Louis Riel – kanadyjski bohater nieznany

Bieżący rok, znaczący 150 rocznicę powstania Dominium Kanady, owocuje rozmaitymi inicjatywami, mającymi przybliżyć współczesnym mieszkańcom tego wspaniałego kraju rozmaite epizody jego wcale nie tak krótkiej historii. Oficjalnie obchodzone kanadyjskie “150-lecie” dotyczy wszak jedynie tego ostatniego etapu dziejów kontynentalnego giganta, znanego jako Dominion of Canada. Angielska dominacja opowieści o kanadyjskiej historii nie powinna przesłaniać prawdy o naturze tej historycznej, ludzkiej mozaiki, jaka przez wieki tworzyła naszą unikatową wspólnotę, od ponad 400 lat z udziałem Europejczyków.
Świadomość potrzeby “uwolnienia” kanadyjskiej narracji z gorsetu “brytyjskiego postępu” przybiera rozmaite formy, dziś zwłaszcza akcentując role ludności autochtonicznej. Ale częścią naszej historii są także dzieje oddzielnej ludzkiej rasy, stworzonej w efekcie migracji białych ‘eksploratorów’ tej części kontynentu i ich naturalnych związków z kobietami ludności tubylczej. Tak jak w koloniach hiszpańskich mamy do czynienia z kulturą kreolska, tak w Ameryce Północnej mamy rasę Metysów. Francuscy traperzy w trakcie swoich długoletnich wędrówek za bobrzymi skórkami czy osiedlający się na odludnych połaciach zachodniej Kanady, wiążąc się z indiańskimi dziewczynami dawali początek nowej rasie, dumnej mieszaninie dwóch strumieni krwi, związanej z kulturą ziemi, ale już odrębną, zakorzenioną w katolickiej kulturze, rozprzestrzenianej z terenu Nowej Francji.
Częścią owej “nowej narracji”, inicjującej w zamierzeniu debatę o prawdziwej naturze kanadyjskiej tożsamości, stała się 50 lat te- mu… opera, napisana specjalnie na obchody Stulecia Konfederacji przez kompozytora Harry Sommersa, z libretem Mavora Moore i Jacquesa Languiranda. W roku obecnego jubileuszu The Canadian Opera Company uzna- ła za celowe wznowienie tego dzieła, uzupełnionego o nową – oddającą wrażliwość na odczucia współczesnych “aborygenów” – o- prawę artystyczną autorstwa reżysera Petera Hintona.
“Louis Riel” to ubrana w operowy kostium (nękająca słuch konserwatywnego melomana brzmieniem muzyki lat 70-tych), śpiewana czy też bardziej melodyjnie recytowana narracja historyczna, lekcja dziejów, opowieść o etnicznej dumie pomieszanej z religijnym uniesieniem, nieomal szaleństwem. To świadectwo beznadziejnej obrony praw pierwotnych wspólnot wobec imperialnego projektu państwowego Brytyjskiej Ameryki Północnej.
Tłem tej romantycznej (a może właśnie klasycznie greckiej) tragedii, spowitej w mrocznej oprawie nieuchronnej klęski, opowieści o rebelii wolnych osadników są realia historyczne tego regionu, który dziś nazywamy „zachodnią Kanadą”. Zanim jeszcze brytyjscy imperialiści wyznaczyli granice swych kolonialnych jurysdykcji, komercjalne interesy połowu ryb i skupu bobrzych skórek, najbardziej wartościowego towaru jaki mogły oferować nienasyconym odbiorcom towaru w Europie nieprzebyte knieje pierwotnej kanadyjskiej puszczy, stworzyły “Kompanię Zatoki Hudsona”. Zalegalizowana królewskim patentem już w roku 1670, (patrząc na historię Ameryki –  już w cztery lata po przejęciu przez Brytyjczyków Nowego Yorku), dziś najstarsza w świecie zachodnim “The Hudson Bay Company” otrzymała na wyłączne zarządzanie i eksploracje rozległe tereny zlewiska Zatoki Hudsona – tak zwane „Rupert’s Land”.  Na zachodzie władzy HBC podlegały penetrowane przez francuskich osadników rejony Red River. Kiedy powstało Dominium Kanady, borykający się z trudami administracji cywilnej gubernatorzy Kompanii postanowili w końcu pozbyć się trosk i sprzedać “swoje” tereny nowemu Dominium. Finalizowana w marcu roku 1869 transakcja oddawała nowe tereny rządowi w Ottawie, który miał w planach nową organizację prowincji, otwartej na szeroki strumień imigracji z rozrastającego się Ontario. To właśnie wizja ontaryjskiej, brytyjskiej i protestanckiej fali osadników pobudziła do oporu i samoorganizacji w Narodowy Komitet Metysów, francuskich z języka i kultury, a katolickich z religii, Matysów z Red River Colony. Na ich czele, początkowo jako sekretarz, a potem prezydent, stanął młody, zaledwie 25-letni, wykształcony w Montrealu zdolny orator, Louis David Riel.
Kim był ów zupełnie chyba nieznany szerszej publiczności (a podobno najbardziej analizowany przez kanadyjskich intelektualistów), przywódca straconej sprawy? Obiecujący kleryk, student prawa, rebeliant, niefor- malny premier, trzykrotnie wybierany poseł do parlamentu, banita, zdrajca-skazaniec, szaleniec rojący o Boskim posłannictwie, mityczny lider Metysów – dziś zaś jeden z “Ojców Założycieli” kanadyjskiej Manitoby, którego portret uroczyście dodano do galerii politycznych liderów prowincji, zdobiącej główny hall dostojnego, prowincjonalnego “Kapitolu” – Legislatury Manitoby.

***

Przyspieszamy, obiecując powrót do lat tworzenia przez Riela Manitoby. Akurat w tych dniach mijają 132 lata od nieomal zapomnianej majowej batalii “Northwest Rebellion” roku 1885, zakończonej pobiciem sił Metysów w bojowym spotkaniu pod Batoche, przez ekspedycyjne siły The Royal Regiment of Canada. Rebelią Matysów z Sasketchewan dowodził Louis Riel.
Wiele lat temu piszący miał okazję zetknąć się ze swoistym ceremoniałem i dumną tradycją brytyjskich, ochotniczych pułków Kanadyjskich Sił Rezerwy. Wspomniany Royal Regiment of Canada, zlokalizowany dziś w barakach Canadian Forces, w centrum Toronto przy terenach CNE, od 132 lat honoruje specjalnym “obiadem pułkowym” ową kolonialną potyczkę z buntownikami Riela. Brytyjska kolonialna narracja wzbudziła zainteresowanie świeżego imigranta. Pułk, który krwawił w służbie “Króla i Kraju” na polach Pierwszej i Drugiej wojny, służył w Kosowie, datuje swą żołnierską misję od potyczki w rzecznej dolinie jakże odległego Saskatchewan – „The Battle of Batoche”.

cdn..
WMWojnarowicz

Related News

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

COPYRIGHT 2014 ZYCIE PUBLISHING SERVICES. ALL RIGHTS RESERVED.