Filozofia podróży

photo 3 To miała być podróż życia. Znudzona własną codziennością, telewizyjnymi korytarzami i krakowskim mikrokosmosem postanowiłam pójść sobie w świat. Wyjechaliśmy w ciemno z Pięknym Marianem szukać pracy i szczęścia. Nie, że nam tego kiedykolwiek w Polsce wcześniej brakowało. Trafił się jakiś taki dzień sier- pniowy i nadwiślany, mocniej powiał wiatr zmiany i postanowiliśmy IMG_3310wyruszyć w nieznane.
Plany były piękne, od Ameryki Południowej przez Północną, Indie, Syberia, światy odmieńców, wizjonerów i dziwaków, rozdroża pełne kurzu i przygód. Nigdy nigdzie nie pojechaliśmy. Drogi  szybko nam się rozeszły, życie nas wyprostowało, odrębne nurty poniosły za inne horyzonty. Po roku pracy w Irlandii miałam jednak na tyle oszczędności by w świat wyruszyć. Ilona Girzewska (wiecie która, ta fajna, od piwa Tyskie), którą poznałam kilka lat wcześniej w Gdańsku na Forum Mediów Polonijnych zaproponowała – zacznij od Kanady. Wiz już nie było, kupiłam bilet i jesienią 2008, po kolejnym Forum, do Kanady poleciałyśmy razem. Miało być na kilka miesięcy. Miałam zimą poprphoto 2acować w stadninie koni gdzieś w okolicach Calgary, wtedy tam jeszcze mieszkał, też poznany na dziennikarskich zjazdach, Marek Mańkowski. A plan miał się wykrystalizować w szeroko pojętym międzyczasie – Ameryka Północna, Południowa, rok może dwa lata w drodze, a potem się zobaczy, co los przyniesie. Nie czekał nazbyt długo, ten los mój tułaczy. Rzucił w wir podróży, o jakim śnić mogło się wielu – wielobarwny, rozedrgany, oszałamiająco piękny kalejdoskop zdarzeń, miejsc, ludzi, zapachów, smaków i dźwięków. Nic nie kształci lepiej niż podróże, choć czasami trudne i gorzkie płyną z tej edukacji lekcje. Dziś, po sześciu latach, wciąż ze mnie żadna alfa i omega, wiem jednak na pewno więcej niż na początku drogi.
1). Jak? Bo przecież można na wakacje all-inclusive na Karaiby, przez naście lat z rzędu w to samo miejsce, do tego samego resortu, bo miejsce znane, znajome, pewne, sprawdzone. Można bardziej egzotycznie, z biurem podróży chociażby, gdzie wszystko zorganizowane, załatwione, zarezerwowane, przygotowane. Albo na własną rękę, kiedy liczyć się trzeba z większą ilością niespodzianek i niewiadomych, poświęcając uprzednio odpowiednią ilość czasu na wyszukanie wszelkich istotnych informacji w necie, przewertowanie przewodników, zdobycie tak zwanego know-how. Czy też zupełnie w ciemno, na wagabundę, na włóczęgę, spontanicznie, z prądem i pod prąd, w nieznane, w siną dal.
2) Czas czy pieniądz? Bo zazwyczaj jak się ma jedno, to się nie ma drugiego. Generowanie zadowalającego współczesne potrzeby życiowe dochodu wymaga czasu, poświęcenia, uwagi i troski. O własny biznes dbać trzeba samemu, duże, piękne domy nie lubią przedłużającego się stanu opustoszenia, życie kosztuje, dzieci kosztują, pies kosztuje. I wszelkie fanaberie też. Zmęczenie codzienną rutyną rozleniwia, wyjaławia podróżniczą wyobraźnię, chce się człowiekowi odpocząć, zagrzebać w ciepłym piasku z drinkiem i chwilową nawet pozornością świętego spokoju. Kto ma czas ten zazwyczaj nie ma miedzi, więc na wiadomo czym siedzi. Albo podróżuje długo i treściwie po krajach trzeciego świata, gdzie życie jest tańsze, choć o wiele trudniejsze, niekomfortowe, brudne i zapluskwione.
3) Po co? Bo zdumiewająca większość jeździ głównie IMG_3374po to, by „zaliczać” kolejne punkty na mapach, a potem zamęczać rodzinę i przyjaciół setkami zdjęć i godzinami amatorskich filmów video. I żeby mieć się czym pochwalić na kolejnej nudnej imprezie. Zapominamy, że to podróż sama w sobie, a nie cel podróży, jest najważniejsza. Tak jakby życie samo w sobie nie było wystarczającą analogią. Zlizując lukier z wierzchniej warstwy ciasta nigdy nie dowiemy się jak smakuje w środku. A znowu próba zagłębienia w konsystencję i smak masy wymaga wysiłku, cierpliwości i czasu. W wielu kulturach przełamanie lodów, zdobycie zaufania lokalnych mieszkańców, stworzenie więzi, osiągnięcie tego poziomu metafizyki, gdy otwierają się drzwi i serca wiąże się z ciężką pracą. Z pokorą, której tak często nam brakuje.
4) Z kim? Bo w podróży tak naprawdę najważniejsze jest towarzystwo. Można pojechać na camping do najbliższego lasu, gdzie nie dają spać komary, a woda w jeziorze powoduje natychmiastową hipotermię, ale pojechać z grupą przyjaciół i jeszcze przez tydzień po powrocie odczuwać spazmatyczne bóle mięśni brzucha spowodowane nieustannym śmiechem. A można pojechać na najbardziej odległy, egzotyczny kraniec świata i męczyć się niemożebnie (uwielbiam to słowo) w towarzystwie przypadkowym i nieprzystawalnym. Bo jak napisał w swoim dzienniku jeden z moich ulubionych bohaterów literacko-filmowych, Alexander Super Tramp z „Into the wild” – the happiness only real when shared.
Wciąż zdarzają się takie momenty, w których zadaję sobie pyIMG_3302tanie – po co ludzie w ogóle IMG_3106podróżują? Z założenia przecież potrzeba podróży wiąże się nierozerwalnie z potrzebą poznania, a my osiągnąwszy jej cel wyciągamy z walizek wszystkie swoje frustracje, próbujemy porównywać to, co zastaliśmy na miejscu, z tym, co zostało w domu. Może zamiast wydawać ciężko zarobione pieniądze na dalekie wyprawy zainwestować w dobre łącze satelitarne, wygodną kanapę i skrzynkę piwa? Na National Geographic zawsze jest ładna pogoda, nigdzie nie ma dzikich tłumów, a zwierzęta wychodzą na zawołanie z krzaków i uśmiechają się do kamery.
IMG_3366Przeleciałam setki mil. Bywały dni, że patrząc na samolot chciało mi się jedynie puścić barwnego, podróżniczego pawia. Pakowałam walizki tyle razy, że weszło mi to w krew, spowszedniało, przestało cieszyć. Bałam się, że zatraciłam radość, że już nigdy nie odnajdę w sobie tego osobliwego, jedynego w swoim rodzaju podniecenia, oczekiwania na Nowe. Nic z tego. Potrzeba ruchu, nieustannej zmiany, odkrywania, przeżywania, dziania się żyje we mnie z upartością karalucha, który przeżyć może nawet katastrofę nuklearną. Bilety kupione. Pakuję walizkę. Wyruszamy w świat. Totalny reisefieber. Zanim pójdę, odlecę, odejdę w tę moją wymarzoną i wyczekiwaną siną dal, zanim porwie mnie kolejny wir zdarzeń  – chciałam Wam podziękować. Tym Wam, którzy byli przez te wszystkie lata – na szlakach, na rzekach, na pylistych, wyboistych drogach, przy szklaneczce rumu w Amazonii, w pociągach, w samolotach, na łodziach, barkach i promach, w górach i w chmurach, na wyspach, w ulewnych deszczach, w sytuacjach niezapomnianych i kryzysowych. Tym Wam, którzy mieli w sobie wyrozumiałość i cierpliwość, dobre słowo i zwykłą ludzką wdzięczność. Tym Wam, którzy daliście mi niemiłosiernie popalić, bo to od Was nauczyłam się najwięcej. Dziękuję.
To nie pożegnanie. Nie koniec. To dopiero początek Opowieści.

Kaja Cyganik

Related News

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

COPYRIGHT 2014 ZYCIE PUBLISHING SERVICES. ALL RIGHTS RESERVED.