Kantabria: Hiszpania jakiej nie znacie

Piękno Kantabrii kryje się w różnorodności i nieskończoności jej krajobrazów, od poszarpanych szczytów górskich, przez urwiste klify i malownicze plaże, aż po bezkresną przestrzeń morską.

Właśnie takie widoki czekają na odwiedzających tę niezwykłą krainę. Wiele do zaoferowania mają też nadmorskie kurorty turystyczne, uwodzące kameralną atmosferą i kuszące ciekawymi zabytkami sprzed wieków. Kantabria z pewnością zasługuje na to, aby poznać ją bliżej.
Poszarpane klifami i poprzecinane zatokami wybrzeże jest znakiem rozpoznawczym Kantabrii. Choć wysokość względna skalistych wzniesień nie przekracza 500 m n.p.m., to niektóre z nich wpadają do wody niemal pod kątem prostym, co sprawia, że utrzymanie równowagi na krawędzi takiego urwiska wiąże się ze sporą dawką emocji.
Największa grupa turystów zmierza w kierunku klifu Urros de Liencres, z którego szczytu możemy podziwiać rozległą taflę Morza Kantabryjskiego, ciągnącą się aż po horyzont. Stojąc w tym miejscu, szybko zrozumiemy, dlaczego Kantabria jest nazywana nieskończoną krainą.
Majestatyczne Góry Kantabryjskie
Jeśli przemieścimy się o zaledwie 25 kilometrów w głąb lądu, znajdziemy się w sercu Parque Nacional Picos de Europa, największego parku narodowego w całej Hiszpanii. Znaczną część jego powierzchni zajmują Góry Kantabryjskie zbudowane ze skał wapiennych i zakończone białymi, ostrymi graniami. Najwyższym wzniesieniem jest Torredo de Cerredo, liczące 2648 m n.p.m.

Park narodowy może pochwalić się dużą ilością szlaków turystycznych, odpowiednich zarówno dla początkujących, jak i zaawansowanych amatorów pieszych wędrówek. Z kolei strome urwiska i ostańce skalne, których znajduje się tutaj co niemiara, działają na miłośników wspinaczki jak magnes.
Miasta i miasteczka Zielonego Wybrzeża
Costa Verde, czyli Zielone Wybrzeże Kantabrii jest atrakcyjne nie tylko pod względem przyrodniczym. Wzdłuż jego nieregularnych brzegów są rozmieszczone urokliwe miasta i miasteczka oraz małe wioski rybackie.
Stolicą prowincji i jednocześnie znanym kurortem turystycznym jest Santander. Rozległe, piaszczyste plaże i spokojny klimat miasta sprawiają, że na urlop bardzo licznie przyjeżdżają tu sami Hiszpanie.

Spacerując po ulicach Santander natkniemy się przede wszystkim na zabytkowe kościoły i klasztory. Najbardziej okazałą ze wszystkich budowli sakralnych jest Katedra Nuestra Señora de la Asunción, gotycka świątynia pochodząca z XIII wieku. Większość turystów wybiera się też na krótką wycieczkę poza granice miasta. Jej punktem docelowym jest Faro Cabo Mayor, 30-metrowa latarnia morska usytuowana na brzegu urwiska skalnego. Pod samą latarnię możemy podjechać autobusem, jednak warto wysiąść wcześniej i końcowy fragment pokonać o własnych siłach. Wzdłuż krawędzi klifu prowadzi wąska dróżka, a spacerując nią możemy podziwiać piękno Morza Kantabryjskiego i wsłuchiwać w odgłos fal uderzających o brzeg.
Za jedno z najpiękniejszych miasteczek w okolicy uchodzi Santillana del Mar, pochodzące jakby z odległych czasów. Wzdłuż brukowanych ulic ciągną się rzędy kamiennych domów, które były wznoszone w wiekach od XV do XVIII. W klimat średniowiecznego miasta doskonale wpisuje się Kolegiata Santa Juliana, świątynia utrzymana w stylu romańskim i wzniesiona w XII wieku. Urokliwa zabytkowa zabudowa nie zawiera ani jednego nowoczesnego detalu, czym zapewne zachwyci każdego. Warto również zarezerwować trochę czasu na wizytę w którejś z restauracji. Możemy tam spróbować specjałów lokalnej kuchni: serów kantabryjskich i cydru tłoczonego z dojrzałych jabłek.
O wyjątkowości Santilana del Mar stanowi również to, że w okolicy odnaleziono ślady prehistorycznej działalności człowieka. Dobrze zachowane malunki z okresu paleolitu znajdują się w pobliskiej jaskini Altamira, nazywanej „Kaplicą Sykstyńską prehistorii”. Ze względu na unikatowość malowideł grota została wpisana na Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO.
Mały region, mnogość atrakcji
Kantabria zajmuje niewielki skrawek na północy Hiszpanii, co czyni ją jedną z najmniejszych wspólnot autonomicznych w całym kraju. Przy tym jest jedną z najciekawszych kulturowo i najbardziej zróżnicowanych przyrodniczo ze wszystkich hiszpańskich prowincji. Bardzo lubiana przez Hiszpanów i Francuzów, wciąż pozostaje mało znana wśród wycieczkowiczów z innych państw. Jednak to, że Kantabria nie uległa jeszcze wpływom masowej turystyki i zachowała swój lokalny koloryt, działa tylko na jej korzyść. To jeden z wielu powodów, dla których warto tu przyjechać na długie, spokojne wakacje!

***

Najpierw widzę samicę z młodym, potem jeszcze trzy czy cztery sztuki. Mają rudoczerwonawy odcień, nietypowy jak na słonie. Ale jeszcze dziwniejszy jest fakt, że w ogóle tu są. Przechadzają się po rozległych zielonych łąkach jak po sawannie, choć wyrastające spośród traw szare zęby skał przypominają raczej Kapadocję. Jakby tego było mało, w górze – niczym w Alpach – suną wagoniki kolejki gondolowej, a przed restauracją stoją żyrafy. Wszystko w tym pejzażu jest zaskakujące, kolejne elementy nie składają się w spójną całość. Gdyby wysłać stąd pocztówkę bez podpisu, nikt by się nie zorientował, skąd przyszła. Adres nadawcy: Park Przyrody Cabarceno, Kantabria, Hiszpania.

Zwierzęta żyją na terenie dawnej kopalni odkrywkowej. Rudy żelaza wydobywano w tym miejscu od co najmniej 2000 lat. – Eksploatację na większą skalę rozpoczęli Rzymianie, a szczytowy okres działalności przypadł między XV a XVIII w. Metal był wówczas niezbędny do budowy statków – tłumaczy nasza przewodniczka Sonia Cabezuelo. Po setkach lat wydobycia pozostał dziwaczny krajobraz, pełen skalnych labiryntów i kamiennych wież.
Park Przyrody Cabarceno w Kantabrii
W 1989 r. prezydent Kantabrii Juan Hormaechea wpadł na pomysł, by tereny pokopalniane przekształcić w zoo. Plotka głosi, że sam trzymał w domu pytona, który został jednym z pierwszych mieszkańców parku.

Rośliny też sprowadzono z całego świata. Bambusy, cyprysy i bananowce tworzą egzotyczną oprawę dla zwierząt, które, inaczej niż w zwykłym ogrodzie zoologicznym, mają do dyspozycji ogromne wybiegi. Po 750 hektarach poza słoniami i żyrafami przechadzają się niedźwiedzie, lamy czy strusie. Fantazja godna najlepszych surrealistów. Można jednak w Kantabrii zobaczyć jeszcze bardziej niezwykłe stworzenia. Trzeba w tym celu udać się pod ziemię.
Awantura o bizony
Don Marcelino de Sautuola ma nienaganne maniery i nic nie jest w stanie wyprowadzić go z równowagi. To idealny ojciec, dobry mąż oraz niestrudzony poszukiwacz prawdy – przynajmniej w wersji filmowej. Grany przez Antonia Banderasa główny bohater nakręconej w 2016 r. „Altamiry” wydaje się aż nazbyt doskonały, ale jego historia jest prawdziwa.

W 1879 r. ten arystokrata i archeolog amator wybrał się na wycieczkę do jaskini na terenie swej posiadłości. Był tam już wcześniej, lecz po raz pierwszy zabrał ze sobą córkę, dziewięcioletnią Marię. Gdy on poszukiwał kości i krzemieni na dnie jamy, dziewczynka wzięła lampę naftową i zapuściła się w głąb korytarzy. Marcelino zawsze patrzył tylko pod nogi, ona zaś zadarła głowę i zobaczyła niecodzienne obrazy: stada bizonów, jeleni, koziorożców. Pokazała malowidła ojcu. Ten, przejęty odkryciem, napisał wkrótce tekst, w którym dowodził ich prehistorycznego pochodzenia. Jego teza nie znalazła jednak posłuchu w akademickim światku końca XIX w. Jedni brali go za oszusta, inni za naiwniaka. Nikt nie chciał uwierzyć, że uważani za prymitywnych praludzie z Kantabrii mogliby stworzyć tak wyrafinowane dzieło.

Kolejne odkrycia malowideł naskalnych w grotach we Francji sprawiły, że akademicy w końcu przyznali de Sautuoli rację. Jego główny oponent, francuski archeolog Emile Cartailhac, dopiero w 1902 r., po wizycie w Altamirze, opublikował artykuł, w którym bił się w pierś i przyznawał do winy jako człowiek małej wiary. De Sautuola nie dożył jednak chwili triumfu. W końcowej scenie filmu skruszony Cartailhac oddaje pokłon przed jego grobowcem na jednym z kantabryjskich klifów.

Related News

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

COPYRIGHT 2014 ZYCIE PUBLISHING SERVICES. ALL RIGHTS RESERVED.