Między ustami a brzegiem pucharu

kajaLatem, kiedy na pienińskich halach wypasano kierdele owiec, podczas wakacyjnych wędrówek i górskich wycieczek, zaglądaliśmy często do mijanych bacówek – wędziły się oscypki, serwatka odciekała z bundzu, a zsiadłe mleko można było kroić.
Kilkaset kilometrów dalej na północ, mazurskie starowinki sprzedawały kajakarzom z pomostów na Hańczy i Krutyni świeże, aromatyczne jagodzianki i kompot z agrestu. Latem nie pijało się kawy ani herbaty. Co innego jesienią, czy w mroźnie zimowe wieczory. Parujący napój, obojętne z czego i w jaki sposób powstał, w każdej niemal kulturze, ma znaczenie niemal magiczne. Pierwsze pytanie gdy wpadamy do kogoś z niezapowiedzianą wizytą zazwyczaj brzmi – to czego się napijesz? Gorąca czekolada to komfort i pocieszenie, nad kawą można przegadać godziny, popołudniowa herbata zawiera dozę elegancji, lekką nutę egzaltacji i obietnicę chwili wytchnienia. O jednoczącej sile wspólnego picia (i od razu uprzedzam, że nie o standardowych trunkach wysokoprocentowych będzie tu mowa, bo to rzecz jasna jak słońce) wiedzieli nasi dziadkowie, pradziadkowie, ludy starożytne i pierwotne.

Kava kava

Wioska Navilawa leży w górach, z dala od cywilizacji. Dojeżdżamy jeepami z napędem na cztery koła, zatrzymując się po drodze by popatrzeć na poszarpane, wulkaniczne pasmo Parku Narodowego Koroyanitu. W wiosce owijamy skrzętnie gołe nogi niebieskimi chustami i siadamy na podłodze pokrytej wyplatanymi matami. Przed nami mistrz ceremonii i kilku mężczyzn – powitanie to dziwaczny, jednostajny gulgot, przechodzący w zawodzą- cy śpiew i rytmiczne klaskanie, mieszający się z ptasimi trelami, płynącymi przez szerokie okna, które nigdy nie poznały chłodu szyby. Dach i ściany z blachy falistej, pod sufitem rysunki dzieciaków, kolorowe odciski dłoni podpisane imionami. Na środku stoi duża drewniana misa i zwykłe plastikowe wiadro. Trwają przemowy, gospodarze sprawiają wrażenie zafrasowanych – wciąż nie wiemy czy zdecydują się nas przyjąć i zaakceptować jako przybyszy, czy też raczej zjeść.  Jakby nie było ostatniego człowieka zjedzono tu w 1867 roku, kiedy to w innych częściach świata Alfred Nobel wynalazł dynamit, Johann Strauss skomponował „Nad pięknym modrym Dunajem”, a Stany Zjednoczone kupiły od Rosji Alaskę. Śpiewy cichną, zaczyna krążyć miseczka bilo w kokosowej łupiny z podejrzanie brunatną cieczą. Nie ma rady – trzeba wypić.DSC_0107 DSC_0046 DSC_0055
W kulturze mieszkańców Fiji bardzo głęboko zakorzeniony został zwyczaj picia kava kava (pieprz metystynowy). To ten właśnie napój robiony ze sproszkowanego, suszonego korzenia, pozwolił przetrwać wyspiarskim mitom, starym wierzeniom, legendom i bohaterom. Kava ma znaczenie religijne, polityczne i kulturowe. Od tysięcy lat pije się ją w celach leczniczych i relaksujących. Wycisza, uspokaja, ułatwia zasypianie, wprowadza w stan błogiego lenistwa, rozluźnia mięśnie nie zaburzając przy tym jasności umysłu. W przeciwieństwie do alkoholu, tłumi skłonność do agresji, gniewu i hałasowania, a jej lekkie działanie psychoaktywne teoretycznie nie uzależnia. Regularnemu spożywaniu kava kava towarzyszy uczucie lekkiego mrowienia w ustach i gardle, zdarza się także, że napój zwiększa przyjemność czerpaną z seksu. Przy jej pomocy leczy się stany lękowe i depresyjne, a przedawkowanie jest teoretycznie nierealne, ze względu na konieczność konsumpcji ogromnych ilości tej rośliny.
Kava kava pojawia się podczas powitalnych ceremonii w większości kultur Polinezji – na Vanuatu, Hawajach, Melanezji i niektórych częściach Mikronezji. Próbowały jej takie osobistości jak: Jan Paweł II, Elżbieta II czy Hillary Clinton. Jednak, jak wynika z ostatnich badań, pochodne rośliny, chociażby powstające z korzenia kava tabletki przyjmowane bez odpowiedniego dozowania, mogą spowodować poważne uszkodzenie wątroby.  W Polsce, jako jedynym z krajów UE, kava kava jest rośliną na tyle podejrzaną, że posiadanie roślin żywych, suszu, nasion, wyciągów oraz ekstraktów jest tutaj nielegalne i grozić może nawet karą więzienia.

Chicha morada

Chata jest niewielka, ciemna, ale idealnie wysprzątana. W wiklinowym koszyku piętrzą się wielobarwne kolby kukurydzy – biała, żółta, bordowa, a nawet czarna i fioletowa. DSC_1011 DSC_1027Morada. Piec, glinianie naczynia i dzbany, w rogu zagródka z pokaźnym stadem świnek morskich. Przysadzista gospodyni leje nam w plastikowe kubki inkaskie piwo.
W Peru występuje kilkaset odmian kukurydzy. Choclo, jasna o dużych, słodkich koralach, najlepiej smakuje gotowana, parująca, serwowana prosto z gara na targu w Cuenca. Morada o głębokim, fioletowym odcieniu, używana jest głównie do produkcji tradycyjnego napitku peruwiańskich ludów andyjskich – Chicha morada (czyt. „czicza morada”). W oryginalnej wersji napój powstaje w procesie gotowania kukurydzy, ananasów, cynamonu i goździków  w roztworze wody i cukru, choć należy pamiętać, że dziś głównie produkuje się go na masową skalę, butelkuje i sprzedaje w zwykłych supermarketach. Inne odmiany kukurydzy służą natomiast do przyrządzania inkaskiego piwa  (chicha) – lekko fermentowanego, o stosunkowo niskiej zawartości alkoholu. W okolicach Cuzco do inkaskiego piwa dodaje się truskawki – tę wersję zazwyczaj wybierają kobiety. W Świętej Dolinie Inków praktycznie każde domostwo produkuje swoją własną chichę, o czy informuje wywieszona przed drzwiami flaga w odpowiednim dla danej wioski kolorze. W Puno chicha powstaje z popularnej ostatnio na naszym kontynencie kaszy quinoa, a w rejonie Ayacucho z jęczmienia, pszenicy i ciecierzycy. Używa się jej także w kuchni, jako substytutu wina, na przykład w gulaszu z koźliny.

Kwas chlebowy

DSC_0917 DSC_1020Jedziemy trzeci dzień.  Gramy w karty, czytamy książki, gadamy. Pociąg miarowo toczy się po torach. Brzozy, rozsypująca się wioska, brzozy, rozsypująca się fabryka, brzozy, trochę iglaków, skrawek przestrzeni, brzozy… Nad ranem suszy. Kolejna stacja, zimno jak w psiarni, babuszek ani widu ani słychu. Na każdym peronie niewielki kiosk, w kiosku kwas w dużych, półtoralitrowych butelkach. Nic nie gasi pragnienia tak dobrze jak kwas. Każdy Rosjanin dobrze o tym wie.
Narodowy napój Rosji i Ukrainy, którego tradycje sięgają XVI wieku, powstaje  w procesie fermentacji żytniego pieczywa. Ma jasnobrązowy kolor, naturalnie słodko-kwaśny zapach i smak pieczonego chleba. Każda rosyjska kobieta wie jak go przygotować, choć dziś większość produkcji załatwiają fabryki. Kwas w Rosji znaczy tyle, co Coca-Cola w USA.

Magic mushrooms

Na Bali twarde narkotyki i zioło są nielegalne – legalne są magiczne grzybki (magic mashrooms), z których robi się magiczny napój o smaku truskawkowym lub pomarańczowym (na bazie Fanty) i lekkim działaniu halucynogennym. W zależności od nastroju, w jakim jest on spożywany można dostać głupawki lub zalać się łzami na kolejne dwie godziny. Grzybki rosną na krowim łajnie, ale to przybywającym na Bali turystom jakoś  specjalnie nie przeszkadza.

Mewie winoDSC_0692 DSC_0687

Z nalewek na skorpionach i kobrach słynie Azja Południowo-Wschodnia. W butelkę nabija się je w Tajlandii, Kambodży i Laosie.
Eskimosi lubują się w mewim winie. Przepis?
Włóż mewę do butelki (jak tego dokonać wiedzą zapewne tylko oni sami). Nalej wody. Postaw na słońcu w poczekaj na fermentację. Gotowe. To czego się napijesz?

2014_tajlandiaKaja Cyganik
www.wycieczki.ca
kaja.cyganik@gmail.com

Related News

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

COPYRIGHT 2014 ZYCIE PUBLISHING SERVICES. ALL RIGHTS RESERVED.