Kalif bez przyszłości

Do nie­daw­na przez całe po­ko­le­nie bez­dy­sku­syj­nym li­de­rem glo­bal­ne­go dżi­ha­du była Al-Ka­ida. Nawet po śmier­ci jej cha­ry­zma­tycz­ne­go za­ło­ży­cie­la i osła­bie­niu przy­wód­ców czę­sty­mi ata­ka­mi dro­nów, or­ga­ni­za­cja ter­ro­ry­stycz­na spraw­nie funk­cjo­no­wa­ła dzię­ki wpły­wo­wym mię­dzy­na­ro­do­wym człon­kom i po­tęż­nym od­dzia­łom roz­rzu­co­nym od Al­gie­rii po Jemen i Irak. Jedna z głów tej hydry ode­rwa­ła się i żyje dziś wła­snym ży­ciem.
Sza­le­ją­cy w Iraku pre­ten­den­ci do miana spad­ko­bier­ców Al-Ka­idy zmie­nia­ją swoją nazwę czę­ściej niż Prin­ce. Ich po­cząt­ki się­ga­ją nie­wiel­kie­go ugru­po­wa­nia eks­tre­mi­stycz­ne­go za­ło­żo­ne­go w 1999 roku, które w 2004 roku na­zwa­ło się Al-Ka­idą w Iraku, a w 2006 roku zmie­ni­ło nazwę na Is­lam­skie Pań­stwo w Iraku. Ame­ry­ka­nie i Ira­kij­czy­cy z grub­sza po­ko­na­li je w 2008 roku, ale or­ga­ni­za­cja szyb­ko po­zbie­ra­ła się z kolan. Abu Bakr
W 2010 roku na jej czele sta­nął ta­jem­ni­czy Abu Bakr al-Ba­gh­da­di (na zdjęciu obok). Jak to zwy­kle bywa z ta­ki­mi po­sta­cia­mi, wokół jego prze­szło­ści na­ro­sło wiele le­gend. Wia­do­mo na pewno, że uro­dził się w sta­ro­żyt­nym irac­kim mie­ście Sa­mar­ra na po­cząt­ku lat 70., i że zro­bił dok­to­rat z fi­lo­zo­fii na wy­dzia­le nauk is­lam­skich Uni­wer­sy­te­tu w Bag­da­dzie.
Gdy Ame­ry­ka­nie wkra­cza­li do Iraku, Ba­gh­da­di był skrom­nym trzy­dzie­sto­kil­ku­let­nim ka­zno­dzie­ją. Wkrót­ce jed­nak wkro­czył na ścież­kę dżi­ha­du, za­ło­żył wła­sne ugru­po­wa­nie zbroj­ne i za­czął prze­rzu­cać za­gra­nicz­nych bo­jow­ni­ków z Syrii do Iraku (dziś biz­nes dzia­ła z po­wo­dze­niem w obie stro­ny). Z cza­sem prze­jął wła­dzę w mie­ście Rawa w po­bli­żu gra­ni­cy, na­rzu­ca­jąc tam dra­stycz­ne rządu sza­ria­tu, które póź­niej roz­po­wszech­ni­ła Al-Ka­ida w Iraku.
W 2005 roku Ba­gh­da­di zo­stał aresz­to­wa­ny przed Ame­ry­ka­nów, któ­rzy prze­trzy­my­wa­li go w swoim wię­zie­niu w Camp Bucca do 2009 roku. Dziś może dzi­wić, że USA zwol­ni­ły bo­jow­ni­ka, który wkrót­ce sta­nął na czele najam­bit­niej­szej or­ga­ni­za­cji ter­ro­ry­stycz­nej na świe­cie. Cóż, w tam­tym okre­sie ame­ry­kań­skie wię­zie­nia pę­ka­ły w szwach. W 2007 roku Stany Zjed­no­czo­ne prze­trzy­my­wa­ły ponad 25 tys. Ira­kij­czy­ków, z któ­rych przed sądem miał sta­nąć za­le­d­wie co dzie­sią­ty. Ba­gh­da­di był igłą w bły­ska­wicz­nie pęcz­nie­ją­cym stogu siana. USA do­pie­ro dwa lata póź­niej, w 2011 roku, uzna­ły go za ter­ro­ry­stę i wy­sta­wi­ły za nim list goń­czy. Przez cały ten czas Ba­gh­da­di wy­trwa­le uni­kał wszel­kich pu­blicz­nych de­kla­ra­cji po­par­cia dla szefa Al-Ka­idy, Aj­ma­na az-Za­wa­hi­rie­go.
W tym samym roku, gdy pre­mier Iraku Nuri al-Ma­li­ki wy­rzu­cił z kraju ame­ry­kań­skie woj­ska, Ba­gh­da­di roz­po­czął nową falę ata­ków ter­ro­ry­stycz­nych, głów­nie sa­mo­bój­czych za­ma­chów bom­bo­wych wy­mie­rzo­nych w szy­itów. Kiedy w ubie­głym roku otwo­rzy­ła się per­spek­ty­wa prze­ję­cia kon­tro­li nad więk­szym te­ry­to­rium, Ba­gh­da­di pod­jął de­cy­zję o za­an­ga­żo­wa­niu swo­je­go ugru­po­wa­nia w eska­lu­ją­cy kon­flikt wy­zna­nio­wy w Syrii. Znów zmie­nił nazwę ISISor­ga­ni­za­cji – tym razem na Is­lam­skie Pań­stwo Iraku i Le­wan­tu (ISIS) – i sku­pił wy­sił­ki na nisz­cze­niu lub wcie­la­niu we wła­sne sze­re­gi sy­ryj­skich re­be­lian­tów, wy­mu­sza­niu coraz wyż­sze­go okupu i przej­mo­wa­niu kon­tro­li nad zło­ża­mi ropy, za­miast ata­ko­wać Asada. Osten­ta­cyj­nie wy­po­wie­dział po­słu­szeń­stwo Za­wa­hi­rie­mu, który w coraz ostrzej­szym tonie żądał, by ugru­po­wa­nie nie mie­sza­ło się w spra­wy Syrii i trzy­ma­ło się Iraku.
Przez pierw­sze czte­ry mie­sią­ce tego roku ter­ro­ry­ści ISIS pu­sto­szy­li za­chod­ni Irak, a gdy w końcu w czerw­cu z po­wo­dze­niem prze­bi­li się na pół­noc kraju, uzna­li, że nad­szedł czas, by zro­bić naj­śmiel­szy krok. 29 czerw­ca ogło­si­li, że na oku­po­wa­nych te­ry­to­riach za­kła­da­ją ka­li­fat, sa­mo­zwań­cze pań­stwo is­lam­skie, wy­kra­cza­ją­ce poza ofi­cjal­ne gra­ni­ce państw Bli­skie­go Wscho­du, któ­re­go przy­wód­cą, czyli ka­li­fem (tytuł przy­na­leż­ny na­stęp­com Ma­ho­me­ta) jest oczy­wi­ście Ba­gh­da­di. Przy oka­zji zmie­nio­no nazwę na Pań­stwo Is­lam­skie.
Siły Ba­gh­da­die­go oku­pu­ją ob­szar dwa razy więk­szy od Izra­ela, obej­mu­ją­cy dwa pań­stwa i przy­le­ga­ją­cy do kilku. Są o krok od Bag­da­du, który był sto­li­cą ka­li­fa­tu Ab­ba­sy­dów w tzw. zło­tym wieku is­la­mu.
Pod żad­nym po­zo­rem nie na­le­ży lek­ce­wa­żyć za­gro­że­nia, jakie sta­no­wi ta or­ga­ni­za­cja i jej dżi­ha­dy­stycz­ne qu­asi-pań­stwo. Ważne, jed­nak, by na Pań­stwo Is­lam­skie spoj­rzeć z wła­ści­wej per­spek­ty­wy.
Ka­li­fat to in­sty­tu­cja o ty­siąc­let­niej hi­sto­rii. Ostat­ni, wy­jąt­ko­wo nie­udol­ny, znie­sio­no bli­sko sto lat temu, gdy świec­ki rząd Tur­cji oba­lił Im­pe­rium Osmań­skie. Cele, jakie sta­wia sobie Pań­stwo Is­lam­skie, do­wo­dzą, że or­ga­ni­za­cja ta żyje w świe­cie uro­jo­nym. Ogól­nie mó­wiąc, chce wskrze­sić wiel­kie pań­stwo is­lam­skie w Zło­tym Rogu – pasie ży­znych ziem w kształ­cie pół­księ­ży­ca, cią­gną­cym się od Morza Czer­wo­ne­go na za­cho­dzie po Za­to­kę Per­ską na wscho­dzie – a może i dalej, w Afry­cie i Azji.ISIScaliphate
Dając wiarę wy­bu­ja­łym am­bi­cjom ter­ro­ry­stów świat tań­czy tak, jak gra mi­strzow­ska pro­pa­gan­da or­ga­ni­za­cji. Pań­stwo Is­lam­skie to żądne krwi ugru­po­wa­nie ter­ro­ry­stycz­ne zło­żo­ne z is­la­mi­stycz­nych fa­szy­stów, któ­re­mu się po­szczę­ści­ło – wy­ko­rzy­stu­jąc chaos w Syrii oraz nie­udol­ność rządu w Bag­da­dzie prze­ję­ło kon­tro­lę nad cał­kiem spo­rym te­ry­to­rium. Ist­nie­je wiele po­wo­dów, by ocze­ki­wać, że ich jak dotąd śmiesz­ny ka­li­fat wy­pstry­ka się, zanim choć­by o krok zbli­ży się do speł­nie­nia swo­ich am­bi­cji.
Po pierw­sze, Pań­stwo Is­lam­skie z wszyst­kich stron ma wro­gów. Opie­ra­ją mu się inni sy­ryj­scy re­be­lian­ci na wscho­dzie (w tym stara Al-Ka­ida), na pół­no­cy budzi wro­gość nowo roz­zu­chwa­lo­nych Kur­dów, a z po­łu­dnia prę­dzej czy póź­niej przyj­dzie kontr­ofen­sy­wa rządu. Nawet jeśli upad­nie irac­ki rząd – a do tego jesz­cze da­le­ko – szy­ic­ka więk­szość w Iraku nie za­ak­cep­tu­je per­ma­nent­nie wo­ju­ją­ce­go pań­stwa na swo­jej pół­noc­nej flan­ce, a co tu mówić o wpusz­cze­niu ich do Bag­da­du.
Są­sie­dzi Iraku także ode­prą ataki. An­ka­ra nie pa­trzy przy­chyl­nie na fakt, że Pań­stwo Is­lam­skie upro­wa­dzi­ło w Iraku 80 oby­wa­te­li tu­rec­kich, w tym dy­plo­ma­tów. Iran z prze­ra­że­niem ob­ser­wu­je ak­ty­wi­za­cję ra­dy­kal­ne­go ruchu sun­nic­kie­go na swo­jej za­chod­niej gra­ni­cy i nie­po­koi się moż­li­wo­ścią utra­ty so­jusz­ni­ka w Bag­da­dzie, któ­re­go ceni bar­dziej niż nawet Asada. Te­he­ran po­dob­no co­dzien­nie wy­sy­ła do Bag­da­du setki ton za­opa­trze­nia drogą po­wietrz­ną, a irań­skie drony pa­tro­lu­ją prze­strzeń nad Ira­kiem. Trzy ty­go­dnie temu wy­słał tam już swoje siły spe­cjal­ne.
USA także wy­sła­ły do Iraku kil­ku­set żoł­nie­rzy sił spe­cjal­nych i w razie po­waż­niej­sze­go za­gro­że­nia dla Bag­da­du nie­mal na pewno od­po­wie­dzą ata­kiem z po­wie­trza. Pań­stwo Is­lam­skie może sobie do­ka­zy­wać w ob­sza­rach miej­skich, jak Mosul, ale zde­cy­do­wa­na więk­szość oku­po­wa­ne­go przez nich te­ry­to­rium po­zba­wio­na jest osło­ny. Jeśli ich siły wyjdą poza mury mia­sta, będą bez­bron­ne.
Jed­nak naj­więk­sze za­gro­że­nie czeka ich na ich wła­snym po­dwór­ku. Im czę­ściej mó­wi­my o Pań­stwie Is­lam­skim jako o mózgu dżi­ha­du, tym szyb­ciej za­po­mi­na­my, że ich suk­ces za­le­ży od bu­do­wa­nia ko­ali­cji. Po­le­ga­ją na part­ner­stwie z in­ny­mi bo­jów­ka­mi sun­nic­ki­mi, zwłasz­cza ba­asi­sta­mi, oraz lo­kal­ny­mi ple­mio­na­mi sun­nic­ki­mi, które udzie­la­ją mil­czą­ce­go po­par­cia, a cza­sa­mi nawet ak­tyw­nie z nimi współ­pra­cu­ją.
Bez tych so­jusz­ni­ków Pań­stwo Is­lam­skie za­pew­ne nie zmiaż­dży­ło­by tak łatwo irac­kich sił bez­pie­czeń­stwa. Lecz takie ko­ali­cje upa­da­ją rów­nie szyb­ko, jak po­wsta­ją. Pań­stwo Is­lam­skie już raz ze­bra­ło baty – w po­przed­nim wcie­le­niu, jako Al-Ka­ida w Iraku. Kam­pa­nię re­li­gij­ne­go ter­ro­ru wobec oby­wa­te­li Iraku i żoł­nie­rzy Za­cho­du stłu­mio­no w 2008 roku dzię­ki zwięk­sze­niu ame­ry­kań­skiej obec­no­ści w Iraku i tzw. „prze­bu­dze­niu” lo­kal­nych ple­mion sun­nic­kich, które miały dość bru­tal­no­ści ter­ro­ry­stów.
Nie­któ­rzy twier­dzą, że Ba­gh­da­di wy­cią­ga wnio­ski z wła­snych błę­dów. Jego lu­dzie rzą­dzą nowo pod­bi­ty­mi mia­sta­mi nieco ła­god­niej, a nawet or­ga­ni­zu­ją usłu­gi dla spo­łe­czeń­stwa – coś jakby biuro ochro­ny kon­su­men­ta, za­miast je­dy­nie osza­la­łe­go ści­na­nia głów. Obie­ca­li nawet, że od­da­dzą oku­po­wa­ną ra­fi­ne­rię Baj­dżi lo­kal­nym ple­mio­nom. Nie umniej­sza to jed­nak faktu, że przy­wód­cy Pań­stwa Is­lam­skie­go to me­ga­lo­ma­ni opę­ta­ni ide­olo­gią.
Maska do­bre­go za­rząd­cy szyb­ko spad­nie i prę­dzej czy póź­niej za­czną wpro­wa­dzać swój dra­koń­ski sza­riat, który wy­wo­ła gwał­tow­ną re­ak­cję, jak to miało miej­sce w ubie­głym roku w Syrii.

Wzrost zna­cze­nia Pań­stwa Is­lam­skie­go sta­no­wi po­waż­ne wy­zwa­nie dla Al-Ka­idy, państw Bli­skie­go Wscho­du i dla Za­cho­du. Wy­ko­rze­nie­nie dżi­ha­dy­stów z ba­stio­nów w Iraku i Syrii może wy­ma­gać wie­lo­let­nie­go wy­sił­ku, a od­bu­do­wa funk­cjo­nu­ją­cych państw może zająć kilka dekad. Lecz czy pań­stwo Is­lam­skie jest w sta­nie bro­nić, za­rzą­dzać i bu­do­wać ka­li­fat z wszyst­kich stron oto­czo­ny wro­ga­mi? To zwy­kłe im­pe­ria­li­stycz­ne bujdy. Ego Ba­gh­da­die­go wy­sta­wia czeki, któ­rych jego ugru­po­wa­nie nigdy nie spie­nię­ży.

(JS)

Related News

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

COPYRIGHT 2014 ZYCIE PUBLISHING SERVICES. ALL RIGHTS RESERVED.