateli się nie przejmował. Ale dziś, kiedy zarówno “dobra zmiana” jak i histeryczna opozycja przekrzykują się w Sejmie „w obronie” Konstytucji, demokracji i praw obywateli – czas na suwerenne uregulowanie kwestii Polaków na Wschodzie!
WMW
PS. Wtorkowe aresztowanie Józefa Piniora było dla mnie osobistym szokiem. Niewiele osób z dawnej “S” ma taka kartę, jak On. Nie ma dla mnie znaczenia, jakie b. senator PO ma dziś poglądy polityczne. Prawo do własnych wyborów ideowych wywalczył na pierwszej linii konfrontacji z komuną! Dlatego nie mogę zgodzić się łatwo z oskarżeniem o korupcję. Czekam na sądową weryfikację tych oskarżeń, na niezbite dowody. Nie mamy zbyt wielu ludzi-legend z tamtych czasów, nie szargajmy ich więc bez potrzeby.

Related News

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

COPYRIGHT 2014 ZYCIE PUBLISHING SERVICES. ALL RIGHTS RESERVED.