Indie – podróż kanapowa (2)

Tydzień temu wyruszyliśmy w “kanapową podróż po Indiach. Dziś dalsza część opowieści…
Żywych świętych łatwo w Indiach rozpoznać, to ci ubrani w pomarańczowe szaty.
Dziewczyny oczywiście korzystają z możliwości dostąpienia świętości i pluskają się w zimnej wodzie Gangesu, a konkretnie jedna się pluska, bo druga stwierdziła, że woli być zdrowa niż święta, woda dla niej była stanowczo za zimna.
Na podróżnym szlaku była też magiczna świątynia Jain, przepięknie zdobiona, tam modlą się wyznawcy dżinizmu, relgii który naucza o przyjaźni ze wszystkimi żyjącymi istotami, a jego celem jest dobro całego wszechświata – a nie tylko ludzi. Filozofia Dżinizmu mocno kładzie nacisk na to, że zwierzęta i rośliny mają dusze; coś w rodzaju duszy mają także minerały, ogień, woda, powietrze… Wszystkie obiekty zawierają życie i dlatego nie powinny być eksploatowane i wykorzystywane przez ludzkość, ale traktowane jak nasi życzliwi przyjaciele. Gwałt zadany istocie ludzkiej lub innym istotom jest gwałtem zadanym samemu sobie.
Finezja, misteria wykonania całego kompleksu, a także atmosfera tego miejsca sprawia, że nie można go pominąć odwiedzając Indie.


Przysłuchuję się tym opowieściom Justyny, przeglądam album ze zdjęciami i wchodzę coraz głębiej w klimat zaczarowanych Indii, które moja przyjaciółka próbuje odczarować pokazując mi bezwlędność tego kraju, gdzie życie nie jest żadną wartością. Śmierć oswaja się tam na każdym kroku, płonące stosy ze zmarłymi nad Gangesem wpisują się w codzienność wielu miast. Ludzie na ulicach nie okazują sobie żadnych uczuć, nie ma zakochanych par, uścisków i czułych powitań. Podczas całej podróży, dziewczyny spotykają tylko jedną, objętą parę, to młode małżeństwo, które tuląc się do siebie zapozuje do zdjęcia. Wydają się być szczęśliwi, choć nic nie mają, są bezdomni.
Domy mieszkańców tego kraju są w większości prawie niezagospodarowane. Nie ma kuchni, wszystkie posiłki przygotowywane są na zewnątrz, albo kupuje się je od ulicznych kucharzy. Takimi stoiskami, z regionalnymi potrawami, oblepione są całe ulice, dziewczyny nie miały odwagi spróbować żadnych z serwowanych na ulicy znakomitości.
Ciekawym rozwiązaniem są też pralnie publiczne. Oczywiście można swoje ciuchy wyszorwać na kamieniach Gangesu, ale można też odddać do pralni, gdzie głównie mężczyźni, w wielkich kadziach piorą ubrania z całego miasta. Wygląda to jakby ubrania, bez żadnego ładu i składu, były wrzucane do wielkich garów i prane, a jednak w chaosie jest metoda, bo pod koniec dnia odzież trafia we właściwe ręce.Na zdjęciach, pokazywanych przez Justynę, szukam bombajskich slamsów, o których czytałam na setkach kartek książki Gregora Davida Robertsa pt. Shantaram.
Dziewczyny o slamsy tylko zahaczyły, fotografując jedynie zewnętrzną ich ścianę, do środka, do środka piekła na ziemi, mają wstęp tylko jego mieszkańcy.
Justynka opowiada o biedzie Indii, o niszczejących, pięknych pałacach maharadżów, o obojętności na codzienność jaką można zaobserwować wszędzie, zarówno w wielkich miastach jak i indyjskich wioskach. Slamsami nie są zaintersowane, to jedno z najbardziej przygnębiających miejsc jakie widziały.
A co najbardziej im się podabało, zachwyciło, pozostało w pamięci na zawsze? Oczywiście Taj Mahal – uznany za jeden z Cudów Świata, podobno najpiękniejszy dowód miłości i jednocześnie grobowiec znany ludzkości. Biała budowla Taj Mahal, z kopułami w kształcie cebuli jest symbolem Indii. Codziennie odwiedza ją 25-35 tysięcy turystów z całego świata. Na podstawie podań i legend związanych z jej powstaniem napisano wiele romansów, nakręcono niezliczoną ilość filmów, szczególnie w indyjskich wytwórniach Bollywoodu. I choć historycy próbują legendę o wielkiej miłości szacha do jednej ze swych żon obalić, Hindusi oraz ogromna większość przybywających do azjatyckiego kraju turystów nie wierzy im i woli tę bardziej romantyczną wersję wydarzeń.


Siedzimy na kanapie jedząc słodkie pomarańcze i zastanawiamy się co przyciąga ludzi do Indii czy rzeczywiście są takie niezwykłe i magiczne? Ksiądz prof. Józef Tishner powiedział kiedyś – „Gdy człowiek nie wie, co robić, sumienie mówi mu – szukaj”. Może właśnie poszukiwania przyciągają ludzi do Indii. Odmienność i egzotyka tego miejsca. Odłamów różnych religii, wyznań i sekt jest tutaj tak wiele, że każdy znajdzie coś dla siebie. W Indiach znajdziemy religie bardzo wymagające i żądające od nas pełnej ascezy do końca życia lub takie, które stawiają nam jedynie za zadanie wierzyć – w co? W Boga oczywiście albo w bogów wielu, zależy kto co wybierze.
Justyna mówi, że do Indii uciekają ludzie niedojrzali i tacy, którzy chcą się uwolnić od zachodniego stylu życia. Pośpiech i nadmiar obowiązków, niektórych przytłacza tak bardzo, że jedynym właściwym rozwiązaniem jest podróż – choćby na koniec świata.
Czy rzeczywiście Indie to najbardziej spirytualny kraj na świecie ? W przekonaniu wielu, nie ma tak głęboko pozamaterialnego kraju jak Indie.
Można zaszyć się w hinduskich pustelniach – aśramach, które najczęściej zakładane są przez mistrza duchowego – guru.
Można zostać świętym i świadczyć o swojej religii wędrując po drogach Indii, można zostać mistrzem jogi, a można nie robić nic, po prostu być.
A czy ja chciałabym kiedyś pojechać do Indii – oczywście przecież tam są najpiękniejsze góry na świecie – Himalaje.

Agata Kusznirewicz
zdjęcia: Justyna Skawińska

więcej zdjęć z wyprawy do Indii znajdą Państwo na nowootwartym blogu „Photography and Beyond” – https://justynaagata.blogspot.ca/

Related News

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

COPYRIGHT 2014 ZYCIE PUBLISHING SERVICES. ALL RIGHTS RESERVED.