Kreatywna destrukcja medycyny

Kim staje się lekarz w czasach, kiedy każdy pacjent stawia sobie diagnozę za pomocą aplikacji, gadżetów i wyszukiwarki internetowej?
Wyścig o to, kto stworzy coś tak popularnego jak termometr albo uCheckurządzenie do mierzenia poziomu cukru, tyle że o wiele bardziej inteligentnego, trwa w Stanach Zjednoczonych w najlepsze. Jego wstępnymi wynikami Amerykanie – rozkochani w nowych technologiach – emocjonują się niczym niedzielnymi meczami futbolu. Jednym z ojców chrzestnych tego technologicznego boomu jest Irwin Jacobs, milioner, którzy za namową kolegów – Warrena Buffetta i Billa Gatesa, postanowił oddać znaczną część swoich przychodów na ulepszanie świata. I tak Jacobs, profesor elektryki i założyciel gigantycznej firmy telekomunikacyjnej Qualcomm (o której mało kto słyszał, ale każdy używa telefonów komórkowych z jej częściami), ogłosił konkurs na najskuteczniejsze bezprzewodowe osobiste urządzenie medyczne. Nagroda to 10 mln dolarów dla autorów najlepszej – jak ją określają specjaliści – platformy, która w ciągu trzech dni bezbłędnie zdiagnozuje przynajmniej 15 chorób u 30 osób. Bez konieczności kosztownych szpitalnych badań i czekania w kolejkach do specjalistów. Mikrourządzenie musi też w czasie rzeczywistym rejestrować podstawowe wyniki, takie jak ciśnienie czy temperatura ciała, i w razie problemów wyświetlić najpotrzebniejsze informacje. Na przykład? „Przygotuj inhalator – u twojego syna zaraz zaczynie się atak astmy”, „Od dziś przerzuć się z frytek na sałatę” albo „Natychmiast dzwoń po pogotowie”.

Budzik na głowie

Jacobs wciąż czeka na zgłoszenie, które spełni jego oczekiwania, ale ciekawych prototypów są setki. Najbardziej znany to Scandau Scout, mieszczący się w dłoni dysk, który za pomocą technologii używanych przez łaziki wysyłane na Marsa po przyłożeniu do czoła sprawdza poziom tlenu we krwi, a także to, jak klatka piersiowa rozszerza się przy oddychaniu, temperaturę ciała, ciśnienie i inne czynności naszego organizmu, zastępując tym samym kilka używanych dzisiaj urządzeń. Jego twórca, mieszkający w Kalifornii Belg, inżynier, Walter De Brouwer, wpadł na pomysł Scouta, gdy jego syn po upadku z kilku metrów w ciężkim stanie trafił do szpitala. Gdy De Brouwer zobaczył, jak zbierane i przechowywane są dane o jego zdrowiu, wydawało mu się, że technologicznie cofnął się do średniowiecza. Co gorsza, miał wrażenie, że w szpitalnej machinie pacjent nie ma żadnej siły przebicia i kontroli nad informacjami o swoim zdrowiu i życiu. Postanowił więc dać światu coś, co tę sytuację zmieni.
Podobne motywacje mieli twórcy Zio XT Patch, małego urządzenia o wyglądzie naklejki, które może w przyszłości zastąpić niezbyt wygodny monitor holterowski EKG do badania pracy serca. Elektroniczna naklejka jest mniejsza, można ją nosić dłużej (do dwóch tygodni) i w każdych warunkach, nawet pod prysznicem. Do tego dane wysyła na bieżąco na telefon komórkowy. Trwają też prace nad domowym urządzeniem do wykrywania niepokojących zmian w piersiach (pacjentki będą dzięki temu miały sygnał, żeby udać się na wizytę), paskiem, który ciężarnej może pokazać tętno dziecka, czy budzikiem podłączonym do opaski na głowie, który codziennie sprawdza i zapisuje fazy snu.
Gra toczy się jednak nie tylko o to, żeby stworzyć efektowny gadżet, którym po kilku dniach się znudzimy. – Chodzi o to, żeby kłopoty wyłapywać szybko. Na tyle szybko, by zapobiegać poważnym problemom, które dziś trudno jest zauważyć, bo lekarz nie ma możliwości monitorowania nas non stop – tłumaczy profesor Eryk Topol (użytkownik urządzeń do pomiaru codziennej dawki kroków i ćwiczeń fizycznych). Topol jest kardiologiem w Instytucie Nauk Interdyscyplinarnych Scripps, w Kalifornii i redaktorem naczelnym portalu Medscape [gra słów: ucieczka od medycyny] i jednym z najbardziej znanych genetyków, kardiologów i wizjonerów medycyny w Stanach. Jego tytuł naukowy, profesor medycyny innowacyjnej, mówi wszystko. Jak kaznodzieja zwiastujący nadchodzącą apokalipsę, Topol wieszczy koniec medycyny, jaką znamy i nadejście epoki dokładnej, cyfrowej i taniej opieki medycznej.
Jego przedostatnia książka, „Kreatywna destrukcja medycyny” z roku 2012, opisywała narzędzia nowego świata, czyli analizę genomu, sensory zintegrowane ze smartfonami i olbrzymie bazy danych pozyskiwane przez tzw. crowdsourcing, czyli tworzone dobrowolnie przez ludzi. Jego najnowsza książka  „Pacjent teraz cię widzi” opisuje szczegółowo te pomysły i z grubsza podsumowuje futurystyczne dywagacje w zakresie medycyny z ostatnich dziesięciu lat. Teza, którą stawia Topol brzmi – stare dobre czasy, w których doktor wiedział lepiej już minęły. Lekarze nie będą już kontrolować danych medycznych, decydować o leczeniu ani czerpać zysków. Dzięki najnowszym technologiom ludzkość wreszcie wprowadzi demokratyczny ład w opiece medycznej. Niech żyją pacjenci! Nasze ciała, naszą własnością – dla każdego!
Warto przytoczyć rewolucyjne zmiany, których nadejście zapowiada Topol:
– Niedługo skończą się poniżające i pożerające nasz cenny czas wizyty u lekarzy.  Smartfon wyposażony w odpowiednie aplikacje i dodatki z powodzeniem zastąpi doktora, analizując, wyjaśniając i przekazując odpowiednie dane do gabinetu, bez konieczności osobistej wizyty.
Sam Topol utrzymuje, że od lat nie używa stetoskopów, polegając na dokładniejszych aparaturze audio i wideo.
– Nie będzie też szpitali, tych drogich, anachronicznych wylęgarni chorób. „Szpitalem przyszłości będzie sypialnia” – przewiduje Topol. Domy chorych zostaną wyposażone w niezbędną, przenośną aparaturę i voila! „Hospitalizacja będzie się odbywać w zaciszu naszych własnych domów, a my będziemy śledzić wyniki własnych badań, na własnej aparaturze i kierować własnym leczeniem”.

Jak stetoskop, to tylko molekularny

– Diagnoza medyczna będzie stawiana on-line, bez lekarzy próbując wyjaśnić objawy przeprowadzając nieskończone badania. W zamian będą strony internetowe z sekwencjami genów, kalkulujące wszystkie formy biologicznego i behawioralnego ryzyka, by natychmiast postawić trafna diagnozę. Co więcej, to sam pacjent będzie mógł postawić sobie diagnozę, a następnie skonsultować ją z lekarzem, bowiem wszelkie informacje będą ogólnie dostępne.
Skończy się zgadywanie, jakie leki należy przepisać. Genetyka z łatwością rozpozna, które leki okażą się skuteczne dla pacjenta, a które mogą być dla niego zabójcze. Wybór leków będzie na tyle bezpieczny, że w pewnych warunkach pacjenci będą mogli sami sobie przepisywać leki.
Wreszcie, wieszczy Topol, mikrosensory wpuszczone w krwiobieg pacjentów, będą przekazywać dane dotyczące zdrowia w czasie rzeczywistym. Najbardziej zaawansowane będą „molekularne stetoskopy”, które już na poziomie molekuł będą rozpoznawać ogniska zapalne lub aberracje w kodzie genetycznym zwiastujące poważne problemy zdrowotne. W ten sposób będziemy mogli przewidzieć takie katastrofy, jak ataki serca, cukrzycę czy nowotwory.
Prawdopodobnie kilka z tych wizji się sprawdzi. Czy to dobrze? Daleka jestem od obrony medycznego status quo, w końcu to najbardziej omylne, nieefektywne przedsięwzięcie w historii ludzkości. Mimo to, gdy myślę o pacjentach w świecie medycyny Topola, to widzę kilka problemów.

Czy pacjent powinien być swoim lekarzem?

Przede wszystkim prywatność. Dane medyczne podlegają takim samym prawom, jak każde inne dane, a naruszenie ich poufnego charakteru regularnie miewa miejsce na małą i dużą skalę. Dane genetyczne są szczególnie poufnie, ale jak wyjaśnia Topol, nie osiągnięto żadnego konsensusu w sprawie ich zabezpieczania. Jednak, mimo że na górze trwają dyskusje, mogę się założyć, że tu na dole, w najbliższym czasie, żaden pacjent nie zdecyduje się na przechowywanie swoich danych genetycznych w chmurze, o wpuszczeniu elektronicznych sensorów w krwiobieg nie wspominając.
Pojawia się też oczywista kwestia, że leczenie to znacznie więcej niż zarządzanie danymi, czy nawet zarządzanie chorobami. Poczucie komfortu, wsparcia i rozmowy stoi w całkowitej sprzeczności z wizją Topola, w której pacjenci zostają sprowadzeni do postaci tabeli z danymi. Topol co prawda oddaje sprawiedliwość tym kwestiom w sześciu krótkich zdaniach na temat natury leczenia, ale giną one całkowicie w potoku innych myśli.
Wreszcie pojawia się frapujące pytanie natury filozoficznej. Czy pacjenci chcą lub czy raczej powinni chcieć być własnymi lekarzami? Na ten temat można by napisać książkę, która dotarłaby bliżej sedna medycyny niż Topol kiedykolwiek się zbliżył.
Z całą pewnością ludzie zaangażowani we własne leczenie radzą sobie lepiej niż ci, którzy są bierni i zniechęceni. Ale jak bardzo pacjent powinien się angażować? I kiedy zaangażowanie staje się ciężarem?
Chorzy maja naturalną potrzebę opieki, a gdy ciężko chory może scedować podjęcie trudnej decyzji na temat własnego leczenia na inną osobę to niemal zawsze przynosi to ulgę. Zdrowi ludzie mogą śledzić własne zdrowie, ale to może kosztować dużo czasu. A na świecie jest mnóstwo ciekawszych zajęć niż podglądanie własnych organów. Czasami lepiej jest mieć kogoś, kto zrobi to za nas.

Monitor głosu chroni przed manią

Według Toma Insela, szefa Narodowego Instytutu Zdrowia Psychicznego (na ręku bransoletka sprawdzająca ciśnienie), jest też sporo zastosowań tych gadżetów w psychiatrii. Dziś na przykład pacjenci z zaburzeniem afektywnym dwubiegunowym często trafiają pod opiekę lekarza, kiedy jest z nimi bardzo źle. Na przykład gdy rodzina się zorientuje, że chory w stanie manii wydał wszystkie osz-czędności na sportowy samochód. Ale gdyby każdy z nas miał w telefonie urządzenie dokładnie mierzące tempo głosu, które sygnalizowałoby pierwsze, często jeszcze niezauważalne dla otoczenia sygnały (np., że tempo spada i pauzy między wyrazami są dłuższe – pierwsze objawy depresji – albo rośnie – sygnał manii), można by reagować dużo wcześniej. W zależności od scenariusza albo przepisów, nad którymi już dziś dyskutuje amerykańska Federacja ds. Leków i Żywienia, takie informacje mogłyby być wysyłane do naszego lekarza rodzinnego albo sami bylibyśmy odpowiedzialni za to, co z nimi zrobić.
Kaznodzieje zalet nowych medycznych gadżetów są przekonani, że będą one powszechnie dostępne już za kilka lat. Ponieważ nie są to zwykłe zabawki, ale poważne medyczne urządzenia, w Stanach traktowane są jak inne terapie. Przed dopuszczeniem na rynek muszą przejść serię testów, które pokażą ich skuteczność i bezpieczeństwo, też ze względu na zabezpieczenie przed wyciekiem prywatnych danych. W instytucie Topola pierwsze testy kliniczne kilku takich urządzeń zaczęły się już rok temu.
Medycyna demokratyczna
Naukowcy są jednak przekonani, że konsumenci, czyli my, są na tę rewolucję w medycynie od dawna przygotowani. W końcu prostych aplikacji na komórki do przechowywania zdjęć podejrzanych piegów, liczenia pochłoniętych kalorii albo monitorowania cyklu menstruacyjnego (w Stanach od dawna nikt nie zapisuje niczego w papierowych kalendarzykach) używają już miliony Amerykanów.
Gorzej do wizji pacjentów uzbrojonych w szczegółowe informacje o swoim zdrowiu podchodzą lekarze z typu tych, którym się wydaje, że tylko i wyłącznie oni mają prawo do wiedzy medycznej. W Stanach jest ich coraz mniej.
Dzięki internetowi rozszerzył się dostęp do informacji i aby przeczytać o chorobie, nie musimy jechać na drugi koniec miasta do zakurzonej biblioteki. Artykuł medyczny ze specjalistycznego pisma możemy otworzyć na naszym telefonie komórkowym i sprawdzić, czy polecana nam terapia to jedyna możliwa. I spytać, co lekarz sądzi o innych. Oczywiście stawia to przed nami wszystkimi – specjalistami i pacjentami – nowe, często bardzo trudne wyzwania, z którymi dziś nie do końca jeszcze sobie radzimy.
– Tego się już nie da odwrócić. Medycyna będzie coraz bardziej demokratyczna, uczestnicząca i napędzana przez potrzeby jej konsumentów – powtarza Topol i wtórują mu setki najbardziej znanych amerykańskich lekarzy, naukowców i publicystów. W Stanach coraz więcej mówi się bowiem o tym, że rolą systemu ochrony zdrowia jest profilaktyka, czyli edukacja, wyjaśnianie informacji, które ma pacjent, i kierowanie go do dobrych źródeł. Choćby polecanie porządnych stron internetowych z bazami danych chorób, dostępnych terapii i pytań, które należy koniecznie zadać lekarzowi przy różnego rodzaju problemach. Co ciekawe, nie budują ich organizacje ochrony praw pacjentów, ale najbardziej renomowane szpitale, takie jak znany na całym świecie Mayo Clinic w Rochester.

Maja Gawrońska
Abigail Zuger, M.D
NYT

Related News

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

COPYRIGHT 2014 ZYCIE PUBLISHING SERVICES. ALL RIGHTS RESERVED.