Młodość nie wieczność

kajaBoimy się różnych rzeczy. Wysokości, zbyt ciasnych lub zbyt rozległych przestrzeni, wody, pająków, choroby, wojny, zagłady, straty. Najbardziej jednak boimy się rzeczy nieuniknionych, takich jak czas.
Mając zaawansowaną technologię, superszybkie samoloty, wszelkie zdobycze nauki i błyskawicznie rozwijającą się medycynę, wiąż nie potrafimy się pogodzić z jego upływem. Przerażają nas zmarszczki, siwe włosy, przykrótki oddech, spadające libido. Jest botox, są skalpele, jest viagra i cialis, są bomby witaminowe, odżywki, farby kryjące siwiznę i preparaty na porost włosów. Czas jest jednak niezłomny. Nieprzekupny. Niezaprzeczalny. Pozwoliliśmy sobie wmówić, że tylko młodość jest piękna. Że tylko młodzi, chudzi, urodziwi, bogaci, dobrze przyodziani, modnie ostrzyżeni, ustawieni na odpowiednich stanowiskach, oczytani, uzdolnieni i inteligentni mają prawo do szczęścia.

z BabciaOdsuwamy do siebie wizję starości w najdalsze zakamarki świadomości, a kiedy któregoś dnia zaczyna dawać o sobie znać, nie chcemy się na nią zgodzić. Jest naturalną koleją rzeczy. Nie da się jej pominąć. Nie sposób jej zaczarować, przemilczeć i unicestwić.  Moja Babcia ma 87 lat. Pieli grządki na działce, która została jej po komunistycznych czasach, dziadku i jego wieloletniej pracy w Elektromontażu, myje wiosną okna (trochę narzeka potem przez kilka dni, że wszystko ją boli) i zajmuje się kilkorgiem prawnucząt. Ma komórkę. Nie pisze SMSów, ale umie je odebrać i przeczytać. Nie zna się na komputerach, bo nie ma takiej potrzeby. Pisze do mnie listy, jako jedyna, po banku i Niagara Peninsula Energy Inc. Moja Babcia jest piękna i samodzielna. Nigdy nie dałaby sobie niczego wstrzyknąć w czoło. Pochodzi z innej epoki. W niektóre dni pamięta wojnę lepiej niż to, co ktoś jej opowiedział w zeszłą sobotę. Moja Babcia nie lubi starych ludzi – mówi, że zawsze na wszystko narzekają i rozmawiają tylko o chorobach i śmierci.

Przez setki lat ludzie czerpali wiedzę od starszyzny. Sędziwy wiek gwarantował posłuch i szacunek, a siwa głowa była synonimem mądrości. Tradycje, historię, zasady, zaklęcia i przepisy przekazywano z pokolenia na pokolenie. Dziś wystarczy wpisać zagadnienie w wyszukiwarkę Google. Nikt nie potrzebuje bibliotek, nikt nie potrzebuje starczych wywodów o tym, jak to onegdaj bywało. Internet wie wszystko. Tyle, że żadna wyszukiwarka, żaden internetowy portal nie upiecze placka z wiśniami, nie zaparzy herbaty w staromodnej szklance z metalowym koszyczkiem, nie wyjmie z przepastnej szafki aroniowej nalewki i nie naleje jej z błyskiem w oku do kryształowych kieliszków.  Może i mamy natychmiastowy dostęp do wszystkich informacji  z całego świata, zagubiliśmy jednak umiejętność czerpania mądrości od innych, tych którzy widzieli i przeżyli więcej, tych którzy są wciąż żywym świadectwem historii. Odpychamy starość.  Denerwujemy się na jej powolność, niezdecydowanie, na drżenie dłoni, nazbyt opieszale płacących za zakupy, na ociężałość nóg wychodzących z tramwaju, a gdy staje się trudna, gdy zaczyna pochłaniać nasz, jakże cenny czas – oddajemy ją pod opiekę innych, tłumacząc samym sobie, że tak na pewno będzie lepiej dla wszystkich.

Ekwador, Cuenca, lokalny targ (4) Ekwador, Cuenca, lokalny targ (6) Ekwador, Cuenca, lokalny targ (5) Ekwador, Cuenca, lokalny targ (2) Ekwador, Cuenca, lokalny targ (3) Ekwador, Cuenca, lokalny targ (1)

Jasno wynika z moich obserwacji, że im biedniejszy kraj, im słabiej rozwinięte społeczeństwo tym więcej w nim miejsca i szacunku dla starości. W ekwadorskim miasteczku Cuenca, na lokalnym targu, staruszki trzęsą handlem. Pęczki marchewki, spuchnięte głowy kalafiorów,  popakowany w plastikowe torebki bób, trzy cherlawe cebule nadają sens ich codzienności, wyznaczają granice czasu, pozwalają czuć się potrzebnym. Na indonezyjskiej wyspie Lombok starowinki z plemienia Sasak żując liście betelu, przędą nici na tkane tu ręcznie kilimy, szale i obrusy. W zagubionych w bujnej, tropikalnej roślinności laotańskich wioskach nad brzegami Mekongu suszą ryż, doglądają kur i zajmują się maluchami. Nie mają wiele. Tyle co nic, trochę ryżu, słońca i świeżego powietrza. Są jednak do końca swoich dni istotną częścią społeczeństwa i własnych rodzin. Nie zmarszczki, brak sił i żylaki są najtrudniejsze w starości – najtrudniejsze jest poczucie odrzucenia. Zbędność. Lombok Indonesia plemie Sasak (3) Lombok Indonesia plemie Sasak (1)Lombok Indonesia plemie Sasak (2) Laos, wioska nad mekongiem (1) Laos, wioska nad mekongiem (2)
Za najlepszy przykład szacunku dla starości przytacza się zazwyczaj kultury azjatyckie. Ma ona wynikać z nauk Konfucjusza opartych na synowskim oddaniu. Statystycznie ¾ starzejących się rodziców w Korei Południowej, Chinach i Japonii żyje ze swoimi dorosłymi dziećmi i ich rodzinami. Statystyki, podobnie jak sami Japończycy,  milczą jednak o mrocznych tajemnicach świętej góry Fuji, gdzie do niedawna jeszcze wyprowadzano i zostawiano w lasach niepotrzebne nikomu staruszki. Statystyki nie ruszają komunistycznej propagandy Chin, nawet jeśli tamtejsze prawo gwarantuje seniorom „częste odwiedziny dzieci bez względu na dzielącą ich odległość – zaniedbanie których skutkuje karą grzywny lub więzienia”. Jeśli państwo musi prawnie regulować rzeczy tak fundamentalne jak opieka nad starzejącymi się rodzicami, nie powinno być stawiane za przykład jakichkolwiek wartości.  Chełpiąca się szacunkiem dla starości kultura hinduska coraz szybciej zrównuje się z obojętnością cywilizacji Zachodu, a nawet ją wyprzedza – złe traktowanie, fizyczna i psychiczna przemoc coraz częściej pojawiają się w relacjach niedołężna babcia – goniący za karierą wnuczek.
Tracimy cierpliwość. Nie mamy czasu. Zapominamy, że młodość nie wieczność.
Każda babcia, babuleńka i starowinka na świecie jest na swój sposób piękna. Lubię fotografować starość tak samo, jak lubię fotografować dzieci. Ludzie pomiędzy nimi, ci wszyscy goniący za kasą i karierą, zblazowani, nudni dorośli, wydają mi się zupełnie nieciekawi. Staruszkowie i dzieci mają ze sobą wbrew pozorom bardzo wiele wspólnego. Są podobnie bezbronni, narażeni na okrucieństwo, skazani na łaskę i niełaskę tych, którzy powinni o nich dbać, a którzy w tak wielu krajach skazują ich na żebraczy los. Umorusane, zapłakane dziecko topi serce turysty tak samo, jak trzęsąca się, naznaczona brązowymi plamkami czasu, pomarszczona dłoń. My, ludzie, najinteligentniejsza forma bytu na planecie Ziemia, jesteśmy czasami zupełnie beznadziejni.
Jest taka piosenka Geppert, „Landrynki”, przy której zawsze chce mi się płakać.
„Spóźnili się na pociąg świata odtąd czekają, jak z bicza trzasł przemknęły lata czas w miejscu stanął.
W gazetach krzyży rośnie rząd nad kolegami przed wojną to w szwach pękał dom a teraz sami.”
Byłam miesiąc temu w Lewiston, NY na koncercie Blue Rodeo. Widziałam radosnych staruszków tańczących w kowbojskich kapeluszach. Nie wyglądali na zamożnych. Wyglądali na szczęśliwych. Chciałabym docze- kać czasów, kiedy para polskich staruszków, w papuzich strojach, z uśmiechem i lekkością ducha przyjdzie potańczyć na jakiś piknik. Być może będę to ja z Pawłem za kilkadziesiąt lat. Może to właśnie będzie ta nasza słynna rewolucja.

REKLAMA_australia_kolorKaja Cyganik
www.wycieczki.ca
kaja.cyganik@gmail.com

Related News

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

COPYRIGHT 2014 ZYCIE PUBLISHING SERVICES. ALL RIGHTS RESERVED.