Nasze wybory w Ontario

Traktat w JaworowieWojciech M. Wojnarowicz

11 czerwca Roku Pańskiego 1675-go podpisany został w Jaworowie przez Króla Jana III oraz ambasadora Króla Francji, Ludwika XIV-go, tajny układ. Walcząca z Austrią Francja chciała w ten sposób osłabić sojusznika Cesarza, Prusy. W zamierzeniach Sobieskiego natomiast, alians z Królem Słońce miał wzmocnić Rzeczpospolitą, odzyskać dla niej Prusy Książęce, osadzić ją mocno nad Bałtykiem, a także umocnić „dom” Sobieskich. Taki zwrot orientacji polityki Rzeczpospolitej wymagał jednakże zawarcia pokoju z Turcją. A ta o pokoju nie myślała.
Historycy oceniają, iż powodzenie aliansu z Francją mogłoby w perspektywie wieku zabezpieczyć Polskę od agresji Prus. Niestety, Jan III nie miał sił, aby swą ambitną politykę móc zrealizować. Osiem lat później ratować musiał samą Austrię, która wespół z Prusami Rzeczpospolitą ostatecznie rozdarły.

Nasze wybory w Ontario

12 czerwca mieszkańcy Ontario wybiorą nowy rząd prowincyjny. Ważne jest, abyśmy wzięli w tych wyborach udział. Mówiąc przekornie, choćby po to, aby mieć prawo do narzekania
Tegoroczne wybory dominują negatywne kampanie głównych partii politycznych. W sumie, to zrozumiałe, dużo łatwiej jest wieszać przysłowiowe „psy” na konkurentach, niż samemu porwać wyborców wielką wizją! Wizje bowiem zazwyczaj kosztują i wyborcy zadają niewygodne pytania – kto ma za owe cuda, obiecywane w partyjnych broszurach, zapłacić?!
Torysi Hudaka mają nas czym straszyć – przypominają (i słusznie) ten miliard dolarów, jaki przelano z kieszeni podatnika do kieszeni właścicieli firm, które NIE zbudowały nowych elektrowni, kiedy rząd McGuinty’ego zrezygnował z ich budowy. Sprawa nadal daleka jest od wyjaśnienia, rząd Pani Premier Wynne na razie zapowiedział nam jedynie 42-procentową podwyżkę Hydro! No, bo ktoś te brakujące w kasie setki milionów dolarów musi zapłacić, a ten „ktoś” to my. Poza tym jest jeszcze kwestia zakupu przez rząd liberałów, za jakieś prawie 400 milionów!, komercyjnego budynku i uratowanie tym samym skóry zaprzyjaźnionego developera. Jak twierdzą więc konserwatyści, liczba powodów dla których nie powinniśmy głosować na liberałów, idzie w tysiące (milionów).
NDP pod wodzą Pani Horvath zapowiada wielkie rzeczy, tyle tylko, iż nie bardzo wiadomo, kto i ile za te obietnice zapłaci. Co prawda, coraz mniej ludzi pamięta rządy Boba Rea, ale każdy wie, iż NDP ma ciężką rękę, jeśli chodzi o podatki. W obecnym klimacie ekonomicznym „pomarańczowi” socjaliści szans na samodzielny sukces nie mają. Ale, Nowi Demokraci mogą stać się kluczowym partnerem dla Liberałów, gdyby doszło do umiarkowanego wyborczego sukcesu PC i w rezultacie powierzenia Timowi Hudakowi misji sformowania rządu mniejszościowego. NDP byłaby wtedy w stanie spowodować upadek tej misji, a dać władzę ponownie Kathryn Wynne, za należytą polityczną „opłatę” oczywiście.
Najgłośniej słychać w obecnej kampanii nauczycieli oraz personel służby zdrowia, grupy zawodowe zagrożone planowanymi cięciami Hudaka. Radiowo-telewizyjne reklamy swój wpływ na postawę elektoratu zapewne mają. Na ile bowiem realistycznie brzmią w kontekście redukcji zapowiedzi Hudaka dotyczące perspektyw stworzenia miliona nowych miejsc pracy? Dla kogo mają być te nowe miejsca, i jak dobrze płatne – padają pytania. Pozycja PC w kwestii sprowadzania do Ontario cudzoziemskich pracowników nie musi się podobać samym konserwatywnym wyborcom.
Liberalni stratedzy Premier Wynne liczą, iż straszenie ludzi Hudakiem przyniesie odpowiednie efekty. Metoda ta obliczona jest nie tyle na własny, zdecydowany elektorat, ile na lewicowego konkurenta. Mówienie głośno, iż w „razie czego” Tim Hudak ma prawo tworzyć rząd mniejszościowy w Ontario, było czytelnym ostrzeżeniem chwiejnych zwolenników lewicy w Ontario. – „Nie marnujcie głosu na NDP!”. Ale do tego już się chyba socjaliści w Ontario przyzwyczaili, że pozwala się im istnieć na dalszej lewicy, ale gdy tylko nadchodzą wybory, to ich elektorat traktowany jest jako obszar łowny.
Z punktu obserwacyjnego autora tej kolumny, Brampton i Mississauga, mamy w obecnych wyborach do czynienia ze „zmianą wizualną”. Dużą aktywnością wykazują się „nowe” grupy etniczne pochodzące z Azji, których liczebność w Ontario rośnie skokowo. I kandydują w tym samych okręgach, z rozmaitych partii. To, co kiedyś było naturalną mądrością polityczną imigrantów z Europy, jak choćby Włochów (Polacy nigdy na taki pomysł w „swoim” okręgu nie wpadli) dziś realizują przybysze z Azji Południowo-Wschodniej. Realia nowych osiedli powstających na obrzeżach Wielkiego Toronto przekładać się zaczynają na realia podziału miejsc w parlamencie prowincyjnym. To już nie pojedyncze osoby, ale silna, a do tego głównie młoda wiekiem, reprezentacja społeczności, która tak jak wszyscy mieszkańcy naszej prowincji, podzielona jest w poglądach na sposób zbierania i dzielenia podatków. Czy mamy jednakże do czynienia jedynie z adopcją nowych Ontaryjczyków do istniejącego układu politycznego? W końcu jeszcze kilka dekad temu nazwiska ‚Hudak” czy „Horvath” nie miałyby szans znaleźć się na czele partyjnych formacji ‚brytyjskiego’ Ontario. Czy jednakże owe „nowe” grupy nie postawią wkrótce politycznych kwestii dotyczących widoczniejszego odzwierciedlenia ich własnej kultury w systemie kształtowania prawa Ontario? Idą nowe czasy.

WMW

Related News

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

COPYRIGHT 2014 ZYCIE PUBLISHING SERVICES. ALL RIGHTS RESERVED.