Kraj, który niknie

Łotysze masowo wyjeżdżają z kraju za pracą i nie kwapią się do powrotu. W żadnym innym państwie nie ma tak dramatycznego spadku liczby ludności. Stwarza to zagrożenie dla stabilności łotewskiego państwa. „Będzie za mało podatników i żołnierzy”.

Ryga – stolica i największe miasto Łotwy położone nad rzeką Dźwiną w pobliżu jej ujścia do Bałtyku w Zatoce Ryskiej. Jest głównym ośrodkiem gospodarczo-przemysłowym, komunikacyjnym (port morski, lotniczy i węzeł kolejowy Ryga Centralna), kulturalnym i naukowym kraju. Zabytkowe Stare Miasto wpisane na listę światowego dziedzictwa kulturowego i przyrodniczego UNESCO. Stanowi jedno z największych w Europie skupisk architektury secesyjnej. W przeszłości ludność dochodziła do 900 tys. mieszkańców, w 2014 liczba ludności Rygi wynosiła około 700 tys. osób.

Atis Sjanits ma dość nietypową misję jak na ambasadora. Ten łotewski dyplomata nie odpowiada za stosunki z innym krajem, ale z Łotyszami za granicą. Jego stanowisko utworzono w reakcji na exodus wywołany przystąpieniem Łotwy do UE. Od tego momentu około jedna piąta narodu wyjechała do pracy w bogatszych krajach Unii: Wielkiej Brytanii, Irlandii, Niemczech.
W 2000 roku Łotwa miała 2,38 mln mieszkańców. Na początku tego roku jest ich 1,95 mln. Żaden inny kraj nie odnotował tak dramatycznego spadku liczby ludności (18,2 proc. według ONZ-owskich statystyk). Podobny wynik mają tylko szybko kurcząca się sąsiednia Litwa (17,5 proc. spadku) i Gruzja (17,2 proc.).
– Faktem jest, że tracimy ludzi, i to szybko – mówi Sjanits w wywiadzie udzielonym w ascetycznym gabinecie w wielkim budynku resortu spraw zagranicznych.
„Dla nas jest już za pięć dwunasta”

Rzecz jasna emigracja ekonomiczna to nie jedyny powód spadku liczby ludności. Swoją rolę odgrywają też względnie niski wskaźnik urodzin i wysoki wskaźnik zgonów tej niewielkiej republiki bałtyckiej.

Ogólny tego skutek, jak ocenia Sjanits, stwarza zagrożenie dla stabilności łotewskiego państwa. Innymi słowy, nie rodzi się dość przyszłych podatników albo żołnierzy.

– Łotwa i tak ma obecnie niską gęstość zaludnienia. W tym tempie za 50 lat przestaniemy po prostu istnieć jako naród – mówi Otto Ozols, znany dziennikarz i komentator telewizyjny. – Dla nas jest już za pięć dwunasta.

Skutki kryzysu ludnościowego są najgorsze i najbardziej widoczne w najbiedniejszym regionie, Łatgalii, na południowym wschodzie kraju, przy granicy z Rosją. Średnia miesięczna płaca na Łotwie wynosi 670 euro miesięcznie. Mieszkańcy Łatgalii na ogół zarabiają połowę tej sumy. – Płace tutaj to jakaś kpina. Jak tu się dziwić, że ludzie chcą wyjechać? – mówi Aleksandr Rube, dziennikarz regionalnej gazety „Latgales Laiks”.
Puste bloki mieszkalne

Niektórzy młodzi przenoszą się do Rygi, której liczna ludności (obecnie 640 tys.) lekko wzrasta po długim okresie spadku. Większość po prostu wyjeżdża z kraju. Puste bloki mieszkalne w pobliżu centrum stolicy Łatgalii, Dyneburga, sprawiają, że miasto wygląda na częściowo opuszczone.

– Wyjazd jest taki łatwy. Otwarte granice, informacja o życiu w innych krajach Unii jest łatwo dostępna, więc każdy to robi. No i nasza młodzież jedzie do Anglii, Irlandii czy Niemiec – opowiada Rube. Na ogół nie wracają, chyba że tylko wpadają w odwiedziny.

– Nie chcę wracać – mówi 22-letnia Irina Sivakova, która parę lat temu wyjechała do Anglii, a do Dyneburga przyjechała odwiedzić siostrę. – Sytuacja tutaj jest zbyt kiepska. Pytana o to, czy brexit wpływa na to, jak jest tam traktowana, przyznaje, że „wielu Brytyjczyków nas nie lubi”.

Ludzie tacy jak ona budzą rozpacz Vladislavsa Stankevicsa, urzędnika odpowiedzialnego za rozwój gospodarczy Łatgalii. Nie traci on optymizmu. – Praca tu jest. Każdy, kto chce pracować, ma szansę zostać i mieć pracę – przekonuje, siedząc w biurze w starym budynku z czasów radzieckich przy deptaku w centrum
Widmo wojny

Choć zapewnia, że płace wzrosną, przyznaje jednocześnie, iż obecnie są niskie. – Poza tym całe to gadanie o wojnie – chodzi o manewry wojskowe, które zarówno NATO, jak i Rosja toczyły w regionie w zeszłym roku – niezależnie od tego, czy ona jest realna, czy nie, nie zachęcają młodych do pozostania. A co gorsza, zniechęca także zagranicznych inwestorów.

Są pewne oznaki, że choć trend się nie odwrócił, to traci na sile. Według centralnego urzędu statystycznego odsetek emigrantów wracających do ojczyzny w 2016 roku wynosił ok. 40 proc. liczby tych, którzy wyjeżdżali. W poprzednich trzech latach było to 26–37 proc.

– Dużo młodych tutaj myśli, że łatwo jest za granicą zarobić mnóstwo pieniędzy. Staram się im wyjaśnić, że urządzenie się w innym kraju jest o wiele trudniejsze, niż sądzą – mówi Svetlana Lonska, która wróciła parę lat temu, a teraz prowadzi z powodzeniem studio fitness.

Próbuje także przekonać potencjalnych emigrantów, że w życiu nie chodzi tylko o pieniądze. – Jestem dumna, że mogę zarobić na życie w ojczyźnie, w miejscu, gdzie się urodziłam. To coś znaczy.
Ale i tak, jak przyznaje, ludzie ciągle wyjeżdżają.

Gordon F. Sander
Gordon F. Sander jest dziennikarzem i historykiem, mieszka w Rydze.

Opublikował kilka książek o historii krajów bałtyckich.

Related News

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

COPYRIGHT 2014 ZYCIE PUBLISHING SERVICES. ALL RIGHTS RESERVED.