“I tylko koni żal!”

Żal. A w uszach brzmi owo żałobne wspomnienie o ostatniej walce w obronie wolnej Rzeczpospolitej, o tych ostatnich, desperackich szarżach kawalerii. – “Jeszcze słychać śpiew i rżenie koni!

Nasze szarże, te przemyślane i zaplanowane przez mądrych hetmanów Rzplitej, i te straceńcze, w obcej już służbie – budziły strach i podziw. I dlatego to Nas, Polaków, opisuje także ta nieśmiertelna, starożytna triada piękna. Żagiel, kobieta, koń.
– “Stoi ułan na winecie… “ – Hej, ułani, malowane dzieci… “
To koń stał się, przez wieki, podstawą naszego bytu i politycznego istnienia. Zawarta w Świętych Księgach każdej religii obiektywna prawda głosi, ku zgryzocie zakompleksionych facetów, iż Istnienie zawsze i wszędzie zależy od Kobiety! Ale, gdy dosiada się konia, i nasza Kobieta staje u strzemion, czekając naszego powrotu – Ach!!! Popatrzmy na płótna Kossaka!
Starożytni dalecy byli od politycznej korekty, widzieli rzeczy takimi, jakie są – dla Mężczyzny, pana wszelkiego stworzenia, koń oznaczał siłę i panowanie. Kobiety zaś, dosiadłszy rumaków, pokazywały zarówno grację jak i niezwyciężoną siłę woli! Mityczne Amazonki budziły strach w szeregach Greków, którym nie straszne były potwory krańców świata!
Starożytny mężczyzna w jednej, jednakże sprawie, zgodziłby się z nami. Zabijanie koni w imię jakiejkolwiek sprawy to zbrodnia!
Czyż nie dobija się koni?
Tak! Dobija! Z miłości do najpiękniejszego, najwspanialszego zwierzęcia, jakie natura nam, ludziom, dała. Dała jednakże do przyjaźni, nie do bezmyślnego używania lub niszczenia!
Starożytni Polacy konie traktowali z szacunkiem. Takie bowiem było nasze, dawne, rycerskie zawołanie – na koń! Chołota piechotą chodziła, ale Panowie Szlachta na koń siadali. A kiedy już siadła – nie było siły w Europie ówczesnej, która by im pola dostała. Piechota, łuki i kusze, zdobywały królestwa na Zachodzie. Ale na rozległych równinach wschodu, na bezbrzeżnych stepach – od Dniestru i Dniepru, po Wołgę – królowała kawaleria. I niezliczonym tabunom azjatyckich najeźdźców tylko żelazne szeregi konnych rycerzy mogły się przeciwstawić. Ta konna barykada, czasem bardziej a czasem mniej skutecznie, ratowała Europę. Nasi brali zwycięstwa – te spektakularne szarże pod Parkanami czy Wiedniem. Potem zaś, gdy politycznej mądrości spadkobiercom towarzyszy pancernych na Sejmach Rzplitej XVIII wieku zabrakło – owi legendarni lekko-konni, choć na zawsze upamiętnieni francuską nazwą “cheveau-leger” i w obcej służbie Cesarza “Boga Wojny”, zdobywali Somosierrę i bronili przepraw na Elsterze.
Polacy mają wobec bożego stworzenia – konia – wielki, historyczny obowiązek. Obowiązek troski!
W ostatnich czterech latach padły 52 konie w Janowie, tej najlepszej na kontynencie hodowli koni arabskich. Te dwie ostatnie, piękne klacze, należące do europejskiej elity, padły otrute, czego dowodzą badania!
Dziś, w świecie międzynarodowych elit posiadanie konia oznacza “status”. Ci z dawnych i ci z “nowych” pieniędzy końmi bądź  stadninami dowodzą swej “arystokratycznej” przynależności. Kto więc końskim życiem rozgrywa dziś w Polsce swe szemrane, polityczne lub pieniężne, racje?
Prezydent Bernie Sanders?
bernie-sandersWyniki wyborów z Winsconsin musiały wprowadzić partyjnych ‘ekspertów’ demokratów w poważny rozstrój nerwowy. Bernie, ten starszawy senator, który już dawno powinien był zrezygnować z opierania się woli “ludu”, czyli establishmentu partii demokratycznej, nie tylko “trwa” ale zdaje się zdobywać momentum. A amerykańska polityka wyborcza, jej cała dynamika kampanii, podsycanej medialnym paliwem ocen, sondaży czy sensacji, żeruje na owym “momentum”. I dziś już nie jest takie pewne, iż skazywany na marginalizację senator, proponujący amerykańskim wyborcom polityczną rewolucję – rewolucję polegającą na prostym założeniu – wyzwolenia się z dominacji Wall Street, owych anonimowych macherów pieniądza, nie będzie kandydatem. Po szóstym zwycięstwie w siedmiu stanowych konfrontacjach, senator z Vermont, Bernie  Sanders ma powody do zadowolenia i doradzania swym zwolennikom, aby “nic nie mówili” Pani Hilary.
Do tej pory tradycyjna “mądrość” kampanii demokratycznych pretendentów wskazywała na partyjnych “super-delegatów”, nie związanych wyborczymi warunkami, jako na atut byłej Pani Sekretarz Stanu z administracji Obamy. Ale ta sama prawidłowość, która do tej pory automatycznie przypisywała Hilary Rotham Clinton owe siedem setek z okładem super-delegatów, zaczyna się komplikować. Owi “specjalsi” mają bowiem na oku jeden, jedyny cel – pozostanie u władzy. I nie jest dla nich ważne, kto konkretnie, z nazwiska czy urodzenia, będzie kandydatem, ale na ile ów wyłoniony na narodowej konwencji kandydat ma szanse w konfrontacji z republikanami. A w sytuacji wielkiego republikańskiego zamieszania, kiedy establishment najwyraźniej stawia na umiarkowanego kandydata – każdego, byle nie Trumpa, – ktoś inny, niż dociążona wieloma wpadkami – Hilary może okazać się bezcenny. Mamy więc w obu partiach prawdziwy wyścig po nominację! Jak to w Ameryce, the show must go on!!!

WMW

Related News

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

COPYRIGHT 2014 ZYCIE PUBLISHING SERVICES. ALL RIGHTS RESERVED.