Kto pilnuje pilnujących?

Pisane z pamięci

“Ameryka jest zbudowana na zasadzie ‘zorganizowanej wolności’, która zakłada jednoczesną maksymalizację zarówno bezpieczeństwa jak i wolności. Sztuką rządzenia staje się zatem ustalenie praw, które pozwalają dobrym ludziom dobrać się do złych ludzi bez ograniczania wolności obywateli.”
James Jay Carafano, The Heritage Foundation

Najpierw był ogromny skandal z „Pegasusem”! Potem skandal z tym skandalem. Ucichł lament, iż PiS to SB. Okazało się bowiem, że inwigilacja miała ramy prawne, że to sędziowie akceptowali zakładanie podsłuchów, także politykom. No i zamiast polskiej „Watergate”, mającej w zamyśle utopić PiS, obecna Sejmowa Komisja straciła rację bytu. I zemrze w medialnej ciszy. A pytanie pozostaje poważne. Kto kogo ma prawo podsłuchiwać?
Ale takim problemem trudno przeciwnika okładać, jak drągiem. Więc zapada cisza, bo Premier ma inny skandal na głowie, tym razem rzeczywisty.
Skandal z potraktowaniem żołnierzy broniących polskiej granicy przed agresywnymi nachodźcami wstrząsnął polską sceną polityczną. Ujawnia kompletną niezdolność polskich polityków i całego aparatu państwowego do zapewnienia obywatelom bezpieczeństwa w momencie najpoważniejszego kryzysu od upadku bloku sowieckiego. Musiał zginąć żołnierz, by dotarło do niedawnej opozycji, iż jesteśmy w stanie hybrydowej wojny. Jeszcze niedawno w dobrym tonie było opluwanie przez celebrytów Straży Granicznej, bieganie z foliówką pod granicznym płotem czy mówienie o „mordercach w mundurach”. Dziś min. Sikorski stwierdza publicznie, iż nie ma jakiegoś „prawa człowieka” do swobodnego przekraczania granic (szokując Panią Holland). Premier Tusk zapowiada zaś „strefy buforowe” i robi sobie fotki na tle granicznych zasieków. I z typowym wdziękiem szuka winnych nie tam, gdzie trzeba.
Tymczasem pytanie jest poważne i w takiej Ameryce media tego by nie odpuściły: - Co i kiedy wiedział Tusk o śledztwie wobec brutalnie aresztowanych żołnierzy? - Kto miał w jego rządzie obowiązek wiedzieć?
***
W kontekście „Pegasusa” sięgam po własny felieton z czerwca roku 2013. Dziś kwestia prawnych zasad ochrony obywateli, poprzez nadzór nad nimi, to także polski problem.
Kto pilnuje pilnujących?
(…) w związku z ujawnieniem faktu masowego podsłuchiwania obywateli przez rząd. Agencja NSA monitoruje elektroniczną komunikację obywateli. Prezydent Obama, w obliczu bezdyskusyjnych dowodów przyznał, iż aby amerykańskiej wolności bronić, trzeba ją nieco uszczuplić. Albo wolność, albo bezpieczeństwo?
Republikańscy krytycy Obamy podkreślają, iż jako senator i późniejszy kandydat na prezydenta, bardzo ostro potępiał on ówczesnego prezydenta, Busha za “Patriot Act” - danie rządowi szerokich kompetencji inwigilowania obywateli bez nakazu sądowego. Tymczasem, po objęciu urzędu, nie tylko nie ograniczył on krytykowanych przez siebie zasad, ale jego administracja jest jeszcze bardziej aktywna, niż republikanie. To właśnie przekonanie o pogłębianiu przez Obamę praktyki śledzenia obywateli legło u podstaw decyzji Edwarda Snowdona, analityka CIA, do ujawnienia całej afery. Miał on początkowo nadzieję, jak twierdzi, iż Obama będzie bardziej powściągliwy.
Czy (…) rząd nie ma obowiązku “dmuchania na zimne”? Czy w sytuacji, gdy każdy, kto tego zapragnie, ma możliwość przyjazdu, zamieszkania i np. uczenia się w Ameryce, nie jest uzasadnione pilne śledzenie poczty elektronicznej i wychwytywanie słów-kluczy, co do których istnieje podejrzenie, iż mogą sygnalizować terrorystyczne zamiary nadawców?
(…) Wspomnijmy niedawny atak na maratończyków w Bostonie. Młodzi, sympatycznie wyglądający kaukascy chłopcy żyli spokojnie, wmieszani w amerykańskie społeczeństwo aż do chwili, kiedy zdecydowali się “działać”. I choć były na ich temat rozmaite informacje wywiadowcze, także z zagranicy, niczego konkretnego na nich nie posiadano. Aż się uaktywnili! Co by się jednak mówiło, gdyby ktoś na podstawie poszlak zaczął ich inwigilować? Czy nie byłoby wrzasku obrońców praw człowieka o działanie metodami państwa policyjnego? (…)
Człowiek znający choć odrobinę historii jest jednakże niejako naturalnie podejrzliwy. Musi być! Czy możemy wierzyć w dobre intencje rządów? Czy mamy ufać agentom, których służba w samym założeniu niejawna, tak łatwo może doprowadzić do podejmowania działań nie tylko nielegalnych, ale wręcz szkodliwych dla obywateli? Czy wszystkie ataki terrorystyczne na świecie są aby właśnie takie? Czy nie rodzi się pokusa choćby dopuszczenia do “ kontrolowanego” ataku, aby potem wykorzystać oburzenie elektoratu dla wprowadzenia pożądanej przez rozmaite grupy interesów legislacji? (…)
Nie trzeba oglądać filmów z Bondem czy Bournem, by wyobrazić sobie całą gamę pokus, przed jakimi muszą stawać ludzie posiadający tak wiele władzy przy tak iluzorycznej kontroli powołanych do tego organów konstytucyjnych. Czy jednak - z drugiej strony - nie mogą owi ‘strażnicy’ naszego spokoju i bezpieczeństwa wściekać się na biurokratyczne procedury i zwykłą tępotę tak wielu polityków, którzy nie rozumieją i nie znają rozmaitych zagrożeń, z jakimi owe “służby” spotykają się na co dzień? Czy tak trudno jest zrozumieć motywację agenta lub szefa “służb”, łamiącego prawo aby dopaść zbira, zboczeńca czy patologicznego mordercy, który doskonale zna i wykorzystuje owo prawo dla zapewnienia sobie bezkarności?
(…) już starożytni zgadzali się na to, iż dla bezpieczeństwa wspólnoty konieczni są obdarzeni wielką władzą Strażnicy. Uzasadnione jednakże jest pytanie: Kto pilnuje owych Strażników?                                     WMW

 

Powiązane wiadomości

Comment (0)

Comment as: