Furia Francji – bez Caracali i Mistrali

Furia Francji – bez Caracali i Mistrali

Pisałem byłem swego czasu, podejrzliwie, o  politycznych kulisach swoistej “wymiany” zabranych Rosji “Mistrali” na sprzedane (drogo!) Polsce Caracale, dodając, że na helikopterach się nie znam. Jednakże były prezydent Komorowski z min. Macierewiczem sprawili, iż musiałem nadrobić braki w wiedzy wojskowej. Co drugi komentator ostatnich decyzji MON w sprawie zerwania  kontraktu z Airbusem i złożenia zamówień helikopterów z wolnej ręku, w firmie należącej do koncernu Lockheed Martin jest bowiem ekspertem. Fora mniej lub bardziej poważnych gazet pełne są licytacji domorosłych znawców oraz ekspertów “w stanie spoczynku”: jaki to udźwig, prędkość wznoszenia, ładowność, rampa czy wirniki są niezbędne i najlepsze dla potrzeb marynarki, wojsk lądowych oraz ‘specjalsów’.
Wychodzi jednakże z tej debaty, iż potrzeby naszych sił zbrojnych są skomplikowane i zróżnicowane, a jedna platforma – dogmat w planach pozyskania sprzętu wirnikowego, przyjęty przez prezydenta Komorowskiego – była pomysłem najgorszym z możliwych. Bo co sprawdza się w transporcie, ratowaniu rozbitków lub zwalczaniu okrętów podwodnych, niekoniecznie działa w bezpośrednim wsparciu ogniowym operacji specjalnych.
smiglowce_caracal_black-hawk_porownanie_infografikaZmianę pogody na zakup helikopterów przez Warszawę, po klęsce wyborczej ekipy PO, wyczuli szefowie Lockheed Martin. Nie przez przypadek na najnowszych targach sprzętu obronnego w Kielcach, a także w trakcie manewrów “Anakonda 16”, PZL Mielec był w stanie pokazywać “nową” maszynę nieomal idealnie skrojoną – nie pod warunki ekipy PO, lecz pod inaczej rozumiane potrzeby nowego rządu PiS, dla którego “dobry” produkt musiał być także… produkowany w kraju.
Kto nie rozumie myśli przyświecającej polityce zakupów zbrojeniowych PiS, powinien popatrzeć, jak to robią … Francuzi. Oni są bowiem mistrzami w generowaniu dochodów dla własnych przedsiębiorstw poprzez politykę zakupów sprzętu wyłącznie we we własnych firmach. “Od swego swoje!” – brzmi francuska dewiza produkcji czołgów Leclerc czy samolotów Rafale, o podwodnych Scorpene nie wspominając. Skoro zaś jako państwo, w genialny sposób pozbyliśmy się własnych, strategicznych zakładów lotniczych, silników czołgowych i wszelkich innych, to choć wspierajmy lokalne zatrudnienie. Logika prosta? Prosta. I tylko kompletny ignorant będzie z tego robił PiSowi zarzuty, choć oczywiście medialny jazgot tak zwanej “totalnej opozycji” trwa w najlepsze. Bo “obraziliśmy Francję!” I co teraz? Zabiorą paciorki?!
Złośliwi twierdzą, iż niektórzy z poprzedniej ekipy będą musieli oddać “wziątki”, ale zakup Caracali to nie zakup Pendolino, ne c’est pas?! Wszelkie podejrzenia o ustawkę z Francuzami są bezpodstawne!
Symptomatyczne, że o spokój wobec francuskich histerycznych wrzasków i śmiesznego na tym poziomie dąsania się Prezydenta Hollande, apelował wszak ktoś znający dobrze chyba podszewkę polityki PO w tej kwestii, czyli europoseł Saryusz-Wolski.
Jeżeli rzeczywiście umowa na zakup Caracali przez Polskę była formą rekompensaty za uleganie amerykańskim naciskom w sprawie zbrojenia Rosji, to furię paryskich bulwarówek można zrozumieć. Nie tak się najwidoczniej Pan Prezydent Komorowski z Francuzami układał, nie na takich warunkach miał nas Paryż zaszczycać partnerstwem w NATO. Nic to zresztą nowego, bo ze strony najwyższych czynników politycznych Francji oceniono już dosadnie polskie ambicje polityczne, mało kulturalną wypowiedzią Prezydenta Chirac’a. Mieliśmy kupić sprzęt francuski, na francuskich warunkach, bo… tak!
Czy zerwanie kontraktu z Airbusem jest sprawą polityczną? Chyba ktoś bardzo naiwny twierdziłby, że nie. Rząd PiS jest tam, gdzie jest, między innymi z powodu obietnic złożonych związkom zawodowym. Jak każdy inny rząd, obietnice, w miarę możliwości, musi spłacać. Akurat w kwestii kontraktów zbrojeniowych, gdzie w grę wchodzi ogromna kasa, tego rodzaju polityczne uwarunkowania są oczywiste. Ina- czej – czemu by francuski prezydent zajmował się kontraktem prywatnego przedsiębiorstwa?
Nie bądźmy naiwni. Gwarantem naszych interesów w NATO są jedynie Amerykanie. Zarzuty PO, iż rząd PiS korzysta z okazji, spłaca polityczne długi i idzie na rękę Amerykanom z Lockheed Martin są o tyle trafne co… śmieszne.
Oczywiście, kilka pytań należałoby zadać, nawet z pozycji “opozycji totalnej”. Dlaczego Armée de Terre nie zakupiła rodzimego produktu; dlaczego ofiaruje się nam jako rozwojowy produkt, który schodzi właśnie z linii produkcyjnej koncernu Airbusa, na rzecz całkiem nowej konstrukcji? Kto używa tej platformy w NATO? Czy bez polskiego kontraktu Caracale w ogóle pozostaną w produkcji, a jeżeli nie, to jaką wartość ma zgoda na przyszły eksport tego śmigłowca przez Polskę?
Im głośniejszy krzyk nad Sekwaną (i Wisłą) na temat polskiego wiarołomstwa, tym pilniej powinny się nasze służby przyjrzeć kulisom negocjacji. Ekipa Ministra Siemoniaka podpisała była kontrakt bardzo szybko, ale jakoś z umową offsetową wolała oddać pole opozycji. Dlaczego resort nie naciskał na równoległą finalizację całego kontraktu? Czyżby “warunki brzegowe” nawet ekipę PO wprawiły w zakłopotanie?

WMW

NB. Jeżeli dziś Airbus twierdzi, iż zerwanie umowy zostawia ich z rozpoczętą produkcją 15 śmigłowców, to jaka liczba tych platform miała w ogóle powstać w WZL #1 w Łodzi? Bo plotka niesie, że wkład polski kończyłby się malowaniem i przykręcaniem foteli. W ramach transferu high tech, naturellment!

Related News

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

COPYRIGHT 2014 ZYCIE PUBLISHING SERVICES. ALL RIGHTS RESERVED.