Nie dla wszystkich Kanada

Tina-Fontaine

W rankingu krajów, w których żyje się najlepiej, Kanada zajmuje wysokie, szóste miejsce.Tylko Indianie i Eskimosi czują się bliżej piekła niż raju.

Ciało 15-letniej Tiny Fontaine (na zdjęciu po prawejowinięte w folię znaleziono 17 sierpnia w rzece przepływającej przez miasto Winnipeg. Według policji dziewczyna „z całą pewnością została wykorzystana i zamordowana”.
W kolejnych dniach wielu rdzennych Kanadyjczyków uczestniczyło w wiecach i czuwaniu przy świecach. Żądali wyjaśnienia, dlaczego 16 proc. ofiar zabójstw w kraju w latach 1980-2012 to aborygeńskie kobiety, stanowiące tylko 4,3 proc. populacji. Dane wzięte z tegorocznego raportu Kanadyjskiej Królewskiej Policji Konnej w liczbach bezwzględnych wyglądają jeszcze bardziej szokująco: w ciągu ostatnich 30 lat zostało zamordowanych lub zaginęło 1,2 tys. rdzennych Kanadyjek.
Nie ma żadnej rasistowskiej sekty, która miałaby na sumieniu kobiety z Pierwszych Narodów, jak w poprawnym politycznie języku nazywa się tam Indian, Inuitów (Eskimosów) oraz mieszańców, Metysów. Jest gorzej: ich nieproporcjonalnie wysoki udział w statystykach przestępczości – po obu stronach, sprawców i ofiar – to wynik wielopokoleniowej degradacji tych społeczności (uboczny skutek rozwoju kraju) przez potomków białych kolonizatorów z Europy.

Kulturowe ludobójstwo

Podobnie było z australijskim „skradzionym pokoleniem”…
W Kanadzie w latach 1874-1996 odebrano rodzinom i umieszczono w szkołach z internatami 150 tys. dzieci rdzennych mieszkańców. Uczono je angielskiego, wpajano wiarę chrześcijańską, przyzwyczajano do zachodniego jedzenia i ubioru. Około 4 tys. wychowanków zmarło w internatach, tysiące wyszło z traumą wywołaną rozłąką z rodziną, wykorzenieniem, wykorzystywaniem seksualnym, biciem i upoka- rzaniem.
„System szkół z internatem systematycznie marginalizował kulturę aborygeńską w Kanadzie, na pokolenia rozbijał fundamentalne dla niej więzy rodzinne, przyczynił się do zapominania rodzimego języka. Uczniowie wychodzili bez wzorców potrzebnych do zbudowania własnych rodzin – pisze w pracy „The Residential School System” Erin Hanson z Uniwersytetu Kolumbii Brytyjskiej. – Ponieważ celem rządu i Kościoła było wykorzenienie w młodym pokoleniu wszelkich aspektów kultury aborygeńskiej, system ten uważa się za formę ludobójstwa kulturowego”.
Od lat 60. XX wieku 20 tys. indiańskich dzieci zostało odebranych rodzinom i oddanych do adopcji białym Kanadyjczykom. Rząd zarzucił tę politykę w połowie lat 80., po proteście wodzów z Ontario i krytyce ze strony sądu Manitoby.
Raport specjalnego sprawozdawcy ONZ mówi o „nieustającym kryzysie” rdzennych ludów w Kanadzie – pomimo pewnych oznak poprawy w ostatniej dekadzie. Nawet dziś ich dzieci ośmiokrotnie częściej niż pozostałe trafiają do rodzin zastępczych. Co czwarty więzień-mężczyzna i co trzecia skazana kobieta pochodzą z rdzennych społeczności. Według danych ministerstwa sprawiedliwości aborygeńskie kobiety trzy i pół razy częściej padają ofiarą przemocy. Skłonności samobójcze Inuitów są 11-krotnie większe niż pozostałych Kanadyjczyków.

Rezerwaty i historyczna rana

Są jakby dwie Kanady. W powstałym z inicjatywy ONZ światowym rankingu szczęśliwości (uwzględnia odczucia mieszkańców i wskaźniki świadczące o zrównoważonym rozwoju) Kanada znalazła się na szóstym miejscu spośród 85 państw (Polska jest 51.). Na listach najlepszych miast do życia Toronto i Vancouver mają stałe miejsce w pierwszej dziesiątce. Jednocześnie połowa rdzennej populacji żyje w rezerwatach – przeludnionych, z kiepskimi szkołami, wysoką śmiertelnością noworodków, gdzie ogromnym problemem jest przemoc.
Trudno się dziwić, że Pierwsze Narody nie czują więzi z państwem, które ich prześladowało i wpędziło w nędzę. W jednym z indiańskich języków Kolumbii Brytyjskiej słowo „policja” tłumaczy się jako „ci, którzy odbierają nam dzieci”.
– Uczniowie w internatach byli wykorzystywani, a policja zajmowała się łapaniem wagarowiczów – tłumaczy Meghan Rhoad z Human Rights Watch. – Powstała głęboka historyczna rana, która nie zasklepi się przez pokolenia.

Kto odpowie za zbrodnie

Historia zabitej w sierpniu Tiny Fontaine jest klasyczna. Jej matka była alkoholiczką, ojciec został śmiertelnie pobity, gdy miała 12 lat. Dziewczyna wielokrotnie uciekała z domu, aż trafiła na mordercę i jej los się dopełnił.
Są też takie przypadki jak 26-letniej Loretty Saunders. Jej ciało znaleziono w lutym porzucone przy szosie w Nowym Brunszwiku – jak szybko ustalono, zamordowali ją i obrabowali współlokatorzy. Ta śmierć bardziej niż inne poruszyła opinię publiczną z dwóch powodów: Saunders pisała pracę magisterską o znikających kobietach inuickich, a sama mimo aborygeńskiego pochodzenia była blondynką o mlecznej skórze.
Po każdej takiej tragedii działacze rdzennych społeczności domagają się „publicznego narodowego dochodzenia” w sprawie morderstw. Nielubiany przez nich konserwatywny premier Stephen Harper odmawia, bo, jak mówi, są to zwyczajne zbrodnie, a nie „fenomen socjologiczny”.
Zdaniem byłego premiera stanu Ontario Boba Rae, liberała, Harper nie chce dochodzenia, które postawiłoby w złym świetle instytucje państwowe, na czele z policją. 1,4 mln rdzennych mieszkańców 35-milionowego kraju to nie elektorat, o jaki warto zabiegać.
W 2010 r. rząd przeznaczył 10 mln dol. na stworzenie bazy danych o zaginionych, doszkalanie w tej materii policjantów i pracowników wymiaru sprawiedliwości oraz na fundusz dla ofiar. Zdaniem działaczy to za mało.
– Dialog z rządem jest obecnie zerwany. Próbujemy, naciskamy, podpisujemy petycje i w końcu słyszymy zawsze to samo: ile to oni dla nas zrobili – mówi Al-Dżazirze Michele Audette, prezes Stowarzyszenia Rdzennych Kobiet Kanady (NWAC). Jej niania, wychowana w szkole z internatem, przez lata wykorzystywała ją seksualnie. Kuzynki, także wykorzystywane, popełniły samobójstwo.
– Nasze kobiety i dziewczęta potrzebują ochrony – przekonuje Audette. – Nie chodzi tylko o kilka kolejnych programów. Od polityków i społeczeństwa Kanady domagamy się prawdziwego zaangażowania.

Robert Stefanicki

First Nations (Pierwsze Narody) to różne rdzenne ludy Kanady, którzy nie są Innuitami bądź Metysami. Obecnie istnieje ponad 630 uznanych plemion bądź szczepów Pierwszych Narodów osiadłych w Kanadzie, około połowa z nich mieszka w prowincjach Ontario i Kolumbia Brytyjska. Łączna liczba ludności aborygeńskiej wynosi prawie 700 tysięcy osób.

Related News

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

COPYRIGHT 2014 ZYCIE PUBLISHING SERVICES. ALL RIGHTS RESERVED.