Jak osobowość wpływa na wagę

Powitanie z Afryką

Lubię przyglądać się słowom, smakować je, słuchać jak brzmią.
Oczywiście dużo zależy od zdania w jakim pojawiają się wyrazy.
Niezmiennie jednak nie lubię słowa rajtuzy, niezależnie od tego gdzie się ono pojawiaja, za to urzeka mnie brzmienie słowa filiżanka, a bawi słowo kurdupel.

Są również nazwy państw i miast, które zawsze wywołują jakieś myśli i skojrzenia. Szczególnie ładnie pod koniec zimy brzmi Tanzania, która nierozłącznie kojarzy się z ciepłem i pięknym słońcem.
Oczywiście, również Tanzania znalazła się, kilka lat temu, na szlaku odkrywania świata przez Justynę. Na tę wyprawę w październiku 2014 roku pojechały trzy dziewczyny – Asia, Tamara i Justyna.

Tanzania to państwo, które mieści w swoich granicach najwyższy szczyt Afryki – Kilimandżaro oraz jeden z najbardziej znanych parków narodowych – Serengeti. Tutaj także znajduje się największy krater świata – Ngorongoro, obecnie zamieszkany przez dzikie zwierzęta. To również jedno z najstarszych miejsc na świecie, które bez przerwy było zamieszkane przez człowieka. Ludzie w Tanzanii pojawili sie już dwa miliony lat temu. Tanazania, Kilimandżaro, Serengeti, Ngorongoro – tyle pięknych słów, brzmiących jak afrykańskie, bajkowe zaklęcia.
Pamiętacie jak pisałam, że wszystko zaczyna się od marzeń? Nie inaczej było w przypadku tego wyjazdu. Joasia zamarzyła sobie odtworzenia sceny z filmu pt. „Pożeganie z Afryką”, no i nie było innego wyjścia, trzeba było pojechać do Afryki.

Jest taki fragment we wspomnianym filmie gdy Denys, grany przez Roberta Redforda myje włosy Karen – w tej roli Meryl Streep, przepiękny, pełen namiętności obraz z dzbankiem wody na pierwszym planie. I choć akcja filmu rozgrywa się w Kenii, a nie w Tanzanii, dzbanek wraz z dziewczynami miał polecieć do Afryki. Niestety na lotnisku trzeba było dodatkowy bagaż zostawić ze względu na ograniczone możliwości przewozowe, marzenie zostało, ale dziewczyny spędziły ponad dwa tygodnie w iście filmowej scenerii.

Słuchając opowiadań z tego zakątka świata, miałam wrażenie, że dziewczyny do wyjazdu podeszły bardzo romantycznie, wszystko miało być jak w filmie, tylko chyba kierunki się podróżniczkom na początku pomieszały, bo na paznokciach pojawił się lakier o pięknej nazwie – Italian Romance, ale jak tłumaczy Joasia, idealnie oddawał ducha wyjazdu. Dziewczyny zabrały ze sobą białe spodnie i koszule, kolorowe szale i bieliznę z Victoria Secret, żeby całość miała piękne podłoże. I o ile przewiewna, koronkowa bielizna sprawdziła się w afrykańskich upałach to niestety białe spodnie i koszule, obciążone afrykańskim kurzem i piachem szybko powędrowały na dno plecaków.
Joasia zadbała o szczegóły, rano prezentując się, przynajmniej na początku wyjazdu, w pięknej bieli, a wieczorem w piżamie w panterkowe ciapki.

Oglądanie przepięknej afrykańskiej dzikiej przyrody koleżanki zaczynają w Parku Narodowym Tarangire, który znajduje się na północy Tanzanii. To ponoć jeden z najpiękniej- szych zakątków kraju, z olbrzymimi baobabami. W Tarangire można spotkać również ogromne stada słoni – niektóre z nich liczą nawet 600 osobników. Oprócz tych ogromnych zwierząt w parku narodowym żyją także inne gatunki, takie jak guźce, antylopy, bawolce, lwy czy lamparty.
W Tarangire dziewczyny spędzają pierwszą noc, która dla Tamary okazała się bezsenna. Wydawało jej się, że słyszy wszystkie zwierzęta sawanny, że obok namiotu przebiega lew, a za nim słoń i na pewno namiot zaraz zostanie stratowany przez dziką zwierzynę. Oczywiście ani tej nocy, ani każdej następnej, żadne zwierzę nie zaatakowało namiotu podróżniczek, a Tamara podobnie jak reszta uczestników wycieczki, zaczęła spać w korkach.

W południowym zakątku parku Tarangire znajduje się Ndutu, słone jezioro, wokół którego skupia się duża populacja flamingów. Natomiast przy znajdującej się na zachodzie rzece Grumeti żyją ogromne krokodyle nilowe. Oprócz różnych gatunków zwierząt, tereny Tarangire zamieszkiwane są przez plemiona pasterskie – w tym również Masajów.
Kto liczy teraz na długą opowieść o tym plemeniu, pewnie się rozczaruje, bo to właśnie Masajowie dziewczynom podobali się najmniej z całej wycieczki.

A konkretnie najmniej to podobał im się ich sposób życia i podejścia do kobiet, które w ich świecie traktowane są niemalże jak zwierzęta domowe, przypisane do wykonywania konkretnych zdań. To kobiety u Masajów budują domy, rodzą dzieci, chodzą wiele kilometrów po wodę, dbają o kuchnię, a Panowie skaczą rytualnie w górę i w dół, pilnując kóz. Oczywiście nie trzeba dodawać, że żon Masajowie mogą mieć nieograniczoną liczbę, które można kupić, niemalże z certfikatem obrzezania.
Z Tarangire dziewczyny przywiozły piękne zdjęcia lwów. Patrząc na te drapieżniki nie ma się wątpliwości, że to królowie zwierząt. Zachwycające są lwice – groźne i zdecydowane, w każdej chwili gotowe do ataku. Tamara mówi, że polowania lwic odbywają się chyba w najbardziej humanitarny sposób jaki można sobie wyobrazić. Złapana ofiara ma natychmiastowo przegryzaną tętnicę i umiera niemalże zaskoczona całym zajściem. Dodać tutaj należy, że wszystkie lwice są policzone i zaobrączkowane, dzięki czemu można śledzić ich wędrówki migracyjne.

Z Tarangire przyjaciółki przenoszą się do olbrzymiego Parku Narodowego Serengeti, to jedno z najlepszych na świecie miejsc na safari. Słynny między innymi z olbrzymich migracji antylop gnu.
To właśnie tutaj dziewczyny zaliczają tzw. – Wielką Piątkę- czyli mają okazję zobaczyć w naturalnym środowisku lwa, słonia, lamparta, bawoła i czarnego nosorożca, choć tego ostatniego tylko z daleka, bo to zwierzę jest pod stałą ochroną. Dzień i noc czarne nosorożce chronione są przez specjalne służby. Lwy natomiast występują tu w dużych ilościach, to ponoć w porównaniu z innymi afrykańskimi parkami, właśnie w tym parku jest ich najwięcej (około 3 tysięcy).
Safari w Serengeti do doskonała okazja, żeby podpatrywać zwierzęta w ich naturalnym środowisku, bo zwierzęta bardzo często podchodzą do samochodów.

Czego dziewczyny bały się najbardziej, czy było coś co je najbardziej przeraziło? Okazuje się, że najgroźniejsze nie są polujące lwice, które atakują tylko wtedy gdy są głodne, ale rozpędzone stada bawałów, które biegnąc tratują wszystko, nie wspominając o słoniach, bo z nimi nikt nie ma szans.

„Duch Afryki przybiera zawsze postać słonia. Bo słonia nie może pokonać żadne zwierzę. Ani lew, ani bawół, ani wąż. ” Ryszard Kapuściński – Heban

Dziewczyny wspominają również przepiękne ptaki, których w Serengeti jest około 500 gatunków. Najbardziej podobał im się sekretarz, nazwany tak ze względu na charakterystyczne pióra z boku głowy, przez co wygląda jakby chodził z założonym za ucho długopisem.
Z opowieści moich przyjaciółek płynie ciepło, niemalże żar, ale jak relacjonują dziewczyny, podróż nie była męcząca, a słońce znośne, choć oczywiście w pewnym momencie pokazało swój groźny pazur.
Romantyczna dusza Tamary pognała ją pewnego dnia, w cień drzewa, gdzie postanowiła spędzić parę uroczych chwil z książką. Uznając, że słońce nie jest tak intensywne zdjęła kapelusz, z którym wcześniej się nie rozstawała, i zatopiła się beztrosko w tę piękną chwilę, która jak się dobrze domyślacie, zakończyła się udarem słonecznym. Na szczęście nie bardzo groźnym w skutkach.

Z wyliczanki pięknych nazw pozostaje nam jeszcze Ngorongoro, to rezerwat w kraterze wygasłego wulkanu. Krater ma średnicę 18 km, jest na wysokości 1800 m n.p.m. i ma 600 m głębokości.

Africa-Tanzania-Ngorongoro

Africa-Tanzania-Ngorongoro

Przez park przechodzi około sześciu milionów zwierząt; wśród nich są zebry, bawoły i wiele gatunków antylop. W parku obserwować można największe ssaki lądowe – słonie afrykańskie. Pośród drapieżników polujących na tym terenie występują lwy, hieny, lamparty, gepardy czy szakale.

Oczywiście była również wyprawa w góry, choć na Kilimandżaro nie starczyło czasu, to dziewczyny dzielnie wspięły się na Mount Meru. To druga co do wysokości góra w Tanzanii, jest o 1500 m niższa od najwyższego szczytu – Kilimandżaro. Wspinaczkę rozpoczynają w środku nocy i jak mówią to je uratowało, bo w drodze powrotnej nie mogły uwierzyć, że szły tak niebezpieczną trasą bez żadnego zabezpieczenia. Wygląda na to, że wrócą kiedyś w te rejony, w końcu zostawiły sobie do zdobycia Kilimandżaro, na jakieś poźniej.

Przez Tanzanię koleżanki podróżowały z rewelacyjnym przewodnikiem Tomem, który dbał, żeby podróżniczki zobaczyły wszystko co powinny zobaczyć, żeby żadne zwierzę, ptak czy drzewo nie umknęło ich uwadze. Pewnie dlatego opowieści z Tanzanii ciągnęły się bez końca. Miały też osobistego kucharza, który jeździł z nimi od jednego punktu wyprawy do kolejnego dbając by damom niczego nie brakowało. Były więc świeże owoce i warzywa kupowane na lokalnych targach, testowanie regionalnych specjałów. A każdy posiłek kucharz serwował w iście kolonialnym stylu, koniecznie z kucharską czapką na głowie.

Jeszcze raz i po raz kolejny przeglądam album zdjęć z Tanzanii, dzikość tego regionu świata i jego piękno zapiera dech w piersi. Justynka mówi, że na Afrykę i jej przyrodę trzeba nauczyć się patrzeć, bo na początku nic nie można dostrzec. Zwierzęta kamuflują się w tak doskonały sposób, że przestrzeń wydaje się niezamieszkała przez żadną zwierzynę, dopiero po jakimś czasie dostrzega się przyrodę bardzo ożywioną.

Tanzania słynie także z przepięknych wschodów i zachodów słońca – to dzięki niczym niezmąconej przestrzeni, a księżyc może świecić tak jasno w Tanzanii nocą, że nie potrzeba latarki, aby zobaczyć dokąd idziesz.

Ten kontynent jest zbyt duży, aby go opisać. – pisał Ryszard Kapuściński w ksiażce pod tytułem Heban – To istny ocean, osobna planeta, różnorodny, przebogaty kosmos. Tylko w wielkim uproszczeniu, dla wygody, mówimy – Afryka. W rzeczywistości, poza nazwą geograficzną, Afryka nie istnieje.

Agata Kusznirewicz
zdjęcia Justyna Skawińska

https://justynaagata.blogspot.ca

Najzdrowsze produkty spożywcze świata

Surowe migdały, czerymoja i karmazyn atlantycki – to zdaniem naukowców trzy najlepsze, pod względem wartości odżywczej, pokarmy na ziemi. Ale uwaga! Nawet najzdrowsze produkty w nadmiarze mogą nam zaszkodzić.

Dietetycy, lekarze i kucharze od dawna próbują zaprojektować idealną, zbilansowaną dietę, która pomogłaby w walce z najważniejszymi problemami zdrowotnymi trapiącymi ludzi, a także pomogła nam dożyć w dobrym zdrowiu sędziwego wieku. W związku z tym, na świecie opracowano już wiele różnych modeli optymalnego żywienia, często wyrażanych w formie graficznej – np. piramid lub talerzy żywieniowych. Cały czas powstają jednak nowe koncepcje i narzędzia, mające pomóc ludziom w dokonywaniu lepszych wyborów żywieniowych.

Jednym z takich narzędzi, zyskującym ostatnio na popularności, są rankingi produktów spożywczych o szczególnych walorach żywieniowych i zdrowotnych – jak np. ranking NF (skrót od nutritional fitness), opracowany niedawno przez międzynarodowy zespół naukowców z Korei Południowej (Pohang Univer- sity of Science and Technology) oraz USA (University of Illinois). Ranking ten został opublikowany w czasopiśmie naukowym Plos One.

Wspomniany zespół naukowców, ocenił pod względem wartości żywieniowej i zdrowotnej blisko tysiąc różnego rodzaju, surowych, nieprzetworzonych produktów spożywczych z całego świata, używając do tego zaawansowanych, komputerowych metod analitycznych.

Celem tej analizy było wskazanie produktów, które z uwagi na swoją wartość odżywczą (m.in. zawartość kluczowych witamin i mikroelementów, profil kwasów tłuszczowych, istotne kombinacje występujących w nich skła- dników odżywczych), najlepiej nadają się do stosowania w zdrowej, zbilansowanej diecie, czyli mają duży potencjał zaspakajania potrzeb żywieniowych człowieka.

Autorzy analizy sugerują, że pokarmy, które uzyskały wysokie pozycje w tym rankingu, spożywane regularnie w połączeniu z innymi, nie tylko mogą tworzyć wyjątkowo pożywną dietę, która zaspokaja zapotrzebowanie organizmu na wszystkie niezbędne składniki odżywcze, ale też, dietę, która jednocześnie nie stwarza ryzyka spożycia zbyt dużej ilości poszczególnych składników (przekroczenia określonych norm i limitów). Analiza wskazuje więc produkty mające optymalną zawartość kluczowych składników odżywczych (nutrient balance).

„Trzy pokarmy, które uzyskały najwyższy wynik NF, to: migdały, czerymoja i karmazyn atalntycki” – czytamy w artykule pod tytułem Uncovering the nutritional landscape of food, prezentującym wyniki analizy.

Produkty te zanotowały oceny bliskie ide-ału, sięgające od 0,97 do 0,89 punktu, gdzie 1 było wynikiem maksymalnym, a średni wynik wszystkich produktów wyniósł 0,30. Dla porównania mięso z kurczaka otrzymało notę 0,18, orzeszki arachidowe 0,16, a miąższ kokosa zaledwie 0,07.

Na kolejnych miejscach w zestawieniu (po wspomnianej wyżej czołowej trójce) znalazły się: ryby flądrokształtne (flatfish) z wynikiem 0,88, nasiona chia (0,85), pestki dyni (0,84), a także boćwina (burak liściowy), z wynikiem 0,78.

Na dobry wynik poszczególnych produktów w rankingu NF wpływ miała m.in. zawartość takich składników jak: cholina, witamina D, kwas linolowy i kwas alfa-linolenowy (naukowcy wyróżnili te składniki jako szczególnie znaczące – bottleneck nutrients). Pełną listę produktów z tego obszernego rankingu oraz kryteriów ich oceny, można znaleźć w załącznikach do cytowanego artykułu naukowego.

Ale poza wskazaniem konkretnych, wyjątkowo pożywnych pokarmów, autorzy analizy dają nam też cenne wskazówki ogólne, odnośnie dokonywania korzystnych wyborów żywieniowych, w obrębie kluczowych grup produktów.

„W kategorii żywności bogatej w białko, produkty należące do grupy ryb, wątróbek oraz nabiału, miały przeciętnie wyższy wskaźnik NF od produktów z grupy wieprzowina, wołowina czy drób. W kategorii żywności bogatej w tłuszcze, orzechy i nasiona oleiste miały wyższy NF niż tłuszcze zwierzęce. W kategorii żywności bogatej w węglowodany, owoce miały z reguły korzystniejszy NF niż ziarna zbóż i roślin strączkowych. W kategorii żywności nisko-kalorycznej, warzywa, a także należące do przypraw ostre papryczki i pieprze (peppers), mają wyższy NF niż zioła i inne przyprawy” – czytamy w artykule koreańsko-amerykańskiego zespołu naukowców.

Migdały rządzą? Nie dajmy się zwariować rankingom

Z pewnością, pod wpływem lektury tego czy innego, podobnego rankingu, część osób dbających o zdrowie i zdrowe żywienie, zechce zmodyfikować swoją listę codziennych lub cotygodniowych zakupów spożywczych. Czy to naprawdę dobry pomysł?

– Na naszą dietę powinniśmy patrzeć całościowo, zamiast skupiać się na drobiazgowej analizie poszczególnych produktów spożywczych. Moim zdaniem, tego rodzaju rankingi, wskazujące różne wysoko odżywcze produkty, tzw. superfoods, nie stanowią uniwersalnej odpowiedzi na potrzeby żywieniowe każdego człowieka. Nie ma jednego produktu który dostarcza wszystkich niezbędnych witamin i składników mineralnych do prawidłowego funk- cjonowania organizmu – mówi Hanna Stolińska-Fiedorowicz, dietetyk z Instytutu Żywności i Żywienia.

Mimo to, jej zdaniem, warto wskazywać produkty o wysokiej „gęstości” odżywczej, czyli bogate w różnego rodzaju składniki odżywcze i je spożywać.

– Ale to czy ich udział w diecie przyniesie korzyści zdrowotne zależy od całościowego sposobu żywienia. Ogólnie niezdrowa dieta, uzupełniona tylko o superfoods, np. zielony koktajl na bazie jarmużu, pozostaje niezdrową dietą. Taki koktajl nie stanowi rozgrzeszenia na wcześniej zjedzonego hamburgera, z frytkami i colą – ocenia dietetyczka.

Ekspertka podkreśla, że dużo zależy również od ilości spożywanych produktów.

– Nawet jeżeli coś jest wysoko odżywcze, to nie oznacza wcale, że możemy jeść tego do woli. Nawet zdrowe produkty w nadmiarze szkodzą, np. migdały bogate w wapń i jednonienasycone tłuszcze są bardzo energetyczne, jarmuż zawiera szczawiany i goitrogeny, a wodorosty zbyt dużo jodu. Ważna jest więc całościowa, dobrze zbilansowana dieta, prawidłowa ilość poszczególnych składników, a także regularność ich spożywania – tłumaczy Hanna Stolińska-Fiedorowicz.

Rankingi tzw. super żywności należy traktować z dystansem również dlatego, że żywność może mieć bardzo różną jakość, nawet w obrębie tej samej kategorii produktowej.

– Z pewnością, nieco inne właściwości i oddziaływanie na organizm będzie mieć jarmuż rosnący przy ruchliwej drodze od tego, który jest uprawiany w gospodarstwie ekologicznym. Inny będzie jarmuż kupiony prosto od rolnika od tego, który kupimy w markecie zapakowany w plastikowe torebki. Inny będzie surowy od poddanego obróbce termicznej – mówi Hanna Stolińska-Fiedorowicz.

W tym kontekście, zwraca ona jeszcze uwagę na aspekt wzajemnej interakcji poszczególnych składników odżywczych oraz stopnia ich wchłaniania w organizmie.

– Każdy z nas inaczej przyswaja poszczególne składniki (dużą rolę odgrywa tu m.in. kondycja naszych jelit) i ma też różne zapotrzebowanie na nie (zmienia się ono np. w okresie ciąży). Dlatego polecam spożywanie bogatej odżywczo żywności w oparciu o zalecenia zawarte w Piramidzie Zdrowego Żywienia i Aktywności Fizycznej IŻŻ oraz zdrowy rozsądek – konkluduje Hanna Stolińska-Fiedorowicz.

Przypominamy, że aktualne piramidy żywieniowe dla dorosłych, dzieci oraz seniorów można znaleźć na stronach internetowych Narodowego Centrum Edukacji Żywieniowej oraz Instytutu Żywności i Żywienia.

Wiktor Szczepaniak/PAP

Źródło: “Uncovering the nutritional landscape of food”, PLOS One

15 marca 2018

Informator kulturalny pod redakcją Krzysztofa Jasińskiego

Demi Lovato

Amerykańska piosenkarka, autorka tekstów, muzyk, aktorka, reżyserka teledysków, kompozytorka, gitarzystka, pianistka i filantropka. Znana z amerykańskiej edycji programu X Factor gdzie zasiadała w panelu jurorskim podczas drugiego i trzeciego sezonu. Oprócz tego popularność przyniósł jej serial Disney Channel Słoneczna Sonny, gdzie grała główną rolę, a także filmy Camp Rock oraz Program ochrony księżniczek.

Dotychczasowy dorobek muzyczny Lovato to sześć albumów studyjnych: Don’t Forget, wydany w 23 września 2008 roku, Here We Go Again, który ukazał się niecały rok później, Unbroken, który wydany został 20 września 2011 roku, a także Demi, którego premiera miała miejsce 14 maja 2013 roku, Confident, wydany 16 października 2015 roku. Ostatnim albumem Demi jest Tell Me You Love Me wydany 29 września 2017. Do jej największych przebojów należą „Give Your Heart a Break”, „Heart Attack”, „Cool for the Summer” oraz „Sorry Not Sorry”. Każdy z nich uzyskał status multiplatynowej płyty według RIAA. Demi zaangażowana jest rów-nież w działalność dobroczynną oraz w kampanie społeczne.

19 marca – Air Canada Centre.

 

PINK

Artystka w dzieciństwie śpiewała w kościelnym chórze, a mając kilkanaście lat porzuciła szkołę, aby rozpocząć karierę muzyczną. Jednak, by spełnić swoje marzenia odnośnie kariery, młoda wokalistka pracowała w barach szybkiej obsługi i na stacjach benzynowych. Po pracy współpracowała z hip-hopową grupą Scratch Smoove. Tam dostrzegł ją łowca talentów, który od razu zaproponował jej nagrania dla prestiżowej, specjalizującej się w muzyce, wytwórni La Face. Pierwszy solowy album Pink „Take Me” szybko zyskał miano platynowej płyty, a sama artystka została nominowana do nagrody MTV Video Music w kategorii debiutant roku 2000. Kiedy jej kariera rozwijała się, weszła do spółki z Christiną Aguilerą, Lil Kim, Myą oraz Missy Elliott. Nagrały cover słynnego kawałka Lady Marmalade, który ozdobił ścieżkę dźwiękową filmu „Moulin Rouge!”. Piosenka stała się wielkim hitem. Już rok później Pink, wydała drugi album Missundastood. Płyta była owocem współpracy Pink z Lindą Perry (4 Non Blonde). W 2003 roku, artystka wydała album Try This. Przy jego realizacji Pink współpracowała między innymi z Timem Armstrongiem z punk rockowej formacji Rancid, a także z Peaches – awangardową kanadyjską wokalistką. W 2006 roku ukazała się jej następna płyta I’m Not Dead”. Singlem był kontrowersyjny teledysk „Stupid Girl”, który od razy trafił na listy przebojów.

21 marca – Air  Canada Centre.

 

Rod Stewart

Wyjątkowy, zachrypnięty głos, charakterystyczna potargana fryzura, niesłabnąca fascynacja krągłymi blondynkami oraz nieśmiertelne przeboje, choćby Sailing, Baby Jane, Maggie May, czy Do Ya Think I’m Sexy? – to skrócona wizytówka Roda Stewarta. Artysty, którego pełna sukcesów kariera trwa przeszło pół wieku.

Urodził się 10 stycznia 1945 roku w Londynie. Z początku nie marzył o karierze piosenkarza, lecz o karierze piłkarskiej. Niestety kontuzja, jakiej się nabawił przekreśliła jego piłkarską karierę. Swoją karierę muzyczną Rod Stewart rozpoczął we wczesnych latach 60 przy boku folkowego piosenkarza Wizza Jonesa. W 1963 roku dołączył do grupy Jimmy Powell & the Five Dimension, w której grał na harmonijce ustnej. W 1965 roku dołączył do grupy Steampacket, która rozpadła się w 1967 roku. Na początku lat 70 został członkiem grupy The Small Faces, później The Faces. Po odejściu z zespołu rozpoczął karierę solową. Ze względu na  ochrypnięty głos, krytycy muzyczni nie wróżyli Stewartowi kariery muzycznej. Pomimo to Rod Stewart stał się  jedną z najważniejszych postaci światowej muzyki rozywkowej drugiej połowy XX wieku i początku XXI wieku.

22 marca  – Air Canada Centre.

 

Foreigner

To brytyjsko-amerykańska formacja rockowa mająca na koncie przeboje „I Want to Know What Love Is” czy „Cold As Ice”. Zespół obecny jest na scenie od drugiej połowy lat 70. i do dzisiaj sprzedał ponad siedemdziesiąt milionów płyt. Obecnie, z początkowego składu, ostał się jedynie gitarzysta Mick Jones.

Foreigner zostało powołane do życia w 1976 roku przez Micka Jonesa, który chciał tworzyć muzykę będącą połączeniem bluesa, R&B i brytyjskiego rocka. – Choć Jones dopiero z Foreigner odniósł sukces, zakładając kapelę nie był amatorem w muzycznym biznesie – tkwił w nim już od początku lat 60. Jego pierwszą kapelą była Nero and the Gladiators, z którą w 1961 roku dorobił się dwóch niszowych przebojów.

22 marca – Sony Centre. 

Co nam przyniesie wiosna?

Astronomiczna rozpoczyna się w momencie równonocy wiosennej i trwa do przesilenia letniego. Równonoc wiosenna, zwana również marcową to sytuacja, w której dzień i noc mają równo po 12 godzin. W tym roku astronomiczna wiosna poprzedza kalendarzową – wypada w niedzielę 20 marca. Z kolei wiosna kalendarzowa przypada 21 marca.
Jednak nie zawsze tak będzie, z biegiem lat pierwszy dzień wiosny wypada trochę wcześniej, lecz nie ma co się tym przejmować. Mocne przesunięcie daty pierwszego dnia wiosny nastąpi dopiero w 2048 roku. Wtedy pierwszy dzień wiosny wypadnie 18.03. Z kolei w 2102 roku pierwszy dzień wiosny może wypaść nawet 13 marca.
21 marca obchodzimy również Światowy Dzień Lasu, a także wyczekiwany przez uczniów Dzień Wagarowicza.
Wiosna budzi do życia!

Pierwsze oznaki wiosny zauważamy na pobliskich drzewach i krzewach. To na nich pojawiają się pączki, z których za jakiś czas rozwiną się liście. Wiosna to jedna z czterech pór roku, które możemy obserwować w przyrodzie strefy klimatu umiarkowanego.
Czym charakteryzuje się wiosna? Przede wszystkim wzrostem średniej dobowej temperatury, która w tym okresie waha się między 5 a 15˚C. Z każdą kolejną dobą zmienia się również długość dnia i nocy. Dzień staje się coraz dłuższy, a noc krótsza.
Wiosną zarówno rośliny, jak i zwierzęta zwiększają swoją aktywność. Nauką badającą wpływ pór roku na rozwój zwierząt i roślin jest fenologia. Co możemy zaobserwować wiosną? Coraz częściej słyszymy śpiew ptaków, a trawa staje się bardziej zielona. Jednym ze zwiastunów wiosny są pojawiające się kwiaty – krokusy i przebiśniegi. Kwitnące rośliny cieszą zarówno oczy jak i nosy. Jednak dla osób z alergią to czas szczególnie ciężki. Zwłaszcza, że w powietrzu poczujemy wierzbę, brzozę i topolę. A co ze zwierzętami? Wielkimi krokami zbliża się pierwszy etap rozmnażania. Przykładowo coraz częściej słyszymy kocie miauczenie. Zwierzęta te rozpoczynają właśnie kocie gody, czyli marcowanie – o czym głośno przypominają. Kotka zaczyna miauczeć coraz głośniej nawołując ojca dla swojego potomstwa. Z kolei kocur staje się bardziej agresywny i jest bojowo nastawiony do rywali. Jednak wiosna to nie tylko rozmnażanie, to moment w którym z zimowego snu wybudzają się m.in. borsuki czy niedźwiedzie. Z ciepłych krajów wracają bociany, jaskółki, słowiki i inne ciepłolubne ptaki. Właśnie tak przyroda budzi się do życia!
Topienie Marzanny
A o co chodzi z tą marzanną? Każdego roku, aby przegonić zimę i powitać wiosnę dzieci topią bądź palą jej symboliczną kukłę. Kim, a właściwie czym jest marzanna? Znana również, jako morana czy śmiercicha to słowiańska bogini śmierci i zimy. Według tradycji słowiańskich, aby nastała wiosna należy zniszczyć złą boginię. Sposobów na to jest kilka. Po pierwsze śmiercichę możemy utopić w pobliskiej rzece, jeziorze a nawet kałuży. W innych wariantach spotykamy się ze spaleniem w ognisku bądź podpaleniem i wrzuceniem do wody. Jak wygląda tradycyjna marzanna? To słomiana kukła ubrana w łachmany, strój lokalny albo suknię druhny. W zależności od regionu może przybierać postać starej baby lub panny w wianku.
Co ciekawe marzanna ma swój męski odpowiednik – marzanioka. Zazwyczaj niesiony jest przez chłopców za orszakiem dziewcząt z marzanną. Niestety, dzieli losy śmiercichy i zostaje zniszczony. Innym ciekawym obrzędem związanym z pierwszym dniem wiosny jest śląski gaik. Jak wygląda typowy gaik? Zrobiony jest z gałęzi sosnowej ozdobionej kolorowymi wstążkami, kwiatami i skorupkami jajek. Przypomina zwyczaj kolędowania. Obnoszony jest od domu do domu, gdzie obnoszący składają życzenia, śpiewają i tańczą. W podziękowaniu za odwiedziny otrzymują drobne podarki w postaci pieniędzy i jajek. Podobnie jak marzanna i marzaniok, ganiok również ginie.
Na wiosnę przestawiamy również zegarki z czasu zimowego na letni. W Kanadzie zrobiliśmy to w niedzielę 11 marca w Polsce zrobią to jednak dopiero 25 marca.
Spory o zmianę czasu trwają od lat. Dla przeciwników taka zmiana to ingerencja w naturalny zegar biologiczny. Prawda jest taka, że potrzebujemy kilku dni na „przestawienie się”, a początki bywają bardzo uciążliwe i męczące. Ale na tym nie koniec wad! Naukowcy alarmują, że zmiana czasu jest kosztowna i skomplikowana dla państwa, w którym jest przeprowadzana. Zwłaszcza dla transportu, gdzie kłopoty pojawiają się w momencie przestawiania zegarka. Pociąg będący w tym czasie w trasie zmuszony jest do postoju bądź opóźnienia. Podobnie sytuacja wygląda w przypadku lotnictwa i transportu drogowego. Czy warto, zatem zmieniać czas?
Wiosenne przesilenie czyli dlaczego brak nam energii wiosną
Wiosna to czas, kiedy cała natura budzi się do życia. I my również chcielibyśmy się obudzić, jednak nasze ciało – akurat o tej porze roku – bardzo często odmawia nam posłuszeństwa. Gdy tuż po zimie pacjenci w aptece zaczynają narzekać na zmęczenie, osłabienie, senność, brak energii, apatię czy bóle głowy, wiadomo, że właśnie nadeszło wiosenne przesilenie.
Brak energii wiosną jest prawdopodobnie efektem spóźnienia naszego zegara biologicznego.
Przesilenie wiosenne, medycznie nazywane zespołem wiosennego zmęczenia, spotyka wielu z nas. Przychodzi znienacka i może trwać nawet do kilku tygodni, ale na szczęście nie jest groźne. W zasadzie jest to sygnał, który wysyła nasz organizm, że sobie z czymś nie radzi, czegoś prawdopodobnie mu brakuje. Klasyczne objawy to senność, zmęczenie, brak chęci do jakiejkolwiek aktywności, a także wypadanie włosów, łamliwość paznokci, szara pozbawiona kolorytu skóra oraz drażliwość, apatia czy pogorszenie nastroju. Jak widać, symptomy te dotyczą nie tylko wielu obszarów ciała. Cierpi również dusza.
Skąd się bierze przesilenie wiosenne
Brak energii wiosną jest prawdopodobnie efektem spóźnienia naszego zegara biologicznego, który nie nadąża za zmianą pór roku oraz zwiększeniem natężenia promieniowania słonecznego. Dla organizmu oznacza to spore nowości, ponieważ przestawia się wtedy jego gospodarka hormonalna i przyspiesza metabolizm. Podejrzewa się, że za występowanie objawów wiosennego zmęczenia odpowiadają też niedobory witamin oraz składników mineralnych, które wynikają z mało zróżnicowanej zimowej diety, ubogiej w warzywa i owoce. Najczęściej dochodzi do niedoborów: potasu, magnezu, cynku, żelaza, witamin z grupy B oraz witaminy C i D. Ta ostatnia jest dla nas niezwykle ważna, gdyż organizm sam ją wytwarza pod wpływem promieniowania słonecznego, którego zimą mamy niestety zbyt mało. Jeżeli o tej porze roku nie suplementujemy witaminy D wystarczająco, już na wiosnę możemy dotkliwie odczuć skutki jej niedoboru. Profilaktyczna dzienna dawka witaminy D3 dla osoby dorosłej to 1000–2000 j.m. Niektórzy potrzebują dużo wyższych dawek, jednak przyjmowanie takich może zlecić tylko lekarz.
Sposoby na przesilenie wiosenne
Przypływ energii zwiększymy, wspierając odpowiednio dietę. Jeśli decydujemy się na suplementację witamin bądź składników mineralnych, pamiętajmy, aby podchodzić do nich selektywnie, czyli wybierać tylko takie, które są nam faktycznie potrzebne. Zwracajmy też uwagę na jakość dostępnych preparatów. Lepiej ponieść większy koszt i postawić na produkt o wysokiej przyswajalności. Dla osób intensywnie odczuwających spadek sił witalnych polecane są standaryzowane ekstrakty z żeń-szenia, od lat znanego z doskonałych właściwości wzmacniających i energizujących.
Z pomocą przychodzi nam także sama natura i warto z tej pomocy skorzystać. Wiosną pojawiają się już nowalijki, które mogą dać spory zastrzyk energii. Kolorowe sałatki, odżywcze kiełki, smaczne surówki, świeże soki – wszystko to pozytywnie wpłynie na nasze samopoczucie, wygląd i zdrowie.
Oprócz diety poprawmy w tym czasie swoją kondycję fizyczną. Najwięcej pożytku dla zdrowia przyniesie nam ruch na świeżym powietrzu. Możliwości jest bardzo dużo: jogging, nordic walking, rower, rolki czy po prostu spacery. Dotleniony w ten sposób organizm odwdzięczy się zwiększoną wydajnością, odpornością na infekcje oraz stres. Umiarkowany wysiłek fizyczny wpłynie jednocześnie pozytywnie na nasz nastrój. Nie od dziś przecież wiadomo, że „W zdrowym ciele zdrowy duch”.
Równie starannie jak o ciało zadbajmy o kondycję psychiczną. W okresie intensywnych zmian, które następują w momencie przejścia zimy w wiosnę, potrzebujemy sporo relaksu i wypoczynku oraz właściwej ilości snu. Tak pozytywnie nastawieni do walki ze zmęczeniem, będziemy mogli szybko o nim zapomnieć.
Badania przy przesileniu wiosennym?
Wiosenne przesilenie nie stanowi dla nas zagrożenia. Nie bagatelizujmy jednak przedłużających się objawów – można w ten sposób przeoczyć coś naprawdę poważnego. Warto w tym czasie wykonać kilka podstawowych badań, m.in. morfologię krwi, poziom żelaza, hormonów tarczycy, witaminy D, enzymów wątrobowych oraz jonogram. W niepokojącej sytuacji konieczna będzie wizyta u lekarza, który przeprowadzi szczegółową diagnostykę i pomoże ustalić przyczynę zmęczenia.
Czym wspomóc urodę wiosną?
Jeżeli źródłem naszych kłopotów z wyglądem okaże się źle zbilansowana dieta, a w jej efekcie niedobór witamin oraz składników mineralnych, możemy w miarę łatwo temu zaradzić. Niestety, sama zmiana diety i poprawa nawyków żywieniowych nie doprowadzą do wyrównania deficytów. Przy dużych niedoborach warto skorzystać z pomocy farmaceuty.
W aptekach dostępny jest szeroki wybór leków i suplementów diety skomponowanych tak, aby zapewnić optymalne wzmocnienie i odżywienie włosów, skóry oraz paznokci. Dla osób, które nie lubią łykać garści tabletek, idealne będą preparaty kompleksowe. W ich składzie znajdziemy najczęściej: ekstrakty z ziół (np. z pokrzywy i skrzypu – źródła naturalnego krzemu), aminokwasy siarkowe, proteiny, oleje roślinne (np. z ogórecznika), witaminę A, witaminy z grupy B (w tym bardzo ważną biotynę, zwaną witaminą H), składniki mineralne (np. żelazo, cynk, wapń, magnez) oraz antyoksydanty (witaminę E, witaminę C, selen). W niektórych sytuacjach jednak korzystniejsze będzie przyjmowanie preparatów prostych (jednoskładnikowych), gdzie składniki występują w większych dawkach oraz w bardzo dobrze przyswajalnej postaci. Najczęściej dotyczy to dużych niedoborów żelaza, cynku oraz magnezu.
Obniżony poziom żelaza wpływa dotkliwie zarówno na stan włosów, jak i na cały organizm. Minerał ten jest niezwykle istotny, ponieważ wchodzi w skład hemoglobiny, która dostarcza tlen do każdej komórki naszego ciała. Gdy go brakuje, niedotlenione i źle odżywione cebulki włosowe zostają mocno osłabione, czego konsekwencją bywa właśnie nadmierne wypadanie włosów.
Równie niekorzystny wpływ na stan włosów i paznokci ma niedobór cynku. Na szczęście wystarczy kilkutygodniowa regularna suplementacja i kondycja włosów zauważalnie się poprawia, płytka paznokci z kolei staje się bardziej twarda i odporna na uszkodzenia. Niestety cynk w dalszym ciągu pozostaje niedocenianym pierwiastkiem, pomimo że odgrywa kluczową rolę w naszym organizmie – wzmacnia włosy i paznokcie, ułatwia gojenie ran, a ponadto kontroluje pracę wielu enzymów i reguluje funkcje układu immunologicznego.
Pamiętajmy, że podczas każdej suplementacji witamin i składników mineralnych niezwykle ważna jest cierpliwość i systematyczność. Nie należy przedwcześnie przerywać kuracji. Na jej efekty trzeba bowiem poczekać przeważnie około trzech miesięcy.

pavasaris

 

Luksusowe jedzenie biedoty

O tym, jak wiele potraw dziś uchodzących za luksusowe zaczynało jako jedzenie biedoty, którym lepiej uposażeni obywatele gardzili.

Homar

Dziś za spożycie tego dziesięcionoga zapłacimy w restauracji okrągłą sumkę i zapewne nawet były premier Marcinkiewicz, już jako dyrektor w EBOiR, niecodziennie zapraszał swoją Isabel na lobstera, choć los sprawił, że to oni przyczynili się (niechcący) do rozpropagowania go w naszym kraju. Amerykanin Greg Elwell, komentator „Oklahoma Gazette”, napisał swego czasu, że gdyby homar umiał mówić, mówiłby pewnie po angielsku z (arystokratycznym) brytyjskim akcentem, nosiłby cylinder, monokl i pelerynkę operową.

Tymczasem jeszcze pod koniec XIX wieku żaden z szanujących się nowojorczyków czy bostończyków nie zmusiłby się do zjedzenia tego „cuchnącego paskudztwa”. Jadała je wówczas tylko amerykańska biedota, mięso homarów podawano też w tamtejszych więzieniach mimo protestów więźniów, którzy nazywali je „morskimi karaluchami”. Skorupy i resztki homarów, walające się po śmietnikach, uliczkach i w rynsztokach, były stałym elementem krajobrazu w biedniejszych dzielnicach miast. Służący zatrudniani w bogatszych amerykańskich domach zapewniani byli w umowach o pracę, że nie będą jeść homara – sprzedawanego przeważnie w puszkach – w domu swych państwa częściej niż dwa lub (ci mniej wymagający) trzy razy w tygodniu. Używano zresztą homarów jako nawozu na polach i przynęty na ryby, karmiono nimi psy i koty.

Pod koniec XIX wieku funt puszkowanego kosztował na targu w Bostonie 11 centów, podczas gdy funt baked beans, czyli z grubsza tego, co my nazywamy fasolką po bretońsku – 53 centy. W owym czasie, na długo przed przetrzebieniem łowisk, odławiano zresztą homary o znacznie większych rozmiarach niż obecnie. Podawany w garze dwuipółkilowy osobnik nie był czymś niezwykłym.
Niechęć do homara brała się w części z braku tradycji (obrzydzenie na myśl o zjadaniu „karalucha”), w części zaś z faktu, że mięso tego skorupiaka szybko się psuje. Przychylniejszym okiem Amerykanie, a w ślad za nimi Europejczycy, spojrzeli na morskiego raka dopiero na początku XX wieku, kiedy to w Nowej Anglii pojawiły się kutry rybackie będące w stanie dowieźć homary do portu w stanie żywym. Wówczas też zauważono, że najlepiej smakuje homar wrzucony do wrzątku żywcem. Mniej więcej wtedy zaczęto podawać sałatkę z homara w wagonach restauracyjnych w USA, głównie jednak na trasach w głębi lądu, gdzie ludzie nie znali „cuchnącego paskudztwa” i nie byli do niego uprzedzeni. Potem z wolna coraz więcej Amerykanów zaczęło się do niego przekonywać, a rosnąca popularność homara wśród bogacącej się klasy średniej spowodowała silne przetrzebienie jego zasobów na łowiskach u atlantyckich wybrzeży USA i Kanady (gdzie do dziś poławia się blisko połowę konsumowanych na całym świecie homarów). Błyskawiczny wzrost cen zahamował dopiero wielki kryzys pod koniec lat dwudziestych. Jednak na samym wybrzeżu homar jeszcze długo uchodził za jedzenie biedoty; dzieci w szkołach wstydziły się jeść kanapki z jego mięsem, które w latach kryzysu wkładali im do tornistrów rodzice.
W czasie drugiej wojny światowej powrócono do puszkowania homara – konserwy te dostawali amerykańscy żołnierze w Europie i na Pacyfiku. Homar pozbył się etykietki „paskudztwa” dopiero w latach pięćdziesiątych, kiedy polubiły go gwiazdy Hollywood. Stał się potrawą serwowaną na amerykańskich weselach, a także obowiązkową pozycją na ucztach u Rockefellerów. Do dziś jednak trafiają się osoby, które brzydzą się jeść jego mięso, jak np. aktorka i modelka Brooke Burke, która czuje wstręt do wszelkich frutti di mare („Krewetki i homary to karaluchy oceanów!”). Ponadto jak wszystko, co pochodzi z wody, a nie ma łusek, homar nie znalazł też uznania w oczach ortodoksyjnych żydów i muzułmanów.
Dziś zdarza się, że cena hurtowa homara skacze z roku na roku o niemal 20 procent, jak miało to na przykład miejsce w 2012 roku.

Kawior

Spośród produktów morskich droższy od homara jest chyba tylko kawior, choć przecież i on ma rodowód plebejski. Warszawski facecjonista Franc Fiszer twierdził: “Najlepsze, proszę państwa, są dania proste. Weźcie na przykład taki kawior, czy może być coś prostszego niż kawior? A jakie to pyszne!”.

Fiszer nie przypuszczał zapewne, że w jego bon mocie kryje się historyczna prawda: parę wieków wcześniej kawior był jadany przez biednych chłopów i rybaków na wybrzeżu Morza Kaspijskiego i nad dolną Wołgą i nikt na świecie, poza tym regionem, o nim nie słyszał. Inna rzecz, że kawior uznano za dobro luksusowe znacznie wcześniej, niż miało to miejsce w przypadku “morskiego karalucha” – solona ikra jesiotra (kawior czarny) weszła do menu kremlowskiej kuchni już za Iwana Groźnego, a Piotr I wprowadził monopol państwowy na połów tej ryby, z centrum jej przetwórstwa w Astrachaniu. Kawior stał się wkrótce niejako symbolem Rosji. Już wcześniej znali go wprawdzie Persowie, którzy mieszali ikrę z mąką i taką potrawę zwali kahw-jar, czyli ciasto radości (istnieją też inne możliwe etymologie na gruncie dialektów perskich, jak kaja-dar, czyli jajeczny, bądź khag-wiar, czarne jajeczka). Szeroki świat poznał jednak kawior dopiero w XVIII-XIX wieku, i to nie dzięki Persom, a Rosjanom właśnie, choć niewielkie populacje jesiotrów żyły swego czasu także m.in. w ujściach rzek na wybrzeżach Anglii i Włoch – amatorem ikry tej ryby był na początku XIV wieku angielski król Edward II. Mniej więcej do XIX wieku jesiotry pojawiały się też w Polsce, na tarło docierając nawet do Sanu, choć nie było u nas chyba nigdy tradycji jedzenia ikry. Dziś większe ilości jesiotra występują w stanie dzikim poza Morzem Kaspijskim jedynie w delcie Dunaju i stanowiącym granicę Rosji i Chin Amurze. Sztucznie próbuje się go hodować w różnych rejonach świata, m.in. w Izraelu i Urugwaju.
Kawior (tradycyjny, czyli czarny; jest jeszcze czerwony, z ikry ryb łososiowatych) otrzymuje się z czterech odmian jesiotra: bieługi, sterleta (czeczugi), osietry (asietry) i siewrugi. Najdroższa jest ikra bieługi (niekiedy o odcieniu srebrnoszarym), mająca jajeczka wielkości grochu.
Kaspijskie łowiska ryb jesiotrowatych przetrzebiono chyba jeszcze bardziej niż zasoby homara u wybrzeży Nowej Anglii (jak się ocenia, jego populacja zmniejszyła się w ciągu ostatnich 15 lat prawie czterdziestokrotnie). W 2007 roku Rosja zakazała połowów tej ryby i przywróciła je dopiero w 2011, jednak populacja jesiotra nie zdołała się odbudować w takim stopniu, jak oczekiwano. Dzisiejsze połowy są w porównaniu z dawnymi minimalne. Zakaz importu kawioru kaspijskiego wprowadziła przed paroma laty Unia Europejska.

Szampan

Szampan – niekwestionowany król win, trunek serwowany przy szczególnych okazjach i podczas podniosłych ceremonii, swą pozycję zdobył jednak dzięki zbiegowi kilku okoliczności, głównie zaś zawdzięcza ją faktowi, że zainteresowali się nim Anglicy. Gdyby nie oni, szampan pozostałby pewnie do dziś nieszczególnym winem jednego z regionów Francji, uchodzącym raczej za cienkusza i… pozbawionym bąbelków. Wina uprawiano w Szampanii już za Rzymian, jednak nigdy nie udawały się tak jak w pobliskiej Burgundii, której szampańscy producenci zawsze zazdrościli efektów. Nieco poprawiło pozycję szampańskich win przeniesienie przez Hugona Kapeta (X wiek) stolicy państwa do Reims i nacisk kolejnych królów z dynastii Kapetyngów na podawanie miejscowego trunku na dworze – jednak przeciętny Francuz niechętnie się do niego przekonywał, tym bardziej że nazwa “champagne” nie kojarzyła się dobrze ? oznaczała nieużytki, nadające się tylko na pastwiska dla owiec (z łacińskiego campus – otwarte, nieuprawne pole).
Wina szampańskie należały do kategorii win szarych, bardzo słabo zabarwionych, które źle dojrzewają w beczkach. Mniej więcej od roku 1660 próbowano je więc butelkować, co jednak nie udawało się najlepiej, gdyż w butelkach wytwarzał się gaz, powodując ich wybuchanie; butelkowany trunek nazywano „winem diabelskim” (le vin du diable) lub „wystrzeliwaczem korków” (saute-bouchon). Uratowali szampana Anglicy, którzy zaczęli wytwarzać grubsze szkło, będące w stanie wytrzymać wysokie ciśnienie, a także wymyślili tzw. drugą fermentację, dodając cukier do gotowego już w zasadzie wina, tuż po początkowej fermentacji. Anglicy jako pier- wsi rozsmakowali się w importowanym z Szampanii i butelkowanym u siebie trunku. Oni też odkryli, że najlepszym okresem na butelkowanie – by wytworzyć odpowiedni poziom musowania – jest wiosna.

Dumni Francuzi pomniejszają dziś udział Brytyjczyków w rozpropagowaniu szampana, twierdząc, że prawdziwym jego wynalazcą jest benedyktyn Pierre Pérignon. To prawda, że Dom Pérignon przyczynił się ewidentnie do poprawy jakości win tego regionu (poprzez odpowiednią selekcję winogron) i wprowadził używanie mniej “wybuchowego” dębowego korka. Swe eksperymenty rozpoczął jednak dopiero sześć lat po tym, jak angielski uczony, lekarz i eksperymentator Christopher Merret zaczął produkować lekko złotawy trunek z charak- terystycznymi dlań bąbelkami, który znalazł szybko uznanie wśród mieszkańców Londynu. Na chwałę Francuzom trzeba jednak odnotować, że pierwsze w ogóle wino musujące wytworzyli około 1530 roku benedyktyni w odległym o 750 km od Szampanii opactwie świętego Hilarego pod Carcassonne; nie wytworzyła się tam jednak tradycja picia i produkcji tego trunku.
Na arenie międzynarodowej szampan zasłynął w XVIII stuleciu, a w ślad za tym wzrosła także jego cena. Tradycja wznoszenia noworocznych toastów właśnie szampanem jest dość świeżej daty, powstała dopiero gdzieś około roku 1870.
Według danych z wiosny 1882 roku wyprodukowano wówczas 36 milionów butelek szampana, z czego trzy czwarte przeznaczono na eksport, przede wszystkim do Anglii i USA.
Warto wspomnieć też, że przez cały wiek XIX przeważał w sprzedaży szampan słodki, a dopiero pod koniec tego stulecia zaczęto doceniać walory musującego wina wytrawnego – tu też pionierami byli Anglicy, dosładzający statystyczną butelkę jedynie 47 gramami cukru, podczas gdy we Francji było to 165 gramów.

Sushi

Sushi uchodzi dziś za jedzenie może niekoniecznie superluksusowe ? choć w restauracji Masa na Manhattanie zapłacimy za omakase (zestaw sushi polecany danego dnia przez szefa kuchni) 450 dolarów ? niemniej raczej nie takie, które jemy, może poza Japonią, codziennie. Tymczasem jeszcze niecałe sto lat temu było to dość przaśne danie, którego nazwa ? ?sushi? w języku starojapońskim znaczyło kwaśny lub sfermentowany ? odnosiła się do sposobu zabezpieczenia surowej ryby poprzez włożenie jej do garnka ze sfermentowanym ryżem. Tak zakonserwowaną rybę trzymano w spiżarce nawet kilka miesięcy, a po wyjęciu jej do konsumpcji ryż początkowo wyrzucano ? zaczęto go zjadać wraz z rybą dopiero w okresie Muromachi (1336-1573).
Kilka wieków później zaczęto formować ryż w rolkę i kłaść nań rybę.
Przechowywanie surowej ryby w sfermentowanym ryżu wynaleziono wcale nie w Japonii, a gdzieś w Azji Południowo-Wschodniej, być może w delcie Mekongu, gdzie konserwacji takiej poddawano zarówno ryby morskie, jak i słodkowodne. Dzisiejsze sushi ma raczej niewiele wspólnego ze swym praprzodkiem, choć silnie ?pachnące? funazushi z karasia z jeziora Biwa ma podobno najbardziej przypominać dawną plebejską potrawę rybną, która do Japonii dotarła około VIII wieku naszej ery.
W dzisiejszej formie sushi zaczął podawać restaurator Hanaya Yohei (1799-1858) w Tokio (wtedy miasto to nazywano Edo), który zrezygnował z konserwowania ryby w sfermentowanym ryżu i serwował ją świeżą (w kilka godzin od złowienia) obok ryżu lekko zaprawionego octem ? tradycja ta się przyjęła i stąd tak wielką wagę przy przygotowaniu sushi przykłada się dziś do świeżości ryby.

Sushi uchodzi dziś za jedzenie może niekoniecznie superluksusowe – choć w restauracji Masa na Manhattanie zapłacimy za omakase (zestaw sushi polecany danego dnia przez szefa kuchni) 450 dolarów – niemniej raczej nie takie, które jemy, może poza Japonią, codziennie. Tymczasem jeszcze niecałe sto lat temu było to dość przaśne danie, którego nazwa – „sushi” w języku starojapońskim znaczyło kwaśny lub sfermentowany – odnosiła się do sposobu zabezpieczenia surowej ryby poprzez włożenie jej do garnka ze sfermentowanym ryżem. Tak zakonserwowaną rybę trzymano w spiżarce nawet kilka miesięcy, a po wyjęciu jej do konsumpcji ryż początkowo wyrzucano – zaczęto go zjadać wraz z rybą dopiero w okresie Muromachi (1336-1573). Kilka wieków później zaczęto formować ryż w rolkę i kłaść nań rybę. Przechowywanie surowej ryby w sfermentowanym ryżu wynaleziono wcale nie w Japonii, a gdzieś w Azji Południowo–Wschodniej, być może w delcie Mekongu, gdzie konserwacji takiej poddawano zarówno ryby morskie, jak i słodkowodne. Dzisiejsze sushi ma raczej niewiele wspólnego ze swym praprzodkiem, choć silnie ?pachnące? funazushi z karasia z jeziora Biwa ma podobno najbardziej przypominać dawną plebejską potrawę rybną, która do Japonii dotarła około VIII wieku naszej ery.W dzisiejszej formie sushi zaczął podawać restaurator Hanaya Yohei (1799-1858) w Tokio (wtedy miasto to nazywano Edo), który zrezygnował z konserwowania ryby w sfermentowanym ryżu i serwował ją świeżą (w kilka godzin od złowienia) obok ryżu lekko zaprawionego octem ? tradycja ta się przyjęła i stąd tak wielką wagę przy przygotowaniu sushi przykłada się dziś do świeżości ryby. Swe sushi Yohei sprzedawał jako tanią fastfoodową przekąskę, przeznaczoną do jedzenia rękami, podczas gdy ?poważne? dania wymagały pałeczek (do dziś większość Japończyków używa do jedzenia sushi jedynie palców, nietaktem jest natomiast odłożenie nadgryzionego kawałka z powrotem na talerz). Wkrótce zaczęto sushi sprzedawać z niewielkich wózków ciągniętych przez sprzedawcę i ustawianych za dnia przy głównych ulicach, a wieczorem pod tokijskimi teatrami, później kinami. Poza Tokio sushi w dzisiejszej formie stało się popularne dopiero po wielkim trzęsieniu ziemi, jakie nawiedziło stolicę w 1923 roku – wielu kucharzy specjalizujących się w produkcji tego smakołyku znalazło się wówczas bez dachu nad głową i rozjechało za pracą po całym kraju. Szeroki świat poznał sushi właściwie dopiero w latach 60. i 70. XX wieku, a to za pośrednictwem Amerykanów. W Stanach, konkretnie w Kalifornii, po raz pierwszy wprowadzono do maków, czyli „rolek” sushi zawijanych w wodorosty, powszechnie dziś kojarzone z nimi składniki, takie jak awokado czy serek Philadelphia.

Ostrygi

Historia konsumpcji ostryg ? skądinąd jedynej bodaj w zachodnim kręgu cywilizacyjnym potrawy jedzonej praktycznie na żywo, przeciw czemu nikt jakoś specjalnie głośno nie protestuje ? jest już bardziej skomplikowana. Ostrygi znajdowały się w menu paleolitycznych społeczności zbieracko-łowieckich, a status luksusu małż ten osiągnął już w starożytnej Grecji i Rzymie ? cesarz Witeliusz miał podczas jednej z uczt wychłeptać zawartość tysiąca muszli ostryg (w XVI wieku król angielski Henryk IV poprzestał na czterystu, ale jedynie na przystawkę przed licznymi daniami głównymi). Pozycję ostrygi wzmocniło dodatkowo powiązanie z mitem o narodzinach Afrodyty (miała urodzić się w muszli ostrygi, po czym wyjść ze spienionego morza na brzeg cypryjski) i przypisanie jej właściwości pobudzających libido.
Jednak w średniowieczu i później popularność ostryg drastycznie spadła. Jakiś czas utrzymywał się zwyczaj podawania ich na dworach (jak u wspomnianego Henryka IV), wśród arystokracji i ?ludzi wolnego ducha? (Casanova, gdy tylko mógł, zwykł wypijać rano zawartość 50 muszli ostryg na pobudzenie élan vitale), jednak w regionach nadmorskich północnej Europy, zwłaszcza w Anglii, a potem także w Ameryce, zaczęto ostrygami wyraźnie gardzić.
W XIX wieku ostrygi (najczęściej serwowane w marynacie) w Londynie i Nowym Jorku jadła praktycznie tylko uboga klasa robotnicza. Jako najbardziej popularne danie biedoty opisywał je Dickens ? Sam Weller z ?Klubu Pickwicka? mówił: ?Ostrygi idą w parze z biedą?. Skądinąd innym pochodzących z morza daniem angielskiej biedoty był wówczas przegrzebek, czyli małż św. Jakuba; dziś niemal równie luksusowy i drogi rarytas jak ostryga.
Moda na ostrygi powróciła wśród warstw wyższych w Europie dopiero pod koniec XIX w., w czasach belle époque, ale i wówczas nie przyjmowała się łatwo, zwłaszcza gdy po jednym z bankietów w Londynie (w 1902 roku) czterech jego uczestników
(w tym proboszcz katedry w Winchesterze) zmarło na tyfus, a cień podejrzenia padł na morskiego małża. Faktycznie, gwałtowny rozwój brytyjskiego przemysłu zaowocował m.in. silnym zanieczyszczeniem dna morskiego u ujść rzek, do których w nadrzecznych miastach wrzucano śmieci i wlewano odchody, zatem pod koniec XIX wieku obawiano się jedzenia ostryg w Anglii również ze względów zdrowotnych. Wiek XX był jednak bezsprzecznie stuleciem triumfalnego powrotu ostryg najpierw na angielskie, a potem europejskie i amerykańskie stoły, a cena małży rosła w miarę eksploatacji łowisk.
Nie mieli natomiast nigdy w swej historii uprzedzeń do ostryg Chińczycy i ludy ościenne; na Dalekim Wschodzie małż ten cieszył się nieprzerwanie statusem rarytasu.

Historia konsumpcji ostryg – skądinąd jedynej bodaj w zachodnim kręgu cywilizacyjnym potrawy jedzonej praktycznie na żywo, przeciw czemu nikt jakoś specjalnie głośno nie protestuje – jest już bardziej skomplikowana. Ostrygi znajdowały się w menu paleolitycznych społeczności zbieracko-łowieckich, a status luksusu małż ten osiągnął już w starożytnej Grecji i Rzymie – cesarz Witeliusz miał podczas jednej z uczt wychłeptać zawartość tysiąca muszli ostryg (w XVI wieku król angielski Henryk IV poprzestał na czterystu, ale jedynie na przystawkę przed licznymi daniami głównymi). Pozycję ostrygi wzmocniło dodatkowo powiązanie z mitem o narodzinach Afrodyty (miała urodzić się w muszli ostrygi, po czym wyjść ze spienionego morza na brzeg cypryjski) i przypisanie jej właściwości pobudzających libido.

Sterty ostryg w Hampton, Virginia, początek XX wieku.Fot. Library of Congress

Jednak w średniowieczu i później popularność ostryg drastycznie spadła. Jakiś czas utrzymywał się zwyczaj podawania ich na dworach (jak u wspomnianego Henryka IV), wśród arystokracji i „ludzi wolnego ducha” (Casanova, gdy tylko mógł, zwykł wypijać rano zawartość 50 muszli ostryg na pobudzenie élan vitale), jednak w regionach nadmorskich północnej Europy, zwłaszcza w Anglii, a potem także w Ameryce, zaczęto ostrygami wyraźnie gardzić. W XIX wieku ostrygi (najczęściej serwowane w marynacie) w Londynie i Nowym Jorku jadła praktycznie tylko uboga klasa robotnicza. Jako najbardziej popularne danie biedoty opisywał je Dickens – Sam Weller z „Klubu Pickwicka” mówił: – Ostrygi idą w parze z biedą”. Skądinąd innym pochodzących z morza daniem angielskiej biedoty był wówczas przegrzebek, czyli małż św. Jakuba; dziś niemal równie luksusowy i drogi rarytas jak ostryga. Moda na ostrygi powróciła wśród warstw wyższych w Europie dopiero pod koniec XIX w., w czasach belle époque, ale i wówczas nie przyjmowała się łatwo, zwłaszcza gdy po jednym z bankietów w Londynie (w 1902 roku) czterech jego uczestników (w tym proboszcz katedry w Winchesterze) zmarło na tyfus, a cień podejrzenia padł na morskiego małża. Faktycznie, gwałtowny rozwój brytyjskiego przemysłu zaowocował m.in. silnym zanieczyszczeniem dna morskiego u ujść rzek, do których w nadrzecznych miastach wrzucano śmieci i wlewano odchody, zatem pod koniec XIX wieku obawiano się jedzenia ostryg w Anglii również ze względów zdrowotnych.

Wiek XX był jednak bezsprzecznie stuleciem triumfalnego powrotu ostryg najpierw na angielskie, a potem europejskie i amerykańskie stoły, a cena małży rosła w miarę eksploatacji łowisk. Nie mieli natomiast nigdy w swej historii uprzedzeń do ostryg Chińczycy i ludy ościenne; na Dalekim Wschodzie małż ten cieszył się nieprzerwanie statusem rarytasu.

Komunikwanty – 2/2018

Komunikwanty, czyli miesięczny przegląd najciekawszych naukowych wiadomości.

Planety poza Drogą Mleczną
W latach 90. Aleksander Wolszczan rozpoczął nową epokę w astronomii, rejestrując pierwsze planety pozasłoneczne. Było to spodziewane odkrycie, które utwierdziło nas w przekonaniu, że Układ Słoneczny i Ziemia nie stanowią ewenementu w skali kosmosu. Astrofizycy z Uniwersytetu w Oklahomie poszli o krok dalej, po raz pierwszy ukazując dowody na istnienie systemów planetarnych również poza naszą galaktyką. Oczywiście z uwagi na olbrzymie odległości, dokonanie typowej obserwacji byłoby absolutnie niewykonalne. Uczeni dzięki wykorzystaniu Teleskopu kosmicznego Chandra i zjawiska mikrosoczewkowania, przeanalizowali częstotliwości docierających do Ziemi promieni w zakresie rentgenowskim. Na tej podstawie stwierdzono w odległej o 3,8 mld lat świetlnych galaktyce RX J1131-1231, istnienie zakłóceń charakterystycznych dla miliardów niewielkich obiektów – prawdopodobnie planet. Dla jasności: powyższa fotografia nie przedstawia w żadnym razie układu planetarnego, lecz rzeczoną galaktykę w towarzystwie czterech kwazarów.
Najmniejsza rakieta wyniosła satelitę
Miniaturyzacja dotyka nawet astronautyki. W tym kierunku w każdym razie zdaje się zmierzać japońska agencja kosmiczna JAXA. Na początku tego miesiąca, trzykilogramowego satelitę TRICOM 1R wyniosła ponad atmosferę rakieta, a właściwie rakietka SS-520. Jej wymiary to 9,5 metra wysokości i zaledwie pół metra średnicy. Dla porównania podstawowa wersja Falcona 9 – który przecież również do kolosów nie należy – mierzy 55 metrów długości przy średnicy 3,5 metra. Tym samym Japończycy ustanowili rekord, osadzając na orbicie satelitę z pomocą najdrobniejszej jak dotąd maszyny. Była to druga próba, po nieudanym starcie z początku ubiegłego roku.
Falcon Heavy zaliczył dziewiczy lot
Wiem, o tym już było dużo i wszędzie – ale przegląd wydarzeń naukowych nie byłby pełny bez uwzględnienia tak istotnej informacji. Przypomnijmy więc: 6 lutego z Centrum Kosmicznego im. Kennedy’ego na Florydzie, po raz pierwszy wystartowało najnowsze dziecko Elona Muska, czyli wyczekiwana od siedmiu lat rakieta Falcon Heavy. Powstała z połączenia trzech korpusów modelu Falcon 9 i posiada potencjał wystarczający do wynoszenia na niską orbitę okołoziemską ładunków o masie do 64 ton. Pierwszy lot okazał się udany w 2/3. Rakieta bezproblemowo opuściła kosmodrom i umieściła w przestrzeni kosmicznej czerwoną Teslę Roadster, “kierowaną” przez manekina o imieniu Starman. Po wykonaniu tego zadania, dwa boczne człony Falcona z niemal artystyczną elegancją wróciły na Florydę, osiadając na lądowiskach Landing Zone 1 oraz Landing Zone 2 (mógłbym to oglądać bez końca…). Niestety ta sama sztuka nie udała się rakiecie centralnej, która nie trafiła w pływającą platformę Of Course I Still Love You i wpadła do Atlantyku. Mimo to, próba napawa optymizmem.
Co istotne, Falcon Heavy w dłuższej perspektywie wcale nie będzie najmocniejszą kartą w talii SpaceX. Prawdziwym asem i przepustką na Marsa ma być dopiero planowany BFR, czyli Big Falcon Rocket lub jak twierdzą niektórzy Big Fu**ing Rocket. Jednak na tego, ponad stumetrowego kolosa, przyjdzie nam poczekać jeszcze kilka lat.
Starlink Elona Muska
Start Falcona Heavy przyćmił rozruch innego przedsięwzięcia Elona Muska. Mowa o projekcie Starlink, mającym zagwarantować szybki dostęp do internetu w każdym zakątku globu. Pomysł właśnie wszedł w fazę testów, poprzez wysłanie na orbitę dwóch satelitów: Tintin A i Tintin B. W przyszłości plany prezentują się znacznie bardziej okazale: miliarder pragnie umieścić nad naszymi głowami aż 12 tysięcy satelitów, przy czym każdy odpowiadałby za obszar o średnicy około 2 tysięcy kilometrów i oferował łączność o prędkości 20 Gb/s. Oczywiście internet satelitarny nie jest niczym nowym, jednak obecne rozwiązania prezentują wciąż dość niskie osiągi w stosunku do ceny. Stąd właśnie takie koncepcje jak Starlink Elona Muska, czy oparty o system balonów stratosferycznych projekt Loon, opracowywany przez Google.
Film o Marii Skłodowskiej
Chciałoby się rzec: nareszcie. Owszem, powstał już jeden film o Marii Skłodowskiej i to całkiem niedawno, bo dwa lata temu – ale raczej trudno w jego przypadku mówić o udanej, czy choćby przeciętnej biografii. Osobiście popisu aktorskiego Karoliny Gruszki nie widziałem, ale sądząc po recenzjach, głosach krytyków i mocno nieprzychylnych opiniach znajomych, chyba zbyt wiele mnie nie ominęło. Jednak nie wszystko stracone i wciąż jest szansa na poważną produkcję poświęconą życiu genialnej fizyczki. Oparty o książkę pióra Lauren Redniss obraz ma nosić tytuł Radioactive, a za reżyserię będzie odpowiadać Marjane Satrapi. Urodzona w Iranie reżyserka nie ma zbyt bogatego portfolio, ale zdołała udowodnić niepospolite zdolności w nominowanej do Oskara animacji Persepolis. W główną rolę wcieli się 40-letnia Brytyjka Rosamund Pike (na fotografii), znana głównie z thrillera Zaginiona dziewczyna. Poza tym na ekranie zobaczymy raczej anonimowych Sama Riley’a jako Piotra Curie oraz Aneurina Barnarda w roli Paula Langevina.
Trwają już zdjęcia w Budapeszcie, więc premiery prawdopodobnie powinniśmy spodziewać się w przyszłym roku.
Paliwo z energii słonecznej, wodoru i CO2
Mówiąc o zielonej energii najczęściej mamy na myśli wykorzystanie wiatru, światła lub geotermii do wytworzenia elektryczności. Projekt Soletair ma na celu opracowanie stosunkowo ekonomicznego i czystego procesu pozwalającego na uzyskanie płynnego paliwa, w każdym miejscu na Ziemi. Do produkcji drogocennych węglowodorów wystarczą składniki obecne wokół nas: dwutlenek węgla zawarty w atmosferze, wodór obecny w wodzie oraz konieczna do przeprowadzenia syntezy elektryczność, mogąca pochodzić choćby z promieni słonecznych. Pokazowa fabryczka o gabarytach przeciętnego kontenera wygenerowała około 200 litrów zdatnego do użytku paliwa. Tego typu chemiczne reaktory mogą działać niemal wszędzie, generując około 80 litrów paliwa każdego dnia – bez zanieczyszczeń i zachowując pełną samowystarczalność.

Adam Adamczyk

09.03.2018 – 15.03.2018

PIĄTEK 09.03.2018
0.05 Blondynka – odc. 17
0.55 Magazyn śledczy Anity Gargas
1.25 Domisie – odc. 388
1.55 Pytanie na śniadanie
5.00 Panorama
5.05 Pogoda Flesz
5.25 Polonia 24
5.45 Rozmowa Polonii; rozmowa
6.00 Halo Polonia; magazyn
6.50 Wiadomości
7.00 Krótka historia – (412); felieton
7.10 Na sygnale – odc. 163
7.45 M jak miłość – odc. 1347
8.40 Komisarz Alex – odc. 116
9.35 Portrety niepodległości – /5/
9.45 Wiadomości
9.55 Wilnoteka; magazyn
10.20 W cieniu prezydenta 48′
11.10 Baw się słowami; magazyn
11.20 Krótka historia – (413); felieton
11.30 Teleexpress
11.55 Okrasa łamie przepisy
12.25 Kwartet – magazyn regionów Czwórki Wyszehradzkiej – Turystyka dla ambitnych; magazyn; Bez ograniczeń wiekowych; W programie o miejscach i wydarzeniach, które koniecz- nie warto odwiedzić bądź wziąc udział podczas turystycznych wypraw do krajów Czwórki Wyszehradzkiej. Kraków zaprasza na festiwal „Muzyka zaklęta w drewnie”, Słowacy na tokajski szlak winnic, Czesi na zamek w Valticach, a Węgrzy do osady paleoceńskiej.
12.55 Na sygnale – odc. 163
13.25 Wolny Ekran – (83); magazyn
13.45 Dobranocka – Bolek i Lolek
14.00 Wiadomości
14.30 Pogoda
14.35 Sport
14.45 Na dobre i na złe – odc. 696
15.45 Polonia 24
16.05 Rozmowa Polonii; rozmowa
16.20 Halo Polonia; magazyn
17.15 Kocham Cię, Polsko! – odc. (1)
18.50 Magazyn z Ameryki – /27/
19.15 Domisie – odc. 388
19.45 Dobranocka – Bolek i Lolek
20.00 Wiadomości
20.30 Pogoda
20.35 Sport
20.45 Na dobre i na złe – odc. 696
21.40 Na sygnale – odc. 163
22.05 Krótka historia – (413); felieton
22.15 Polonia 24
22.35 Rozmowa Polonii; rozmowa
22.50 Halo Polonia; magazyn
23.35 Program rozrywkowy
23.55 Portrety niepodległości
0.05 Zakończenie dnia
SOBOTA 10.03.2018
0.05 Barwy szczęścia – odc. 1763
0.30 Barwy szczęścia – odc. 1764
0.55 Barwy szczęścia – odc. 1765
1.20 Barwy szczęścia – odc. 1766
1.55 Pytanie na śniadanie
4:55 Polonia 24
5.15 Rozmowa Polonii; rozmowa
5.30 Halo Polonia; magazyn
6.20 Ojciec Mateusz – odc. 181
7.15 Na dobre i na złe – odc. 696
8.10 Kocham Cię, Polsko! – odc. (1)
9.40 Wolny Ekran – (84); magazyn
10.00 Kulturalni PL – (394); magazyn
11.00 Słownik polsko@polski
11.30 Teleexpress
11.55 M jak miłość – odc. 1348
12.50 Dobranocka – Rodzina Treflików
13.00 Msza Święta
14.15 Wiadomości
14.45 Pogoda
14.50 Sport
15.00 Historia Roja, czyli w ziemi lepiej słychać – odc. 1; serial TVP (2015); reż.:Jerzy Zalewski; wyk.:Krzysztof Zalewski, Mateusz Łasowski, Konrad Marszałek, Wojciech Żołądkowicz, Bartosz Kotchedoff, Krzysztof Piątkowski, Sebastian Cybulski, Jan Urbański, Bartłomiej Magdziarz, Szymon Sikora
15.55 Wielki Test. Polscy aktorzy
17.30 Muzyczne brzmienie; koncert
18.15 Słownik polsko@polski
18.50 M jak miłość – odc. 1348
19.45 Dobranocka – Rodzina Treflików
20.00 Wiadomości
20.30 Pogoda
20.35 Sport
20.45 Historia Roja, czyli w ziemi lepiej słychać – odc. 1 – (2015); reż.: Jerzy Zalewski; wyk.: Krzysztof Zalewski, Mateusz Łasowski, Konrad Marszałek, Wojciech Żołądkowicz, Bartosz Kotchedoff, Krzysztof Piątkowski, Sebastian Cybulski, Jan Urbański, Bart- łomiej Magdziarz, Szymon Sikora
21.30 Wielki Test. Polscy aktorzy
23.05 Opole na bis – Republika;
23.55 Zakończenie dnia
NIEDZIELA 11.03.2018
23.55 Dom – odc. 23/25
1.30 Magazyn z Wysp – /27/
1.55 Pytanie na śniadanie
5:30 Ziarno – Raban w Ziarnie
5:55 Baw się słowami; magazyn
6:05 Baw się słowami; magazyn
6:25 Słoneczna włócznia – odc. 13
6:55 Między ziemią a niebem
7:00 Anioł Pański
7:15 Między ziemią a niebem
8:00 Transmisja Mszy Świętej – z kościoła pw. Niepokalanego Poczęcia Najświętszej Maryi Panny w Wigrach
9:40 Dom – odc. 23/25
11:15 Turystyczna Jazda
11:30 Rodzinka.pl – odc. 205
12:00 Rodzinka.pl – odc. 206
12:30 Teleexpress
12:55 M jak miłość – odc. 1349
13:50 Oczy w oczy – (68)
14:25 Baw się słowami; magazyn
14:40 Dobranocka – Pamiętnik Florki
14:50 Cała Polska Czyta dzieciom
15:00 Wiadomości
15:30 Pogoda
15:35 Sport
15:45 Dziewczyny ze Lwowa – odc. 14* (seria II odc. 1) – Przyjęcie; reż.: Wojciech Adamczyk; wyk.: Stanisław Brejdygant, Sławomir Grzymkowski, Anna Maria Buczek, Anna Gorajska, Magda Wróbel, Katarzyna Ucherska, Marian Dziędziel, Marta Lipińska, Krzysztof Slemaszyk, Dorota Segda
16:40 Bez wstydu – dramat; reż.:Filip Marczewski; wyk.:Mateusz Kościukiewicz, Agnieszka Grochowska, Anna Próchniak, Maciej Marczewski, Paweł Królikowski, Dariusz Majchrzak
18:10 Gala Anody
19:05 Wolny Ekran – (84); magazyn
19:30 M jak miłość – odc. 1349
20:20 Baw się słowami; magazyn
20:30 Baw się słowami; magazyn
20:45 Dobranocka – Pamiętnik Florki
21:00 Wiadomości
21:30 Pogoda
21:35 Sport
21:45 Dziewczyny ze Lwowa – odc. 14* (odc. 1) – Przyjęcie; reż.:Wojciech Adamczyk; wyk.:Stanisław Brejdygant, Sławomir Gzrymkowski, Anna Maria Buczek, Anna Gorajska, Magda Wróbel, Katarzyna Ucherska, Marian Dziędziel, Marta Lipińska, Krzysztof Slemaszyk, Dorota Segda
22:35 Oczy w oczy – (68)
23:15 Bez wstydu – (2012); reż.:Filip Marczewski; wyk.:Mateusz Kościukiewicz, Agnieszka Grochowska, Anna Próchniak, Maciej Marczewski, Paweł Królikowski, Dariusz Majchrzak
23.35 Gala Anody
0.25 Zakończenie dnia
PONIEDZIAŁEK 12.03.2018
0.30 Turystyczna Jazda – Olsztyn
0.50 Nad Niemnem – Magazyn
1.10 Dlaczego? Po co? Jak? – odc. 3
1.25 Supełkowe ABC – odc. 76
1.55 Pytanie na śniadanie
6:00 Panorama
6:25 Kulturalni PL – (394); magazyn
7:20 Racja stanu – (103)
7:50 Wiadomości
8:00 Krótka historia – (413)
8:10 Barwy szczęścia – odc. 1767
8:45 Dziewczyny ze Lwowa – odc. 14* (seria II odc. 1) – Przyjęcie – serial obyczajowy TVP; reż.: Wojciech Adamczyk; wyk.: Stanisław Brejdygant, Sławomir Gzrymkowski, Anna Maria Buczek, Anna Gorajska, Magda Wróbel, Katarzyna Ucherska, Marian Dziędziel, Marta Lipińska, Krzysztof Slema- szyk, Dorota Segda
9:40 Oczy w oczy – (68)
10:15 Sprawiedliwi wśród Nas
10:45 Wiadomości
10:55 Korona królów – odc 25
11:25 1200 Muzeów – Pamiątki PRL
11:55 Supełkowe ABC – odc. 76
12:20 Krótka historia – – (414)
12:30 Teleexpress
12:55 Niedziela z… Czesław Niemen
13:40 Pod Tatrami
13:55 Barwy szczęścia – odc. 1767
14:25 Nad Niemnem – Magazyn
14:45 Dobranocka – Koziołek Matołek
15:00 Wiadomości
15:30 Pogoda
15:35 Sport
15:45 O mnie się nie martw – odc. 2/13
16:45 Polonia 24
17:05 Rozmowa Polonii – (237)
17:20 Halo Polonia; magazyn
18:15 Urodziłam się 1. września
19:15 Wiadomości
19:45 Sport
19:55 Korona królów – odc 25
20:25 Dlaczego? Po co? Jak?
20:45 Dobranocka – Koziołek Matołek
21:00 Wiadomości
21:35 O mnie się nie martw – odc. 2/13
22:20 Krótka historia – – (414)
22:30 Barwy szczęścia – odc. 1767
23:05 Polonia 24
23:25 Rozmowa Polonii – (237)
23:40 Halo Polonia; magazyn
23.25 Magazyn z Ameryki – /27/
23.40 Wolny Ekran – (84); magazyn
0.00 Przepis dnia – /294/; magazyn
WTOREK 13.03.2018
0.05 Opole’16 – Scena Alternatywna
1.05 Pożyteczni.pl; magazyn
1.35 Margolcia i Miś zapraszają dziś
1.55 Pytanie na śniadanie
6:00 Panorama
6:25 Polonia 24
6:45 Rozmowa Polonii – (237)
7:00 Halo Polonia; magazyn
7:50 Wiadomości
8:00 Krótka historia – – (414)
8:10 Barwy szczęścia – odc. 1768
8:45 Syzyfowe prace – odc. 1/6
9:45 Urodziłam się 1. września
10:45 Wiadomości
10:55 Korona królów – odc 26
11:25 Sonda 2 – (75) – Druk
11:55 Margolcia i Miś zapraszają dziś
12:10 Przyjaciele lasu – odc. 22
12:20 Krótka historia – – (415)
12:30 Teleexpress
12:55 Szlakiem Kolberga
13:25 Program wojskowy
13:55 Barwy szczęścia – odc. 1768
14:25 Magazyn
14:45 Dobranocka – Miś Uszatek
15:00 Wiadomości
15:30 Pogoda
15:35 Sport
15:45 Ojciec Mateusz – odc. 182
16:35 Przepis dnia – /310/; magazyn
16:45 Polonia 24
17:05 Rozmowa Polonii – (238)
17:20 Halo Polonia; magazyn
18:10 Warto rozmawiać
19:15 Wiadomości
19:45 Sport
19:55 Korona królów – odc 26
20:25 Baw się słowami s. III; magazyn
20:45 Dobranocka – Miś Uszatek
21:00 Wiadomości
21:35 Ojciec Mateusz – odc. 182
22:20 Krótka historia – – (415)
22:30 Barwy szczęścia – odc. 1768
23:05 Polonia 24
23:25 Rozmowa Polonii – (238)
23:40 Halo Polonia; magazyn
23.25 Magazyn
23.40 Rzecz Polska – Cukiernica Julii
23.55 Działo się w Krakowie
0.00 Przepis dnia – /310/; magazyn
ŚRODA 14.03.2018
0.10 Blondynka – odc. 18
1.00 Miasto z milionów cegieł
1.25 Petersburski Music Show
1.55 Pytanie na śniadanie
6:00 Panorama
6:25 Polonia 24
6:45 Rozmowa Polonii – (238)
7:00 Halo Polonia; magazyn
7:50 Wiadomości
8:00 Krótka historia – – (415)
8:10 Barwy szczęścia – odc. 1769
8:45 O mnie się nie martw – odc. 2/13
9:35 Warto rozmawiać
10:25 Rzecz Polska – Cukiernica Julii
10:45 Wiadomości
10:55 Korona królów – odc 27
11:25 Astronarium – (54)
11:55 Petersburski Music Show
12:20 Krótka historia – – (416)
12:30 Teleexpress
12:55 Studio Raban
13:25 Wschód; magazyn
13:55 Barwy szczęścia – odc. 1769
14:25 Wilnoteka; magazyn
14:45 Dobranocka – Zwierzojeż
15:00 Wiadomości
15:30 Pogoda
15:35 Sport
15:45 Głęboka woda – odc. 12
16:35 Przepis dnia – /311/; magazyn
16:45 Polonia 24
17:05 Rozmowa Polonii – (239)
17:20 Halo Polonia; magazyn
18:10 Szpiedzy – Wielka wymiana
19:15 Wiadomości
19:45 Sport
19:55 Korona królów – odc 27
20:25 Baw się słowami s. III; magazyn
20:40 Podwodne ABC – Odc. 3
20:45 Dobranocka – Zwierzojeż
21:00 Wiadomości
21:35 Głęboka woda – odc. 12
22:20 Krótka historia – – (416)
22:30 Barwy szczęścia – odc. 1769
23:05 Polonia 24
23:25 Rozmowa Polonii; rozmowa
23:40 Halo Polonia; magazyn
23.25 Sprawiedliwi wśród Nas –
23.50 Działo się w Krakowie
23.55 Przepis dnia – /311/; magazyn
CZWARTEK 15.03.2018
0.05 Blondynka – odc. 19
1.00 Wschód; magazyn
1.30 Zwierzaki Czytaki – odc. 3
1.55 Pytanie na śniadanie
6:00 Panorama
6:25 Polonia 24
6:45 Rozmowa Polonii; rozmowa
7:00 Halo Polonia; magazyn
7:50 Wiadomości
8:00 Krótka historia – – (416)
8:10 Barwy szczęścia – odc. 1770
8:45 M jak miłość – odc. 1348
9:40 Głęboka woda – sezon II odc. 12
10:30 Pod Tatrami
10:45 Wiadomości
10:55 Korona królów – odc 28
11:25 Jak to działa – odc. 153
11:55 Zwierzaki Czytaki – odc. 3
12:10 Podwodne ABC – Odc. 3
12:20 Krótka historia – – (417)
12:30 Teleexpress
12:55 Było, nie minęło
13:25 Racja stanu – (104)
13:55 Barwy szczęścia – odc. 1770
14:25 Biało – czerwoni – dokumentalny
14:45 Dobranocka – Straszny FILM
15:00 Wiadomości
15:30 Pogoda
15:35 Sport
15:45 Komisarz Alex – odc. 117
16:45 Polonia 24
17:05 Rozmowa Polonii – (240)
17:20 Halo Polonia; magazyn
18:10 Sprawiedliwi wśród Nas
18:40 Magazyn śledczy Anity Gargas
19:15 Wiadomości
19:45 Sport
19:55 Korona królów – odc 28
20:25 Zwierzaki Czytaki – odc. 3
20:45 Dobranocka – STRASZNY FILM
21:00 Wiadomości
21:35 Komisarz Alex – odc. 117
22:20 Krótka historia – – (417)
22:30 Barwy szczęścia – odc. 1770
23:05 Polonia 24
23:25 Rozmowa Polonii; rozmowa
23:40 Halo Polonia; magazyn
23.25 Racja stanu – (104)
23.50 Działo się w Krakowie
23.55 Przepis dnia – /293/

PIĄTEK 17:03.2018
0.05 Blondynka – odc. 20* (seria II, odc. 7) – Koleżka Pana Boga – txt. str. 777; serial TVP
0.55 Magazyn śledczy Anity Gargas – /65/; magazyn
1.25 Domisie – odc. 389 Sójka kłamczucha; program dla dzieci
1.55 Pytanie na śniadanie – w tym: Panoram Flesz i Pogoda
6:00 Panorama
6:25 Polonia 24
6:45 Rozmowa Polonii; rozmowa
7:00 Halo Polonia; magazyn
7:50 Wiadomości
8:00 Krótka historia – – (417) Początki dynastii Rurkowiczów; felieton
8:10 Na sygnale – odc. 164 „Żółtodziób” – txt. str. 777; serial fabularyzowany TVP
8:45 M jak miłość – odc. 1349 – txt. str. 777; serial TVP
9:40 Komisarz Alex – odc. 117 (seria IX odc. 13) – Zemsta
10:35 Portrety niepodległości; felieton
10:45 Wiadomości
10:55 Wilnoteka; magazyn kraj prod.Litwa
11:20 Szpiedzy – pilot – Wielka wymiana; film dokumentalny
12:10 Baw się słowami s. III; magazyn
12:20 Krótka historia – – (418) Poitiers 732; felieton
12:30 Teleexpress
12:55 Okrasa łamie przepisy – W krzyżackiej kuchni – txt. str. 777; magazyn kulinarny
13:25 Kwartet – magazyn regionów Czwórki Wyszehradzkiej – Rekordy; magazyn
13:55 Na sygnale – odc. 164 „Żółtodziób” – txt. str. 777; serial fabularyzowany TVP
14:25 Wolny Ekran – (84); magazyn
14:45 Dobranocka – Kulfon co z ciebie wyrośnie – odc. 3 – Ale w ZOO jest wesoło
15:00 Wiadomości
15:30 Pogoda
15:35 Sport
15:45 Na dobre i na złe – odc. 697 To chyba miłość – txt. str. 777; serial TVP
16:45 Polonia 24
17:05 Halo Polonia; magazyn
17:45 Kocham Cię, Polsko! – odc. (2) ed 11; zabawa quizowa
19:15 Wiadomości
19:45 Sport
19:50 Biało – czerwoni – historie niezwykłe – Kolarska czwórka torowa; cykl dokumentalny
20:15 Domisie – odc. 389 Sójka kłamczucha; program dla dzieci
20:45 Dobranocka za oceanem – Kulfon co z ciebie wyrośnie – odc. 3 – Ale w ZOO jest wesoło
21:00 Wiadomości
21:35 Na dobre i na złe – odc. 697 To chyba miłość – txt. str. 777; serial TVP
22:30 Na sygnale – odc. 164 „Żółtodziób” – txt. str. 777; serial fabularyzowany TVP
22:55 Krótka historia – – (418) Poitiers 732; felieton
23:05 Polonia 24
23:25 Halo Polonia; magazyn
23.00 Program rozrywkowy
23.50 Działo się w Krakowie
23.55 Portrety niepodległości; felieton

SOBOTA 18:03.2018
0.05 Barwy szczęścia – odc. 1767
0.30 Barwy szczęścia – odc. 1768
0.55 Barwy szczęścia – odc. 1769
1.25 Barwy szczęścia – odc. 1770
1.55 Pytanie na śniadanie – w tym: Pogoda
5:55 Polonia 24
6:15 Halo Polonia; magazyn
6:50 Okrasa łamie przepisy – W krzyżackiej kuchni – txt. str. 777; magazyn kulinarny
7:20 Ojciec Mateusz – odc. 182 – Krew z krwi (Ojciec Mateusz XIV odc. 9)
8:15 Na dobre i na złe – odc. 697 To chyba miłość – txt. str. 777; serial TVP
9:10 Kocham Cię, Polsko! – odc. (2) ed 11; zabawa quizowa
10:40 Wolny Ekran – (85); magazyn
11:00 Kulturalni PL – (395); magazyn
12:00 Słownik polsko@polski – talk – show prof. Jana Miodka (382)
12:30 Teleexpress
12:55 M jak miłość – odc. 1350 – txt. str. 777; serial TVP
13:50 program rozrywkowy
14:45 Dobranocka – Rodzina Treflików – Przepis na ciasto, odc. 26
14:50 Dobranocka – Cała Polska Czyta dzieciom – Czytanie przed spaniem – Skarb Piratów; widowisko kameralne
15:00 Wiadomości
15:30 Pogoda
15:35 Sport
15:45 Historia Roja, czyli w ziemi lepiej słychać – odc. 2 – txt. str. 777; serial TVP
16:40 Operacja Samum – txt. str. 777 88′; film sensacyjny; reż.:Władysław Pasikowski; wyk.:Marek Kondrat, Radosław Pazura, Anna Korcz, Bogusław Linda, Olaf Lubaszenko, Tadeusz Huk, Krzysztof Globisz, Tugrul Cetiner, Jerzy SkolimowskI
18:15 program rozrywkowy
18:40 Słownik polsko@polski – talk – show prof. Jana Miodka (382)
19:15 Wiadomości
19:45 Sport
19:50 M jak miłość – odc. 1350 – txt. str. 777; serial TVP
20:45 Dobranocka za oceanem – Rodzina Treflików – Przepis na ciasto, odc. 26
21:00 Wiadomości
21:35 Historia Roja, czyli w ziemi lepiej słychać – odc. 2 – txt. str. 777; serial TVP
22:25 Operacja Samum – txt. str. 777 88′; film sensacyjny; reż.:Władysław Pasikowski; wyk.:Marek Kondrat, Radosław Pazura, Anna Korcz, Bogusław Linda, Olaf Lubaszenko, Tadeusz Huk, Krzysztof Globisz, Tugrul Cetiner, Jerzy SkolimowskI
23.00 program rozrywkowy
23.50 Działo się w Krakowie

NIEDZIELA 19:03.2018
23.55 Dom – odc. 24/25 – Droga na skróty – txt. str. 777; serial TVP
1.30 Magazyn
1.55 Pytanie na śniadanie – w tym: Pogoda
5:30 Teleranek – txt. str. 777; magazyn
10:55 Baw się słowami s. III; magazyn
6:10 Baw się słowami s. III; magazyn
6:25 Ziarno – Trzylistna koniczynka; magazyn
6:55 Między ziemią a niebem; magazyn
7:00 Anioł Pański (Anioł Pański) kraj prod.Watykan (2018), Transmisja
7:15 Między ziemią a niebem; magazyn
8:00 Transmisja Mszy Świętej, Transmisja
9:20 Turystyczna Jazda – Ryga i Wschodnia Łotwa
9:40 Dom – odc. 24/25 – Droga na skróty – txt. str. 777; serial TVP
11:30 Rodzinka.pl – odc. 207 „Metka mnie drapała…” sezon 10
12:00 Rodzinka.pl – odc. 208 „Rollercoaster” sezon 10
12:35 Teleexpress
12:55 M jak miłość – odc. 1351 – txt. str. 777; serial TVP
13:50 Oczy w oczy – (74)
14:25 Baw się słowami s. III; magazyn
14:40 Dobranocka – Pamiętnik Florki – Zakupy, odc. 21
14:50 Dobranocka – Cała Polska Czyta dzieciom – Tęczowy domek ślimaka; widowisko kameralne
15:00 Wiadomości
15:30 Pogoda
15:35 Sport
15:45 Dziewczyny ze Lwowa – odc. 15* (seria II odc. 2) – Przelotna wdowa
16:40 Benek – txt. str. 777 AD 97′; film obyczajowy; reż.:Robert Gliński; wyk.:Marcin Tyrol, Mirosława Żak, Magdalena Poplawska, Zbigniew Stryj, Andrzej Mastalerz
18:25 program rozrywkowy
18:45 Zakochaj się w Polsce – odc. 59 Kalisz – txt. str. 777; magazyn
19:15 Wiadomości
19:45 Sport
19:50 M jak miłość – odc. 1351 – txt. str. 777; serial TVP
20:45 Dobranocka za oceanem – Pamiętnik Florki – Zakupy, odc. 21
21:00 Wiadomości
21:35 Dziewczyny ze Lwowa – odc. 15* (seria II odc. 2) – Przelotna wdowa
22:25 Oczy w oczy – (74)
23:05 Benek – txt. str. 777 AD 97′; film obyczajowy; reż.:Robert Gliński; wyk.:Marcin Tyrol, Mirosława Żak, Magdalena Poplawska, Zbigniew Stryj, Andrzej Mastalerz
23.45 program rozrywkowy
0.10 Działo się w Krakowie

Randka w Paryżu

Francuska kuchnia, wino, spacery zakochanych. Sekwana, stateczki, berety, kasztany. Wieża Eiffla, Mona Liza, bazylika Sacré-Coeur, cztery tysiące oświadczyn na dobę. Tak romantycznie, że aż strach. A może, wbrew pozorom, nie ma się czego bać?

Banał czy fantazja?

Powiedziałaś, żeby zabrać cię gdzieś; przyszedł mi do głowy ten cały Paryż. Wsiedliśmy więc w samolot – okazało się, że to całkiem niedaleko. Nasz hotel nieopodal Gare du Nord, Dworca Północnego, miał długą, mądrze brzmiącą francuską nazwę i niedziałającą windę.

Rano okazało się, że większość paryżan siedzi w kawiarniach, których jest tu więcej niż fiordów w Norwegii. Chowają się za wielkimi, papierowymi płachtami „Le Monde”, „Le Parisien” czy „Le Figaro”. Usiadłaś przy stoliku, ja poszedłem zamówić śniadanie.

– Deux cafés avec deux croissants s’il vous plaît. Trzy lata nauki francuskiego, a gość i tak patrzy na mnie, jakbym był z innej planety. Wstydliwie od razu przerzucam się na angielski – być może jedynie dzięki temu przynoszę nam te nieszczęsne rogaliki i espresso.

Paryż powoli się budzi – w rynsztokach płynie woda, do której zamiata się śmieci, pierwsi strajkujący (francuski sport narodowy) zaczynają maszerować w swoich sprawach, bezdomni powoli wygrzebują się ze śpiworów przed dworcem, dzieciaki maszerują z tornistrami.

U Szopena i Modiglianiego

Ruszamy na cmentarz Pere-Lachaise. Do przejścia mamy pięć kilometrów. Moglibyśmy pojechać metrem, do którego prowadzą kuszące podziemne zejścia w stylu art nouveau pamiętające początek ubiegłego wieku. Ale nam się nie spieszy. Paryż wart jest marszu, a droga jest prosta – bulwarem Magenty, aleją Republiki.

Po solidnej godzinie spaceru szerokimi ulicami, w cieniu rzucanym przez białe kamienice i korony drzew, docieramy do murów cmentarza. Kierowani miłością do nokturnów i „rewolucyjnej” w pierwszej kolejności odwiedzamy Szopena. Rabatki przy mogile utrzymano w barwach patriotycznych, płytę nagrobną ozdobiono zasmuconą rzeźbą, całość ogrodzono płotkiem. Odrobinę to wszystko pompatyczne; zapewne kompozytor zazdrościłby Oscarowi Wilde’owi obcałowanego szminką pomnika.

U Modiglianiego zostawiamy różę.

Piknik nad Sekwaną

Ogarnia nas pierwszy głód. Ruszamy rue de la Roquette, elegancką ulicą, którą przetłumaczyć można jako ulicę Rukoli. Zbliżając się do rzeki, odwiedzamy pierwszy lepszy sklep. Mają tu niedrogie francuskie wina, do tego coś na ząb. Jest Paryż, może być klisza: bagietki, ser pleśniowy, rzodkiewki i pomidory.


Ulica Rukoli doprowadza nas w końcu do placu Bastylii, a stąd już blisko na mniej znaną z dwóch paryskich wysp, Saint-Louis. Rozsiadamy się na uregulowanym nabrzeżu Sekwany. Rzeka żyje, aż miło. Pomijam już te mieszkalne łodzie, o których Wharton zdołał napisać całą książkę, pomijam rzeczne tramwaje i wypchane po ostatni japoński teleobiektyw stateczki. Przegryzając camembert bagietką, zauważamy codzienny, nieturystyczny ruch – barki z piaskiem, ze śmieciami, płytkie statki z drewnem, policyjne motorówki.


Potem wspinamy się na lewy brzeg Sekwany i idziemy w stronę Orsay. Wzdłuż rzeki swoje stragany rozstawili bukiniści – w teorii sprzedawcy tanich, używanych książek. Wszystko im się jednak pomyliło: sprzedają drogie książki, hollywoodzkie plakaty z Bogartem i zupełnie sztampowe malunki. Co gorsza, mówią przy tym płynnie po angielsku.

Michał Szablewski

Profilaktyka w leczeniu raka

Według źródeł, co drugi pacjent z chorobą nowotworową korzysta z alternatywnych i niekonwencjonalnych metod leczenia raka. Przyczyną tego zjawiska są strach przed ciężką chorobą, trudną i wymagającą terapią onkologiczną, śmiercią, ograniczone środki medycyny konwencjonalnej, wiara w naturę oraz luki w niewydolnym systemie opieki zdrowotnej, który nie spełnia oczekiwań i potrzeb wszystkich pacjentów chorych na raka.
Często to rodzina i bliscy pacjenta są inicjatorami działań paramedycznych i rozpoczęcia terapii alternatywnej za pomocą niekonwencjonalnych metod leczenia raka. Niekonwencjonalne metody leczenia raka (tzw. medycyna naturalna) obejmują techniki i sposoby nieakceptowane lub tylko w niewielkim stopniu uwzględniane przez medycynę opartą na badaniach naukowych. Alternatywne metody terapii nowotworów nie zostały poddane weryfikacji badań klinicznych i są proponowane poza nurtem medycyny konwencjonalnej.
Wiele metod naturalnego i niekonwencjonalnego leczenia raka ma swoje źródła w wielowiekowej tradycji. Do paramedycznych metod stosowanych w onkologii zalicza się m.in. paraleki ziołowe, „cudowne” preparaty zawierające różne mikroelementy, specjalnie opracowane diety, akupunkturę, akupresurę, medycynę ludową (krajową lub orientalną), homeopatię, hipnoterapię i bioenergoterapię i inne.
Zwracanie się ku metodom naturalnym może być zrozumiałe w przypadku tych chorych, u których zawiodły wszystkie metody konwencjonalne. Pacjenci onkologiczni i ich rodziny poszukują w ten sposób nadziei i pomocy w sytuacjach beznadziejnych. Niekonwencjonalne metody leczenia raka często zastępują leczenie uznane w medycynie, gdy okazuje się ono nieskuteczne. W tych niszach działa wielu znachorów, uzdrowicieli i bioenergoterapeutów, którzy poprzez umiejętne oddziaływanie na chorych i ich rodziny oferują ratunek i pomoc w najtrudniejszych sytuacjach. Szczególnie niebezpieczne są okoliczności, w których stosowane niekonwencjonalne metody leczenia raka całkowicie zastępuje postępowanie tradycyjne i uznane przez medycynę. Zdarza się, że przedstawiciele medycyny alternatywnej wkraczają w okresie stosowanego leczenia onkologicznego powodując jego opóźnienie lub wręcz zaniechanie. Dzieje się tak często w przypadku zaawansowanych nowotworów złośliwych, których terapia jest długotrwała i uciążliwa dla chorych. W tym kontekście należy pamiętać, że nawet po zakończeniu leczenia przyczynowego, współczesna medycyna może zaoferować chorym skuteczne metody walki z bólem nowotworowym, leczenie wspomagające i hamujące wyniszczenie nowotworowe, ograniczające skutki i dolegliwości powodowane guzem nowotworowym, dobór właściwej diety i optymalnej drogi odżywiania, płyny odżywcze i wysokokaloryczne, jak i leki psychotropowe, które stwarzają możliwości poprawy życia pacjentów nieuleczalnych. Współczesne leczenie onkologiczne, nawet gdy kończy się niepowodzeniem powoduje przedłużenie życia pacjenta nawet przez dłuższy okres czasu. Grupa najciężej chorych na raka powinna otrzymać szczególne wsparcie lekarzy oraz specjalistów. Pacjenci onkologiczni nigdy nie powinni być pozostawieni samemu sobie, tak aby nie byli zmuszeni do szukania pomocy i wsparcia u przedstawicieli medycyny niekonwencjonalnej i naturalnej. Część pacjentów onkologicznych stosujących leczenie niekonwencjonalne raka może odczuwać pewną poprawę, co wiąże się głównie z efektem placebo. Ludzie mają skłonność do wiary w cuda, a chorzy na raka są może bardziej skłonni do takiej wiary.
NIEKONWENCJONALNE METODY LECZENIA RAKA – TERAPIE ALTERNATYWNE
Często pojawiające się tzw. cudowne diety oraz suplementy zwalczające nowotwory mogą przynieść wiele szkód pacjentom, którzy decydują się na ich stosowanie. Jest to związane z niewłaściwym rozumieniem doniesień naukowych oraz bazowaniem na ludzkiej naiwności. Stosowanie diet alternatywnych może prowadzić do pozbawienia organizmu pacjenta niezbędnych składników odżywczych, a jednocześnie inne składniki mogą być podawane w nadmiarze, co również może szkodliwie oddziaływać na organizm. W tym kontekście idealnym rozwiązaniem byłyby indywidualne konsultacje i zalecenia żywieniowe przygotowane dla każdego pacjenta onkologicznego przez specjalistę. Niestety rzeczywistość szpitalna oraz realia dalekie są od takiej modelowej sytuacji. Narodowe Instytuty Zdrowia Stanów Zjednoczonych prowadzą kosztowny program weryfikacji niekonwencjonalnych metod leczenia raka. Nie jest tak, że medycyna uniwersytecka nie interesuje się paramedycyną. Za przykład mogą posłużyć badania neovastatu, który uzyskiwany jest z chrząstki rekina. Preparat ten jest obecnie w początkowej fazie badań klinicznych.
NIEKONWENCJONALNE METODY LECZENIA NOWOTWORÓW MOGĄ BYĆ NIEBEZPIECZNE GDYŻ:
mogą być przyczyną rezygnacji lub opóźnienia właściwej terapii onkologicznej, nie są znane interakcje i wzajemny wpływ leków onkologicznych z preparatami niekonwencjonalnymi i naturalnymi, nie można wykluczyć szkodliwości części tych środków (niektóre z nich wytwarzane są z trujących roślin, takich jak jemioła czy huba), chorzy i osoby po leczeniu onkologicznym są dobrymi odbiorcami reklam środków medycznych i paramedycznych. Pacjent, który niepokoi się o stan swojego zdrowia, obawia się nawrotu nowotworu, łatwo ulega zachętom ze strony koncernów farmaceutycznych, ale i twórców „cudownych” metod niekonwencjonalnych i naturalnych, w części przypadków chorzy na raka mają do czynienia ze świadomym oszukiwaniem z pobudek materialnych, na temat większości niekonwencjonalnych metod i preparatów antynowotworowych (np. Vilcacora, Iscador) brak jest jakichkolwiek informacji w piśmiennictwie naukowym. Wielu z nich nie można kupić w Polsce, gdyż nie zostały dopuszczone do obrotu i sprowadzane są z niewiadomych źródeł za pośrednictwem internetu.

10 sposobów by przechytrzyć raka

Cytuję: „4 lutego obchodzony był Światowy Dzień Walki z Rakiem. Czas obalić mit, że „rak to geny”. Geny (na które tak chętnie lubimy zwalać winę) są jak nabity pistolet: ktoś jeszcze musi pociągnąć za spust, sam z siebie nie wypali. Każdego dnia tak na dobrą sprawę „dostajemy raka” i się go pozbywamy: miliardy naszych zdegenerowanych komórek umiera i zostaje zastępowane przez komórki nowe. W czasie kiedy czytasz to zdanie proces ten zajdzie w kilkudziesięciu tysiącach Twoich komórek.

Nowotwór stwierdzony dostępnymi dzisiaj nowoczesnymi metodami diagnostycznymi ma już nie sto i nie tysiąc zdegenerowanych komórek, lecz setki milionów takich komórek, a więc jest już nieźle… wyhodowany.  Taki nowotwór  jednym słowem to nie katar i nie „dostaje się” go z dnia na dzień. Na to aby Twoje ciało wysłało rozpaczliwy sygnał, który lekarz diagnozuje jako „rak” potrzebne są zatem tak naprawdę lata pracy. Wczesne wykrywanie to nie prewencja, to diagnostyka. Prewencja to stała i codzienna nad sobą praca, a nie pójście po latach wygodnego życia do gabinetu po wyniki w których widnieje „wyrok”.

Wpływ naszego stylu życia na zaburzenia powstające w naszym systemie jest jak mówią lekarze tak olbrzymi, że 3/4 przypadków raka udałoby się w ogóle uniknąć, gdyby świadomość tego faktu była powszechna. Niestety nie jest. Oddziały onkologiczne zamiast świecić pustkami nie nadążają z przyjmowaniem kolejnych pacjentów, którzy swoim postępowaniem (ale i swoją niewiedzą) doprowadzili się do stanu niemiłej diagnozy. I dotyczy to niestety coraz młodszych osób.

Oliwy do ognia dolewają media strasząc nas nadchodzącym w najbliższych latach „tsunami nowotworów”. Zamiast bać się panicznie raka i mówić, że i tak jesteśmy na niego skazani – można nauczyć się żyć tak, aby do jego powstania nie doszło. Ten problem nas nie będzie dotyczył gdy nie stworzymy warunków aby zaistniał. Oto 10 przykazań antyrakowych.

1. Antyrakowa dieta: pełna witamin, enzymów i mikroelementów

Oficjalne stanowisko tradycyjnej medycyny i dietetyki jest takie, że dieta w zasadzie na nic większego wpływu nie ma i można jeść wszystko byle z umiarem. Rosnąca liczba zachorowań na nowotwory nie potwierdza słuszności teorii umiaru w jedzeniu wszystkiego jak leci.

Jeśli chcesz mieć umiarkowanie zdrowe życie – jedz złe (lub umiarkowanie odżywcze) pożywienie z umiarem. Jeśli jednak chcesz mieć wspaniałe, zdrowe i witalne życie jedz TYLKO I WYŁĄCZNIE wspaniałe pożywienie. Takie, które Twój organizm uzna za wspaniałe czyli będzie czerpał z niego maksimum witalnych korzyści przy minimum strat, starannie dobrane pod kątem walorów prozdrowotnych.

Na dogadzanie podniebieniu można sobie pozwolić od święta, natomiast robienie sobie świąt codziennie poprzez spożywanie pokarmów oferujących przyjemność jedynie kubkom smakowym lecz pozbawionym wartości odżywczych – zazwyczaj kończy się niemiło: rozregulowaniem całego systemu, który ledwo zipie z  przekarmienia i jednocześnie niedożywienia i niedoborów: wskutek braku składników, które powinny być dostarczone z zewnątrz, wiele przemian biochemicznych zostaje zaburzonych. Stąd już tylko krok do poważniejszego załamania się całego systemu. Ktoś, kto powiedział, że widelcem i nożem można sobie wykopać grób nie mylił się.

Umówmy się zatem co do jednego: dieta jako paliwo dla bilionów naszych komórek to po prostu podstawa i bez niej ani rusz. Niech ktoś mówi co chce, ale skoro dba o to co wlewa do baku swojego auta, to niech pomyśli też chwilę co wkłada do wnętrza swojego doczesnego „pojazdu” jakim jest własne ciało i czym je zasila. Auto zawsze można kupić nowe, natomiast ciało jest o tyle drogocenne, że jest posiadane w jednym egzemplarzu. Niestety nie wszyscy o tym pamiętają i zasilają je czym popadnie, byle smakowało i „wszystko z umiarem”. Też swego czasu należałam do tej grupy osób. Na szczęście w porę się opamiętałam.

– fitozwiązki: flawonoidy, antyutleniacze itd. – gdzie natura je dla nas umieściła? W pokarmach roślinnych, jest ich tam całe mnóstwo! Oprócz obfitujących w rozmaite ochronne fitozwiązki świeżych warzyw i owoców, które powinny być podstawą menu przewlekle zdrowego człowieka, warto na co dzień stosować również przyprawy i zioła o wysokim wskaźniku  ORAC , bogate w wymiatacze wolnych rodników czyli antyoksydanty. Dodawaj je do potraw i napojów, gdzie tylko się da, choćby szczyptę.

Szczypta tu i szczypta tam, a przez cały dzionek mnóstwo tej dobroci się uzbiera. Miej zawsze pod ręką słoiczki z kurkumą, cynamonem, goździkami, pieprzem cayenne, majerankiem, oregano, kminkiem itd., świeże zioła jak mięta, bazylia, rozmaryn, szałwia itp. można mieć na parapecie czy na balkonie. Kawa jest kiepskim źródłem antyoksydantów i do tego wypłukuje magnez, dobrze jest pozbyć się tej używki z codziennego menu, dużo lepszym źródłem antyoksydantów jest zielona i biała herbata lub nie zawierające pobudzaczy herbatki ziołowe i yerba mate.

Cokolwiek bierzesz do buzi, niech to będzie zawsze pełne drogocennych fitozwiązków. Masz do dyspozycji powiedzmy 2 tys. kcal dziennie – zużyj je z rozwagą, niech każda kcal odżywia Twoje ciało rozmaitymi fitozwiązkami. Nieprzetworzone pokarmy roślinne są ich przebogatym źródłem, przetworzone i zwierzęce uboższym.

Pieczywo ma stosunkowo mało antyutleniaczy (szczególnie białe). Mięso i nabiał też (jeśli nie chcesz całkowicie zrezygnować z nich to przynajmniej stawiaj na wiejskie, a nie od zwierząt hodowanych przemysłowo). Słodycze (ciastka, lody,gumy, słodzone napoje, w tym „light”) jak również wszelka przemysłowo przetworzona sklepowa karma, są świetnym źródłem wolnych rodników, czyli wrogów młodości, zdrowia i długowieczności.

– probiotyki i prebiotyki: pamiętajmy, że zdrowie zaczyna się w jelitach. Zdrowe jelita to rzecz niezbędna i codzienne dbanie o ich prawidłową florę bakteryjną jest powinnością każdego przewlekle zdrowego człowieka. Kiszonki należy jadać codziennie, a nie „jak mi się przypomni”. Porcja tyle co w garści – wystarczy. Zobacz jakie śniadanko jada długowieczny i cieszący się wspaniałą jasnością umysłu pan Antoni Huczyński, lat 91 – kiszonki oprócz warzyw w różnych kolorach są obowiązkowe na jego codziennym talerzu.

Zamiennie może być też czasem kilka łyczków kwasu (z ogórków, kapusty, buraków) – samo zdrowie! Jeśli nie lubisz pić kwasu a lubisz zupy, to ugotuj zupę (barszcz, kapuśniak, ogórkowa) i dodaj kwas z żywymi laktobakteriami do lekko przestudzonej już zupy, nie wlewaj go do gara gdy zupa jest gorąca, aby nie zabić dobrych bakterii. I uwaga na solenie takiej zupy na początku gotowania, bo kwas jest z reguły już sam w sobie słony. Lepiej dosolić na końcu (najczęściej wcale nawet nie trzeba).

Jelita to fabryczka naszych witaminek z grupy B oraz m.in. serotoniny – hormonu szczęścia. Serio! Mało kto o tym pamięta. Czyste, szczęśliwe i zdrowe jelita to zdrowy, szczęśliwy i długowieczny człowiek.

– dużo świeżej żywności: warzywa i owoce w stanie naturalnym i nieprzetworzonym termicznie (a także zrobione z nich surówki, sałatki, koktajle, lody, desery czy soki) powinny stanowić minimum połowę tego co zjadasz. To pokarmy witalnie odżywiające ludzkie ciało, pełne witamin, enzymów, mikroelementów. Tylko tutaj znajdziesz też wymiatający śmieci z jelit błonnik.

Nie ma go w słodyczach, białym chlebie, makaronie, białym ryżu ani w żadnego typu produktach odzwierzęcych. Pokochaj brąz! Brązowy ryż zamiast białego, razowy chleb zamiast białego – to Ci wyjdzie tylko na zdrowie. Zimą można jadać więcej owoców suszonych, w sezonie stawiajmy tylko na świeże. Czipsy można zajadać cały rok bez ograniczeń, pod warunkiem, że chrupiemy domowe czipsy jabłkowe lub warzywne.

– żadnej sklepowej karmy, żywności przetworzonej przemysłowo powiedz stanowcze NIE. Zero słodyczy, napojów, przekąsek, pseudosoczków, pseudopłatków śniadaniowych, chemicznie podrasowanej żywności „light”, margaryn, wędlin, białego pieczywa na drożdżach, rafinowanych przemysłowo olejów „z pierwszego tłoczenia” i pseudoowocowych jogurcików czy serków homogenizowanych, o mleku UHT, gorących kubkach i śledziowych sałatkach z glutaminianem nie wspominając. Jeśli nie wiesz od czego zacząć to na początek wywal z domu wszystko to co białe: biały cukier, białą mąkę, białą rafinowaną sól i biały oczyszczony ryż.

Jeśli miałeś zamiar właśnie nauczyć się czytać etykiety, to zważ, że będzie dużo prościej, zdrowiej i bezpieczniej po prostu zacząć kupować tylko towary nie posiadające żadnych etykiet. W przeważającej mierze będzie też taniej. Nawet jak kupisz droższą wersję bio. Wyjdzie to zawsze taniej niż choroba. Jeśli nie masz dostępu do bio – nie szkodzi, możesz usunąć pozostałości oprysków domową metodą. Lepiej zjeść warzywo pryskane i dokładnie w ten sposób umyte niż żadne.

– dobre tłuszcze: to nie tylko wyciskane na zimno naturalne oleje. To także pokarmy bogate w dobre tłuszcze: siemię lniane, rozmaite orzechy, pestki, migdały, kokos, awokado. W moim domu używa się trzech rodzajów oleju, każdy z nich jest kopalnią cennych związków i różnych kwasów tłuszczowych: oliwa z oliwek extra vergine, olej kokosowy oraz bogaty w kwasy Omega-3 olej lniany (nieoczyszczony, tzw. budwigowy). Wszystkie nierafinowane, wyciskane na zimno. Tak jak natura stworzyła.

– dobre nawodnienie: czysta woda (nawet z kranu, przefiltrowana nie jest wcale gorsza od niejednej butelkowanej) albo z dodatkiem cytryny. Cenne są też rozmaite herbatki ziołowe, jednogatunkowe lub mieszane. Jeśli soki to jedynie te prawdziwe,na świeżo wyciskane z jarzyn i owoców. Najlepiej za pomocą wolnoobrotowej wyciskarki, a nie sokowirówki. Znakomicie gaszą pragnienie, a jednocześnie sycą dostarczając błonnika, wszelkiego typu koktajle  wykonane w blenderze. Ludzie przewlekle zdrowi nie spożywają pseudosoczków ze sklepu, pitnych „owocowych” jogurcików, napojów alkoholowych ani napojów gazowanych. Nawet gazowanej wody. Dwutlenek węgla jest wydalany przez nasz system jako „odpad poprodukcyjny” i nie powinien być wtłaczany tam z powrotem pod żadną postacią.

2. Post jest równie ważny jak dieta

Większość nastolatków słowo „post” skojarzy z blogiem lub z fejsbukiem. Większość ludzi w dojrzalszym wieku natomiast skojarzy post z Wielkim Piątkiem lub wigilią Bożego Narodzenia, kiedy to zamiast kanapki z wędliną zabiera do pracy kanapki z serem. Większość ludzi kiedy dowiadują się na czym tak naprawdę powinien polegać post (ten utrzymujący, a nawet przywracający zdrowie jak również wydłużający życie) reaguje nerwowo: jak to… NIE jeść? Przecież się nie da! Poza tym głodówki są szkodliwe, nie wolno NIE jeść!

A właśnie, że wolno, a nawet trzeba od czasu do czasu powstrzymać się od jedzenia. Post ma tysiąclecia tradycji w różnych kulturach, niezależnie od wierzeń religijnych. Dzisiaj uważany za „nienowoczesny”, a nawet szkodliwy. Niesłusznie!Tak jak od czasu do czasu musisz wyłączyć swój komputer aby zrobić mu „reset”, tak i musisz od czasu do czasu dać odpocząć Twojemu układowi pokarmowemu od ciągłej pracy i przestawić system na tryb samoregeneracji i oczyszczania.

Tak nas bowiem natura zaprojektowała, że w czasie postu organizm zabiera się za porządki. W ściśle hierarchicznej kolejności usuwa stare śmieciochy, rozmaite toksyny i uzbierane szkodliwe złogi poutykane to tu, to tam: najpierw te najbardziej zagrażające całemu systemowi, na końcu te najmniej ważne dla jego funkcjonowania. Na miejsce zniszczeń odbudowuje tkanki nowe. W tym właśnie tkwi sekret zdrowia i długowieczności, a także usuwania postem wielu zaburzeń do których się przyczyniliśmy kulinarnie rozpasanym trybem życia.

Od cellulitu i pryszczy począwszy, aż po bardziej poważne problemy. W ciągu zaledwie kilku tygodni prawidłowo przeprowadzonego postu ludzie chorzy zmieniają się w tryskających zdrowiem. Jeśli nie udaje się do końca za pierwszą rundą, udaje się za którąś kolejną, ale za każdą następną jest wyczuwalne polepszenie samopoczucia i powrót organizmu do stanu równowagi.

Już jeden dzień postu  w tygodniu ma dobroczynne działanie. Post 40-dniowy (w tradycji chrześcijańskiej: Wielki Post) również ma długie tradycje. Do czasów cara Piotra I w czasie Wielkiego Postu pościła cała Rosja i podobno był to post ścisły: wodny lub o chlebie i wodzie.

Post nie oznacza zmiany wędliny na ser czy rybę, nie oznacza też całkowitej głodówki. Może to być post warzywno – owocowy zwany inaczej postem Daniela(najbardziej polecany) lub posty o bardziej zaostrzonym reżimie – dla już zaawansowanych: post sokowy, post o chlebie i wodzie lub nawet wodny dla wprawionych w postnych bojach twardzieli.

Im bardziej zaostrzony reżim  tym większa wiedza o poszczeniu i wychodzeniu z postu jest konieczna, możemy też potrzebować wsparcia fastoterapeuty, zatem nie polecam rzucać się od razu na głęboką wodę, do samodzielnego wykonania w domu dla osób nie będących aktualnie pod opieką lekarza (czyli nie przyjmujących żadnych leków na receptę) nadaje się  tylko warzywno-owocowy post Daniela i krótkie posty sokowe.

Post warzywno- owocowy jest bardzo skuteczny, choć łagodny. Nie odczuwa się na nim głodu (jeść można ile się chce, a potem to już się nawet nie chce gdy nasz ośrodek głodu w mózgu samoczynnie się wyłącza), za to nabywa się za każdym razem sporej energii i odzyskuje niesamowitą jasność umysłu. Pierwszy post jest zwykle o tyle niemiły, że oznaki kryzysów ozdrowieńczych mogą dać nam ostro w kość. Ale każdy kolejny post jest coraz przyjemniejszy i przynosi dużo radości, a ciało dużo szybciej przechodzi na odżywianie endogenne. Post odnawia ciało i umysł w sposób wręcz niewiarygodny. Genialnie też wzmacnia nasz system odpornościowy.

Post to dar dla nas od Matki Natury i jako wielki dar należy go traktować. Nie jak przymus, nie jak udrękę, ale właśnie jako wielki dar. Nie znam żadnego wymyślonego przez człowieka sposobu aby uzyskać efekty odnowy biologicznej takie, jakie daje regularne poszczenie. Perfekcyjny sposób na odnowę ciała, umysłu i ducha jest tylko jeden i został zaprojektowany przez naturę. Nic mu nie jest w stanie dorównać.

Kiedyś się pościło w każdy piątek (post ścisły, ew. o chlebie i wodzie), dzisiaj tradycja ta jest przestrzegana jedynie przez starszych ludzi, którzy dożyli „pięknego wieku” nie bez przyczyny. Regularnie praktykowany postny piątek (czy inny wybrany dzień tygodnia) w wersji warzywno-owocowej, sokowej czy nawet ścisłej – jeszcze do tej pory nikogo nie zabił, więc i Ciebie nie zabije. A co Cię nie zabije, to Cię wzmocni. Więc do dzieła – po prostu spróbuj!

Optymalnie powinniśmy pościć 2 razy w roku po 40 dni (raz na wiosnę i drugi raz późną jesienią) oraz w jeden wybrany dzień raz w tygodniu przez cały rok. Minimum to jeden post dłuższy 40-dniowy raz w roku i kilka krótszych (lub wybrany postny jeden dzień w tygodniu, cały rok z wyjątkiem świąt kiedy to można sobie pofolgować, bo od tego właśnie są święta).

3. W razie potrzeby sięgnij po suplementy

Nie jestem generalnie zwolenniczką nadużywania suplementacji, zdrowy styl życia to w moim mniemaniu rzecz nadrzędna i żadna suplementacja jej nie zastąpi, lecz żyjemy w takiej rzeczywistości a nie innej: pogódźmy się z faktem, że są sytuacje, w których suplementacja może okazać się potrzebna, czasem wręcz konieczna. Okresy wzmożonego wysiłku fizycznego, infekcje lub okresy przewlekłego stresu w szczególności powodują, że nasz system „spala” wszystkiego więcej i czasem może dojść do sytuacji, że samą dietą nie jesteśmy już w stanie pokryć zapotrzebowania na witaminy, enzymy i minerały.

Niektórzy mówią, że suplementacja nie działa, pieniądze wyrzucone w błoto. Są dwie sprawy do wyjaśnienia: nic nie będzie działać, ani najbardziej wartościowe jedzenie ani najdroższe suplementy jeśli nie wchłaniasz. Nie jesteśmy tym co bierzemy do buzi, lecz tym co wchłaniamy. System zaburzony, zakwaszony, nieoczyszczony ze śmieci, zamulone jelita, pasożyty, nieprawidłowa flora, życie w ciągłym stresie – to wszystko zaburza wchłanianie. Większość z witamin i minerałów ponadto wchłania się optymalnie gdy dostaje się do ustroju w ilościach małych ale częstych, o czym też wiele osób nie wie lub zapomina.

Druga sprawa: aby witaminy czy minerały działały muszą być przyjmowane nie tylko z odpowiednią częstotliwością, ale też i w odpowiednich dawkach: gdy masz niedobory to RDA (dzienna zalecana dawka, Recommended DietaryAllowances) nie wystarczy, będzie kroplą w morzu i wkrótce stwierdzisz „to nie działa”. Polizanie tabletki aspiryny też nie powoduje obniżenia bólu czy gorączki. I tak należy na to patrzeć: witaminy i minerały których nam brakuje specjaliści medycy ortomolekularnej zalecają uzupełniać do nasycenia, czyli aż poczujemy odpowiedź ze strony organizmu, jednym słowem aż po prostu poczujemy się lepiej.

Nota bene RDA inaczej nazywane jako GDA (Guideline Daily Amount) nie jest w istocie rzeczy wcale żadną tam dawką „zalecaną” lecz… minimalną. Wielkości te opracowane zostały w latach 30-tych ubiegłego wieku. Nie wiem kto wymyślił w latach 30-tych ubiegłego wieku tak mylącą nazwę, ale był to albo kompletny idiota, albo wyrachowany cwaniak.

Albo jedno i drugie. Zatem RDA czy GDA to nie „zalecana” lecz MINIMALNA dawka witamin czy minerałów dla przeciętnie zdrowego dorosłego człowieka. Tak jak minimum socjalne: poniżej tego nie przeżyjesz godnie, nawet jeśli nie od razu umrzesz.  Warto wiedzieć, że podczas choroby lub w stresie zapotrzebowanie systemu na witaminy i minerały może przekraczać RDA dziesiątki, a nawet setki razy, aby nadal zapewnić prawidłowy przebieg reakcji biochemicznych w ustroju.

Strażnikiem naszego zdrowia jest nasz system odpornościowy. Gdy on jest silny to nie tylko żadna infekcja ale też i żaden rak nam nie zagrozi. Dbajmy o gęstą odżywczo dietę i zdrowy styl życia na co dzień, a w sytuacjach podbramkowych uzupełniajmy powstające niedobory suplementacją (doustną lub transdermalną, przez skórę).

4. Odpowiednia ilość i jakość snu

Na czym polega prawidłowe spanie? Na tym, że:

– senność ogarnia nas codziennie mniej więcej o tej samej porze.

– po przytknięciu głowy do poduszki niebawem zapadamy w mocny i doskonale regenerujący nasze ciało sen, trwający nieprzerwanie do rana.

– po otworzeniu oczu rano czujemy momentalnie wspaniały przypływ radości życia i niesamowitej energii,  nie ma potrzeby sięgania po kawę czy inny stymulant aby „się dobudzić”. Po tym między innymi poznać człowieka przewlekle zdrowego: rytualna poranna kawka jest mu zwyczajnie niepotrzebna, jego mitochondria pracują bowiem dla niego radośnie już od momentu otworzenia rano oczu.

Kawę warto generalnie traktować jako pokarm rekreacyjny, a nie codzienny: można raz od wielkiego dzwonu owszem wypić sobie w razie konieczności (np. jazda nocą) lub nawet dla przyjemności (najlepiej dodając doń antyoksydantów, np. cynamonu czy kakao), ale pobudzanie się nią codziennie prowadzi do uzależnienia, niszczy florę jelitową, wypłukuje też minerały (głównie magnez) czyli zakwasza organizm. Kawa sama w sobie posiada przy tym bardzo mierne ilości antyutleniaczy.

Kiedyś należałam do tej (wcale niemałej) grupy ludzi, którzy jakiekolwiek swoje antyoksydanty czerpali głównie z tego źródła, wierząc w takie niusy jak „filiżanka kawy dziennie zapobiega rakowi piersi”. Całe szczęście w porę poszłam po rozum do głowy: jeśli zapobiegnę kawą rakowi piersi to równie dobrze pijąc ją codziennie mogę niebawem zejść na raka żołądka, dla którego kawa jak wiadomo obojętna nie jest. Bezpieczniej jest czerpać antyoksydanty z innego źródła, a nie z kawy lub równie medialnego czerwonego wina. Osobiście mój romans z kawą zakończyłam: przestawiłam się na kawę zbożową, która zamiast wypłukiwać magnez dostarcza go i nie powoduje szkody dla żołądka i jelit.

– po obudzeniu pamiętamy z reguły swoje sny, których doświadczamy kilka podczas całej nocy – zdrowy człowiek je pamięta, najczęściej ten ostatni tuż przed przebudzeniem. Jeśli przez długi czas masz okresy całkowitego nie pamiętania snów to oznacza, iż brak Ci witamin z grupy B, szczególnie B6.

Dr Abram Hoffer stwierdził, że pacjenci cierpiący na depresję, lęki czy napady paniki najczęściej nie pamiętają swoich snów: brakuje im witamin z grupy B (głównie niacyny, B3 oraz pirydoksyny czyli B6).

Każdy kto pościł potwierdzi, że po zakończeniu postu nasze fizjologiczne zapotrzebowanie na sen zmniejsza się, jak również wstajemy dużo bardziej wypoczęci i gotowi do działania. Kto zatem podobnie jak ja kiedyś „spałby za pieniądze” i wstaje zamulony, od razu sięgając po sztuczny stymulant (kawę), a potem musi w ciągu dnia poprawić Red Bullem, to znaczy, że ma ciało pełne toksyn (i jeszcze ich sobie dorzuca pijąc stymulanty). Zdrowy i czysty system nie potrzebuje dużo snu (a już na pewno nie więcej jak 7-8 godzin), zaś po przebudzeniu jest w pełni zregenerowany: ciało jest pełne energii, a umysł jasny i radosny.

5. Ruszaj się!

Ruch to życie. Bezruch to śmierć i zgnilizna. To co żyje znajduje się zawsze w ruchu. Nasze ciała zostały zaprojektowane do życia i do ruchu. Siedzący tryb życia jeszcze nikomu zdrowia nie przyniósł. Ruch jak najbardziej.

Najwięcej walorów zdrowotnych ma ruch umiarkowany. Odkwasza organizm, dotlenia, powoduje wydzielanie się hormonów szczęścia. Po odpowiedniej dawce zdrowego, umiarkowanego ruchu po prostu jest nam dobrze, nic nas nie boli, nie mamy zakwasów, możemy być lekko spoceni (ustrój wraz z potem usuwa rozmaite substancje toksyczne), ale szczęśliwi. Ruch natomiast związany z nadmiernym wysiłkiem przeciążającym organizm czyni coś wręcz odwrotnego.

Długowieczny Bernardo LaPallo (rocznik 1901) zaczyna swój dzień od półgodzinnego spaceru po okolicy, krokiem żwawym, marszowym, po powrocie ze spaceru zabiera się z apetytem za śniadanie. Zawsze kiedy tylko to możliwe wybierz pójście na piechotę zamiast samochodu czy środka komunikacji miejskiej. A może nie lubisz spacerów, a wolisz np. tańczyć, jeździć na rowerze albo pływać? Bardzo polecane jest skakanie na trampolinie, które jednocześnie pobudza system limfatyczny. Krew pozostaje zawsze w ruchu dzięki sercu stanowiącemu „pompkę” , natomiast inny ważny płyn ustrojowy jakim jest limfa wymaga już naszej aktywności.

Nie zmuszaj się do jakiejś aktywności fizycznej jeśli dany jej rodzaj nie przypadł Ci do gustu. Wybierz zawsze taki rodzaj aktywności jaka sprawia Ci autentyczną frajdę i sprawiaj sobie tę przyjemność codziennie, a wkrótce zobaczysz zadziwiające efekty. Wiek nie jest przeszkodą! Można zacząć regularną aktywność fizyczną w każdym wieku.

Wspomniany pan Antoni Huczyński zaczął regularne ćwiczenia dopiero po osiemdziesiątce, gdy zaczął podupadać na zdrowiu. Dzięki ćwiczeniom i zdrowej diecie szybko wrócił do formy, a nawet czuje się lepiej teraz niż gdy był dużo młodszy! Najstarszy maratończyk świata Fauja Singh zaczął biegać również po osiemdziesiątce, a  karierę maratończyka zakończył niedawno, w wieku 101 lat. Jeśli jeszcze masz jakieś wymówki wyrzuć je w tym momencie do śmietnika.

6. Pożegnaj stres

– śmiej się

– śpiewaj

– trenuj uważność

– nie zaniedbuj codziennej modlitwy (lub medytacji)

Śpiewanie i śmiech czynią cuda: redukują stres, dotleniają, alkalizują, przedłużają życie, poprawiają wybitnie humor i stymulują układ immunologiczny. Zdrowy człowiek to człowiek szczęśliwy. Nie możemy zmienić niektórych rzeczy (np. przeszłości) ale możemy zmienić nasze myślenie o nich. Zresztą.. czy warto w ogóle poświęcać swój czas na myślenie o czymś czego nie można zmienić? Było, minęło.. co było a nie jest, nie pisze się w rejestr, a będzie i tak zawsze co ma być i z pewnością będzie to dla nas jedynie to, co najlepsze pod warunkiem, że właśnie tego co najlepsze będziesz się zawsze spodziewać dla samego siebie. W 99,9% przypadków tworzymy czarne scenariusze, które potem nigdy w życiu nie mają miejsca. Warto na to tracić cenne zapasy naszych witamin i minerałów? Stanowczo nie warto! Ciesz się tym co jest.

Wszystko co się zdarza, zawsze przydarza się z jakiegoś powodu i dzieje się w jakimś celu, nawet jeśli czasem kręcimy nosem. bo nam się chwilowo nie podoba i wydaje się niefajne. Tymczasem właśnie to niefajne jest najbardziej wartościowe i potrafi zainspirować nas i doprowadzić do wielkich pozytywnych zmian w naszym życiu.

Gdyby nie to, że wcześniej całymi latami prowadziłam niefajny (choć powszechnie przez większość społeczeństwa uskuteczniany i akceptowany) tryb życia, który moje zdrowie doprowadził z czasem do ruiny, to nigdy by ta witryna nie powstała. Coś negatywnego zamiast mnie zniszczyć obróciło się w coś bardzo pozytywnego i mam zaszczyt teraz dzielić się tym doświadczeniem z innymi ludźmi – w nadziei, że nie powtórzą moich błędów (lub naprawią te, które popełnili), a dzięki temu jakość ich życia diametralnie zmieni się na lepsze – tak jak stało się to w moim przypadku.

Ucząc się panowania nad stresem warto trenować uważność: obserwować poczynania naszego umysłu, który jest bardzo wielką gadułą. Gdy jego gadulstwo zagłusza wszystko inne (nawet głos serca), to zaczynamy żyć na autopilocie. Czyli nieświadomie. Kierując się wdrukowanymi w umysł przekonaniami, które przez całe nasze życie próbowali nam narzucić inni: szkoła, rodzice, rząd, różne instytucje, media, reklama, przyjaciele.

Nasze własne myśli zaczynają nas z czasem przytłaczać ponieważ się z nimi utożsamiamy nie zdając sobie sprawy, że są to tylko… myśli, a szczególną tendencję do osaczania naszego serca mają te negatywne. Jedynym sposobem na to by się ich pozbyć jest obserwować je – na tym polega uważność. Im bardziej obserwujesz swoje negatywne myśli (kwestionujesz je tym samym, zamiast utożsamiać się z nimi) tym bardziej rozpływają się one w nicości.

Pozytywne myśli wręcz przeciwnie: im bardziej je obserwujesz, tym rosną w siłę i stają się bardziej radosne. Osławione „pozytywne myślenie” jest tak naprawdę guzik warte: możesz bez ustanku mechanicznie powtarzać w myślach pozytywne stwierdzenia i nic z tego nie wyniknie. To jak plasterek  naklejany na wierzch. Dołącz do tego akt obserwacji myśli, dopiero wtedy zobaczysz efekty.

Nasza świadomość działa w następujący sposób: konieczny jest akt obserwacji, aby coś zaistniało. Zrób małe ćwiczenie: poproś jakąś osobę aby rozejrzała się uważnie dokoła przez 10-15 sekund i zanotowała w swym umyśle wszystkie przedmioty w kolorze czerwonym. Kiedy minie 10-15 sekund zapytaj czy już ma wszystkie te przedmioty zapamiętane, a następnie poproś o odpowiedź na pytanie: ile wokół siebie zaobserwowała przedmiotów w kolorze niebieskim. Z reguły żadnego.

Tak działa nasza świadomość: to co obserwujesz i na czym skupiasz uwagę staje się Twoją rzeczywistością, to zaś czego nie obserwujesz – Twoją rzeczywistością na dany moment nie jest. Jeśli będziesz zawsze spodziewać się w życiu jedynie pozytywnych i radosnych rzeczy i skupisz na nich swoją uwagę – będziesz je w istocie zauważać, one naprawdę zaczną istnieć. Jeśli natomiast te negatywne – to one staną się Twoją jedyną aktualnie istniejącą rzeczywistością. Zwracaj uwagę na co zwracasz swoją uwagę.

Uważnie słuchaj nie tylko tego co mówisz do innych, ale przede wszystkim tego, co mówisz do samego siebie. Jeśli np. dopadnie Cię choroba nie mów „Nie chcę być już chory”, zastąp to słowami „Chcę być zdrowy”. Wbrew pozorom to nie to samo. Zauważ, że w drugim stwierdzeniu jest przesłanie pozytywne („chcę” i pozytywnie brzmiące „zdrowy”) w przeciwieństwie do pierwszego (negacja „nie” i negatywnie brzmiące „chory”). To w jaki sposób do siebie mówimy jest bardzo ważne: determinuje naszą rzeczywistość.

Słuchaj dużo muzyki wprawiającej Cię w dobry nastrój, jak najwięcej przebywaj wśród ludzi, którzy dobrze Ci życzą, unikając kontaktu z osobnikami toksycznymi, uczęszczaj do miejsc w których dobrze się czujesz, przywołuj w pamięci miłe wspomnienia zamiast niemiłych (na te drugie połóż krzyżyk raz na zawsze: odczuj za nie wdzięczność, przebacz.. i nie wracaj), każdego dnia nie zapomnij zadbać o siebie i sprawić sobie choćby drobnego aktu przyjemności (relaksująca kąpiel, gęsty odżywczo posiłek, dobra książka, kontakt z bliskimi itd.) jak też i zadbać o innych (czynienie dobra, działania charytatywne, wybaczenie i pogodzenie się z kimś itd.).

Jeśli nieszczęścia chodzą parami, to szczęścia.. stadami. Ale tylko dla tych, którzy potrafią je przywołać do swojej rzeczywistości. Nauczenie się tego jest tak naprawdę bardzo łatwe, jedyne czego wymaga to konsekwencji w kierowaniu swojej świadomości na rzeczy piękne, pozytywne i dające moc.

Warto słuchać co mają do powiedzenia najlepsi trenerzy życia (ang. life coach) i nauczyciele duchowi: Anthony Robbins, Byron Katie, Jim Rohn czy Eckhart Tolle. Mało osób zdaje sobie sprawę z faktu, że życia pozbawionego stresu (bez względu na okoliczności) można się zwyczajnie NAUCZYĆ, tak jak gry na pianinie czy robienia szalików na drutach. I warto to zrobić, bo od tego zależy nasze zdrowie. W zdrowym ciele zdrowy duch, ale i odwrotnie!

7. Unikaj toksycznych chemikaliów i promieniowania

– konwencjonalne kosmetyki i środki czystości: po prostu wywal je z domu i zapomnij, że istnieją. Jeśli wydaje się to niemożliwe to pomalutku, sztuka po sztuce zastępuj je domowymi specyfikami lub tymi organicznymi, opartymi na bazie naturalnych składników roślinnych i z jak najmniejszą ilością składników podejrzanych.

Na pierwszy rzut dobrze jest wyrzucić wszelkie blokujące dobroczynne dla nas wydzielanie potu antyperspiranty,konwencjonalny dezodorant i konwencjonalną pastę do zębów i najlepiej zastąpić zdrowym, śmiesznie tanim  i do tego niezwykle skutecznym dezodorantem magnezowym oraz domową pastą do zębów. Domowe porządki można zrobić bardzo skutecznie za pomocą sody oczyszczonej  i najtańszego octu, bardzo skuteczny i nietoksyczny jest też płyn enzymatyczny ze skórek po cytrusach , które i tak wyrzucasz.

– leki (przeciwbólowe, antykoncepcyjne, antybiotyki, na zgagę, na trądzik i na miliony innych rzeczy) – stosuj jedynie w ostateczności, jako remedium ostatniej szansy lub w sytuacjach zagrożenia życia, a nie jako pierwsza rzecz po jaką automatycznie z przyzwyczajenia sięgasz. To, że żyjemy w erze „pigułki na wszystko” dostępnej nawet w pobliskim kiosku, nie jest żadnym usprawiedliwieniem. Każdy niemal lek można zastąpić nietoksycznym odpowiednikiem. Ludzie cierpią na rozmaite dolegliwości najczęściej z powodu złego stylu życia, niedoborów witamin i minerałów oraz toksemii, a nie dlatego, że w ich organizmach zabrakło statyn, aspiryny, ibuprofenu itd. Żaden lek nie jest obojętny dla ustroju, nawet ten leżący w kiosku obok codziennej gazety.

Prawidłowym pytaniem jakie powinno się sobie zadać gdy coś nam dolega jest „dlaczego moje ciało wysyła mi taki sygnał?” zamiast „jak mogę się tego szybko pozbyć?”. Sięgaj do przyczyny, wtedy rozwiążesz problem. Stosując zagłuszacze sygnału pomagamy sobie tylko doraźnie. Nie mówiąc już o tym, że każdy z nich ma na ulotce wypisaną całą litanię skutków ubocznych. W wielu przypadkach preparaty są nie zawsze do końca zbadane pod kątem wpływu na powstawanie nowotworów. Szczepionki również nie były badane pod tym kątem i do dzisiaj nie wiemy czy i jaki mają/mogą mieć wpływ na późniejsze skłonności do nowotworzenia.

– telefony komórkowe, urządzenia Wi-Fi, mikrofalówki itd. – jeśli nie możesz bez nich się obejść to ogranicz ich użytkowanie do niezbędnego minimum. Nie siedź blisko urządzeń Wi-Fi. Nigdy nie trzymaj komórki blisko ciała: na smyczy, w kieszeni, w staniku itd. Nie dawaj dziecku do zabawy. Nie kładź jej pod poduszką gdy idziesz spać.  Moi znajomi już wiedzą, że należy do mnie dzwonić dwa razy: pierwszy raz abym mogła wygrzebać telefon z czeluści torebki, drugi raz abym mogła odebrać ;) Ponieważ w dzisiejszym świecie trudno jest nie być wystawionym na działanie promieniowania – należy codziennie sięgać po naprawiające  ewentualne uszkodzenia daru natury , chroniące nasze DNA przez skutkami szkodliwego promieniowania.

8. Nie pij i nie pal

Te dwie używki: papierosy i alkohol, są w stanie „wyciągnąć” z nas mnóstwo witamin i minerałów i produkują olbrzymie ilości wolnych rodników, same nie posiadając żadnych antyoksydantów, ani pikograma. Przy nich nawet taka niezbyt w sumie zdrowa i równie uzależniająca używka jak kawa jest jedynie niewinnym przyzwyczajeniem. Jeśli pijesz alkohol lub palisz przypomnij sobie smak pierwszego łyka i pierwsze zaciągnięcie: to wcale nie było przyjemne, prawda? Szczerze mówiąc obrzydliwe, szczypiące i przyprawiające o mdłości. Podobnie jak pierwszy w życiu łyk kawy: obleśny, gorzki i na długo pozostawiający niesmak w ustach.

Natura nas wyposażyła w mechanizmy obronne przed rzeczami mogącymi nam szkodzić lub nas uzależnić. Gdy próbujemy takich rzeczy odbieramy je z natury rzeczy negatywnie: nasze kubki smakowe lub płuca buntują się. A jednak większość ludzi przełamuje te naturalne bariery obronne. Powodem są upodobania społeczne i powszechnie akceptowane normy. Łamiąc naturalne bariery obronne mało kto zdaje sobie sprawę, że wpada w pułapkę: używka jest w stanie wpędzić nas w uzależnienie na długie lata. I długie lata będzie nam odbierać zdrowie i witalność, będąc dostawcą wolnych rodników i złodziejem cennych witamin i minerałów.

To samo dotyczy zresztą uzależniającego lecz powszechnie akceptowanego nałogu spożywania cukru, który sam w sobie nie zawiera kompletnie żadnych substancji mogących zdrowie poprawić, ale za to odbiera nam substancje w zdrowiu nas utrzymujące.

W okresie przejściowym możesz zdecydować się na papierosa elektronicznego. Jego przeciwnicy mówią, że nie znamy do końca jego szkodliwości, jednak biorąc nawet na zdrowy rozum: jaka by ta szkodliwość nie była, będzie ona z całą pewnością mniejsza od wdychania dymu zawierającego tysiące rakotwórczych substancji. Sama nikotyna aczkolwiek trująca i silnie uzależniająca, jest w porównaniu z wieloma produktami procesu spalania mało toksyczna. Na plus za e-paleniem przemawiają także wygoda użytkowania dla siebie (palisz gdzie chcesz) i dla innych (brak smrodu i zatruwania innych osób tysiącami związków pochodzących ze spalania) oraz to, że nie musisz „palić” do końca: możesz pociągnąć raz czy dwa i odłożyć. No i koszty: wielokrotnie niższe niż wysoko opodatkowane (Vat, akcyza) tradycyjne wyroby tytoniowe.

Najlepiej jednak wcale nie wdychać niczego i wbrew temu co głosi miejska legenda nie jest do tego potrzebna wcale silna wolna, lecz silne przekonanie  o tym, że zwyczajnie nie potrzebujesz palić aby być spełnionym i szczęśliwym człowiekiem. Przydatna jest też wiedza o tym, co dzieje się w Twoim ustroju za każdym razem gdy częstujesz go wdychaniem obcych mu substancji (papierosy to prawdziwi złodzieje witamin, np. jeden papieros kradnie 25 mg witaminy C z ustroju, alkohol natomiast kradnie olbrzymie ilości niacyny mającej działanie m.in. antydepresyjne i regulujące poziom cholesterolu).

Jeśli jeszcze znajdujesz powody aby truć swoje ciało używkami (typu „to mnie relaksuje” albo „sprawia mi to przyjemność”), przeczytaj koniecznie książki “Jak skutecznie rzucić palenie”  oraz “Jak skutecznie kontrolować alkohol” , których autorem jest Allen Carr.

9. Nie bój się słońca

Daliśmy się ponieść „słońcofobii” dzięki uporczywym kampaniom uskutecznianym w mediach: wywiady z „ekspertami” ostrzegającymi nas przed rzekomym rakotwórczym działaniem słońca oraz reklamy okularów słonecznych czy chemicznych środków do opalania o faktorze takim czy innym (czy nawet całkowity „sun block”) bombardują nas już od wczesnej wiosny, niemal tak samo nachalnie jak reklamy środków na przeziębienie i grypę puszczane codziennie już w połowie sierpnia.

Nie daj się im zwieść! Większość ludzi chorych na raka (ale także na miażdżycę, nadciśnienie, depresję, łuszczycę, cukrzycę, artretyzm, choroby tarczycy, choroby nerek, osteoporozę, schizofrenię, demencję, Parkinsona, Alzheimera i stwardnienie rozsiane) ma dramatycznie niskie poziomy witaminy D i nie stało się to bez powodu. Jeśli nie chcesz do nich któregoś dnia dołączyć, to korzystaj ze słońca póki jest sezon bo to jedyna witamina jaka jest w sezonie całkiem za darmo, a zimą pij tran lub sięgnij po suplement.

Cały dzień siedzimy w pracy w zacienionym biurze, potem wychodzimy do domu i natychmiast zakładamy okulary słoneczne i smarujemy się filtrami. Słońcofobia jest tak powszechna, że nawet kremy na dzień dla kobiet czy ich kolorowe kosmetyki (pudry, cienie, korektory i pomadki) obowiązkowo mają „flitr UV”, bo wtedy po prostu… lepiej się sprzedają. Tak nam reklama sprała mózgi: słońce to Twój najgorszy wróg, przed którym konieczna jest ciągła, obowiązkowa ochrona w każdej możliwej formie! Tymczasem prawda jest całkiem inna:większość ludzi ma spore niedobory witaminy D. A to nie wróży nic dobrego (chyba że dla producentów Twoich przyszłych leków).

Ponadto wszystko co nakładamy na skórę wędruje do krwiobiegu w ciągu zaledwie minut. A nowoczesne chemiczne środki antysłoneczne są pełne toksycznych substancji, które NIE zostały przecież sprawdzone na poprzednich pokoleniach, są całkowicie nowym wymysłem, w użyciu zaledwie od kilkudziesięciu lat. Gdyby były faktycznie skutecznie jako profilaktyka antyrakowa, to zapadalność na raka skóry malałby zamiast rosnąć. Należy zadać sobie zatem pytanie dlaczego tak się nie dzieje, skoro mamy takie cud-środki antysłoneczne (ktoś kiedyś powiedział, że raka prędzej można dostać od tych środków niż od słońca: obawiam się, że mógł mieć niestety rację).

Niskie poziomy witaminy D zaburzają prawidłowe działanie wielu układów, w tym systemu odpornościowego i są wiązane z powstawaniem szeregu chorób cywilizacyjnych. „Zalecane” RDA czyli marne 600 IU na dobę to jedynie ułamek tego ile nam rzeczywiście witaminy D jest potrzebne. Bardzo dobrą książkę na ten temat napisał endokrynolog, specjalista od witaminy D, dr Sarfraz Zaidi („Witamina D kluczem do zdrowia”).

10. Przekazuj swoim dzieciom dobre wzorce

Można sobie uskuteczniać „walkę z rakiem” świętując specjalne światowe dni i organizując  marsze wstążek różowych czy żółtych, ale co to da skoro nie ma w przeciętnej rodzinie edukacji? Nasi przodkowie nie chorowali na raka w takim stopniu jak nasze pokolenie, więc kto miał nas nauczyć antyrakowego stylu życia? Nie wynieśliśmy tego z domu. Tsunami nowotworów to zjawisko względnie nowe, kiedyś chorowali jedynie ludzie starsi, dzisiaj mamy hospicja również dla dzieci i nikogo to nie dziwi.

Często słyszy się ludzi mówiących, że „u nas w rodzinie wszyscy mają skłonności do takiej czy innej przypadłości”. Tymczasem nie zwracamy uwagi na jeden podstawowy fakt: oprócz genów dziedziczymy również (a może przede wszystkim) nasze upodobania kulinarne i styl życia. Jeśli w rodzinie jadło się dużo, tłusto i słodko, a bez mięsa „to nie jest obiad”, to i my z dużą dozą prawdopodobieństwa będziemy tak gotować w swoim domu. Jeśli rodzina nie była w żadnym stopniu usportowiona i nie chodziło się nawet na wspólne rodzinne spacery, to i my najprawdopodobniej nie będziemy pałali miłością do aktywności fizycznej, upodobawszy sobie nieruchawy tryb życia.

Chyba, że stanie się coś, co nasze przekonania i nasze zwyczaje zmieni: to może być szkoła promująca sport, obracanie się wśród ludzi o pewnym stylu życia, przykład bliskiej osoby, której dany styl życia jednak się nie przysłużył, czy w końcu własne podupadnięcie na zdrowiu, które zmusi nas do powiedzenia głośno„dosyć tego!”. Wtedy przestajemy żyć „jak inni” albo jak nauczyli nas nasi rodzice („w zgodzie z tradycjami”) i szukamy własnych odpowiedzi, własnych dróg i wypracowujemy sobie swoje własne tradycje, dostosowane do czasów w jakich przyszło nam żyć.

W moim przypadku wpływ na zmianę miały dwa czynniki: doświadczenia na własnej skórze oraz przedwczesna śmierć mojej Mamy, która odeszła na zawał serca w wieku zaledwie 53 lat (miałam wtedy 31 lat). Inne przypadki chorób jakie wystąpiły w rodzinie bliższej i dalszej to stwardnienie rozsiane, rak piersi, rak mózgu, cukrzyca, otyłość, niedoczynność tarczycy, artretyzm, osteoporoza.

Dziadkowie zarówno ze strony Mamy jak i Taty cieszyli się dobrym zdrowiem całe życie i odeszli w słusznym wieku (wszyscy po 80-tce). Ich dorastające już w powojennych czasach dzieci już gorzej, a dzieci ich dzieci jeszcze gorzej. Pomimo powszechnych szczepień, dostępu do antybiotyków i wielu innych nowoczesności, które miały je uchronić od zarazy, chorób i wszelakiego nieszczęścia, zapewniając zdrowie i długowieczność. Nie zapewniły, z pokolenia na pokolenie jest, mam wrażenie, coraz gorzej. Nowoczesność wychodzi nam bokiem gdy nie umiemy korzystać z jej dobrodziejstw z rozwagą.

Co możemy zrobić? Zabrać się do dzieła! Tak jak zrobiłam to ja, tak jak to zrobiła też Anette Larkins wszystkie kobiety w jej rodzinie zapadały w coraz to młodszym wieku na raka piersi. Ona sama powiedziała któregoś dnia „dość!”, stwierdziła bowiem, że przekazany jej tradycjami rodzinnymi styl życia zdrowiu nie sprzyja bynajmniej, po czym spokojnie dobiegła siedemdziesiątki i dalej cieszy się nieustającą witalnością i wyglądem czterdziestolatki. Geny to jedno, ale styl życia jak widać jest ponad wszystkim.

Dlatego zwracajmy uwagę na to, jakie wartości dotyczące stylu życia przekazujemy swoim dzieciom. Gdyby wszystkie dzieci z domu wyniosły umiłowanie do świeżych warzyw i owoców (bo tym byłyby karmione karmione od małego, zamiast sztucznymi „owocowymi” kaszkami Nestle i „owocowymi” jogurtami), gdyby wiedziały, że słodycze odbierają im zdrowie i osłabiają ich system odpornościowy, gdyby umiały odróżnić prawdziwe jedzenie od tworu udającego jedzenie, prawdziwy sok marchewkowo-jabłkowy od udającego go „napoju o smaku” – to nie musielibyśmy dzisiaj robić akcji typu „Sklepiki szkolne – zdrowa reaktywacja”.

Dzieci tak nauczone od małego, z natury swej rzeczy z obrzydzeniem jak na całkowicie niejadalne artefakty patrzyłyby na batoniki, ziemniaczane czipsy, gazowane napoje czy polane lukrem słodkie drożdżowe bułki z białej mąki, a niesprzedane pseudosoczki właściciel sklepiku musiałby regularnie wywalać na śmietnik przeterminowane, bo nikt ich nie kupił.

Rynek (w tym przypadku uświadomione zdrowotnie dzieci) wymusiłby na nim, aby w sklepiku zamiast słodyczy, coli i smażonych pączków znalazły się świeże owoce, czipsy jabłkowe, mieszanki orzechów i suszonych owoców, porcjowane sałatki warzywne i owocowe czy też robione na miejscu soki i koktajle. Pamiętam z dzieciństwa pijalnie soków, gdzie można było kupić świeżo wyciśnięte soki. Bardzo mnie cieszy, że coraz więcej szkół (w tym szkoła mojego syna) uczestniczy w programie „Owoce w szkole”. Jeśli do tego dołoży się działania edukacyjne w rodzinie, to stworzymy szansę by następne pokolenie zamiast raka się bać, to będzie mu się prosto w nos śmiać.

Czy łatwo jest nauczyć dzieci miłości do warzyw i owoców? Nie jest łatwo, ale jeśli w redukowaniu pokarmów niezdrowych będziesz rodzicem konsekwentnym, który w dodatku dziecku zalety zdrowotne danego posiłku tłumaczy (dzieci uwielbiają słuchać co takiego wkładają właśnie do brzuszka!), to wkrótce (w ciągu zaledwie paru tygodni) będziesz miał w domu zamiast warzywnego niejadka prawdziwego wielbiciela zdrowego jadła .

Mój synek z warzywnego niejadka stał się klasowym ekspertem od zdrowego żywienia. Teraz to on poucza kolegów z klasy, aby nie kupowali w szkolnym sklepiku słodyczy. A czym skorupka za młodu nasiąknie..

Mnie w domu gdy marudziłam jako dziecko przy obiedzie (a niejadkiem przez pierwsze lata życia byłam ponoć okrutnym) zawsze powtarzano: to zjedz tylko mięsko, a resztę możesz zostawić. I wierzcie mi – gdybym wiedziała wtedy, że to ociekające tłuszczem mięsko (między innymi, bo powodów  było trochę więcej) zabierze mi tak wcześnie moją Mamę, to prędzej zjadłabym z talerza surówkę, a resztę zostawiła. Problem w tym, że nikt mnie tego wtedy nie uczył. Nikt mi nie powiedział, że to w tej surówce są błonnik, antyoksydanty, enzymy, witaminy i minerały czyli wszystko to co mój organizm potrzebuje do ochrony zdrowia. Ja już tego błędu nie popełnię na pewno.

Autor: Marlena

Źródło: akademiawitalnosci.pl

COPYRIGHT 2014 ZYCIE PUBLISHING SERVICES. ALL RIGHTS RESERVED.