Nasz człowiek w Hawanie

Doniesienia z otwarcia siódmego „Szczytu Ameryk” w Panamie zdominowało pierwsze od ponad półwiecza, oficjalne spotkanie prezydentów USA i Kuby! W sobotę, 11 kwietnia, w kuluarach „Szczytu” Barrack Obama i Raul Castro podali sobie dłonie i zasiedli do wspólnej konferencji prasowej. Czy jesteśmy świadkami przełamania politycznej izolacji Hawany i  zmiany amerykańskiej polityki, po 56 latach totalnej wzajemnej wrogości?
“Wszystko może być dyskutowane” powiedział kubański lider, sprawujący władzę od roku 2006, gdy sterany życiem Fidel Castro, ikona światowego marksizmu-leninizmu, oddał stery rządów młodszemu bratu. Raul Castro zastrzegł jednak, iż wymiana opinii musi odbywać z “poszanowaniem przekonań i praw partnera”. Ze swej strony, pragnąc pogłębić przyjacielski nastrój wyjątkowego spotkania Prezydent Obama użył wyrażenia “turning the page” na określenie założeń polityki swej administracji wobec karaibskiego sąsiada, oraz wyraził się w ciepłych słowach o “wyjątkowych zdolnościach i pracowitości” Kubańczyków, którym właśnie najlepiej przysłużyć się mogą obecne wysiłki normalizacyjne między Waszyngtonem a Hawaną, oczywiście na ściśle określonych warunkach – jak zawsze podkreśla amerykański prezydent – w oparciu o poszanowanie zasad demokracji i praw człowieka.GTY_obama_raul_castro_jef_131210_16x9_992
Komentatorzy tego spektakularnego wydarzenia nie kryją, iż poza gestami dobrej woli prezydentów, oba kraje nadal stoją po przeciwnych stronach ideologicznej barykady i dzieli je bardzo wiele. Widać było to zresztą podczas posiedzeń plenarnych szczytu w Panama City, kiedy przemawiając oficjalnie w imieniu Kuby, ten sam Raul Castro wygłosił emocjonalną tyradę, potępiającą długoletnią, amerykańską politykę agresji wobec swego kraju.
Czy normalizacja stosunków z Kubą stanie się historycznym sukcesem prezydentury Barracka Obamy? W sytuacji, gdy rzeczywista izolacja wyspy staje się coraz bardziej iluzoryczna, a ostrożną politykę reform prowadzoną przez reżym młodszego Castro wykorzystują dla penetracji tego rynku kraje UE czy Chiny, Waszyngton stoi przed poważnym wyzwaniem. Ideologiczne ostrze konfliktu między supermocarstwem a forpocztą sowieckiego komunizmu należy do przeszłości. Reżym w Hawanie nie jest już dziś rozsadnikiem rewolucji ani wysuniętą sowiecką bazą, lecz przypomina coraz bardziej typową latynoską dyktaturę wojskową, z socjalistyczną fasadą, za którą następują powoli rynkowe przemiany. Poluźnianiu totalnej kontroli gospodarki nie towarzyszy jakakolwiek odwilż polityczna, ale na nagłą rewolucję typu ‚polskiego’ nikt, włączając w to nieliczną kubańską opozycję, nie liczy. Optymiści patrzą raczej na drogę chińską. Czy przy zachowaniu ścisłej kontroli politycznej dojdzie do uwolnienia przedsiębiorczości mieszkańców i poprawy ich sytuacji materialnej? Wszak od roku 2006 Kubańczykom zezwala się na praktykowanie religii.
Oczywiście, za plecami administracji Obamy stoi jeszcze nadal silne lobby kubańskich właścicieli, których majątek znacjonalizowała rewolucja, a którzy stanowili znaczący blok wyborczy, popierający ostrą politykę USA wobec Castro. Jego siła najwyraźniej jednak słabnie. Dziś obaj politycy sygnalizują, iż widzą potrzebę poważnych zmian we wzajemnych relacjach. A prezydent Obama właśnie poprosił Kongres o usunięcie Kuby z listy krajów popierających terroryzm.

From Russia with love

Jeszcze dobrze nie wyschły podpisy światowych  decydentów na porozumieniu z Lozanny, a już widać pierwsze konsekwencje nuklearnego ‚dealu’ z Iranem. Widać tu jak na dłoni przenikliwość i dalekowzroczność rosyjskiej polityki zagranicznej. W poniedziałek, nomen omen 13 kwietnia, prezydent Putin zezwolił na sprzedaż do Iranu obiecanych kiedyś Teheranowi rakiet przeciwlotniczych zaawansowanego systemu S 300. Jak podkreślają Rosjanie, kiedy we wrześniu 2010 roku ówczesny prezydent Miedwiediew zamroził wysyłkę tego sprzętu do Iranu, Rosja uczyniła to bez żadnego innego powodu, jak w geście solidarności i troski o bezpieczeństwo międzynarodowe. Dziś, kiedy mocarstwa porozumiały się w sprawie szkieletu porozumienia, poddającego międzynarodowej kontroli pokojowe ambicje nuklearne Teheranu, nie ma powodu aby transakcji nie dokończyć.
Mamy klarowne potwierdzenie wiedzy (umykającej czasem naszym politykom), iż Rosja jest niezbędna Zachodowi właśnie w takich kwestiach. Tę prawdę potwierdził we wtorek sam minister spraw zagranicznych Niemiec, Frank-Walter Steinmeier, przemawiając w Lubece: – “Zachód potrzebuje wsparcia Rosji w rozwiązywaniu takich międzynarodowych problemów, jak irański problem jądrowy i konflikt w Syrii, bez Rosji tych problemów prawie nie można rozwiązać“.
Moskwa chce być uznana za globalnego partnera mocarstw. I chce uznania swych szczególnych “wymagań” bezpieczeństwa. Teraz poczeka i sprawdzi, jakie wrażenie zrobiła jej “rakietowa” dyplomacja w Waszyngtonie i Tel Avivie. Poważne wzmocnienie nowoczesnym sprzętem zdolności obrony irańskich instalacji przed jakimś niespodziewanym atakiem nie przejdzie niezauważone w Izraelu, tradycyjnie utrzymującym bardzo dobre relacje z Moskwą. Utrudni też ewentualne amerykańskie reakcje na niedotrzymywanie umowy przez Teheran. Waszyngtonowi zaś właśnie rozsypał się w pobliżu Jemen, mający być przykładem skuteczności polityki administracji Obamy. Jak ostrzega chińskie przysłowie – robi się coraz ciekawiej.

WMW

Related News

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

COPYRIGHT 2014 ZYCIE PUBLISHING SERVICES. ALL RIGHTS RESERVED.