Marzyć i mierzyć wysoko!/Smutna pamięć o 13 grudnia

Marzyć i mierzyć wysoko!

Tak można by podsumować sejmowe expose nowego Prezesa Rady Ministrów, Mateusza Morawieckiego. Nie było to typowe przemówienie polskiego polityka. Dumne i patriotyczne, mocno zakotwiczone w historii lecz jednocześnie bardzo nowoczesne, techniczne, wręcz ‘korporacyjne’. Nakreślono program zadaniowy, od środowska po cybernetykę, wyznaczono obszary koncentracji wysiłku państwa, wskazano na konieczność długoterminowego planowania.
Część opozycji wskazywała w debacie, iż to nie program lecz “marzenia i życzenia”. Kiedy się słucha wystąpień liderów “państw poważnych” – USA, Brytanii czy Francji – uderza z nich duma i optymizm. Kreślone są śmiałe wizje i deklarowana jest determinacja w ich realizacji. Takie właśnie przemówienie usłyszeli Polacy w Sejmie 12 grudnia 2017, z ust nowego premiera. Jego realizacja ustawić ma Polskę na drodze do gospodarczej suwerenności i politycznej stabilności. Powodzenia!

Smutna pamięć o 13 grudnia

Pamiętamy? Gdzie byliśmy tamtej pamiętnej nocy, 36 lat temu? Miliony, dziesiątki milionów ludzkich losów zmieniła nieodwracalnie “noc generałów”. Zduszono bezprecedensowy w dziejach współczesnej Europy – nie tyko jej wschodniej części! – wolnościowy zryw społeczeństwa. Zniszczono wielką, radosną nadzieję na pokojową zmianę polityczną i poprawę warunków życia. “Karnawał Solidarności” krwawo wgniotły w śnieg pancerne gąsienice, z rozkazu generałów LWP, sowieckich z ducha, choć w polskich mundurach.
Klęska zrywu “Solidarności” zaowocowała gospodarczym załamaniem oraz społeczną apatią. Do dziś borykamy się z jej skutkami. Do dziś żyjemy w układzie wytworzonym przez zwycięski reżym. Sztandar PZPR wreszcie “wyprowadzono”, ale ludzie o mentalności konfidentów, te “czerwone dynastie”, umocowane w kluczowych regionach struktur państwa, pozostały wpływowe do dziś.
Jakże gorzka jest konstatacja, iż mimo morza informacji ujawniających prawdziwą naturę PRL, nadal są ludzie uważajacy Polskę Ludową za “fajne” państwo, gdzie żyło się dostatnio! Swoistą ironią losu jest fakt, iż dopiero dziś, po tylu latach od czasów, kiedy w Polsce “skończył się komunizm” dokonywana jest – z ogromnym oporem lokalnych kast – dekomunizacja przestrzeni publicznej, usuwane są nazwy ulic poświęcone komunistycznej władzy i sowieckiej dominacji. Jednocześnie w sumie cicho jest o ofiarach stanu wojennego. Rację ma red. Kinga Hołocińska, organizatorka warszawskiego marszu pamięci najmłodszych ofiar stanu wojennego – Grzegorza Przemyka i Emila Barchańskiego – iż tym, którzy zasiedli do rozmów z komunistyczną bezpieką, trudno było przypominać o ofiarach bandytyzmu SB i MO. Zapewne, kiedy się piło wódkę z Kiszczakiem, kiedy umawiano się na wysokie stanowiska, apanaże i współudział we władzy za cenę legitymizacji komuny, to najwyraźniej nie wypadało domagać się ukarania winnych zbrodni. I dlatego do dziś nikogo za nie nie rozliczono. Nikt nie poniósł odpowiedzialności za zabicie górników z “Wujka”. Tak, są dziś tablice i pomniki, ale jednocześnie jest to milczące przyzwolenie na relatywizowanie odpowiedzialności za zbrodnie. Wczorajszy lider “S”, Frasyniuk idzie dziś pod rękę, w marszu opozycji z płk. Mazgułą, otwarcie pochwalającym stan wojenny. Czy można bardziej sprzeniewierzyć się cieniom poległych ofiar stanu wojennego?
Przez lata wmawiano Polakom, iż wprowadzenie stanu wojennego było “mniejszym złem”. Przypominano obowiązującą blok wschodni “Doktrynę Breżniewa”, na podstawie której dokonano 12 lat wcześniej inwazji Czechosłowacji. Już wtedy, po 13 grudnia, w mniej lub więcej zawoalowanej formie, zasłaniano się zagrożeniem sowiecką interwencją. Ta wersja stała się dla ówczesnych elit opozycji “obowiązująca” już po realizacji umowy “Okrągłego Stołu”. W “obronie” Jaruzelskiego, w czołobitności wobec Kiszczaka, mianowanego wręcz “człowiekiem honoru”, prym wiodła GW red. Michnika. Spora część polskiego społeczeństwa dała wiarę tej kłamliwej propagandzie.
Dziś ujawnione dokumenty, także sowieckie, wyraźnie dowodzą, iż to Wojciech Jaruzelski zabiegał o sowieckie wsparcie. Tak, Sowieci mieli plany interwencji, ale w grudniu roku 1980! W rok później naciskali na “polskich towarzyszy”, aby rozwiązali problem własnymi rękoma. Po wejściu do Afganistanu, po objęciu rządów w Waszyngtonie przez ekipę Reagana, sytuacja międzynarodowa wymagała od Kremla większej ostrożności. Kolejna inwazja byłaby bardzo kosztowna.
Zachowane notatki z wizyty Jaruzelskiego w Moskwie, w listopadzie 1981 pokazują, że polski gensek nie kierował się żadnymi względami patriotyzmu – lecz za wszelką cenę starł się zabezpieczyć interesy reżymu komunistycznego w PRL, prosząc wręcz “towarzyszy radzieckich” o militarną inwazję, gdyby plany pacyfikacji “Solidarności” własnymi siłami nie powiodły się. Te wszystkie profesorskie autorytety, z takim przekonaniem broniące motywacji Jaruzelskiego, doszukujące się w jego działalności patriotycznych pobudek, romantycznej postawy Wallenroda, racjonalizujące brutalne i tępe zduszenie 10-milionowego ruchu społecznego “Solidarności”, powinny dziś posypać głowy popiołem!
Jak przenikliwie wskazywał George Orwell, “kto kontroluje przeszłość, kontroluje przyszłość”. W 36 lat po wprowadzeniu stanu wojennego konieczny jest ogromny wysiłek, aby w pamięci młodych pokoleń Polek i Polaków, ale także w pamięci świata zewnętrzego, utrwalić prawdę o wspaniałym przykładzie polskiego dażenia do Wolności. To część uniwersalnej historii ludzkiego oporu wobec totalitaryzmu, politycznego i duchowego zniewolenia. W świecie relatywizującym winy, w świecie “fake news”, konieczna jest stała walka o zachowanie prawdy historycznej. Jeśli nie będziemy czynić tego my, to kto?
WMW

Related News

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

COPYRIGHT 2014 ZYCIE PUBLISHING SERVICES. ALL RIGHTS RESERVED.