Najpiękniejsze miejsca w Portugalii

Każdy kraj ma miejsca, z których jest szczególnie dumny. My pojechaliśmy do Portugalii, by zobaczyć jej „perełki”. Kiedy ustaliłam trasę, pokazałam mężowi mój kunsztowny plan. – Widzę, że większość zabytków znajduje się też na liście UNESCO – uśmiechnął się mąż.
Pierwszą noc spędziliśmy w Lizbonie. Po śniadaniu pojechaliśmy do Belém. – Tutaj znajdują się aż dwa z listy siedmiu cudów Portugalii – poinformowałam męża. Zobaczyliśmy wieżę obronną Torre de Belém (zdjęcie powyżej), która w XVI wieku strzegła portu przed piratami. Dziś jest symbolem miasta ze świetnym widokiem na Ocean Atlantycki. – Wyobrażam sobie statki żeglarzy wypływające stąd w kierunku nieznanych lądów – rozmarzyłam się.
Drugim pięknym obiektem na naszej trasie był klasztor Hieronimitów (Mosterio dos Jeronimos). Tę wspaniałą świątynię ufundował król Manuel I po szczęśliwym powrocie w 1499 r. Vasco da Gamy z rejsu do Indii. Od imienia fundatora styl w jakim zbudowano ten klejnot architektury nosi nazwę manuelińskiego. Gotycką surowość połączono tu z przepychem renesansowych ozdób i orientalnymi akcentami.

– Te wszystkie okna, kolumny to misterna, koronkowa robota – podziwiałam pracę dawnych mistrzów. Świątynia skrywa w sobie grobowce rodziny królewskiej i podróżnika Vasco da Gamy. Spacer zakończyliśmy w znanej cukierni Pastis de Belém, którą rozsławiają pastéis de nata, babeczki zapiekane z budyniem. – To też portugalska perełka – uśmiechnęłam się do męża. Następnego dnia pojechaliśmy w region Centro na północ od Lizbony.
Pierwszym miejscem na trasie był niezwykle ozdobny klasztor w Batalha. Ufundował go król Jan I w 1385 r. w miejscu zwycięskiej bitwy z Kastylijczykami. – Podobno miejsce budowy wskazała strzała, którą wystrzelił kusznik po wygranej bitwie – wyczytałam z folderu. Zaskakujące są tu tzw. Niedokończone Kaplice. – Spójrz, one nie posiadają dachu! Sklepieniem jest niebo – spoglądałam na przepływające ponad wnętrzami chmury. Na obiad poszliśmy do lokalu, który uwiódł nas nazwą, Burro Velho, czyli Stary Osioł i pysznym dorszem w cieście.
Zanocowaliśmy już w Fatimie. Będąc tam nie mogliśmy nie zobaczyć najsłynniejszego na świecie sanktuarium. Sercem kompleksu jest ogromny plac pielgrzymkowy. Nad nim dominuje 65-metrowa wieża bazyliki Matki Boskiej Różańcowej. My poszliśmy do maleńkiej Kaplicy Objawień. – To miejsce, w którym Matka Boska pokazała się trójce pastuszków – szepnęłam do męża, kiedy byliśmy w środku. – W 2017 r. odbędą się tu uroczystości związane ze stuleciem fatimskiego objawienia – przypomniał mąż. Z sanktuarium pojechaliśmy zobaczyć położoną w górach Aire jaskinię św. Antoniego. To wspaniały podziemny świat, gdzie rzeźbiarzem jest… woda.
– Jaskinia nie jest co prawda na liście portugalskich cudów, ale to świat dziwów natury – oglądałam nacieki przypominające szkielety zwierząt. Nasyceni urokami przyrody, pojechaliśmy zobaczyć Alcobacę. To miasto jakich wiele w Portugalii. Ale posiada jeden zabytek, który przyciąga turystów, imponujące opactwo Santa Maria de Alcobaca. – To największa gotycka budowla Portugalii – pochwaliłam się wiedzą. Zachwyciła nas ogromna, surowa przestrzeń jego wnętrza i misternie zdobione dwa grobowce. – Leżą w nich nieszczęśliwi kochankowie, król Pedro I i dwórka Ines de Castro. Są blisko siebie, by po zmartwychwstaniu mogli się zobaczyć – czytałam w przewodniku.
Dzień przed odlotem spędziliśmy w zamku i zarazem klasztorze portugalskich Templariuszy w Tomar. Budowano go od XII wieku przez następne pięćset lat. Dziś wpisany jest na listę światowego dziedzictwa UNESCO. Najbardziej podobały mi się przestronne krużganki. Z tarasów renesansowego, najpiękniejszego z nich, w pełni mogliśmy podziwiać ogrom budowli. Na kolejnym zobaczyliśmy wspaniałe okno ozdobione rzeźbami egzotycznych kwiatów i owoców wplecionych w morskie motywy.
– Zobacz, a to krużganek, na którym rozdawano chleb żebrakom – wskazałam mężowi ten mniej ozdobny. Z zamku zeszliśmy malowniczymi uliczkami Tomar. Na obiad wybraliśmy nastrojową, małą restaurację. Spośród regionalnych dań wybraliśmy kaczkę zapiekaną w ryżu i marynowane gruszki. Wszystko było palce lizać! Udało nam się zobaczyć tylko część najpiękniejszych budowli Portugalii. Przed nami kolejna wizyta. Muszę ją tylko dobrze zaplanować…

Wanda Chwalibóg

Related News

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

COPYRIGHT 2014 ZYCIE PUBLISHING SERVICES. ALL RIGHTS RESERVED.