Kto rządzi światowym rolnictwem?

Większe plony w Afryce, samobójstwa w Indiach, protesty w Afryce Południowej – i wielki sceptycyzm w Europie. Przejęcie koncernu Monsanto przez Bayer będzie mieć globalne konsekwencje. Jak już dziś ten amerykański koncern wpływa na rolnictwo i żywność?

monsanto_protest

Kukurydza odporna na suszę
Afryka zmaga się z wieloma problemami, ale jeden z nich dał się zauważyć w tym roku szczególnie boleśnie: zależność od kukurydzy. Zboże to przywieźli na kontynent w XVI stuleciu portugalscy żeglarze i dziś jest ono w wielu afrykańskich krajach podstawą wyżywienia ludności. Tym, czym dla Włochów jest makaron, a dla Niemców ziemniaki, dla Kenijczyków jest ugali, dla mieszkańców Zimbabwe sadza, a w RPA – pap. Pod trzema różnymi nazwami kryje się kukurydziana papka, jedzona – w zależności od okazji i zasobności portfela – z sosem, mięsem, warzywami lub sama.
Fakt, że kukurydza mogła do tego stopnia rozprzestrzenić się w Afryce, ma swoje praktyczne przyczyny: roślina rośnie relatywnie szybko, jej uprawa nie wymaga większych umiejętności rolniczych, a ziarna dobrze się przechowują. Jednak owo cudowne zboże ma też jedną wadę, a mianowicie wymaga wody. Tymczasem w tym roku znaczne obszary południowej i wschodniej Afryki znalazły się pod wpływem niezwykle silnego efektu El Niño. Wiele upraw kukurydzy padło ofiarą ogromnej suszy, podczas gdy gdzie indziej pola zatopiły niespotykanie silne opady.
Z dużym prawdopodobieństwem można stwierdzić, że w przyszłości pora deszczowa stanie się jeszcze bardziej nieregularna i nieprzewidywalna, co oznaczałoby katastrofę dla monokultur kukurydzianych wielu tamtejszych krajów. Monsanto rozwiązanie widzi w WEMA (Water Efficient Maize for Africa) – odpornej na suszę kukurydzy dla Afryki. Koncern opracował – między innymi we współpracy z Fundacją Gatesów – szereg gene- tycznie zmodyfikowanych gatunków, zdolnych stawić czoła suszy, insektom i chorobom. Jak podaje Monsanto, próby terenowe realizowane z rolnikami z pięciu krajów dowiodły, że można dzięki temu zebrać trzykrotnie większe plony w porównaniu z klasycznymi odmianami. Jednym ze wspomnianych krajów była Republika Południowej Afryki, której rząd jest szczególnie otwarty na biotechnologię. Już teraz 80 proc. kukurydzy uprawianej w RPA to zboże genetycznie zmodyfikowane. Krytycy ostrzegają nie tylko przed nieokreślonymi zagrożeniami dla zdrowia ludzi i środowiska naturalnego, ale też przed błędem rozwojowym, jako że monotonne odżywianie oparte na kukurydzy wywołuje u wielu ludzi  – a szczególnie u dzieci – objawy niedoboru składników odżywczych. Zdaniem tychże krytyków, Afryka potrzebuje nie współczesnych monokultur, ale większego zróżnicowania rolnictwa i diety, na przykład o więcej prosa i słodkich ziemniaków, czyli płodów rolnych w naturalny sposób lepiej przystosowanych do suszy niż kukurydza.
Zdesperowani hodowcy bawełny
W Indiach aktywiści mówiący o nasionach bawełny od Monsanto rysują koszmarny obraz. Jak twierdzą, amerykański koncern zmonopolizował indyjski rynek odmianami zmodyfikowanymi genetycznie, przez co tamtejsi far- merzy popadli w niebezpieczną zależność. W wielu stanach Indii rok w rok tysiące chłopów odbiera sobie życie, ponieważ nie widzą możliwości wyjścia z pułapki długów. Do najwyższej liczby samobójstw dochodzi w stanie Maharasztra i często popełniają je właśnie chłopi uprawiający bawełnę. Czy to wina koncernu? Ten zarzut bywa często podnoszony, aczkolwiek wiele wskazuje na to, że kryzys rolnictwa w Indiach ma wielu ojców. Rosnąca zależność rolników uprawiających bawełnę od Monsanto jest jednak faktem niezaprzeczalnym, jako że 80 proc. z nich korzysta z odmian tego producenta i muszą rok w rok kupować je od nowa. Jednocześnie zadłużenie rolników i wysokie oprocentowanie kredytów w Indiach to problemy starsze niż genetycznie modyfikowane nasiona z laboratorium – co stawia pod znakiem zapytania szeroko rozpowszechnioną tezę, że za plagę samobójstw odpowiadają przede wszystkim „nasiona zła”.
W ujęciu całościowym, dzięki zastosowaniu roślin zmodyfikowanych produktywność sektora uprawy bawełny w Indiach znacznie wzrosła, czyniąc z tego kraju drugiego na świecie eksportera bawełny. Krytycy są jednak przekonani, że odmiany sprzedawane przez koncern czynią rolnikom więcej szkód niż pożytku. Debaty toczą się na temat trudnego do skalkulowania długookresowego ryzyka monokultury. Ekolodzy ostrzegają, że na skutek przemysłowych upraw gleby doznają poważnych szkód i potrzeba długiego czasu, by wróciły do poprzedniego stanu.
Tyle trucizny, co nigdzie na świecie
Nad drzwiami do najsłynniejszej kuchni Ameryki Południowej widnieją słowa: „Somos Libres” – jesteśmy wolni. Tu, w centrum stolicy Peru, Limie, gotuje i eksperymentuje z potrawami wielokrotnie nagradza- ny kucharz Gastón Acurio. W swojej ojczyźnie cieszy się większa popularnością niż najlepsi piłkarze. Sławę zdobył, tworząc swoje potrawy prawie wyłącznie w oparciu o niemal zapomniane rośliny, nasiona i owoce. Miesza na talerzu różnorodność Andów i dorzecza Amazonki. Znany jest jednak również z tego, że nie nastawia się wyłącznie na elitarną klientelę, która może pozwolić sobie na wizytę w jego wyróżnianych gwiazdkami restauracjach. – Oni są tu tylko po to, by mnie słuchano – deklaruje
Acurio określa się bowiem jako polityk pracujący w kuchni. Za swoje zadanie uważa zmianę zachowań i preferencji konsumenckich, dzięki czemu można by wpływać na programy rządu, wspierać lokalnych producentów oraz walczyć z monokulturami, trzebieniem natury i wciąż szeroko rozpowszechnionym niedożywieniem. Wolność, którą wypisał sobie nad drzwiami, to wolność żywności.
Kto – podobnie jak Acurio – nastawia się w Ameryce Południowej na dobre i zdrowe jedzenie, ten w przejęciu Monsanto przez Bayer widzi jeszcze większe zagrożenie tejże wolności. Przede wszystkim, bazująca na modyfikacjach genetycznych produkcja soi w Ameryce Południowej należeć będzie do najbardziej zyskownych pól działalności nowo powstającego giganta. Dominujące na rynku Monsanto w ostatnich latach rzetelnie zapracowało sobie tutaj na fatalną opinię i nie chodzi tylko o głośne „kneblowe umowy” uzależniające drobnych rolników od wielkiego monopolisty. Zmodyfikowane genetycznie nasiona soi od Monsanto są odporne na herbicyd glifosat, sprzedawany przez ten sam koncern pod nazwą „Roundup”. Samonapędzający się model biznesowy. Tyle tylko, że Światowa Organizacja Zdrowia uznała Roundup za rakotwórczy. Mimo to środek ten jest szeroko stosowany. Brazylia i Argentyna należą do największych producentów soi na świecie, jednocześnie są krajami, gdzie używa się najwięcej pestycydów w przeliczeniu na jednego mieszkańca. Paragwaj i Urugwaj tylko nieznacznie im ustępują.  Jak dotąd, uprawa genetycznie modyfikowanych roślin jest w Peru zakazana – prawdopodobnie dzięki lobby osób takich jak Acurio – niemniej Roundup stosuje się powszechnie. Nie będzie więc specjalną przesadą nazwanie Ameryki Południowej najbardziej zatrutym kontynentem świata.
Monsanto i sprzyjające koncernowi rządy w regionie powołują się na bezpieczeństwo żywności. Bardziej odporne nasiona i żyźniejsze pola wychodzą wszak w ogólnym rozrachunku ludności na dobre. Gastón Acurio uważa, że to mit. – Wmawiają nam,  że szansą jest przemysłowa homogeniczność upraw, podczas gdy tak naprawdę jest nią różnorodność – przekonuje.
Glifosat? Tak, ale bez Amerykanów
Chińczycy mają minimalne zaufanie do własnej produkcji spożywczej. Lepsze restauracje w Pekinie i Szanghaju reklamują się tym, że ich steki, warzywa, a nawet mleko do cappuccino sprowadzane są z Europy lub Australii. Zaufanie podkopał przede wszystkim skandal z mlekiem w proszku, przez które w 2008 roku do lekarzy trafiło ponad 300 tys. dzieci z dolegliwościami nerek, ponieważ producent żywności dla niemowląt dodał do niej melaminę. Z równą rezerwą chińskie społeczeństwo odnosi się do nasion modyfikowanych genetycznie.
Jednak fakt, że Monsanto nie odgrywa na chińskim rynku prawie żadnej roli, nie ma nic wspólnego ze sceptycyzmem Chińczyków. Chińskie kierownictwo trzyma koncern z daleka od swojego rynku, by wspierać w ten sposób własną branżę biotechnologiczną. I tak, Beijing Genomic Institute należy do największych na świecie ośrodków badawczych w tej dziedzinie. Ponadto, odkąd wygasła ochrona patentowa, ChRL stała się wielkim producentem glifosatu – bez żadnego udziału Monsanto.
W listopadzie 2014 roku chiński przywódca Xi Jingpin wygłosił przemówienie, w którym postulował postęp w dziedzinie badań, przy jednoczesnym ostrożnym ich stosowaniu. Panowała wówczas głęboka obawa przed popadnięciem w zależność od Monsanto. Ten problem należy już jednak do przeszłości, bowiem przed kilkoma miesiącami największy chiński koncern chemiczny Chem-China zakupił za 43 mld dolarów szwajcarski koncern rolniczy Syngenta. Kiedy już pokonane zostaną wszelkie przeszkody organizacyjne i formalne, chińskie przedsiębiorstwo państwowe zaliczać się będzie do najważniejszych graczy na światowym rynku.

W jaki sposób prawa nasienne delegalizują nasiona rolników

Nasiona to jeden z głównych filarów produkcji żywności. Ich znajomość jest jedną z najbardziej uniwersalnych i podstawowych umiejętności każdego rolnika. Niemalże wszystkie społeczności rolnicze wiedzą jak zachować, przechować i wymieniać się nasionami. Dzięki temu na przestrzeni wieków miliony rodzin i społeczności rolniczych opracowały tysiące odmian roślin uprawnych. Regularna wymiana nasion między ludźmi pozwoliła roślinom przystosować się do różnych warunków, klimatów czy topografii. A to umożliwiło rolnictwu się rozprzestrzenić i wykarmić świat różnorodną dietą.
Ale nasiona to także podstawa procesów społecznych i kulturowych, które dają ludziom na wsi pewną autonomię i możliwość oporu wobec świata wielkiego biznesu i wielkich pieniędzy. Z punktu widzenia interesów koproracji, które chcą mieć władzę nad ziemią, rolnictwem, jedzeniem i związanym z nimi ogromnym rynkiem zbytu, ta niezależność to przeszkoda, którą trzeba pokonać.
Od czasów Zielonej Rewolucji międzynarodowe firmy opracowały w tym celu szereg strategii: programy badań rolniczych, rozwój globalnych łańcuchów towarowych, ekspansja eksportu towarów żywnościowych i agrobiznes. Jednak większość rolników i lokalnych społeczności pozostała oporna na te działania.

vegetable-r-d-by-the-numbersObecnie wielki biznes próbuje złamać ten opór poprzez zmiany w legislacji. Od czasu utworzenia Światowej Organizacji Handlu niemalże wszystkie kraje na świecie wprowadziły prawo, które pozwala korporacjom posiąść na własność różne formy życia. Dzięki patentom, prawom hodowców i tzw. ochronie odmian roślin można obecnie sprywatyzować zarówno mikrooorganizmy, geny czy komórki jak i rośliny wraz z nasionami, a nawet zwierzęta.
Na całym świecie ruchy społeczne, a w szczególności organizacje rolnicze, sprzeciwiają się wprowadzaniu tych regulacji. Aby wzmocnić ten głos społeczeństwa ważnym jest, aby jak najwięcej ludzi, zwłaszcza z obszarów wiejskich, rozumiało: o co chodzi w tym prawie, jaki jest jego cel i skutek oraz w jaki sposób ruchy społeczne mogą wymusić zmianę tych regulacji na takie, które chroniłyby rolników.

Dzisiejsze regulacje nasienne, pisane pod dyktando przemysłu, charakteryzuje przede wszystkim:

  1. ciągła ewolucja. Regulacje stają się coraz bardziej agresywne. Poprzez nowe formy politycznych i ekonomicznych nacisków, w tym: umowy o wolnym handlu, dwustronne umowy inwestycyjne czy inicjatywy związane z regionalną integracją, zaostrza się wszelkie łagodniejsze formy praw własności do nasion. Prawa nasienne i prawa do ochrony odmian roślin są na okrągło poprawiane w celu dopasowania ich do potrzeb przemysłu nasiennego i biotechnologicznego.
  2. Prawo własności nasion umacniają inne regulacje, które mają zapewnić ich odpowiednią jakość, przejrzystość rynku i zapobieganie fałszerstwom. Normują one certyfikację nasion, ustalają zasady wprowadzania do obrotu oraz określają przepisy sanitarne. Wprowadają one m.in. przymus korzystania przez rolników przemysłowych tylko z nasion komercyjnych. Albo przepis, zgodnie z którym przestępstwem staje się przekazanie swoich nasion synowi lub ich wymiana z sąsiadem co sprawia, że targi nasion – jako rosnąca forma oporu wobec tych regulacji – w rosnącej liczbie krajów stają się nielegalne.
  3. Poprzez prywatyzację, prawa te ignorują podstawowe zasady sprawiedliwości i wolności oraz lekceważą Powszechną Deklarację Praw Człowieka. Wprowadzają założenie, że każdy oskarżony o nie respektowanie praw własności nasion jest winny co łamie zasadę domniemania niewinności. W niektórych przypadkach można nawet podjąć przeciwko oskarżonemu działania bez jego uprzedniego poinformowania. Można także wprowadzić obowiązek zgłoszenia podejrzenia przestępstwa, co pozwala, także firmie prywatnej, przeszukać i skonfiskować nasiona.
  4. Prawa te pisane są mętnym, nie obejmującym całości i pełnym sprzeczności językiem, pozostawiając wiele miejsca na interpretacje. W większości przypadków uchwalane są przez rządzących potajemnie lub w postaci międzynarodowych umów, o które nie podlegają debacie na poziomie państwowym czy lokalnym.

Ludziom z reguły nie podoba się pomysł przejmowania przez firmy na własność różnych roślin czy zakazania rolnikom korzystania z ich własnych nasion. Uważają to za absurdalne tym bardziej, że to dzięki pracy rolników świat ma co jeść. Niestety, doświadczenie wskazuje, że ci, którzy dążą do prywatyzacji, monopolu i kontroli rynku nasion przez międzynarodowe korporacje – nie znają granic. Ich zdaniem nie ma możliwości by różne grupy interesów koegzystowały. Ich celem jest uniemożliwienie rolnikom przechowywania nasion i uzależnienie ich od konieczności zakupu od międzynarodowych korporacji.

Na szczęście postawienie im granic jest możliwe, ale tylko wtedy, jeśli wiadomo, co w rzeczywistości kryje się w zapisach prawa nasiennego.

Rolnik z Etiopii

W jaki sposób prawa nasienne delegalizują nasiona rolników

Od kilku dekad trwa proces wypierania z rynku nasion rolników. W XX wieku, kiedy hodowlę roślin i produkcję nasion niejako oddzielono od samego rolnictwa, stopniowo zaczęto wypierać odmiany rodzime odmianami przemysłowymi. W ciągu ostatnich 20 lat jesteśmy świadkami sytuacji, w której wdrażanie praw nasiennych, często w ramach tzw. liberalizacji handlu, ma na celu zakazanie niemalże wszelkich działań rolników z nasionami.

Rolnicy, którzy od wieków produkują i wymieniają się nasionami w ramach swojej lub sąsiadujących społeczności nie potrzebują do tego prawa. Konieczność jego stworzenia pojawiła się wraz z komercjalizacją nasion przez globalne koncerny, aby zapobiec oszustwom, fałszerstwom czy złą jakością nasion (np. brakiem kiełkowania, nosicielstwem chorób, itp.) Prawo to powinno także chronić nasiona lokalne oraz społeczne i kulturowe systemy potrzebne do przetrwania różnych form produkcji żywności. Niestety, prawo teoretycznie pisane po to, by „zapobiegać komercyjnym oszustwom” i chronić suwerenność żywności, w rzeczywistości jest częścią planu podporządkowania sobie organizacji wiejskich. I podczas gdy mobilizacja społeczności rolniczych słabnie, przemysł poprawia zapisy w tych regulacjach na rzecz rozpowszechniania swoich „lepszych” nasion i wprowadzenia zakazu korzystania z nasion rolników.

Określenie: prawo nasienne często odnosi się do przepisów dotyczących własności intelektualnej takich jak patenty czy ochrona odmian roślin. Jednak poza nim istnieje jeszcze wiele innych regulacji dotyczących nasion, takich jak: umowy handlowe i inwestycyjne, przepisy dotyczące zdrowia roślin, bezpieczeństwa biologicznego i certyfikacji oraz tak zwana dobra praktyka rolnicza. Ta kombinacja w końcowym efekcie delegalizuje nasiona rolników, lub przynajmniej nadaje im etykietę: „nieodpowiednie” czy „źródło ryzyka”, które należy wyeliminować.
Nowe regulacje nasienne odzwierciedlają rosnącą siłę przemysłu żywnościowego i rolniczego. Do lat 70-tych nowe odmiany roślin były wprowadzane na rynek przez przedsiębiorstwa państwowe, małe izby nasienne czy rządowe stacje badawcze. Od tego czasu mniejsze firmy są przejmowane przez większe, a programy państwowe ustępują drogę przed prywatnymi. Dziś 10 firm posiada 55% udziału w rynku nasiennym. A siła lobbingu tych gigantów – takich jak Monsanto, Dow czy Syngenta – jest potężna. Ich działania mogą doprowadzić do monopolizacji tego rynku, co także z pozycji konsumenta jest bardzo niebezpieczne.

W Afryce w sezonie rolnicy wysiewają do 90% swoich nasion. W Azji i Ameryce Łacińskiej – 70-80%. Dla korporacji jest to ogromny rynek do przejęcia. Nawet w Europie, gdzie nasiona przemysłowe już zdominowały rolnictwo, koncerny nie przestają lobbować za zaostrzeniem istniejących regulacji. Skutki tego zaostrzenia bywają bardzo represyjne: nasiona rolników są konfiskowane i niszczone, a oni sami poddani kontroli i inwigilacji. Niektórym z nich grozi kara pieniężna, a innym nawet więzienie, jeśli będą nadal pracować zgodnie z wcześniejszym systemem i korzystać z własnych nasion.
Jednocześnie niemalże wszędzie ludzie stawiają opór działaniom przemysłu. Przybiera to różne formy, w tym: organizowanie się społeczności, kontrowanie fałszywej propagandy, zgodnie z którą prawa nasienne w tej formie są potrzebne i leżą w interesie zwykłych ludzi; informacja w mediach, edukacja w szkołach oraz, co najważniejsze, codzienna praca nad rozwojem wiejskiego rolnictwa małoobszarowego. Takie rolnictwo to nie tylko rodzime nasiona, ale także ziemia i sposób życia wiejskich społeczności. Z doświadczeń wynika, że jeśli obrona nasion rolników jest wystarczająco duża, to związane z nią działania w sądach czy w parlamentach mogą doprowadzić do zawieszenia złego prawa lub przynajmniej poddać je w wątpliwość. Nie osiąga się tego jednak przez pojedynczą bitwę, lecz przez ciągłą obronę rolników i produkowanej przez nich żywności.

Nowe zagrożenia

usmonsanto-positionPodczas gdy pierwsze patenty chroniły jednorodne i stałe odmiany roślin, to w związku z dzisiejszymi technologiami genetycznymi możliwe jest opatentowanie poszczególnych cech genetycznych (np. odporność na szkodniki, tolerancja na herbicyd, itp.) Tego rodzaju patent obejmuje wszystkie rośliny i nasiona, które zawierają i wykazują cechę, która została opatentowana. Dotyczy to m.in. GMO. Część z tych patentów dotyczy cech występujących także w naturze, u roślin które rolnicy uprawiali od pokoleń. Dzięki temu, jedna po drugiej stają się one własnością nasiennych potentantów.
Obok patentw zagrożenie stanowi także Międzynarodowy Traktat o Zasobach Genetycznych Roślin dla Żywienia i Rolnictwa. Umożliwia on prywatyzację wszystkich nasion zabranych z pól rolników na całym świecie i przechowywanych w bankach nasion. W Traktacie zaplanowano przetworzenie do postaci cyfrowej, a następnie publikację online wszystkich genetycznych sekwencji tych nasion, aby ułatwić międzynarodowym korporacjom ich opatentowanie. Rolnicy i organizacje obywatelskie próbują przekonać większość rządzących, że jest to prosta do biopiractwa, które stoi w sprzeczności do pierwotnych celów Traktatu, a mianowicie: powszechny dostęp do banków nasion i uznanie prawa rolników do zachowania, korzystania, wymiany oraz sprzedaży swoich nasion.

Related News

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

COPYRIGHT 2014 ZYCIE PUBLISHING SERVICES. ALL RIGHTS RESERVED.