NASA rozwiązała zagadkę

Jeśli chodzi o zmiany w światowym klimacie, jeden z najbardziej widocznych i niepokojących trendów ujawniają dane o zmniejszającym się lodzie morskim w rejonie Arktyki. Jest to fakt dramatyczny i symboliczny zarazem, ze znanymi i nieznanymi konsekwencjami.
Jeden z najbardziej zażartych sporów w dyskusji o arktycznym lodzie morskim dotyczy tempa jego utraty i ryzyka sprzężeń zwrotnych, takich jak emisja metanu na dużą skalę. Ta ostatnia stanowi cechę historii Ziemi: ogromne ilości śmiercionośnego gazu są uwalniane w tempie uniemożliwiającym jego rozbicie i [następnie] duszą atmosferę. Ten efekt ogrzania w konsekwencji tworzy wzmocnione ocieplenie, które utrudnia przetrwanie planetarnemu życiu. Szacuje się, że podczas ostatniego dużego wybuchu metanu 250 milionów lat temu wymarło ponad 90% życia na Ziemi, a tempo odrodzenia biologicznej różnorodności wyniosło miliony lat.
Warstwa wiecznej zmarzliny działa niczym pokrywa na ogromnym składzie klatratów metanu [inaczej: hydratów metanu, metanowego lodu, wodzianu metanu], którego wielkość szacuje się zachowawczo na około 1.500 gigaton. Dla porównania w atmosferze ziemskiej znajduje się 5.5 gigatony metanu. Za realne ryzyko uznaje się nagłe uwolnienie 50 gigaton. Peter Wadhams, profesor fizyki oceanów oraz dyrektor Grupy ds. Fizyki Oceanu Polarnego Wydziału Matematyki Stosowanej Uniwersytetu Cambridge, wykorzystał wraz z kolegami model Sterna, aby obliczyć ekonomiczny ekwiwalent takiej emisji – otrzymał kwotę ponad 50 bilionów dolarów (mniej więcej równą światowemu PKB). Naturalnie nie byłoby nas na to stać, a świat po emisji wyglądałby zupełnie inaczej niż obecnie, praktycznie pozbawiony ludzi i innych gatunków.
Profesor Wadhams wygłosił wykład koncentrujący się na zachowaniu lodu morskiego; swoje szacunki dotyczące redukcji jego objętości na przestrzeni wielu dekad poparł danymi z łodzi podwodnych. Jako że są to obserwacje, nie sposób ich zakwestionować. Badacz od wielu lat bierze udział w ekspedycjach arktycznych na pokładzie wojskowych okrętów podwodnych, zbiera dane i uwzględnia w modelach, oblicza objętość i uzupełnia ją o powierzchnię lodu z obrazów satelitarnych. Wykazał w ten sposób gwałtowny spadek objętości lodu morskiego o 40% od późnych lat 1970-tych. Implikacje są takie, że uruchamiamy proces sprzężenia zwrotnego w postaci emisji metanu, który znacznie spotęguje globalne ocieplenie. Pogląd ten podzielają ci badacze, którzy prowadzą obserwacje regionu.
Dziwne dźwięki w Arktyce
Od pewnego czasu z dna morskiego w Arktyce słychać przerażający dźwięk. Do identyfikacji tego dźwięku wezwano kanadyjskie wojsko. Według myśliwych, niedaleko Igloolik, Nunavut słychać dziwny hałas. Nikt nie jest w stanie wyjaśnić skąd dokładnie pochodzi, ani tego co może być jego przyczyną. Zdaje się, ze problem jest poważny, ponieważ wezwano kanadyjskie Siły Zbrojne by te zbadały sprawę.
Jak donosi CBC mieszkańcy tego regionu mają różne teorie co może być przyczyną. Niektórzy uważają, że te dźwięki są spowodowane przez spółkę górniczą, która fedruje w pobliżu, podczas gdy inni uważają, że są to apokaliptyczne dźwięki. Wiadomo, że Arktyka jest bardzo atrakcyjnym regionem górniczym, turystycznym i wojskowym.
„Departament Obrony Narodowej został poinformowany o dziwnych hałasach pochodzących z obszarów Fury i Hecla Straights. Siły zbrojne podjęły odpowiednie kroki w celu aktywnego zbadania sytuacji. Doceniamy informacje dostarczone przez rząd Nunavaut i będziemy śledzić poczynania z urzędu.” odpowiedział rzecznik DND Evan Koronewski.
Jedną z teorii są dźwięki wydawane przez walenie. Profesor Stave Fergruson z Uniwersytetu w Manitobie bada ewolucję wielkich ssaków arktycznych takich jak wieloryby. Powiedział on, że jest to mało prawdopodobne, że wieloryby są przyczyną tajemniczych dźwięków.
Więc jeśli tajemniczy dźwięk nie jest spowodowany przez wieloryby, wojsko, górnictwo to możliwe, że istnieją rzeczy w Arktyce o których nie mamy pojęcia? Według wielu osób Arktyka i Antarktyda to masywne hotspoty dla nietypowych zjawisk takich jak np. UFO.
Coś roztapia lód Antarktydy od spodu
Eksperci potwierdzili teorię o „pióropuszu”, który rozgrzewa lód od dołu. Nawet sami odkrywcy byli mocno zaskoczeni.
Źródłem wysokiej temperatury jest skała, który wynosi się ku górze z płaszcza Ziemi. Specjaliści amerykańskiej Narodowej Agencji Aeronautyki i Przestrzeni Kosmicznej stworzyli model potwierdzający podejrzenia sformułowane pierwszy raz 30 lat temu przez naukowców z Uniwersytetu w Kolorado. Gorąca, płynna skała pod ciśnieniem znajduje sobie miejsce i wąskimi językami pnie się do góry, rozlewając się pod skorupą. Zjawisko to nazywane jest „pióropuszem”.
Zjawisko tłumaczy to, co dzieje się w regionie Ziemi Marii Byrd na Antarktydzie. Chodzi o aktywność wulkaniczną tam, gdzie zalega gruba pokrywa lodowa. Innymi anomaliami są szybkie topnienie, pękanie lodu i tworzenie się rzek i jezior pod jego powierzchnią, a także wybrzuszenia na powierzchni.
Pióropusz powstał wiele lat przed zlodowaceniem tego rejonu świata. Zgodnie z szacunkami było to od 50 milionów do 110 milionów lat temu.
Potwierdzenie teorii sprzed 30 lat mocno zaskoczyło samych badaczy.
NASA potwierdziła podejrzenia dzięki swoim wyliczeniom. Stworzony model pozwolił określić, ile geotermalnego ciepła byłoby potrzebne, by na Ziemi Marii Byrd lód mógł topić się w zaobserwowanym tempie. Aby upewnić się, że model matematyczny odpowiada rzeczywistości, porównali go z danymi zebranymi na Antarktydzie przez ekipy NASA.
Podwodny sopel śmierci?
Za pomocą specjalistycznych, podwodnych kamer poklatkowych udało się zarejestrować zjawisko wypychania solanki z pokrywy lodowej, która ze względu na swoje wysokie zasolenie tonie zamrażając wszystko co napotka na swej drodze, także organizmy żywe jakie jak jeżowce czy rozgwiazdy.
Zamarzająca woda morska nie tworzy lodu jaki wytwarzamy w naszych zamrażarkach. W tym ostatnim przypadku mamy do czynienia ze stałą, gęstą bryła, podczas gdy z wody morskiej tworzy się coś w rodzaju lodowej gąbki – sieci malutkich kanalików solankowych.
Zimą temperatura powietrza może być niższa niż -20 ° C podczas gdy temperatura wody morskiej pod pokrywa lodową wynosi tylko około – 1.9ºC. Przy takiej różnicy temperatur następuje naturalny przepływ ciepła z morskiej wody do bardzo zimnego powietrza. Właśnie w ten sposób powstają od dołu kolejne warstwy lodu. Sól znajdująca się w nowo powstałej warstwie lodu jest wypychana z kanałów solankowych powłoki lodowej a ponieważ jest ona mocno zasolona – przez co gęstsza od wody – tonie.
W ten sposób solanka zmienia się w opadający w kierunku morskiego dna pióropusz. Jednak ze względu na ekstremalne zimno solanka wypychana przez lód zamraża wodę morską, z którą wchodzi w kontakt. W ten sposób tworzy się delikatna lodowa rurka otoczona słonym pióropuszem. Tak powstaje brinicle (nazwa zjawiska nadana przez naukowców). Ten fenomen występuje zarówno w Arktyce i Antarktyce, jednak nagranie go wymaga anielskiej cierpliwości.

Related News

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

COPYRIGHT 2014 ZYCIE PUBLISHING SERVICES. ALL RIGHTS RESERVED.