Helikoptery na niebie?

Helikoptery na niebie?

Temat helikopterów powraca jak bumerang. Jest to bowiem papierek lakmusowy intencji rządu PiS, lokowania ważnych kontraktów zbrojeniowych tak, aby na tym korzystał polski przemysł i polscy pracownicy. W temacie helikopterów jeden z tych warunków nie zachodzi, bowiem niedawni włodarze państwa, wiedzeni mądrością (zachodnich lobbystów) pozbyli się własności zakładów kluczowych dla bezpieczeństwa kraju.  Nie ma “polskich” fabryk helikopterów.
helikopteryŚwidnik i Mielec to dziś własność Włochów i Amerykanów. Gadanie o zakupie polskich heli to medialne kłamstwo, obliczone na bezmyślne odruchy (oraz całkiem sensowne reakcje związkowców, bo to oni mają w tej narracji interes!). Składamy amerykańskie i włoskie. I kupimy ostatecznie obce konstrukcje, bo własnych nigdy nie robiliśmy, jedynie ewentualnie “ulepszaliśmy” licencjonowane sowieckie. Nie ma i w najbliższej, mierzonej dekadami przyszłości, nie będzie “polskich” heli!!!!
Znając zatem realia, warto zadbać o zakup najlepszych maszyn dostępnych na rynku, I w taki sposób, aby choć część komponentów wytwarzać w kraju, na zasadzie takiego zabezpieczenia dostaw kluczowych komponentów, aby w “razie czego” nasze wojsko miało użyteczny sprzęt. A czy to będzie włoska AW 101 do zwalczania okrętów podwodnych (najlepsza maszyna dostępna) czy też specjalistycznie doposażony UH 60 dla komandosów, to już sprawa decydentów, idących – w Bogu nadzieja! – za potrzebami wojska.

“Klątwa”

Klątwą Polaków jest ich niesamowita podatność na prowokacje wszelakiego typu. Tyle, że u Polaków na gadaniu i teatralnym (pardon le mot!) rozdzieraniu szat się kończy! Każdy to wie i każdy, w miarę potrzeb wykorzystuje. A to teatralna prowokacja, a to wystawa obrazków, a to słowa piosenki, wszystko obliczone na skandal. Byle mówili, byle powtarzali nazwiska. A Polacy, jak gapy na gwizdek reagują! OK, ktoś wystawi pikietę.
Obraza świętości to gwarantowany sposób na rozgłos. Podrzeć Biblię na scenie, położyć golasa na krzyżu, pluć na patriotyzm, zapowiadać jawną zdradę lub tchórzostwo, najlepiej zaś flagę wetknąć w odchody. Proste?
klatwa– “Jak oni śmieli obrażać moje uczucia?!” –przetacza się przez Polskę po raz kolejny chór oburzonych głosów. I gadające głowy w telewizyjnych programach nakręcają się wzajemnie, ku zadowoleniu sprawców. Tak chcieli i tak zrobili, co chcieli. I co? Zrobicie coś poważnego, moi oburzeni?
Od paru dni o niczym innym się nie mówi, jak o skandalizującej sztuce teatralnej, wystawionej w Teatrze Powszechnym w Warszawie. Najbardziej są oczywiście oburzeni politycy, tak jakby płacono im z publicznych pieniędzy za artystyczne oceny. Kraj potrzebuje gospodarczego impulsu, politycznej wizji, klaryfikacji celów na wzburzonym morzu stosunków międzynarodowych, za granicą wojna – a nasi złotouści oceniają, co robi grupa aktorów na scenie!
Powtarzam od dawna moje credo, iż politycy nie mają oceniać sztuki. Mogą oglądać albo nie. Co i jak ktoś sobie wystawia na scenie, kompletnie nie powinno interesować polityków. Jeżeli jakiś aktor/aktorka/reżyser wypowie słowa uznane za wezwanie do przestępstwa lub nawet zbrodni – zająć się tym musi z urzędu prokuratura. I koniec. Wezwanie zatem do zabójstwa, kogokolwiek – premiera czy menela, podpadać powinno pod kodeks karny. Bez przebaczenia, bez żadnej taryfy ulgowej, bo to “sztuka”. Dura lex, sed lex! W pasiaki i na spacernik, może więźniowie deklamacje docenią, choć raczej czarno to widzę! Natomiast, jeżeli jakiś, dajmy na to, pozbawiony talentu reżyser wyśle na scenę bandę kretynów krzyczących jakieś obraźliwe teksty, to jego i widzów sprawa.
Z przekazem artystycznym powinniśmy mieć jeden, jedyny problem – kto za to płaci?! Czyje pieniądze wydają producenci sztuki?!
Gospodarczy liberalizm twierdzi od lat – oczywiście będąc odżegnywanym od czci i wiary – że państwo, jako depozytariusz pieniędzy wszystkich obywateli, nie ma ani prawa ani potrzeby sponsorowania żadnych form sztuki (poza edukacją artystyczną, bo ta w założeniu jest politycznie obojętna, nie determinuje późniejszych wyborów lub postaw). Wypowiadać się może każdy, każdy do wypowiedzi ma w państwie demokratycznym prawo – ale… NIE ZA MOJE PIENIĄDZE!!!!!!
Mecenas wspiera sztukę wedle swojej woli. Jego sprawa (poza ograniczeniami wynikającymi z prawa karnego) i jego odpowiedzialność finansowa. Najskuteczniejszym regulatorem rynku jest klient; jako konsument produktu, odbiorca po prostu kupuje bilet i ogląda to, co chce. A jak mu się nie spodoba, to następnym razem nie kupi biletu, płyty, zdjęcia itp! Koniec, kropka. Natomiast otrzymawszy z góry państwowe (czyli – podatnicze, czyli MOJE!!!!!!!) pieniądze, geniusze lub szmaciarze mogą sobie wystawiać, malować lub grać to, co im akurat w umyśle miga.  I ja z takim założeniem finansowania publicznego – nie z konkretnym wydarzeniem artystycznym lub “artystycznym” – mam problem.
NB. Co do “obrazoburczego” charakteru sztuki i niezależności artystów/reżyserów. Czy ktoś w Polsce artystycznie spali Torę lub podrze Koran? Chciałbym to zobaczyć. Moi żydowscy “starsi bracia” w wierze wybebeszyliby delikwenta do ostatniego centa w sądach, moi muzułmańscy bracia wysłaliby obrazoburców w zaświaty. Nietolerancja? Zapewne! Ale jedni i drudzy mają przekonania, za którymi stają murem, gdy jakiś szmaciarz je dla rozgłosu/szmalu obraża. Polacy mają zaś … frazesy.

WMW

Related News

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

COPYRIGHT 2014 ZYCIE PUBLISHING SERVICES. ALL RIGHTS RESERVED.