Kto generuje falę uchodźców

Wiele wskazuje na to, że szturmujące europejskie granice fale migrantów z Bliskiego Wschodu nie są spontaniczną ucieczką, ale zorganizowaną akcją, która jest na rękę co najmniej kilku ważnym graczom na geopolitycznej, eurazjatyckiej szachownicy. Co więcej, emigracji tysięcy muzułmanów do Europy sprzeciwia się Państwo Islamskie, które oficjalnie oświadczyło, że jest to grzech i działanie zakazane w islamie.
O problemie nielegalnych imigrantów, od kilku tygodni dziesiątkami tysięcy zalewających południową Europę, napisano już dosłownie całe tomy komentarzy, analiz i artykułów. W takiej atmosferze niezwykle łatwo przeoczyć (lub, co gorsza – celowo pominąć) fakty i wydarzenia, które stanowią o prawdziwej naturze zjawiska masowej migracji do Europy.
Tymczasem coraz więcej danych i faktów wskazuje na to, że nie mamy bynajmniej do czynienia ze spontaniczną, masową ucieczką tysięcy wymęczonych wojną ludzi, lecz z systematycznie wdrażanym w życie planem zalania Europy tłumami imigrantów, który jest na rękę co najmniej kilku ważnym graczom (państwowym i pozapaństwowym) na geopolitycznej, eurazjatyckiej szachownicy.
Exodus z dnia na dzień
uchodzcyPierwszym i najważniejszym faktem, który od razu rzucił się w oczy ludziom nawet na co dzień nie interesującym się zagadnieniami międzynarodowymi, była z jednej strony nagłość i masowość napływu imigrantów z regionu MENA (Middle East & North Africa), z drugiej zaś zadziwiająca koincydencja w czasie między dwoma odległymi geograficznie “prądami”, tj. (mówiąc umownie) “syryjsko-irackim” oraz “libijskim”.
Wojna domowa w Syrii trwa co prawda piąty rok, ale swój krwawy szczyt  ma już za sobą. Podobnie jest w Iraku, w którym – po okresie chaotycznej reakcji na żywiołową ekspansję Państwa Islamskiego latem ubiegłego roku – linie frontów także utrwaliły się i okrzepły, a skala walk i przemocy uległa znacznemu zmniejszeniu.
Obecnie wiadomo już jednak, że zdecydowana większość (nawet do 90 proc.) spośród bliskowschodnich imigrantów, szturmujących dzisiaj Europę spędziła ostatnie kilka-kilkanaście (a niektórzy nawet kilkadziesiąt) miesięcy w obozach dla uchodźców w regionie bliskowschodnim. Przede wszystkim w Turcji, ale też (choć w znacznie mniejszym odsetku) w Jordanii i Libanie. Ci ludzie nie uciekali zatem bezpośrednio z Syrii czy Iraku, im nie groziła śmierć czy prześladowania. Przebywali w obozach dla uchodźców ich życie i zdrowie nie było bezpośrednio zagrożone.
Kolejnym elementem, który od razu wzbudził zdziwienie i zaciekawienie dociekliwych obserwatorów był fakt, iż tłumy owych “uchodźców” składały się niemal w całości z młodych, zdrowych mężczyzn (jak ktoś słusznie zauważył – w wieku poborowym). Do tego całkiem nieźle ubranych i wyposażonych w dobrej jakości telefony komórkowe, smartfony, tablety itp. I co chyba jeszcze ważniejsze – mających przy sobie tysiące euro (w gotówce!), które przeznaczali najpierw na opłacenie przemytników z Turcji, później na przekupywanie urzędników i pograniczników na kolejnych europejskich granicach, tudzież na wydatki na bieżące potrzeby (wodę, żywność, lekarstwa).
Co więcej, uważna analiza wielu nagrań wideo i zdjęć, przedstawiających np. marsz imigrantów przez terytorium Macedonii, Serbii i Węgier, pozwala stwierdzić, iż owe pozornie bezładne masy imigrantów były (są?) w rzeczywistości doskonale wewnętrznie zorganizowane i zdyscyplinowane – podzielone na ok. 100-200 osobowe grupki, z własnymi liderami, w niczym nie przypominają chaotycznej “wędrówki ludów” wywołanej strachem przed wojną i prześladowaniami. Wewnętrzną spójność, dyscyplinę i koordynację działań wśród imigrantów doskonale widać było zwłaszcza w tych sytuacjach, w których z jakichś względów ich wcześniejsze plany i zamiary nie mogły być zrealizowane – jak np. podczas zamknięcia przez władze węgierskie dworca Keleti w Budapeszcie czy późniejszego całkowitego odizolowania granicy serbsko-węgier- skiej.
Podobnych pytań jest o wiele więcej, nie sposób wymienić ich wszystkich w tym miejscu.
Wielka geopolityka
Chyba nikt w Europie nie zwrócił uwagi na serię publikacji o przebywających w Turcji uchodźcach z Syrii, która pojawiła się w mediach tureckich kilka miesięcy temu (wiosną tego roku). Artykuły te, publikowane w kilkutygodniowych odstępach w raczej niszowych, regionalnych gazetach tureckojęzycznych, skupiały się na dwóch zasadniczych tematach: dużej liczbie uchodźców z Syrii (oficjalnie jest to ok. 1,9 mln, nieoficjalnie – nawet blisko 2,5 mln ludzi), którzy do tego przynieśli ze sobą do Turcji swe uprzedzenia i niesnaski (rywalizacja sunnicko-szyicka, islamsko-chrześcijańska, nie wspominając już o uchodźcach kurdyjskich.
Wskazywano w tych publikacjach m.in. na fakt, iż uchodźcy z Syrii stanowią niezwykle tanią siłę roboczą, która w wielu sektorach tureckiej gospodarki (np. rolnictwo) skutecznie wyparła miejscowych pracowników, zwiększając bezrobocie w Turcji i wpływając na ogólne obniżenie wynagrodzeń wielu branż. To z kolei przełożyło się na pojawienie się wśród Turków postaw ksenofobicznych i antyarabskich, zresztą czerpiących pełnymi garściami z głębokich historycznych pokładów turecko-arabskiej rywalizacji i wrogości.
Ankara nie mogła zatem dłużej czekać – dotychczasowa polityka wobec uchodźców z Syrii (na marginesie – uznawana oficjalnie przez ONZ i jej wyspecjalizowaną agendę UNHCR za “wzorcową i godną naśladowania”) musiała ulec zmianie. Najprostszym rozwiązaniem, które nie narażało Turcji na szwank w oczach świata (przynajmniej na razie), okazało się… zezwolenie tysiącom syryjskich uchodźców na wędrówkę ku Europie. Nieoficjalne informacje, uzyskane bezpośrednio ze źródeł UNHCR w Turcji, wskazują, że Turcy już wiosną tego roku zaczęli – w planowy, zsynchronizowany i świadomy sposób – akcję “czyszczenia” swoich obozów z uchodźców, głównie tych syryjskich.
Operacja ta polega nie tylko na “przymykaniu oczu” na masowe opuszczanie obozów przez uchodźców, ale też na zaopatrywaniu ich w środki niezbędne dla odbycia długiej wędrówki ku wymarzonej Europie: pieniądze (to wyjaśniałoby ów fenomen posiadania takich ilości gotówki przez każdego imigranta), śpiwory, namioty, żywność.
Turecka pomoc to jednak także tolerowanie, a w istocie – całkowite przyzwolenie, na działalność zorganizowanych grup przemytników ludzi, którzy przecież musieli przerzucić drogą morską, w relatywnie krótkim czasie (kilka tygodni!), dziesiątki tysięcy ludzi z Turcji na greckie wyspy, skąd ruszyli oni dalej na północ, ku swemu “europejskiemu rajowi”.
Samo ISIS oficjalnie oświadczyło, że ucieczka/emigracja (arab. hidżra) tych tysięcy muzułmanów do Europy to grzech i działanie zakazane (haram) w islamie. Według Państwa Islamskiego obowiązkiem tych ludzi jest raczej udanie się na hidżrę do samego kalifatu. Poza tym IS nie byłoby w stanie – w sensie organizacyjnym i politycznym – sprowokować takiego masowego exodusu z Turcji.
Napływ dziesiątek tysięcy imigrantów islamskich do Europy w ciągu zaledwie kilku tygodni zdestabilizował sytuację społeczno-polityczną w Unii Europejskiej bardziej, niż jakikolwiek inny czynnik w ostatnich dekadach. Sprowokował też niebywały rozkwit postaw i zachowań ksenofobicznych oraz jawnie rasistowskich na całym kontynencie, co w wielu państwach przekłada się już dzisiaj na wzrost popularności ugrupowań skrajnie antyeuropejskich.
To wszystko osłabia Europę, osłabia cały Zachód, a więc tym samym – wzmacnia siły radykalnego islamu, które stawiają sobie za cel walkę z zachodnią kulturą i cywilizacją. Poza tym, wśród tych dziesiątek tysięcy młodych Syryjczyków i Irakijczyków z pewnością znajdą się tacy, którzy chętnie nawiążą współpracę z islamistami – zwłaszcza, gdy ich oczekiwania i wymagania wobec “europejskiego Edenu” brutalnie rozminą się z rzeczywistością (bo np. zamiast do Niemiec czy Austrii trafią na Litwę, do Rumunii albo do Polski).

Swoje geopolityczne korzyści odnoszą jednak i Turcy. Faktyczna zgoda na wyjazd z ich kraju dziesiątek, a może i setek tysięcy uchodźców (przypomnijmy – głównie młodych mężczyzn, a więc osób najbardziej skłonnych do potencjalnego angażowania się w działania sprzeczne z prawem, albo wręcz terrorystycznych) rozładowuje napiętą sytuację w przepełnionych obozach dla uchodźców na terenie Turcji. Bez wątpienia poprawia to stan bezpieczeństwa w tym kraju, szczególnie w warunkach prowadzonej przez Ankarę od dwóch miesięcy “wojny z terroryzmem”, która w praktyce jest jednak wojną głównie z Partią Pracujących Kurdystanu. Jednocześnie daje to Turkom sposobność do osiągnięcia słodkiej zemsty zarówno na wrogiej Grecji, jak i na całej Unii Europejskiej, która od lat odrzuca starania Turcji o członkostwo tego państwa we Wspólnotach.

Jakby na to nie patrzeć, swoistym beneficjentem całej sytuacji jest również Rosja. Po pierwsze, kryzys migracyjny niezwykle skutecznie “przykrył” to, co dzieje się na wschodniej Ukrainie. Aż dziw, że Moskwa nie wykorzystała jeszcze tej sytuacji i nie poszła na całość, szturmując np. Odessę lub Donieck. W UE nikt by pewnie tego nawet dzisiaj nie zauważył, może oprócz Polski, Rumunii i krajów bałtyckich.

Po drugie, masowy napływ imigrantów do Europy (m.in. z Syrii) daje Rosjanom niezwykle dogodne usprawiedliwienie dla ich gwałtownego zwiększenia zaangażowania militarnego w Syrii po stronie rządu Baszara al-Asada. Według oficjalnej narracji Kremla, wzmocnione rosyjskie zaangażowanie w Lewancie jest właśnie następstwem rozkwitu struktur islamskiego ekstremizmu, który wyrzucił z Lewantu miliony uchodźców. Wzmacniając swoją obecność wojskową w Syrii i walcząc z kalifatem, Rosjanie dążą więc dzisiaj do eliminacji źródeł problemu syryjskich uchodźców. Przy okazji Kreml ma sporo satysfakcji, patrząc jak Unia Europejska “nie może sobie poradzić z paroma tysiącami uchodźców” (cytat z prezydenta Władimira Putina).

Jak widać, problem masowego napływu nielegalnych imigrantów w granice Unii Europejskiej nie jest kwestią, którą można rozpatrywać w prostej, czarno-białej perspektywie, tak ulubionej na salonach w Brukseli. Zagadnienie to ma wiele aspektów, uwarunkowań i kontekstów, z których spora część jest jednak przez unijnych decydentów z góry odrzucana jako nie pasująca do założonego wcześniej obrazu. Dzisiaj Unia Europejska (ale i Europa jako całość) zastanawia się i wykłóca, co zrobić z tymi imigrantami, którzy już dotarli na Stary Kontynent. Zamiast tego powinna podjąć zdecydowane i realne działania zapobiegające masowemu napływowi kolejnych “ludzkich fal” z Bliskiego Wschodu. Bo to, że takowe już lada dzień pojawią się na południowych granicach UE, jest więcej niż pewne.

Tomasz Otłowski

Related News

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

COPYRIGHT 2014 ZYCIE PUBLISHING SERVICES. ALL RIGHTS RESERVED.