Krew na ulicy Manhattanu/Na Wszystkich Świętych

„The attacker plowed into bicyclists and pedestrians just blocks away from the World Trade Center Tuesday afternoon, authorities said.
Six victims were killed instantly. Two others died later. And more than a dozen are trying to recover as the country grapples with yet another terror attack. (…)
Six Argentinian high school classmates, two young American men, and a Belgian mother were identified as the victims, the New York Police Department said.“
CNN/US, 1.11.2017
„Dowody wskazują (…), że zaczął on (Sajpow) zdobywać informacje na temat Państwa Islamskiego (IS) i radykalnych taktyk islamistów po tym, jak przyjechał do Stanów Zjednoczonych”
Andrew Cuomo, Gubernator Stanu Nowy York

 

Krew na ulicy Manhattanu
Dzień jak każdy inny, nie „obchodzę“ żadnego Halloween. Popołudnie, po pracy siadam, stukam w klawiaturę i… otrzymuję wiadomości z NYC. Mam już wyrobiony ten odruch – tekst do Córki. – „Hey, Jak się masz? Co się tam stało?“
Czekam pozornie spokojny na odpowiedź, jak zapewne setki tysięcy innych ludzi, rozsianych po całym świecie, których najbliżsi mieszkają, żyją, pracują czy tylko odwiedzają Nowy Jork. Dostaję nieomal natychmiast odpowiedź, że jest OK, że to tam „na dole“ Manhattanu, i że nic w sumie nie wiadomo. – „To policja strzelała.“ Głęboki wydech, moment spokoju, a potem taka głupia, bolesna myśl, że kilka osób nie otrzymało odpowiedzi na swoje teksty. I już nigdy nie otrzyma.
Ona nie zna jeszcze szczegółów, bo jest zajęta w pracy, ale świat powoli, bardzo powoli dowiaduje się o tych ośmiu zabitych, jedenaściorgu rannych, kompletnie przypadkowych ludzi, których los umieścił w nieodpowiednim miejscu, w złym czasie. Rowerowa ścieżka to na całym świecie domena ludzi dosyć specyficznych, pasjonatów zdrowia, turystów chcących akurat poznać The Big Apple i- naczej, bezpośrednio. Ci zabici wczoraj, Belgijka, argentyńscy uczniowie, młodzi Amerykanie, pozostaną w historii tego miasta na zawsze, jako kolejne ofiary kultury permanentnej nienawiści. R.I.P.

Na Wszystkich Świętych

„W rozmowach polsko-ukraińskich mamy wielowymiarowy kryzys. Kryzys został spowodowany poważnymi i głębokimi różnicami kulturowymi między Polska a Ukrainą. Ukraina nie chce należeć do rzymskiej cywilizacji. Zachowuje się jak barbarzyńca w sprawach pamięci historycznej. W bieżącej polityce zagranicznej mamy ze sobą wiele wspólnego, mamy sobie wiele pozytywnych rzeczy do zaoferowania. Jednak wzajemna relacja będzie bardzo płytka, jeżeli Ukraina nie zrozumie, że dużo głębsze relacje pochodzą z wymiaru kulturowego, czyli długiego trwania narodów. (…)“
Prof. Jan Żaryn, portal wPolityce, 1.11.17

Istnienie niepodległego, niezależnego od Rosji państwa ukraińskiego, współpraca z niezależną Ukrainą, to postulaty tej szkoły polskiej myśli politycznej, którą określano niegdyś mianem „Prometejskiej“. To wizja Polski kruszącej (w imię świetlanej idei „Za wolność wasza i naszą“) kajdany ludów poddanych carskiemu knutowi Kremla. Myśl ta przyświecała tak mocno np. Józefowi Piłsudskiemu, iż postawił on na Czerwoną Rosję, skazując na śmieć w męczarniach znaną Mu Rosję Białą. I pozwolił przetrwać hydrze komunizmu, który cudem uwolniony spod polskich bagnetów, pożarł najpierw Białych, potem Ukrainę, a na końcu unicestwił i starł na proch dziedzictwo Jego Rzeczpospolitej – bo ta Polska, wykreślona piórami Sprzymierzonych na mapach w Jałcie i Poczdamie, ta RP która realnie istnieje dziś, zakorzeniona „kadrowo“ przez ostatnie siedem dekad w „elitach“ przywiezionych na bagnetach Stalina, Polską Piłsudskiego już nie jest.
Do roku 1943 myślenie o przyszłym sojuszu z Ukrainą, sojuszu osłabiającym Rosję i dającym nam bezpieczną granicę wschodnią, mogło mieć rację bytu. Ludobójstwo na Wołyniu wykopało przepaść, której usunąć z pamięci Polaków nie można. Nie da się na wymuszonym zapomnieniu budować sojuszu! Traktowane jako polityczny dogmat założenie, lansowane przez ośrodek tak wpływowy jak Paryska „Kultura“ Giedroycia, iż bez wolnej Ukrainy nie ma szans na wolną Polskę (zatem musimy milczeć o Wołyniu!), historycznie okazało się fałszem. Polska ma szansę na bezpieczeństwo vis-a-vis Rosji, choć tylko jako część zjednoczonej Europy! Niektórym trzeba to powtarzać!
„Kolorowe Majdany“ w Kijowie dawały nadzieję. Jak dotąd – niespełnioną. Ukraina wcale do sojuszu z nami, mimo rosyjskiej „ugrozy“, ba – agresji – wcale nie tęskni!!! Choćby dziś Ukraińcy nawet przestali na Rosjan patrzeć jak na braci, to nas za owych braci nie uznają. Mogą do Polski przyjeżdżać, w niej pracować i być szczęśliwi, i oby byli. Lecz aby jako naród, zrozumieli zbrodnię Wołynia, potrzeba kilku generacji. Może.
Nadal jednakże w Polsce trwa przekonanie, iż musimy za każdą, za wszelką cenę – bezwarunkowo wspierać Ukrainę. Nawet tę oblekającą się w krwisto-czarne barwy Stepana Bandery. Agresywna propaganda „patriotów“ i „byłych opozycjonistów“ z prawa i lewa, twierdzi, iż zbrodnią stanu są słowa krytyki wobec sąsiada, który nawet nie chce nam pozwolić odszukać miejsc pochówku ofiar, o jakimkolwiek uznaniu winy OUN/UPA nie wspominając. – Bezmyślne, ale jakże chwytliwe zawołanie – „Bo Putin!“ – ma nam zamknąć usta i zakrzyczeć głos sumienia! Na razie milczymy!

WMW

Related News

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

COPYRIGHT 2014 ZYCIE PUBLISHING SERVICES. ALL RIGHTS RESERVED.